« poprzednia | spis treści | następna »  
GTA: San Andreas
żarówka OSRAM

GTA: San Andreas miało się pojawić już dawno temu. Najwcześniejsze daty premiery tej gry na PC to, jeżeli dobrze pamiętam, początki roku 2005. Później przełożono to na maj, a następnie początek czerwca tegoż roku. Ostatecznie gra pojawiła się na półkach sklepowych dopiero pod koniec czerwca, ale to i chyba lepiej. Od razu mówię, że jest to pożeracz czasu niesamowity! ŻADNA z wcześniejszych części GTA nie wciągnęła mnie na tak długo! Gdyby gra wyszła w czasie, kiedy trzeba jeszcze chodzić do szkoły, olałbym naukę całkowicie (co nie znaczy, że teraz nie olewam, ale to inna bajka :P), i ja tu mówię zupełnie poważnie. Właściwie to i podczas pisania tych słów w zakamarkach mego umysłu krążę gdzieś tam, w Los Santos, między konfliktami kilku gangów...


Wbrew pozorom, sprayu można używac tylko do zamalowywania innych graffiti

Początek ogólnej fabuły zna chyba każdy osobnik, który czytał jakąkolwiek zapowiedź w prasie poświęconej grom. Dla tych mniej zorientowanych: gracz kieruje poczynaniami Carla 'CJ' Johnsona, który wraca do Los Santos z Liberty City (tak, tego samego, co w GTA3) po otrzymaniu od swojego brata informacji o śmierci matki. Okazuje się, że nie tylko brat go oczekiwał, ale też skorumpowani gliniarze, którzy od razu wrabiają go w morderstwo policjanta... Cała fabuła, choć w miarę przyzwoita, to jednak jest schematyczna.


Weterani GTA od razu zauważą pewne zmiany w grze. Spokojnie, zmian tych nie można nazwać fundamentalnymi, usprawniają jedynie rozgrywkę, przy okazji znacząco podwyższając grywalność, przy czym w nawet najmniejszym stopniu autorzy nie odeszli od głównej istoty gry.

Pod względem grywalności (i nie tylko, ale tak optymalnie patrząc...) - ważnego czynnika trzymającego gracza, Vice City stało bardzo wysoko. San Andreas jest jeszcze wyżej. I jeśliby grywalność mierzyć w centymetrach, to nie byłoby to kilka centymetrów, lecz kilkanaście, a może i nawet kilkadziesiąt!

Wszystko, począwszy od grafiki, poprzez model jazdy, na całym San Andreas kończąc jest czymś o wiele lepszym, niż można się było spodziewać. Oczywiście rewolucji graficznej nikt nie oczekiwał i nikt nam jej tutaj nie zaserwował, ale już na obrazkach prezentowanych wiele miesięcy temu przez Rockstar widać było wyraźnie, że silnik został poprawiony pod względem wizualnym. Czy tylko? NIE! I to jest, proszę państwa, w nim najlepsze!


To NIE JEST NFS Underground

Nie wiem jak u kogo, ale na moim kompie podczas gry w Vice City co jakiś czas zdarzały się pewne "zgrzyty" w grze, że tak to nazwę, czasem coś przycinało itp. No i jak przejeżdżało się na nową, większą lokację (np. Starfish Island), to pojawiał się na chwilę ekran z napisem "Welcome to...". O tak, kto wie, ten wie.

Natomiast w San Andreas rozwiązano to zupełnie inaczej. Kiedy jedziesz np. do San Fierro, napis "Welcome to San Fierro" ujrzysz tylko na znaku obok drogi. Przy całej swej wielkości, w tej grze nie ma żadnego doczytywania lokacji! Możesz pięć razy przejechać całe San Andreas wzdłuż i wszerz, od najniższego miejsca do najwyższego, a nie będzie, po prostu NIE BĘDZIE żadnych przerw oznaczających doczytywanie lokacji. Panowie programiści na całym świecie powinni pobierać specjalne korepetycje u Rockstar na temat "jak się powinno optymalizować kody gier". Ja mam komputer, który jest lepszy od wymagań minimalnych, ale gorszy od sugerowanych, a gra śmiga jak odrzutowiec w rozdzielczości 1024x768 z 32 bitową paletą kolorów. No dobra, czasem się zdarzy, jeśli wlecę w jakąś chmurę, czy co, że wszystko zwolni o kilka klatek, ale nic więcej się nie dzieje. Komputer mi nie wybucha, a ja mogę cały dzień grać w San Andreas :)

