« poprzednia | spis treści | następna »  
Creature Conflict: The Clan Wars
Iron Cookie

Gry z serii Worms należą do tych, które każdy poczciwy gracz znać powinien. Team 17 dzięki nim osiągnęło wielki sukces. Jeśli coś się sprzedaje, to trzeba coś takiego stworzyć, a kaska na konto wpadnie... Zapewne na podobny pomysł wpadli panowie z Mithis Games (mają na koncie m.in. Nexus: The Jupiter Incident, na którą pomysł zaczerpnęli z sagi Homeworld, hmmm...) i postanowili wykonać Creature Conflict: The Clan Wars, która to na dzień dzisiejszy prezentuje się niezwykle "wormsowo". Tylko czemu duplikat nie mógłby zagrozić oryginałowi?




Trzy De - źle!

Najnowsze części Wormsów, odkąd zostały przeniesione w trzeci wymiar, nie spełniają oczekiwań graczy. Nienajlepsza grafika, szwankująca kamera i co najważniejsze - klimat diablo różniący się od tego, którego uświadczyliśmy we wcześniejszych częściach, a który przypadł nam do gustu. Być może CC: TCW wniesie w 3D więcej grywalności... W grze mamy grupę zabójczych zwierzaków-potworów, których życiowym celem jest krzywdzenie kreaturek innego gatunku. Wpierw jednak opowiem o nieco bardziej zawiłej i zaiste przedziwnej otoczce fabularnej...

Czerwony klejnot mordu

Początek gry ma miejsce w momencie pojawienia się iście enigmatycznego czerwonego klejnotu. Świecidełko owe wydaje wszystkim istotom rozkaz, by te zaczęły się nawzajem mordować, natomiast w wolnych chwilach, odpoczywając od sieczki, szukać owemu elementowi biżuterii innych doń podobnych. Jako że zwierzęta oczywiście głupie nie są, postanowiły wysłać na zwiad jedynie swych starannie wyselekcjonowanych, najmężniejszych wojaków.

Małpa, gryzoń i wilkopodobne coś




Dostajemy możliwość wyboru jednego z klanów zwierząt. Występują tu waleczne, wilkopodobne stwory (The Pack), inteligentne małpy (The Techies) oraz przerośnięte gryzonie (The Frets). Każda z tych grup ma jednego przywódcę, aczkolwiek sterować się takim nie da (przeciwnego trzeba pokonać, by ostatecznie zniszczyć jego klan). W Creature Conflict znajdziemy pewne bonusy, które wraz z przechodzeniem gry będą kolejno odblokowywane. Przykładowo odkryjemy kolejno czwartego, piątego (itd.) zwierzaka z danego klanu, aż do ósmego, ostatniego.

Po obraniu strony konfliktu przystępujemy już do złożenia naszej drużyny, w której skład wejdą jednostki odblokowane wcześniej (patrz wyżej). Dobrze jest je uzbroić, gdyż sieczka, jaką rozkazał wszcząć Wielki Klejnot nie przypomina tej, w którą wdają się zwierzęta z naszych realnych puszczy. Bronie dzielą się tutaj na takie, które początkowo wybieramy dla ściśle określonego zwierzęcia oraz na "spadające z nieba". Widać, że oba rodzaje zostały na pijanego chama zerżnięte od kultowych Wormsów. W sumie będzie ich mniej więcej sześćdziesiąt. Po wykonaniu tych czynności można już udać się na bój. Co do samych pól walk, to początkowo będzie to dwanaście planet, acz poznamy też inne, ale dopiero po przejściu danych etapów. Według twórców każda z planet ma być inna niż pozostałe. Na owym placu boju znajdziemy takie cacka, jak wcześniej wspomniane porozrzucane narzędzia zbrodni, które pospadały wprost z niebieskiej poświaty wiszącej nad pyskami naszych kreaturkozwierzaczków (jak ja nienawidzę zdrobnień... :)).

Krew, krew, krew! Chcemy KRWI!!!

Za pomocą broni zniszczymy wszystko, ale to wszystko, co tylko widzimy, a to za sprawą rzekomo maksymalnie dopracowanej interakcji z otoczeniem. Autorzy gry twierdzą, iż dosłownie każdy element planety będzie można przemienić w pył. Co więcej, na mapie znajdować się będą rzeczy (auto)matycznie rozstrzeliwujące wszystko, co się rusza. Jednak niekoniecznie zadziałają przeciwko nam, ponieważ dostaniemy możliwość sterowania ową artylerią. Prócz tego napotkamy różnego rodzaju inne przedmioty, jak katapulty, teleporty etc.

