|
Czasy, w których panowały przygodówki, minęły i chyba nie zanosi się na to, żeby kiedyś miały powrócić (oczywiście nie mam nic przeciwko miłemu zaskoczeniu, ale jestem realistą z bagażem doświadczeń :P). Dzisiaj tworzy się gry, przy których przede wszystkim można się odprężyć i zrelaksować umysł do granic możliwości. Nie wiem czy to źle, czy dobrze, bo przecież nie mam prawa mówić za kogoś, ale mi osobiście nie podoba się taka postać rzeczy.
Jeśli spojrzeć w przeszłość i przejrzeć szybko różne słynne tytuły, można zauważyć, że gry ewoluują nie tylko graficznie, ale także pod względem rozgrywki. Nie jest to oczywiście normą, ale programiści często starają się jak najbardziej "urozmaicić" grę, by przyciągnąć większą ilość graczy. Czy owe "urozmaicenia" wychodzą grze na dobre, to już zależy od słowa większości.
Po co ja to piszę? Chodzi o to, że dziś naprawdę trudno znaleźć klasyczną (w pełnym tego słowa znaczeniu) przygodówkę. Prawda, są wciąż dostępne w sprzedaży tytuły hołdujące systemowi point & click, ale powoli się to zmienia. Dodawane są pewne elementy np. zręcznościowe, nie mające z przygodówkami nic wspólnego. Sam system point & click, czyli sterowanie i ogólne korzystanie z intefejsu za pomocą myszki, zostaje zastąpiony przez klawiaturę. Broken Sword III to właśnie tego typu gra.
Broken Sword III wyrosło z jak najbardziej klasycznej przygodówki. Nie mam pojęcia, jak wyglądała pierwsza część, ale w drugą miałem okazję zagrać (demko po niemiecku... tfu) i wiem co mówię. Oczywiście to, jaką grę się tworzy i jak ona ma wyglądać, jest jak najbardziej wyborem programistów. Tutaj mamy połączenie przygodówki ze zręcznościówką. Nie wiem, czy takie właśnie rozwiązanie na dłuższą metę się sprawdza, gdyż przyszło mi grać w demo, ale to, co widziałem, nie zniechęca. Dodać jednak muszę, że Broken Sword III zostało stworzone także na konsole PS2 i X-Box, co wiele wyjaśnia w tej kwestii.
Na początku witani jesteśmy filmikiem, z którego wiele mogą zrozumieć osoby, które wiedzą, o co chodzi w serii Broken Sword. Ja pojęcia nie mam i tylko zdołałem się zorientować, że nazwa Złamany Miecz może brać się od jakiegoś fanatycznego kultu, czy czegoś w tym rodzaju. No, mniejsza o to. Po filmiku przenosimy się na samolot, w którym przebywa nasz bohater wraz z pilotem. Wlatują w chmurę burzową i są zmuszeni awaryjnie lądować (a pilot wyrzuca puszkę piwa, co już oznacza kłopoty :] - Lubię takie postawy, hehe). Grę "przejmujemy" w momencie, kiedy nasz blondwłosy bohater się budzi. O dziwo, w filmiku siedział z przodu, a teraz jakimś dziwnym sposobem znalazł się z tyłu na miejscu pasażerskim, do tego przypięty pasami... Cała gra, a na pewno ta część przedstawiona w demie, to wspomnienia naszego poszukiwacza przygód, co wnioskuję po usłyszeniu jego monologu, który brzmi mniej więcej tak: "Nie wiem, kiedy się zbudziłem, ale miałem szczęście, że wciąż żyłem". Czyli mamy do czynienia z retrospekcją.
Ogólnie postacią kierujemy, jak gdzieś wyżej wspomniałem, za pomocą klawiatury, co jest o tyle irytujące, że w demie nie istnieje coś takiego jak opcje, gdzie można by sprawdzić lub ewentualnie zmienić ułożenie klawiszy. Z tego powodu byłem trochę zdezorientowany na początku, a i jak już załapałem, że W, S, A, D, to są klawisze, którymi się wykonuje czynności (strzałkami się porusza), to wciąż miałem problem, kiedy trzeba rzucić gaśnicą... Naprawdę skomplikowane sterowanie, które nijak ma się do znanych standardów.
|
Tutaj chciałbym się spytać, komu przeszkadzają standardy? Po co zmieniać coś, co jest dobre? Oczywiście można coś poprawiać, ale żeby od razu z myszki przerzucać się na samą klawiaturę? I do tego w taki dziwaczny sposób komplikować życie graczom? Nieładnie, oj, nieładnie...
Grafika nie prezentuje sobą wysokiego poziomu (brak jakichkolwiek opcji, jakby ktoś zapomniał), ale jest ładna. Może mało szczegółowa i kanciasta, ale ładna. To właściwie wszystko, co mam o niej do powiedzenia, bo widziałem już lepszy ogień, lepsze modele postaci, więc nie będę grze wymyślać, tym bardziej, że na pierwszy rzut oka może się podobać. Widać jednak wyraźnie, że po przeniesieniu z konsol na PC gra nie zyskała na grafice.
Kiedy ludziska wydostają się z samolotu-pułapki, pozostaje im tylko znaleźć jakąś cząstkę cywilizacji, by wezwać pomoc. Pilot, jak widać, nie za bardzo przejął się zniszczeniem samolotu, a i do poszukiwania pomocy jakoś się nie garnie (dostał piwo i zadowolony... swoją drogą, też bym był zadowolony na jego miejscu :P). Znów wszystko spada na twoje zmęczone barki, drogi graczu.
I tutaj trafiamy na etap zręcznościowy, o którym gdzieś na początku wspominałem. Może nie jest on irytujący w swej postaci, ale jednak istnieje i nic tego nie zmieni. Ma on swoje usprawiedliwienie, ale szczerze mówiąc, mnie jakoś nie wciągają tego typu rzeczy w tego typu grach.
Oczywiście po skończeniu dema mamy okazję obejrzeć zwiastun gry (za cholerę się go wyłączyć nie da. Ani [ALT] + [F4], ani [ALT] + [CTRL] + [DEL] nie pomaga!), który na pewno zachęca do odkrycia całej tajemnicy w Broken Sword III. Widać na nim również, że jest trochę więcej etapów zręcznościowych (jeden to zapewne z kolcami wychodzącymi ze ściany), i tyle, demo się kończy, zostawiając nas ze stwierdzeniem, że tylko my możemy uratować świat itp. itd.
Ogólnie gra nie jest zła, etap zręcznościowy na pewno nie jest wciśnięty na siłę czy coś w tym rodzaju. Irytuje jednak sterowanie, ale moim zdaniem po dłuższym obcowaniu z Broken Sword III z pewnością można się nie tylko przyzwyczaić, ale także opanować je w zadowalającym stopniu. Chociaż ja i tak wolę myszkę.
|
|
|
trudno znaleźć jakiś ważniejszy, więc niech będzie, że plusem jest demo jako całość :)
|
sterowanie
|
Producent: Revolution Software
Dystrybutor: THQ
Cena: 99 zł
Internet: www.thq.com
|
Procesor: 1.2 GHz
Pamięć RAM: 128 MB RAM
Karta graficzna: 64 MB
System: Win 98/Me/2000/XP
|
|