O wielkości całego San Andreas należy napisać trochę więcej. Że wszystko jest większe od Vice City, to chyba już każdy wie. Ja nie jestem jakimś specem od mierzenia wielkości, nie powiem o ile jest to większe itp. Po prostu wyobraźcie sobie Vice City z jeszcze jedną, dużą lokacją. Już? Nie, nie taką małą, trochę większą. No, może być :P. Teraz wyobraźcie sobie, że każde miasto w San Andreas jest od tego trochę większe, ale to nie wszystko! Pomiędzy nimi są jeszcze lokacje, których nigdzie w prawdziwym świecie nie brakuje - bezdroża, lasy, pustynie itp... I one wszystkie też są, mniej więcej wyżej opisanej wielkości. Duże to wszystko jest razem? Nawet nie wiecie, jak bardzo :), a najlepsze w tym wszystkim jest to, że cokolwiek ujrzą twe zmęczone oczęta z daleka, możesz obejrzeć z bliska, ale fani GTA są już chyba do tego przyzwyczajeni, nie?


Sąsiedztwo Carla. Tutaj znajduje się jego dom

Mamy do czynienia z grą o tematyce jak najbardziej gangsterskiej... Ja tam się nie znam, gangsta rapu nie słucham, wiem tylko to, co w filmach widziałem, a właśnie San Andreas hołduje tego typu filmom. Sposób, w jaki CJ trzyma broń, kiedy do kogoś mierzy... Wiecie, nie tak pionowo, a niemal poziomo. Właśnie drobne szczegóły sprawiają, że to wszystko jest tak bardzo podobne do rzeczywistości i właśnie o to chodzi!

Klimat ten podtrzymuje także muzyka. Jak zwykle mamy do czynienia z kilkoma stacjami radiowymi. W San Andreas jest ich jedenaście, a każda nadaje inny rodzaj muzyki, oprócz tej, na której są tylko rozmowy. Rozmowy toczą się nierzadko na poważne tematy, ale osoby zadające pytania, jak i goście, to właściwie niepoważni ludzie, mówiąc delikatnie :). Ja z oczywistych względów najczęściej słuchałem (ba! wciąż słucham, bo wciąż gram :P) Radio X, ale nie pogardziłem też Radio Los Santos, na którym posłuchać można gangsta rapu. Co kto lubi.

Do tego wszystkiego mam tylko jedno zastrzeżenie - mało utworów. Nie chodzi o to, że ja bym chciał niewiadomo jaką ilość muzyki. Nie. Problem polega na tym, że utworów jest kilka, tylko ten, kto za mikrofonem siedzi zmienia tekst co jakiś czas. Więc zdarza się, że jeden utwór jest zapowiadany na dwa sposoby (a może i więcej? Nie wiem, sami sobie sprawdźcie :P). Zamiast tego mogli dać więcej utworów i wszyscy byliby szczęśliwi (tak, tak, wiem, że prawa autorskie kosztują...:D). Z tego wszystkiego wynikł jeden plus - rozróżnianie czasu. Nie mam większego pojęcia, jak wygląda sytuacja na innych stacjach radiowych, ale w Radio X kobieta mówiąca do mikrofonu w godzinach rannych przywita nas "Good morning!", a w nocy oznajmia, żeby nie spać, bo właśnie trwa nocne granie w Radio X. Kolejny szczególik, a jak bardzo zaskoczył mnie na początku. Jednak, mimo wszystko, osobiście bardziej mi się podobało VROCK w Vice City.


