Październik 2005      


|:  RECENZJA  :|

Andrzej Pilipiuk - Norweski Dziennik
Marceli

Każdy z nas może w pewnym momencie stracić pamięć. Od tak, pęknie jak bańka mydlana, ulotni się, a my nie będziemy nawet znać własnego nazwiska... Nie jest to na pewno miłe doświadczenie. Ale cóż, tak czasem bywa. Szesnastoletni Paweł Koćko, bohater "Norweskiego Dziennika", również tego doświadcza.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to - rzecz jasna - okładka. Widnieje na niej młody chłopak, trochę jakby przestraszony i ze smutkiem widocznym na twarzy. Gdzieś daleko za nim, płynie po niebie błękitna kula, choć z jakiego powodu tam jest, przyjdzie nam dowiedzieć się dopiero w trzecim tomie. Teraz jednak czas, abym pokrótce omówił pierwszy tom "Norweskiego Dziennika".

Andrzej Pilipiuk chyba jak nigdy popisał się swoimi umiejętnościami, czego dowodem jest ta właśnie książka. Pisząc ją przez 19 lat (!) - od okresu dzieciństwa do dorosłości, prezentuje nieco inny styl, inne opisy, dialogi, i pomysły, do których zdążył nas już przyzwyczaić. Tym razem nie ma bimbru, alchemii, zarazy, ani III wojny światowej. Jest jakby próżnia, którą Paweł musi wreszcie wypełnić wspomnieniami. Pilipiuk zasłynął już niepochlebnymi uwagami na temat polskiego szkolnictwa i pierwsze kilkanaście stron utwierdza nas tylko w tym, o czym już mówił wiele razy. Jest podła nauczycielka - pani Pszczółka, beznadziejna szkoła i uczniowie oraz beznadziejny dyrektor, a cała pedagogiczna część szkoły traktuje swoich podwładnych z góry i ma ich głęboko... Chodzi tylko o to, aby w młodych Polakach wyrobić jak największą wrogość do imperialistycznych nieprzyjaciół zza oceanu.

Z początku opowieści nie bardzo wiemy, o co tak naprawdę w niej chodzi. Krótka charakterystyka Wojsławic (tym razem niewiele wzmianek o Jakubie Wędrowyczu), a następnie autor pakuje nas do Warszawy, na zakończenie roku szkolnego w pewnej bardzo niemiłej podstawówce...

Czy streścić pokrótce fabułę książki? Chyba nie. Zbyt wiele pisania, i przyjemność czytania już nie byłaby tą samą. Jak to zwykle bywa u Pilipiuka dowiemy się trochę historycznych ciekawostek, a następnie zwiedzimy pałacyki rosyjskiej arystokracji i nowy dom Pawła.

Dość dużo refleksji, czego nie zauważyłem e w innych powieściach i opowiadaniach Andrzeja, a także przebłysków pamięci głównego bohatera. Dowiedziałem się też, dlaczego nie powinno pić się coca-coli (ale tego musicie dowiedzieć się sami!)...

  Norweski Dziennik
  -
  Pewnie są
  -
  Fabryka Słów
  2005, Lublin
  30 zł
  fantasy
  miękka
  ???
  Brak oceny





Autor prezentuje również całą kanonadę pobocznych bohaterów, a każdy z nich to diametralnie inne zachowanie, kultura, język. Od Maćka Wędrowycza - wnuka Jakuba egzorcysty-amatora, który wprowadza do powieści wiele humoru i jest lekko stuknięty, Norweżkę Ingrid i jej brata, który za zadanie ma obserwować Pawła przez 24 godziny na dobę, do hrabiego Dereka, który pojawia się dopiero w części końcowej.

"Norweski Dziennik" to przede wszystkim powieść przygodowa dla młodzieży. Tych starszych, którzy przyzwyczaili się do "tradycyjnej" prozy Pilipiuka, może trochę znudzić. Niemniej jednak, jeśli i wy macie niemiłe wspomnienia z PRL-u, chęć ucieczki w rejony, których nie znacie, chcielibyście poznać jakąś fajną dziewczynę i znaleźć prawdziwych przyjaciół - sięgnijcie po tę książkę bez wahania. Na pewno nikt się nie zawiedzie.

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!