|
Przedmowa: Tekst ten jest kontrą, jaką musiałem napisać po przeczytaniu artykułu pana Iselora pt. "Dlaczego przygodówki umarły?". Musiałem, bo razi mnie nieco i boli sposób, w jaki potraktował on ten jakże szlachetny i prywatnie mój ulubiony gatunek. A co ja będę wam zresztą słodził... Tekst ten ukazał się w GC#57, ale ja na nieszczęście miałem okazję przeczytać go dopiero przed chwilką. Wam też radzę go przeczytać, gdyż jego lektura bardzo pomoże wam w zrozumieniu tego, co zobaczycie poniżej. Powiem więcej: nie zrozumiecie większości. Takie życie.
Co do samego tekstu... W skrócie: czuję się głęboko dotknięty. Szerzej: czytajcie dalej...
Klasyczne gry przygodowe. Kiedy to ostatnio w jakąś grałem? To było z jakiś miesiąc temu gdy łaskawi panowie z CDA zamieścili na Cover-CD przepiękne Post Mortem. Gry tej nie uważam za najlepszą, bo każda zajmuje w moim serduszku zasłużone miejsce. Coś czuję, że muszę do niej szybciutko wrócić, bo ten piękny obraz powoli się zamazuje.
Ale ten tekst jest o tym, dlaczego gry przygodowe będą żyć długo i szczęśliwie (no i przy okazji postaram się obalić czyjeś teorie spiskowe). Najpierw jednak wypadałoby się przenieść do prehistorii i z tamtego punktu spojrzeć, że choć ilość zmalała, to jakość nie, bo musicie wiedzieć (szczególnie ci, co nie w temacie), że przygodówki wywodzą się z pradawnego gatunku gier tekstowych, który, choć nie istnieje teraz na czele branży, to jednak w kąciku spokojnie sobie egzystuje, a wraz z nim jego wierni fani. Kiedy to były czasy panowania tego gatunku? Chyba gdzieś na przełomie lat 80. i 90. (zabijcie, ale nie pamiętam, a i czasu nie mam, by poszukać). W każdym razie wtedy to gry dzieliły się na dwa gatunki - tekstowe przygodówki i cała reszta, a było to spowodowane tym, że ludzie swoje gry tworzyli w pojedynkę w przydomowym garażu i starali się stworzyć tylko wątek fabularny (grafika i muzyka właściwie nie istniały jako pojęcia związane z grami). Tak tworzyły się legendy, ale, jako że człowiek je, a jak je to rośnie, to i ludzie grający w takie gry zaczęli rosnąć. I co się okazało? Zrobili się za duzi w stosunku do własnych komputerów! Musieli więc wymienić je na większe i sprawniejsze. W tym momencie sprytni ludzie postanowili z tego skorzystać i wymyślili, że ich gry będą posiadać coś takiego jak grafika i muzyka! Był to odważny, ale bardzo dobry krok. Wyrośli ludzie z wypasionymi kompami mogli już choć częściowo wyłączyć wyobraźnię i zamiast wędrować wzrokiem po tekście tekstówki skupili się na celowaniu w parę zbitych kwadracików, które miały imitować kosmitę, ale do tej grupy należała tylko nowa część graczy szukająca prostej rozrywki i tylko ci ludzie grali w przygodówki... eee... znaczy nie grali, bo grali w zręcznościówki. To starzy wyjadacze dalej grali w szlachetny gatunek wymagający myślenia (i werbowali nowych rekrutów z coraz szerszej społeczności), tylko czasami szukając alternatywnej rozrywki. Więc zdarzenie to ledwo ukłuło naszego głównego bohatera, bo gry przygodowe na dodatkowej grafice tylko skorzystały. Co dalej? Tworzyły się nowe gatunki, ogólna liczba graczy rosła, a przygodówki się rozwijały i grało w nie coraz więcej osób z kolejnych roczników. Do roku 1997 gry przygodowe trzymały się całkiem nieźle (gatunek ten był tak licznie reprezentowany, jak wszystkie pozostałe nowo utworzone), natomiast gry tekstowe zeszły już do podziemia, gdzie sobie mogły w spokoju egzystować. Czas jednak leciał dalej, a gracze stali się coraz bardziej wymagający (wymagali, żeby wymagało się od nich coraz mniej myślenia), więc twórcy, którzy dawno przestali być hobbystami, chcąc zarabiać na życie, postanowili, że będą robić takie gry które będą się najlepiej sprzedawać, a ponieważ ilość sprzedawanych Doomów, Quake'ów i Duke'ów rosła, to wiadomo, jaka była grupa docelowa. RPG, FPP i TPP stały się trzema gatunkami, które nie bardziej niż RTS-y i wyścigówki przyczyniły się w wystarczającej mierze (do czego nie powiem, bo zapomniałem). Produkcji klasycznych gier przygodowych na szczęście to nie wstrzymało, z czterech powodów. Raz, że wtedy nie istniało pojęcie "klasycznych" gier przygodowych, dwa, że tylko lekko zmniejszyło ich liczbę i są produkowane do dziś, trzy, że gatunek, jak na staruszka, ciągle miał się dobrze i dalej ewoluował, a czwartego zapomniałem. Do tej pory od 1998 pojawiło się bardzo dużo gier przygodowych, że z co lepszych/sławniejszych