Rodzina Johnsonów w komplecie. Od lewej - Sweet, Kendl, CJ

Można oczywiście własnych mp3 słuchać i tu autorzy także coś zrobili, co w jakimś stopniu daje złudzenie rozgłośni radiowej. Mianowicie podczas słuchania własnych mp3 co jakiś czas, między poszczególnymi utworami są puszczane reklamy. Ot, takie małe coś, a jednak fajnie się to odbiera.


Wszelkich dźwięków w grze też nie sposób nisko ocenić. Pominę jakiekolwiek odgłosy wystrzałów (można się domyślić, jakiej broni używa przeciwnik, który akurat nie znajduje się w twoim polu widzenia), ryki silników itp. Powiem tylko, że nie da się do tego przyczepić :).

Głosy zostały jak najbardziej trafnie dobrane (w Madd Doga wcielił się Ice-T, a w Tenpenny'ego Samuel L. Jackson :]) i nareszcie czuć, że to postać przez gracza kierowana jest tutaj główną personą. Bójka, stłuczka, czy nawet przywłaszczenie sobie cudzych pieniędzy natychmiast jest komentowane przez CJ'a. Np. po wymierzeniu do kogoś z broni palnej słyszymy nasze alter ego mówiące "Look, I got a gun", ale to nie jedyny tekst. Gdzieś wyczytałem, że CJ ma podobno 4000 kwestii do wypowiedzenia w tej grze. Ja tam nie liczyłem, ale przy tej ilości stłuczek, które mi się przytrafiły, naprawdę rzadko słyszałem, żeby przynajmniej dwa razy pod rząd powiedział to samo, a i jego kwestia uzależniona jest od okoliczności, w jakich jest wypowiadana. Jeśli przykładowo jedzie się wolno i stuknie się kogoś... Ehm, ktoś nas stuknie lekko, CJ powie po prostu "Thank you, man...", czy "Oh, fuck you too". Natomiast przy wielkiej szybkości słychać zdenerwowanie, a nawet złość w jego głosie, a teksty "My car! My fucking car!" tuż po stłuczce są wtedy na porządku dziennym :).


Przyznam szczerze, trochę się bałem brnąć do przodu w grze. Powodem tego był nie tylko fakt tak olbrzymiego obszaru (który w jakiś sposób już znam, ale jeszcze pozostało wiele szczegółów do odkrycia), czy lęk o to, by nie stracić zębów w jakiejś ciemnej uliczce. Moja obawa dotyczyła samej gry. Wszystko jest świetne, nie mam temu praktycznie nic do zarzucenia, w moich wyobrażeniach wyglądało to gorzej (...nooooo, zawiodłem się lekko, leciutko na Las Venturas :P). Chodzi o to, że przy takiej ilości zadań, jakie już na potrzeby poprzednich gier Rockstar wymyśliło, jest wielce prawdopodobne, że nie uniknie się schematów i mimo wszystko nie udało się ich uniknąć, chociaż trzeba przyznać, że autorzy świetnie się maskują, dodając pewne elementy, czy też odejmując.

Z pamięci mogę teraz wymienić jedno zadanie, w którym musimy, jeżdżąc jak wariat, przestraszyć pewnego gościa, który nie chce się przed nami wygadać. Było takie zadanie w poprzednich częściach (nie pamiętam dokładnie w których), jest i tutaj, ale tym razem gostek jest przywiązany do przedniej szyby, więc trzeba też uważać, żeby nie zleciał, bo wtedy będziemy mieli trupa zamiast śpiewki. No i trzeba unikać policji, bo taki widok na pewno nie umknie ich uwadze :). Powtarzanie schematów, ale wystarczyło coś zmienić, żeby zrobiło się ciekawiej, a to wcale nie znaczy, że nie ma żadnego novum na tym polu! O nie. Tutaj również zostałem jakże miło zaskoczony! Są misje skradankowe! Tak! Najzwyczajniej dostajesz w swe łapy pistolet z tłumikiem oraz nóż i masz wykonać zadanie bez ujawniania się, zabijając po cichu. Bardzo, bardzo to przypomina wtedy Manhunta, ale jest lepsze i nie takież schematyczne. Jak najbardziej trafne misje w tej grze. Nie jest ich za dużo, żeby się nie przejadły, ale nie można mówić o niedosycie.


