|
Specyfikę polskiego rynku zna każdy. Wyszło parę gierek, które odniosły sukces czy to za granicą naszego pięknego kraju, czy to jedynie w jego obrębie (albo i tu i tam). Pozostałych kilka gierek było na tyle przeciętnych, że jedynie ja o nich pamiętam, bo twory naszych rodaków lubię bardzo. Jak sytuacja wygląda aktualnie? Z ostatnich dwóch lat pamiętam Painkillera, Chrome, Xpand Rally i... to chyba wszystko, co kojarzę z większych produkcji. Akutalnie Polacy wypluwają sporo gierek, ale to takie "kioskówki" sprzedawane za dyszkę albo dwie. Kurczę pieczone 2, Eskadra Orłów, Kajko i Kokosz: Szkoła Latania (czy coś takiego), Terrorist Takedown, Rajd na Berlin, Poldek Driver, Maluch Racer... Wymieniałbym dalej, gdybym się bardziej interesował tym naszym rynkiem crapów. Prawdą jest jednak, że krajanie wypuszczają na blachę tytuły, które można określić mianem perełek zdecydowanie wybijających się ponad resztę, wyróżniających się w zalewie badziewa. Tyle bajtów już nabiłem, a wystarczyło napisać, że obiektem recenzji będzie fajna strzelanka, z którą wiąże się nie mniej fajna historyjka...
Nim jednak przejdę do omawiania sequela, przybliżę wam ową historyjkę, jakoś bowiem te 5 kB nabić trzeba, a wydaje mi się, że na temat tu zbyt wiele nie będzie, bo i Starmageddon 2 zbyt rozbudowanym tytułem nie jest (a są i tacy, którzy uważają, że 5kB to za mało, nie będę pokazywał palcami i mówił, że to Elpie, bo to byłoby nie fair). Otóż ponad roczek temu w projekcie Nova Gra wydana została strzelanka, o której tutaj będzie mowa za kilkaset bajtów. Cena w sam raz, bo wynosząca 18,50 polskich złotych. Myślałem: kupiłby, ale trochę szkoda takiej góry kasy (gracz ze mnie bardzo biedny). Przyszły wakacje i w CDA zamieszczona została ta gierka. Ci, co kupili ją wcześniej, ostro się wyfrajerowali, a ja wesół zakupiłem ów numer CDA i za to samą kasę miałem Starmageddon 2 i masę innych atrakcji, z których i tak większość mnie nie interesuje. Aha, nie myślcie sobie, że jestem czytelnikiem CDA. Co to, to nie. Kiedyś kupowałem, ale już mi się nie podoba. Nie mówię, że teraz to nie to co kiedyś. Po prostu mi się nie podoba. I już. Dobrze, natrzaskałem 2kB, więc przejdźmy do recenzji. [Gdybym był naczelnym, nie przyjąłbym tego tekstu z czystej złośliwości :] - dop. Scooter Fox.]
Zapewne fani pierwszego Starmageddona się mocno zawiedli, gdy okazało się, że druga część to już nie space RTS, a "zwykła" strzelaninka. Dziwić się zbytnio co nie ma, bo każdą z nich spłodził inny zespół. Za RTS-a odpowiedzialni byli ludziska z Metropolis, a za shootera lubujące się w wydawaniu bliźniaczo podobnych celowniczków City Interactive. Mała dygresja: zastanawia mnie, w jakim nakładzie wydawane są te ich skromne (wyjątek: omawiana tu gra) relaksatory. Po uruchomieniu od razu stykamy się z zarysem fabuły. Oto zostajemy pilotem dostającym pracę w korporacji Project Freedom. Czasy nastały takie, że bez przemocy ani rusz (choć pewnie niektórzy z was uważają, że i dziś bez przemocy niczego się nie osiągnie), więc wespół z innymi pilotami musimy dosłownie bronić interesów Project Freedom. Już po pierwszej misji kształtuje się nasze wyobrażenie o całej grze. Głównie chodzi o sprawne zdejmowanie kolejnych przeciwników i niszczenie ich własności.
Jak to wszystko się prezentuje? Otóż zasiadamy za sterami statku uzbrojonego w działka i rakiety, czekamy na pojawienie się przeciwnika lub atakujemy go jako pierwsi. Byśmy się nie skupiali jedynie na napierdzielaniu autorzy postanowili nie dość, że urozmaicać misje, stworzyć fabułę, to jeszcze kopsnąć dialogi prowadzone przez załogę i wypowiadane przez znane głosy. Czasem są naprawdę zabawne i banan sam na mordę wskakuje. A co z samym rozpierdzielem? Ano, rajcowny jest, przyznaję. Łup, łup, łup! Oponenci roznoszeni są w drobny mak co chwila, na ekranie lata masa statków, zarówno sprzymierzeńcy, jak i ci źli panowie. Jest naprawdę dynamicznie, a i trochę fajnego klimatu przemycono za sprawą dźwięku jak i obrazu.
