« poprzednia | spis treści | następna »  
Tomb Raider: Legend
KijasS

Lara wraca! Można rzec, że z zaświatów, ponieważ wszystkie części - nie licząc jedynie pierwszej i może drugiej - sukcesywnie grzebały pannę Croft w głębokim dole. Widzieli to wszyscy gracze i recenzenci. Jedyne osoby, które były ślepe na coraz to gorsze odsłony legendarnej gry to wydawca (Eidos) i producent (Core Design).

Niecny proceder trwał, aż do roku 2003, kiedy to światu ukazała się Tomb Raider:Angel of Darkness, z którym wszyscy wiązali wielkie nadzieje (wszak część ta zapowiadana była jako powrót do świetności cyklu). I niestety i tym razem okazało się, że chłopaki z Core Design jedyna, co potrafią robić to przechwalać się i powielać stare błędy, a także wprowadzać nowe. Po ukazaniu się Angel of Darkness Eidos poszedł po rozum do głowy i wywalił cały team partaczy na bruk, a na ich miejsce zatrudnił kogoś, kto zna się na rzeczy (główne, a może nawet przede wszystkim na efektownych grach TPP), czyli Crystal Dynamics. Jest to studio, które od kilku dobrych lat raczy nas niezmiennie dobrymi grami z cyklu "The Legancy of Kain". Co, jak co, ale ci goście nie mogą spaprać roboty (no chyba, że spartaczą :)).

Od razu widać, że coś knuje...

Stara dobra Lara Croft

Czego możemy się spodziewać po nowym Tomb Raiderze? Pierwsze i chyba najważniejsze to powrót do korzeni serii. Lara wraca do swojego ulubionego zajęcia (i w sumie naszego też :)), czyli łażenia po starożytnych ruinach i grobowcach rozsianych na całej kuli ziemskiej poczynając na amazońskiej dżungli, a kończąc na mroźnych ostępach, gdzieś na Syberii. Przygotujcie się na poszukiwania mitycznych artefaktów w miejscu, gdzie pierwotnie się znajdowały, a na które dybie Lara i jej Wróg. Nie do końca wiadomo, kto będzie złym i podstępnym Wrogiem, ale tu i ówdzie mówiło się o starym znajomym panny Lary. Cóż, jak powrót do korzeni to pełną gębą. Lara, prócz skakania po zielonej trawce i przemierzania skutych lodem pustkowi odwiedzi także kilka drapaczy chmur pnących się od same niebo, gdzieś w wielkiej metropolii.

Seksowna jak nigdy dotąd

Jak wiadomo Lara jest kobietą, której Stwórca (kimkolwiek on jest) nie pożałował wdzięków. Od części pierwszej graficy z Core sukcesywnie powiększali silikonowy balast Lary, co doprowadziło do tego, że w ostatnich częściach wyglądała jak "gwiazda" filmów z kategorii XXX. Nie wiem, komu się to podobało - mnie wcale. Nowa ekipa postanowiła, że Lara nabierze dużo bardziej sportowych kształtów. Jednak nie ma, co się martwić, ponieważ nasza dzielna bohaterka wygląda lepiej niż kiedykolwiek przedtem. Z resztą, co ja będę wam zanudzał - popatrzcie na screeny i sami się przekonajcie! Dla mnie nowa Lara jest dużo bardziej do rzeczy niż dhampirzyca z BloodRayne. Mniam! :)

Zwinna niczym kot

Lara, w gronie swoich zalet posiada też niebywała zręczność. Potrafi skakać po wąskich pułkach nad bezkresną przepaścią, bezproblemowo wspina się po linie, czy unika o

włos rozpędzonych kamieni (pamiętacie pułapki z rozmaitych wiekowych ruin?). W Tomb Raider: Legend autorzy dodali cały szereg nowych ruchów i zdolności. Poczynając na saltach (z wyskoku, w przód, w tył, do góry i w dół), skokach (także kilka rodzajów), akrobacjach na linie, ślizgach (umożliwiają one przede wszystkim przemknięcie w mgnieniu oka pod zapadającymi się kamiennymi wrotami) i kilka innych rzeczy, które prawdopodobnie umknęły mojej uwadze podczas oglądania trailera Przy tak dużych możliwościach Lara porusza się z wielką gracją, dosłownie niczym kot. To trzeba zobaczyć.

Ładne zabytki. :)

Do ciekawszych ciekawostek zaliczyć można jeszcze wykorzystanie pojazdów. Przykładowo na trailerze Lara przeskakuje na motorze z jednego budynku na inny, co wygląda niezwykle efektownie.

Nie da się ukryć, że autorzy starali się dorównać takim grą jak Prince of Persia, czy wspomnianej już BloodRayne, przy czym jakby po trosze inspirowali się tym, co wyczyniali bohaterowie owych gier. Nie ma co się martwić - Lara zachowała swój własny styl.

"Lubię takie ogniste!"

Znakiem rozpoznawczym panny Croft są także jej dwa pistoleciki, które (muszę to napisać!) zabójczo wyglądają, gdy są zawieszone na apetycznych udach i nie mniej tracą na atrakcyjności, gdy trzyma je w dłoniach mierząc do niemilców. W najnowszej odsłonie nie mogło, więc ich zabraknąć. Do standardowego arsenału typu shotgun czy M16 (przepraszam, ale zdaje mi się, że w poprzednich częściach go nie było) dochodzą jeszcze rzeczy trochę większego kalibry, jak np. stacjonarny karabin maszynowy, czy bazooka.

Lara's Back (*)

Graficznie Tomb Raider: Legend prezentuje się co najmniej dobrze. Model Lary jest naprawdę szczegółowy i dopieszczony (hehe) w najdrobniejszych szczegółach. Podziw budzą wnętrza ruin (tak ich design, jak i projekt), gdzie oglądać możemy monumentalne posągi i rzeźby.

Jedno jest pewne - najnowszy Tomb Raider będzie znacznie lepszy niż to, czym od trzeciej części raczyli nas programiści z Core Design. Lecz czy okaże się godna pierwszej części, a także czy dorówna Prince of Persia będziemy mogli przekonać się już w sezonie świątecznym bieżącego roku.

(*) Dwuznaczność tego wyrażenia jest jak najbardziej na miejscu. :)


Producent: Cystal Dynamics
Wydawca: Eidos
Polski wydawca: Cenega Poland
Premiera: koniec 2005
Internet: www.tombraider.com

« poprzednia | spis treści | następna »