Jednak Rockstar wryło mi się tez w pamięć tworząc misje niewyobrażalnie trudne, do których podchodzi się pięćdziesiąt razy bez widocznego efektu! Pamiętacie misję "Driver" w Vice City? Szalenie trudny wyścig w którym więcej zależało od szczęścia, niż umiejętności. Teraz też są wyścigi, jednak nie aż tak trudne. Są jednak inne misje, których przejście zajęło mi naprawdę dużo czasu. Na przykład dostajemy w swoje brudne łapska samolot, który już dawno powinien być zezłomowany i za jego pomocą trzeba dogonić inny, szybki i nowy samolot. Mało tego! Trzeba lecieć tuż za nim i trafić w miejsce zaznaczone przez programistów. Szkoła latania też jest bardzo uciążliwa. Wiesz, że umiesz już latać, robić beczki, co tylko zechcesz, ale dopóki nie zmieścisz się w limicie czasowym, musisz podchodzić raz jeszcze. Argh!

Takich misji jest na szczęście mało, ale to właśnie one sprawiają, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad złożeniem bomby i posłaniem jej do siedziby Rockstar. Moim jakże skromnym zdaniem tego typu misje powinny być tylko i wyłącznie dodatkowymi. O!


Jeszcze tylko piły mechanicznej brakuje

Dobra, ja tu o misjach, a jedynie napomnknąłem o czymś nowym w całej serii GTA. Chyba czas to nadrobić.

Nim jednak zacznę wymieniać co ważniejsze, to chcę powiedzieć, że nie są one od razu dostępne. Na początku gry otrzymujemy zadania, żeby się z tymi nowinkami zapoznać i je wszystkie zrozumieć. Owe początkowe zadania pełnią rolę swoistego tutorialu, i dobrze. W ten właśnie sposób można mieć pewność, że nic z tych ważniejszych rzeczy nas nie ominie.

Pierwszą rzeczą jest możliwość zmiany fryzury oraz zarostu na twarzy. To wszystko kosztuje pieniądze, które zarabia się naprawdę ciężko. W sumie nie mam pojęcia, po co został wprowadzony ten element, na szczęście nie jest on jakoś szczególnie uciążliwy (tzn. nie musisz, jak nie chcesz).

CJ musi jeść, żeby żyć. Kiedy je, odzyskuje energię i staje się grubszy. Oczywiście nie trzeba jeść, aby odzyskiwać energię, bo można iść zapisać grę, a życie samo się odnowi. Chodzi o to, że co jakiś czas po prostu trzeba czymś napełnić brzuch, bo gościu najzwyczajniej w świecie zacznie odczuwać głód, co zaowocuje powolnym traceniem paska życia.

W każdym mieście znajduje się jedna siłownia, gdzie można zamienić duży brzuszek obżarciucha w "kaloryferek". Mój kumpel przyszedł do mnie i jak tylko zobaczył siłownię, postanowił, że nie pójdzie sobie, dopóki nie zmieni CJ'a w kafara bez szyi. Nie udał mu się ten wyczyn, gdyż CJ wytrenowany już na maksa wciąż ma widoczną szyję, a poza tym, jeśli długo przebywa się w siłowni i ćwiczy się dużo i mocno, to w końcu nasz gangsta się męczy i wykorzystuje do końca limit spędzenia jednego dnia na siłowni. Trzeba wrócić później, kiedy zmęczenie ustąpi.


W każdym mieście znajduje się jedna siłownia, gdzie można zamienić duży brzuszek obżarciucha w "kaloryferek". Mój kumpel przyszedł do mnie i jak tylko zobaczył siłownię, postanowił, że nie pójdzie sobie, dopóki nie zmieni CJ'a w kafara bez szyi. Nie udał mu się ten wyczyn, gdyż CJ wytrenowany już na maksa wciąż ma widoczną szyję, a poza tym, jeśli długo przebywa się w siłowni i ćwiczy się dużo i mocno, to w końcu nasz gangsta się męczy i wykorzystuje do końca limit spędzenia jednego dnia na siłowni. Trzeba wrócić później, kiedy zmęczenie ustąpi.

