Jonathan Carroll - Czarny koktail
Tuxedo
"Starcy winni
stawać się odkrywcami
Tu i teraz nic nie znaczą
Nieruchomi, podążać musimy
Ku odmiennym nasyceniom...
Koniec jest moim początkiem"
- T. S. Elliot - "East Coker"
Jonathana Carrolla chyba wszyscy znają, a jak nie znają, to znaczy, że nie
czytali moich poprzednich recenzji. I dobrze im tak! :P Chociaż... ja właściwie
też uważałem, że go znałem. I co? I pewnego pięknego dnia na Allegro znalazłem
omawiany właśnie tytuł tego pisarza. Nie żeby książka jakoś specjalnie odstawała
od reszty jego twórczości - główne motywy przemijania i śmierci pozostały
zachowane. Ale ta opowieść jakoś różni się od reszty. Właściwie powinienem
napisać "te opowiadania", gdyż obok tytułowego "Czarnego koktajlu" znajdujemy
jeszcze drugie opowiadanie pt. "Ale karuzela!" (ze zbioru "The panic hand",
przetłumaczonego i dostępnego w Polsce jako "Upiorna dłoń" - o ile mnie pamięć
oczywiście nie myli). Całość ma nieco ponad 150 stron i czyta się doskonale.
W "Czarnym koktajlu" bohaterowie odnajdują warunek/zasadę "spełnienia w życiu"
(niezbyt fortunne określenie, ale lepszego nie wymyśliłem). Opowiadanie
przepełnione jest realizmem pomieszanym z siłami nadprzyrodzonymi, magią czy jak
to sobie jeszcze nazwiecie. Właśnie za tę mieszankę najbardziej cenię twórczość
Carrolla. Do tego tradycyjnie zaskakujące zakończenie, pozostawiające wiele do
myślenia - po czymś takim po prostu nie można powiedzieć, że lektura nie była
dobra. Co też niniejszym czynię - nie było dobrze, było kapitalnie! :)
"Ale karuzela" to z kolei rozwiązanie innego nurtującego ludzkość problemu,
czyli pytania o istnienie i naturę Boga. I tutaj autor zręcznie przeskakuje z
realizmu do nadrealizmu, czyniąc opowiadanie naprawdę smakowitym kąskiem. I żal
tylko, że tak szybko się kończy, ale przecież najważniejsze, najtrudniejsze
pytania często mają również najprostsze odpowiedzi...
Chciałbym podsumować, jednocześnie nie piejąc z zachwytu, ale nie mogę :). No
dobra, to powiem Wam, czemu książka wydała mi się inna od pozostałych - otóż
odszukawszy rok wydania (zaznaczam: angielskiego!) okazało się, że została
napisana przed ponad piętnastu laty. Już po "Krainie Chichów" i "Na pastwę
aniołów", ale jeszcze przed chociażby "Muzeum psów" czy trylogią "Crane's
Viev". Ponadto, jak już wspomniałem, nie jest typową dla Carrolla powieścią, ale
zbiorkiem dwóch opowiadań, które same w sobie stanowią naprawdę miły przerywnik
między większymi ( w sensie objętościowym, oczywiście ;-)) tworami.
|
|
|
|
| Black
Coctail |
|
| - |
|
| - |
|
| - |
|
| - |
|
| - |
|
| - |
|
| - |
|
| - |
|
| - |
|
|
|
|
 |
|
|
|
Dodam jeszcze, że cena okładkowa to... 4,9zl, ale rok wydania - 1995, więc
dostać w oficjalnej sprzedaży może być trudno. Jednakże polecam poszukać,
chociażby na aukcjach. Rzecz jasna mnie możecie nie usłuchać, ale prawdziwym
autorytetom to już chyba możecie zawierzyć? :) Więc tak:
"Niezrównana, wyjątkowa pozycja wśród opowieści nadrealistycznych." - San
Francisco Chronicle
"Pisarz niezwykły... Absolutna oryginalność, autor o rzadkim talencie." - Pat
Conroy, autor "Księcia przypływów"
|