Październik 2005      


|:  RECENZJA  :|

Dan Brown - Kod Leonarda da Vinci
Gregorius

"Dano ci życie, które jest tylko opowieścią. Ale to już twoja sprawa, jak ty ją opowiesz i czy umrzesz pełen dni"

Jakoś nie byłem przekonany do tej książki. Ludzie się zachwycali, biskupi katoliccy ciskali gromami, co tylko skutecznie podnosiło sprzedaż, a ja stałem z boku. Kiedyś sobie nawet obiecałem, że jej nie przeczytam. Jednak - stało się. Kolejne słowo, nieopatrznie rzucone na wiatr, zaowocowało dwoma dniami czytania i... konsternacją.

Jak zapewne niektórzy wiedzą, przed przeszło pięciuset laty żył da Vinci, człek wszechstronnie uzdolniony. Okazał się być głową nielicho tęgą. Ale przy tym, był również głową Zakonu Syjonu - strażników Świętego Graala, co poniekąd implikuje wydarzenia opowiadane przez Dana Browna. Historia owa, przelatująca przez przeszło pół tysiąca stron, haczy o mity związane z Graalem, apokryfami, Templariuszami i wieloma innymi, niezbyt codziennymi motywami.

Na kartach powieści spotkamy Roberta Langdona, profesora i specjalistę w zakresie symboliki; dość wrednego, acz skutecznego szefa francuskiej policji śledczej, Bezu Fache oraz młodą panią kryptolog, Sophie Neveu. Ta ostania, jak się okazuje jest wnuczką zamordowanego Jacques'a Sauniere'a, kustosza Luwru. Owo morderstwo okazuje się być na tyle niecodzienne, że popycha akcję książki i, przynajmniej w założeniu, nie pozwala nudzić się czytelnikowi. Plejadę postaci dopełnia mnich albinos, biskup - szef Opus Dei i nieco ekscentryczny brytyjski historyk. Intrygujące towarzystwo? W zasadzie - owszem.

Koncept książki jest jednak w gruncie rzeczy prosty, jak przysłowiowy drut. Jest ciało, domniemany sprawca, który niekoniecznie jest winny i mnóstwo śladów układających się w łamigłówkę dla policji i czytelnika. Wszystko to plącze się i zazębia wokół twórczości Leonarda da Vinci i spuścizny Chrystusa oraz Zakonu Syjonu. Mamy więc również w tyglu powieści religię pełną gębą. I to w niezbyt dobrym świetle, oględnie mówiąc. Czy to jednak wystarczy, aby książka była dobra?

Dan Brown, sprawnie żonglując motywami, wprowadza czytającego coraz głębiej w zagadkę godną, na poły, dość porządnego kryminału i powieści przygodowej. Trzeba przyznać, ten aspekt wypada wyśmienicie. Książka wciąga równie skutecznie, co sudoku krzyżówkomaniaków ostatnimi czasy. Nie dziwi zatem jej popularność.
I tu, niestety, jest pogrzebany pies. Otóż, książka jest... za prosta! Tak, niestety, muszę to przyznać.

Idąc na masówkę, Dan Brown, jak się wydaje, postawił na niezbyt wyszukaną i relatywnie małą komplikację zadań. Na czym opieram te wnioski? Czytawszy kolejne rozdziały na ogół udawało mi się trafnie rozwiązywać zagadki i przewidywać rozwój wypadków. Mnie - laikowi w kulturze i symbolice zarówno pogańskiej, jak i średniowiecznej oraz renesansowej.

  Da Vinci Code
  -
  -
  -
  -
  ---
  ---
  ---
  ---
  ???
  Brak oceny



 Wiele fragmentów, mimo odpowiedniej, mitologicznej otoczki, było niestety aż nazbyt oczywistych. Aż się prosi, żeby przytoczyć tu zasłyszaną gdzieś opinię, że Brown to Umberto Eco dla ubogich. Cóż, jest w tym sporo prawdy.

Mimo to, coś w tej książce jest. Przyciąga, kusi, zdawałoby się, że prosi o przeczytanie tych kilku stron więcej przed zaśnięciem. Może to sprawa tematyki? Któż nie zainteresowałby się, choćby na moment, brudnymi sekretami Kościoła, ciekawostkami z dziedziny sztuki renesansu, czy historii? Na tym opiera się siła poczytności tej książki. I dlatego można ją poczytać. Jeśli szukasz czegoś ambitniejszego sięgnij po Imię Róży. Ale na omawianą tu pozycję też możesz rzucić okiem. Tym bardziej, że, wbrew pozorom, obie książki mają wiele wspólnego.

Być może "Kod Leonarda da Vinci" jest stosunkowo prosty, by nie rzec - schematyczny. Jednak dobrze się go czyta. A czegóż chcieć więcej od książki "na raz"?

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!