W miastach są postawione także sklepy z odzieżą, gdzie możemy się ubrać jak nam się podoba. Sklepów są cztery rodzaje i sądzę, że każdy znajdzie coś dla siebie. W pierwszym, jaki napotkamy na drodze, warto zakupić także jakieś ubrania w kolorach naszego gangu.

W tym momencie przechodzimy do jednej z ważniejszych nowinek w grze - gangów oraz ich wojen. W pewnym momencie na mapie miasta pojawiają się miejsca zaznaczone na trzy różne kolory - to są właśnie terytoria gangów. Jest możliwość zdobywania tychże oraz tracenia ich. Jak się zdobywa wrogie tereny? Trzeba wpierw pokazać gangowi, kto się pojawił na ulicach i ubić kilka jajek, by zrobić omlet (załatwić kilku osobników w barwach wrogiego gangu). Wtedy musimy przetrwać trzy następujące po sobie fale natarć wroga. Każda fala cechuje się większą siłą ognia od poprzedniej (w trzeciej prawie każdy przeciwnik ma AK-47). Jeśli ta trudna sztuka przetrwania się nam uda, terytorium zostaje przejęte przez nasz gang, a na ulicach zaczynają krążyć osobnicy w "barwach klubowych" CJ'a. Naprawdę, bardzo dobre urozmaicenie, tym bardziej, że nie trzeba iść wykonywać jakiegoś zadanie, żeby walczyć o tereny. To już samo w sobie przedłuża żywotność gry. Kiedy piszę te słowa, mój gang nie panuje jeszcze na wszystkich możliwych terenach, ale kiedy ty to czytasz, drogi czytelniku, z pewnością ta sytuacja diametralnie się zmieniła :D.


Gdzie się wszyscy podziali

Chciałem dodać, że wojny gangów toczą się tylko w Los Santos - pierwszym mieście. W pozostałych po prostu nie ma gangów na ulicach, więc ten element nie będzie nas ścigał przez cały czas grania, o co się trochę martwiłem po pewnym czasie.


Kiedy wyrusza się na nowe terytorium w celach jego przejęcia, można ze sobą zabrać kilku "swoich", którzy w jakiś sposób mogą być przydatni. AI zarówno naszych, jak i wroga nie jest jakoś specjalnie wysoka, wszystko raczej zależy od liczebności. Widać jednak wyraźnie, że podczas walki oponenci starają się zajść nas od tyłu, równocześnie druga grupa odwraca naszą uwagę z przodu. Jak dasz się zamknąć w takich kleszczach, to albo uciekaj, albo po tobie. Niestety takich taktyk nie mogą stosować nasi kumple. Wydaje się im tylko proste polecenia: "Chodź za mną" i "Zostań tutaj". Nie jest to za wiele ani w jakimś stopniu bardziej pomocne, gdyż wydaje mi się, że towarzysze gracza są odrobinę głupsi od swoich komputerowych przeciwników, a już na pewno mają mniejszą celność, ale, jak już wspomniałem, liczebność ma znaczenie i mimo wszystko warto ich ze sobą brać na trudniejsze wypady w miasto :).


Ilość osób, które możesz ze sobą wziąć, rośnie wraz z punktami respektu, które zdobywasz po pomyślnym wykonywaniu zadań oraz przejmowaniu wrogich terenów, respekt zaś należy do statystyk, które są kolejną nowością w grze. W statystykach gracza znajduje się jeszcze siła, grubość, umiejętność posługiwania się daną bronią, umięśnienie oraz kilka pomniejszych elementów, na które nie masz wglądu (właściwie to masz, ale dopiero po wyjściu do menu statystyk), ale jesteś informowany za każdym razem, kiedy rosną. Tutaj mamy właśnie swoisty element RPG. Im więcej biegasz, tym bardziej wzrasta stamina (I still don't know, what is that...) i możesz biegać dłużej bez zmęczenia, a jeśli dużo posługujesz się np. pistoletem, po osiągnięciu poziomu Hitman dla tej broni, CJ będzie mógł strzelać z dwóch pistoletów. Jednym zdaniem postać, którą skończymy grę, będzie drastycznie różnić się od tej, którą zaczynaliśmy, nie tylko wyglądem zewnętrznym, ale też umiejętnościami.