Muza, jak to zwykle bywa, dostosowana została do tego, co aktualnie dzieje się na ekranie. Gdy lecimy sami, przemierzając nieznane połacie przestrzeni kosmicznej, słyszymy sączące się z głośników niepokojące dźwięki i z lekkim zastrzykiem adrenaliny czekamy na rozwój akcji. Eskortując większe statki, wraz z ekipą oczekując na atak przeciwnika słyszymy spokojną muzyczkę,
|
ale mocno w dupę kopią szybkie elektroniczne kawałki, przy których mimowolnie gracz zaczyna podrygiwać. To nie miodek, to cała pasieka! No, może trochę za bardzo się podniecam, ale muzyka mimo wszystko trzyma poziom. W końcu odpowiada za nią m.in. znany skądinąd Adam Czartyński (że wspomnę jedynie Painkillera).
Nie gustuję w tytułach, których akcja dzieje się w przestrzeni ko(s)micznej, toteż zbytnio nie wiem, czego spodziewać się po ich oprawie, ale to, co zobaczyłem w Starmageddon 2 ostro walnęło mnie po gałach! Przy oprawie graficznej ktoś sporo posiedział, to pewne. Często zdarzało mi się podczas szarpania w ten tytuł skupiać uwagę na otoczeniu i delektować się kunsztem grafików. To, co widać, to nie jedynie czarna przestrzeń upstrzona białymi kropkami, to także ogromne ciała niebieskie, których wyglądem można się długo zachwycać. Jest tu nie tylko barwnie, czasem bywa i mrocznie. Zaskoczyła mnie miejscówka, na której gdzieniegdzie widać ogromne inkubatory obcych. Nie mam pojęcia jak ubrać własne odczucia w słowa (ponoć płeć brzydka już tak ma), zerknijcie na screen, ale wiedzieć musicie, że poczujecie "to" dopiero, gdy zagracie.
By było nietypowo, prawie na koniec recenzji opowiem wam o rozbudowie naszego statku. Ha! Odbywa się to w taki sposób, iż przed każdą misją wybieramy, nad jaką cechą naszego statku mają mieć miejsce prace. Możemy wybrać atak, obronę i szybkość. Nabijając sobie pasek ataku zdobywamy coraz to wymyślniejsze bronie. Zaczynamy z działkami i rakietami powietrze-powietrze, potem trafiają w nasze łapy rakiety powietrze-ziemia, wyrzutnia ogromnych, silnych, ale i wolnych pocisków, wreszcie działko obcych. Praca nad defensywą prowadzi do tego, że jesteśmy coraz bardziej odporni na ataki, zdobywamy odnawiająca się tarczę, po przebiciu której pociski przeciwników zaczynają dopiero niszczyć nasz statek, a w ostatniej fazie prac nad obroną otrzymujemy system autonaprawy. Praca nad szybkością prowadzi do tego, iż otrzymujemy coraz lepszy napęd, a potem także dopalacze, które można wykorzystywać na okrągło, jedyne, co nam w tym przeszkadza, to to, iż po ich użyciu należy chwilę odczekać, aż się ochłodzą. Różnorodność żelastwa zdecydowanie urozmaica rozpierdziel.
Na koniec opowiem wam kolejną historyjkę. Otóż grając w Starmageddon 2 w zeszłym roku dotarłem do 20 misji. Wyczytałem, że jest ich ponad dwadzieścia, a więc sądziłem, ze koniec już blisko. Niestety los tak chciał, że okropnie się z tym levelem męczyłem. Podchodziłem do niego wiele razy i za każdym razem rzucałem mięsem z powodu pasma ciągłych niepowodzeń. Doszło do tego, ze odinstalowałem giercę. Po prawie roku postanowiłem zagrać raz jeszcze i... misję 20 ukończyłem za pierwszym podejściem! Nie mam pojęcia, czemu rok temu nie dałem rady jej ukończyć.
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że wszystkich misji jest... 21! Po niej dane mi było obejrzeć krótkie i kompletnie niesatysfakcjonujące zakończenie, psujące dobre wrażenie, jakie całość na mnie wywarła. Dobrze więc, jak Starmageddon 2 oceniam? Wysoko. Jakość i długość (ok. 4 godziny i po sprawie) idą w parze z ceną, ale mimo to nie mogę postawić więcej jak mocną siódemkę. To bardzo wysoka ocena jak na grę nieskomplikowaną, będącą tylko relaksatorem. Wad nie stwierdziłem (poza zakończeniem), ale byłoby to nie w porządku w stosunku do wyśmienitych gier akcji, gdybym Starmageddonowi 2 postawił np. dziewiątkę. Zaliczenie tej gierki to obowiązek dla ludzi lubujących się w krótkich, dobrych, prostych relaksatorach, nie mających zbytnio czasu na granie. Ja mam czasu dużo, ale i tak radochy było sporo.
|
|
|
dobre i tanie
|
dodupne zakończenie
|
Gatunek: kosmiczna strzelanka
Producent: City Interactive
Cena: 18,50 zł
Liczba CD: 1CD, około 400 MB
|
|