wymienię tylko Książę i Tchórz, Sanitarium, parę części Atlantis, kolejnych parę Myst, Gabriel Knight 3, The Longest Journey (sequel niedługo!), Broken Sword 3, nieco oldschoolowy Tony Tough, Discworld Noir (dla tych co nie wiedzą - poprzednie części nazywały się Discworld 1 & 2 - "Noir" w tytule doszło później), Grim Fandango, Jack Orlando, swojskie WACKI, kolejna część Monkey Island (czwarta chyba...), The Watchmaker, Larry 7, Nightlong, Amerzone, Syberia 1 & 2, Post Mortem (sequel - Still Life - już jest!), parę polskich tytułów ze stajni Detalionu, Runaway (sequel niedługo!), Simon The Sorcerer 3D i cała masa innych gorszych/mniej znanych. Co więcej, przy tej liście nie opierałem się na mojej słabej pamięci i skorzystałem z mojego banku informacji, gdyż nie chciałem, by ktoś sobie pomyślał, że ten gatunek jest na wymarciu. Minęło 7 lat od czasu Księcia i Tchórza, a gatunek ciągle się trzyma, wypuszczając regularnie kolejne gry. Widać, że gracze ciągle cenią sobie ten rodzaj rozrywki. Jestem przekonany (i wcale mi się nie wydaje, szczególnie od czasu, gdy ktoś skwitował tak zaczynającą się moja wypowiedź dość krótko: masz rację, wydaje ci się), że te parę wcześniej przytoczonych gatunków wcale nie zagroziło przygodówkom, choć na pewno osłabiło ich pozycję na rynku. Dlaczego? Spójrzmy.
FPS: Akurat one chyba najwięcej, bo obecnie jest to gatunek cieszący się największą popularnością (ten tytuł powinienem przyznać MMORPG, ale jest ich na razie za mało :P). Kiedyś może i faktycznie wychodziło ich więcej, ale za to nadrabiają bardzo dobrą jakością. Są zagrożeniem dlatego, że należą do przedstawicieli gatunków, które dawały to, czego nie mogły przygodówki: pozwalają przetestować swoją zręczność, tak samemu, jak i przeciwko drugiemu. Przygodówki nie zapewniały akcji, dynamiki i nie rozładowywały napięcia, więc z tego powodu odpychały sporą część graczy.
RPG: Te gry raczej nie mniej niż inne. Jako że nie wywodzą się ze świata komputerów (jeśli nie wiesz o czym mówię, wypij parę głębszych,
|
wybierz się do Empiku i sprawdź dział RPG, a nazwy Dungeons & Dragons, Warhammer, Wikołak, Wampir, Earthdawn same do ciebie przemówią i wszystko ci wyjaśnią), przyciągały zupełnie inną grupę graczy. Komputerowe RPG wywodziły się, podobnie jak przygodówki, z gier tekstowych, ale z samymi przygodówkami miały wspólne tylko rozbudowane linie fabularne, choć muszę przyznać, że łączyła je jeszcze jedna cecha - w obu przypadkach wymagane było myślenie, co jednak nie połączyło fanów obu gatunków. Przygodówki często oferowały bardzo wąską linię fabularną i dlatego fani cRPG nie sięgali po nie - nie było sensu narzucać sobie ograniczeń po zaznaniu swobody.
TPP: Te gry to mają chyba najmniej wspólnego z upadkiem przygodówek. Sposób rozgrywki wszystkich tych Tomb Raiderów bardzo się różnił od przygodówkowego kanonu, a to dlatego, że tylko część korzeni mają w przygodówkowym rodowodzie. Gry TPP postanowiły zachować swój charakter historii do przeżycia, ale jednocześnie chciały pójść własną (zręcznościową) drogą. Tak też się stało, bo dzisiaj ze swoimi przodkami nie mają już prawie nic wspólnego. Nie to, co kiedyś. Zauważcie ile było tam elementów wspólnych: zbieranie przedmiotów (nie to, co w takim np. RPG), rozwiązywanie zagadek (RPG też tego nie miały), czasami (choć rzadko, ale jednak) rozmowy z napotkanymi postaciami. (Co prawda realizowane w formie filmowych przerywników i nie można było w żaden sposób wpłynąć na ich przebieg, ale ważne, że były! Inne gry nie mogły się tym pochwalić!) Jedyne co wprowadziły gry TPP, to właśnie TPP (Third Person Perspective), czyli widok z perspektywy trzeciej osoby (obecny także w przygodówkach, ale w zupełnie innej formie) oraz używanie broni w celu likwidacji oponentów (a później FPS-y od nich zgapiły ten pomysł). Dzisiaj gry TPP dalej trzymają się swoich korzeni, mimo że część odeszła już znacznie od tego, co pokazywali ich przodkowie i bardziej są im teraz bliskie klimaty FPSów, różnorakich gier akcji czy też survival-horrorów. Co jednak ważne, dawniej prawie wszystkie gry TPP określało się mianem Adventure-TPP. Był to podgatunek gier przygodowych. Ma to duże znaczenie i dzisiaj, bo raz, że bardzo wpłynęły na rozgrywkę przygodówek, dodając różnorakie elementy platformowo-zręcznościowe, a dwa, że stanowiły pomost dla graczy i nierzadko spotyka się dziś osobę wielbiącą w równym stopniu oba gatunki.