Po pewnym czasie, dzięki postępom w grze, dane jest się nam ścigać. Prawda, kilka misji to także wyścigi, ale te są całkowicie nieobowiązkowe, a dają naprawdę dużo frajdy. Ja, osoba nie przepadająca za większością gier wyścigowych, w GTA: SA po prostu nie mogłem się oderwać od wyścigów dostępnych w mieście Los Santos. Jeśli miałbym oceniać same wyścigi, na pewno wystawiłbym notę wyższą niż NFS Underground. Dość powiedzieć, że wyścigi toczą się nie tylko za dnia i w nocy (pory dnia zmieniają się normalnie), ale jeszcze jest zmienna pogoda (mocny deszcz potrafi całkowicie przesądzić o ostatecznym wyniku wyścigu), ruch na ulicy, policja... a jak tuż przed metą wypadniesz z toru, bo jakiś dupek miał czelność wyjechać ci przed maskę, to możesz skopać mu tyłeczek w odwecie... No, w każdym razie moim zdaniem tutaj wyścigi przewyższają swą grywalnością olbrzymią większość innych gier wyścigowych (może nie FlatOut). Moim zdaniem wpływ na to ma także system uszkodzeń, który też jest swego rodzaju minusem (mocno poobijane auto... wybuchnie), ale już wolę widzieć poocierany lakier, silnik na wierzchu i zbite szyby, niż błyszczący, stuningowany tak, że aż oczy bolą pojazd.

Same wyścigi toczą się nie tylko na ulicach, ale także na wodzie i w powietrzu. No i oczywiście siadamy za sterami różnych machin, lecz z góry wybranych przez programistów, więc można zapomnieć o wcześniejszym zakupieniu nitro... Chociaż mi ten drobiazg jakoś nie przeszkadzał, a wręcz przeciwnie. Mając nitro, z pewnością do mety bym nie dojechał, jeśli wiecie o co mi chodzi... :)


Może to być zabawne, albo zwalające z nóg, czy cokolwiek sobie tam wymyślicie, ale to jeszcze nie koniec nowości. Wspomnę o możliwości umawiania się na randki z kilkoma różnymi kobietami, rozwożeniem różnych towarów ciężarówką z naczepą, możliwością doszlifowania swych umiejętności w szkołach (np. jazdy samochodem), dużej ilości sekretów i wielu innych rzeczach, które sami sobie odkryjcie :P.


A kuku!

Z tego, co napisałem, San Andreas to nie tylko nowe lokacje do eksploracji, ale też, a może przede wszystkim, nowości w całej serii, dzięki którym poprzednie części wypadają naprawdę blado, i mimo wszystko fabuła nie jest taka płytka. Jak już pisałem, schematyczna i owszem, ale jesteśmy świadkami przemiany zwykłego gangstera w kogoś, kto naprawdę liczy się na ulicach nie tylko swojego miasta.

Pozostało mi jedynie wystawić ocenę. Gra jest lepsza niż poprzedniczka i to jest fakt. Jest też od niej większa i ma wszystkiego więcej... ale nie potrafię z czystym sumieniem wystawić dychy. Nie wiem, chyba odnoszę wrażenie, że aby był ideał, trzeba jeszcze czegoś więcej... ale 9+ to jest jak najbardziej minimum dla San Andreas. Gdyby była inna skala ocen, z pewnością wystawiłbym 9,9, ale dychy nie potrafię... Grze jednak naprawdę niewiele brakuje do ideału...


całe San Andreas
multum zadań
wiele nowości w serii pod każdym względem lepsza od większości innych gier
w recenzji
Gatunek:TPP + Action + RPG + sporo innych
Producent: Rockstar Games
Dystrybutor: Rockstar Games
Cena: 239 zł
Procesor: 1 GHz
Pamięć RAM: 256 MB RAM
Karta graficzna: 256 MB RAM
System:256 MB RAM

« poprzednia | spis treści | następna »