|
Jak zapewne wszyscy wiecie, większość gier robionych na podstawie filmów/książek/komiksów to totalne niewypały, którym nie warto poświęcać czasu. „Thorgal-klątwa Odyna”, „Batman:Vegenace”, „Kajko i Kokosz-szkoła latania” „Asteriks i Obeliks kontra Cezar”- żadna z tych gier nie była ani ładna graficznie, ani tym bardziej grywalna. Jednym słowem- klapa. W taki wypadku można przyjąć, że „egranizacje” mają najzwyklejszego pecha i zrobienie dobrej gry z bohaterem jakiegoś filmu jest niemożliwe i nie warte prób, bądź można spróbować znaleźć grę, która by zaprzeczyła tej teorii i pokazała całemu światu, że da się zrobić coś dobrego mając do dyspozycji licencje i wyznaczony termin ukończenia. Czy „Ace Ventura jest właśnie taką grą? Szczerze mówiąc, tuż przed rozpoczęciem gry, bałem się totalnej głupoty jaką zalewały nas oba filmy z głównym bohaterem tej gry i nudy wiejącej z monitora. A teraz, po dłuższym poznaniu tej gry, co o niej myślę? Tego dowiecie się za chwilę
;-)
Słów kilka o fabule i grywalności
Po uruchomieniu gry, bez żadnego intra, czy choćby menu (teraz może się to wydać dziwne, ale kiedyś w przygodówkach było to na miejscu dziennym) jesteśmy od razu rzucani na głęboką wodę. Tak dokładniej, to jesteśmy rzucani na sam szczyt gór, gdzie pomagamy Ace'owi dokończyć jego ostatnie zlecenie (dla
nie obeznanych z filmem- Ace jest tzw. Psim detektywem, to jest zajmuje się sprawami dotyczącymi tylko i wyłącznie przedstawicieli lokalnej [bądź nie] flory). Po uratowaniu bezbronnego sępa z rąk jakiegoś Bardzo Złego Typa wracamy do mieszkania, i odbieramy kolejne zlecenie. Dotyczy ono statku kapitana
Nemo...
Gra jest typową przygodówką typu point&click, skierowaną głównie do osobników>12 roku życia. Wraz z
Mr Venturą rozwiązujemy kolejne zadania, poznajemy nowe postacie i zwiedzamy różne (czasami bardzo „odjechane”) miejsca. I to wcale się nie nudzi! Twórcom gry udało się tak wyważyć grę, by się nie dłużyła, ale też nie gnała jak szalona prze fabuł, tak, ze gracz nie ma pojęcia o co chodzi. Przez to gra się w Venturę (o dziwo!) całkiem przyjemnie. Autorzy nie ustrzegli się jednak kilku wad, które zaraz wymienię. Przede wszystkim lokacje. Te, które odwiedzamy są wyjątkowo małe, przez co nieciekawe. Weźmy za przykład jedno z pierwszych miejsc jakie odwiedzamy, czyli łódź podwodną kapitana Nemo (wybaczcie, jeśli miała ona swoją nazwę, to jej
najzwyczajniej w świecie nie znam, to był chyba Nautilius, prawda?). Co tam mamy do dyspozycji? Główną kabinę (taką ze sterem:-)), podpokład, jadalnie (gdzie możemy TYLKO siedzieć przed stołem) i wejście (także minimalne). Podobnie wygląda reszta lokacji. Myślę, że gdyby dodano kilka miejsc, nawet całkiem niepotrzebnych, to rozgrywka byłaby trochę trudniejsza, ale i ciekawsza.
A właśnie- trudność. Jak wiadomo, przygodówki dla dzieci (którą bez wątpienia Ace Ventura jest) powinny wymagać od malców myślenia, ale nie powinny być zbyt trudne, bo to może dzieciaczki zniechęcać. Tutaj twórcom się nie powiodło. Przy wielu zagadkach musiałem się naprawdę napocić (a nie czuje się laikiem, jeśli chodzi o przygodówki),
a w pewnych miejscach zacinałem się nawet na kilka godzin. A możliwości zmiany poziomu trudności nie ma.
Humor w grze jest dla mnie sprawą sprzeczną. Z jednej strony jest mniej „bawarski” niż w filmie, jednak dalej bardziej przypomina ten z „Maski”, niż ten z „Dnia świra”. Nie uświadczymy tu ciągłego pierdzenia, obleśnych podtekstów erotycznych (pewnie ze względu na dzieci), czy innych „smaczków”. Za to mamy tu nieśmiertelne miny Jima „gumowej twarzy” Carrey'a,
niby zabawne monologi („łatwiej byłoby przejść wielbłądowi przez igielne ucho”) i kupę dowcipów sytuacyjnych. Dzieciakom może się to spodobać, mnie nie bardzo.
W grze dialogi są kierowane przez nas, jednak odbywa się to w dość „ekscentryczny” sposób. Otóż mamy do wyboru kilka zdań, a gdy na jakieś się zdecydujemy, nasze wirtualne alter ego wygłosi jakiś „przekomiczny” tekst, mający coś wspólnego z tym, co wybraliśmy. Nie jest to może wada, ale jest to jakieś dziwne:-) Brakuje mi też dialogów w formie napisów. Nie żebym był przygłuchy, ale pan V mówi tak szybko, że czasami trudno się w tym wszystkim połapać. Brak mi także jakiegoś dziennika, w którym zapisywane byłyby nasze dalsze dokonania (zapisywanie wszystkiego na kartkach nie jest zbyt praktyczne).