Strategiem dobrze być

Creature Conflict nie można zaliczyć do zwykłych zręcznościówek. Jak głoszą panowie z Mithis Games, elementy strategiczne dadzą nam się we znaki. Rozgrywka podzielona została na tury, które, podobnie jak w serii Worms, kończą się po użyciu broni bądź w momencie, kiedy czas na jej ukończenie dobiegnie końca. Czas ten dane nam będzie wykorzystać w sposób różnoraki - niszczenie wroga oraz zbieranie paczuszek, w których zapewne znajdują się interesujące przedmioty to najważniejsze aspekty tury. Po ukończeniu kolejki gracz dostanie jeszcze dosłownie chwileczkę na zmianę miejsca, w którym się znajduje. I jeszcze jedno, używając broni warto spojrzeć na kierunek wiatru, gdyż od niego zależy trajektoria lotu pocisku. Właściwie akapit ten mogłem skopiować z niejednej recenzji Wormsów. :)

Ludzie z ludźmi, a roboty... też z ludźmi

Na tryb single player składa się trzydzieści sześć misji, a dodatkowo do odblokowania mamy dwanaście. Zniszczenie danego budynku, uwolnienie pobratymców z niewoli, zabicie przywódcy danego klanu czy zwyczajne pokonanie oponentów to przykłady zadań, jakie przygotowali nam twórcy. Każde z nich ma dostarczać, prócz samej przyjemności czerpanej z rozgrywki, wiele humoru.




Wszystko OK, ale bądź co bądź gra z żywym człekiem jest znacznie przyjemniejsza od gry z robotem, czyli AI. W Creature Conflict istnieje również tryb multiplayer. Oferuje on rozrywkę dla maksymalnie czterech graczy (poprzez Internet lub LAN). Rozgrywka tego typu daje możliwość uczestniczenia w m.in. znanym chyba wszystkim trybie Deathmatch lub King of the Hill, który wymaga od nas utrzymania w jak najdłuższym czasie kilku kluczowych punktów (pewno coś typu Onslaught, czy jak tam się to pisze, z Unreal Tournament 2004). Większość rzeczy w trybie wieloosobowym jest modyfikowalna - od czasu poświęconego na kolejki przez zmianę poziomu grawitacji po stworzenie własnej planety.

Rysunek w modzie?

Grafika CC:TCW to sprawa najbardziej podatna na dyskusję. Panowie z Mithis Games nie ukrywają, iż oprawa wizualna jest w całości narysowana ręcznie, co widać ze screenów. Jednym ta trochę kreskówkowa grafika może przypaść do gustu, no ale i nieprzyjaciół owej rodzaju grafiki szukać nie próżno. De gustibus non est disputandum, niemniej autorzy i tak zapewniają o widowiskowych efektach i realistycznej fizyce. Zauważalny weń jest jeden, dla niektórych gigantycznej wielkości plus - będzie miała mianowicie niskie, jak na dzisiejsze standardy wymagania sprzętowe.




Powtórka z rozrywki?

Czy Creature Conflict okaże się grą, która przytłoczy niezwykle mało grywalne części Wormsów w 3D i odniesie sukces, czy przybierze postać niegodnego wzmianki niewypału? Cóż, na dzień dzisiejszy nie można niczego oceniać, zapowiedzi autorów wyglądają bardzo apetycznie, jednak które takiego wrażenia nie robią? Najlepszym sposobem na dowiedzenie się, czy coś smakuje aż tak pysznie, czy tylko tak wygląda, jest spróbowanie, a Creature Conflict: The Clan Wars zasmakuje nam lub wręcz przeciwnie na początku kolejnego roku szkolnego, gdyż ukaże się we wrześniu.


PS. W momencie, gdy piszę zapowiedź jest początek sierpnia, zatem gdy Wy to czytacie, gra może już grzać miejsca na sklepowych półkach.


Gatunek: zręcznościowa strategia turowa :)
Producent: Mithis Games
Data premiery: wrzesień 2005
Dystrybutor: Cenega
Internet: www.creatureconflict.com

« poprzednia | spis treści | następna »