Gry przygodowe jednak ciągle żyją i jestem pewien, że nie zginą jeszcze przez baaaardzo długi czas, czego dowodem są zapowiadane tytuły. Ja wcale nie mam nadziei (bo matką ona głupich), lecz wiem, że przygodówki nie odrodzą się nigdy, bo nigdy też ten gatunek nie umarł nawet śmiercią kliniczną. Ich świetność będzie natomiast trwać po wsze czasy i nie przeminie nigdy. Musicie za to wiedzieć wy, co nie poznaliście ich jeszcze dość dobrze, że to one w niezwykle dużym stopniu przyczyniły się do rozwoju komputerowej rozrywki (m.in. spopularyzowały napędy CD) i zawsze były jej ozdobą. Jest to prawie najstarszy, i zarazem najbardziej trzymający się swoich tradycji gatunek. Czas natomiast okazał się dla nich niezwykle łaskawy i ich ewolucja, choć ciągła (choćby grafiki - najpierw czyste 2D, wprowadzenie pełnego 3D, aż do dzisiejszego i chyba najbardziej popularnego połączenia obu - postacie w 3D i dwuwymiarowe tła), nie zniszczyła wyraźnej formuły, która jest ciągle nieskazitelna. Polska gra pt. Książę i Tchórz nie jest według mnie najlepszą grą tego gatunku (mimo że nad scenariuszem pracowało dwóch polskich pisarzy fantasy - Adrian Chmielarz i Jacek Piekara), bo przez całe swoje życie nie zagrałem nawet w dziesiątą część gier przygodowych (więc nie będę oceniał całości) oraz dlatego, że mimo iż dobra, paru innym tytułom nie dorasta do pięt (ale to tylko moje zdanie i nie należy się nim sugerować). A teraz apeluję: ludzie! Zacznijcie grać w przygodówki! Jakiekolwiek! Niekoniecznie klasyczne!
Mowa końcowa: Podobało się? Mam nadzie... eee, znaczy WIEM, że wam się spodobało i z pewnością też otworzyłem oczy tym, co byli omamieni przez poprzedni tekst. Chciałbym przekazać jeszcze parę słów z głębi moich pięciu serc. Tak naprawdę czy można powiedzieć, że przygodówki jako gatunek umarły? To tak, jakby stwierdzić, że muzyki klasycznej nikt już nie słucha. Zgodziłbym się na coś takiego, gdyby przez rok, no, niech będzie pół roku, nie było żadnej lepszej gry przygodowej. A czy tak było w rzeczywistości? Spójrzcie zresztą dalej. Kolejne gry pojawiają się na horyzoncie. W chwili obecnej sporo ludzi czeka już na kolejne części Runaway, Myst, The Longest Journey, Tony Tough i kilka innych. Ponadto co jakiś czas mają początki nowe serie, które również będą kontynuowane. I to ma być śmierć gatunku? Na Zeusa, niech umiera częściej! Moim zdaniem ten gatunek jakościowo ma się prawie tak dobrze, jak przed paroma latami. Co więcej, przygodówki nie zatrzymywały się w miejscu i dostosowywały się do nowych wymagań graczy (czasami, ale tylko czasami, odchodząc od tradycyjnej formuły). Ostatnio zaczynały nawet ukazywać się na konsolach! Trochę dużo jak na nieboszczyka, nie uważacie? A dla pana Iselora mam małą wiadomość. Proszę zwrócić głowę w kierunku zachodnim. Do naszego ciągle małego kraju nie przedostają się wszystkie tytuły, jakie mają okazję podziwiać tacy Amerykanie (lub dostajemy je z małym opóźnieniem). To tyczy się także gier przygodowych. Mało ci przygodówek? Znajdź sobie kumpla za granicą, który będzie dla ciebie sprowadzał tytuły niedostępne u nas. Zastanawiające jest dla mnie także, czy naprawdę mniej osób gra w przygodówki niż np. przed pięcioma laty? Czy na pewno ilość wielbicieli tego gatunku zmalała? Moim zdaniem nawet wzrosła, a że rosła nieproporcjonalnie do ilości fanów np. FPS-ów, to inna sprawa. :P
PS. "Również grze Constantine bliżej do klasycznej przygodówki niż innego gatunku." W tym miejscu bardzo przepraszam Sz. P. Iselora za moje nieuzasadnione złośliwości, bo nie wiedziałem do tej pory, co to są klasyczne przygodówki. Jeśli Sz. P. Iselor uważa, że Constantine jest bardziej (klasyczną) przygodówką niż survival-horrorem czy shoterem TPP, to ten fakt rzuca zupełnie inne światło na cały jego tekst...
|