Jednak największą bolączką Ace Ventury są bezapelacyjnie etapy platformówkowo-zręcznościowe . Dla mnie pasują one do przygodówki, jak pięść do nosa, gdyż moim zdaniem w grach tego typu najbardziej powinien się liczyć umysł, a nie umiejętność jak najszybszego uderzania w klawisze. Jak chcę czegoś takiego, to odpalam sobie np. Raymana! Dlatego też takie etapy, jak spływ ściekiem, czy unikanie kul, są po prostu chybione. Autorzy AV powinni brać przykład z tych, którzy zrobili Najdłuższą Podróż. Tam było to wszystko zrealizowane po mistrzowsku. Brawa! A na koniec pewna ciekawostka, która mi się szalenie spodobała- pamiętajcie jak mówiłem (pisałem?), że nie ma menu. Otóż menu jest zrobione w formie zegarka
Ace'a. Na dodatek zegarek ten pokazuje prawdziwą godzinę i dzień tygodnia. Nie wiem, czy ten pomysł był już kiedyś użyty w jakiejś grze, czy jest „świeży”, ale i tak gratulacje!
|
Jednak najbardziej podobały mi się postacie w tej grze. Wszystkie są jednowymiarowe, przewidywalne, infantylne, ale doskonałe i idealnie wpasowane w klimat rozgrywki. Tak, mili państwo, nawet Ace. Czasami miałem wrażenie, że oglądam jakiś kabaret, wykonany przez prawdziwych profesjonalistów. Niech aktorzy z filmu się schowają! Gdyby Ace Ventura był kreskówką, zdobyłby u mnie najwyższe noty. Po prostu rewelacja!
Komiksowo
Grafika jest utrzymana w kreskówkowo-komiksowym stylu, co mi się akurat bardzo podoba. Wszystko jest jasne, kolorowe i przejrzyste. Sam pan Ventura wygląda dużo lepiej niż jego kinowy odpowiednik (przynajmniej nie wyskakują mu żyły, nie robi się czerwony, nie pluje śliną i nie ma szaleństwa w oczach). Postacie poruszają się z gracją, jednak niektóre ich ruchy są już zbyt „cartoon networkowe” np. krzywe nogi Ace'a podczas postoju:-). Po prostu panowie (i panie) twórcy nie umieli znaleźć granicy między ironią, a głupotą. Rekompensują to stare gagi często używane w cartoonach np. zbliżenie twarzy do kamery, czy efekt „dymu” podczas walki. Wygląda to fantastycznie.
Nie wygodne jest to, iż rzeczy które można wziąść/użyć nie różnią się niczym od tzw. „tła”. Poza tym trzeba wcelować w odpowiedni kawałek(!) rzeczy, by pokazała się informacja, że danego przedmiotu można użyć. Przez to musiałem powoli sunąć kursorem po całym obrazie, byle tylko nie przegapić jakiegoś ważnego miejsca. Jednak poza tymi błędami grafika prezentuje się bardzo dobrze i wykonuje swoją czynność, to jest pomaga, a nie przeszkadza w grze;-)
lalalallalalalala BAMBA!
Warstwa dźwiękowa jest taka sama jak grafika- czyli bardzo dobra. Podczas samej rozgrywki nie słuchać muzyki, tylko jakieś pobrzękiwanie, które ciężko mi sobie przypomnieć, ale za to podczas włączania i wyłączania gry możemy usłyszeć wyjątkowo dynamiczną i taneczną muzykę dance, przy której aż chciałoby się zatańczyć. Ścieżka ma pozytywne przesłanie i pozytywnie nastraja do rozgrywki. I chyba o to chodzi, prawda?
Dźwięki otoczenia są starannie wykonane, brzmią realistycznie, ale są specjalnie „przeholowane”, co daje ten kreskówkowy efekt, którym przesiąknięta jest ta produkcja. Ogólnie wszystko jest wykonane poprawnie, ale i tak się na to nie zwraca
uwagi;
POLonizacja
Tradycyjnie już na końcu trzeba wspomnieć kilkoma słów, jak nasza przygodówka została spolszczona. A została spolszczona nieźle. Co prawda tłumacze nie mieli zbyt wiele do zrobienia (tylko kwestie postaci i podpisy pod rzeczami do użycia), toteż mieli czas na dopieszczenie szczegółów. Dzięki temu kwestie bohaterów są bardzo dobre, przenoszą na nasz ojczysty język wszystkie tzw. smaczki językowe, dzięki czemu postacie są równie wiarygodne, jak te z wersji angielskiej.
Co do aktorów podkładających głosy, to mieli oni ciężki orzech do zgryzienia, ponieważ wszyscy osobnicy w grze mówią po „cartoonowemu”. Na szczęście lektorzy spisali się na piątkę z plusem. Postacie mówią dokładnie tak, jak ich zagraniczni odpowiednicy. I bardzo dobrze.
Podsumowując
Czy Ace Ventura jest dobrą grą? Tak i chociaż nie jest to ideał wirtualnej rozgrywki, potrafi wciągnąć na długie godziny. Moim zdaniem lepiej w nią zagrać, niż obejrzeć film z tym bohaterem. Jednym słowem: warto. A fani Ace Ventury niech dodadzą do oceny (A, niech stracę) nawet dwa punkty.
|
|
|
”oldskulowość”
humor (bo lepszy niż filmie)
postacie
grafika
muzyka
poziom trudności (dla weteranów)
polonizacja
”zegarkowe” menu
|
humor(bo ciągle nie jest najwyższych lotów)
małe lokacje
etapy zręcznościowe
kilka mniejszych błędów
|
Gatunek: przygodowa
Producent: 7th level
Dystrybutor w Polsce: CD- projekt
Cena: ok.15zł
|
|