|
|
|
| |
The true and only final revenge part
IV (1)
| | | |
Różowy Boening z napisem "GTAcENTER"
wylądował na lotnisku Kraków-Balice. Wysunęły się schody i wkrótce po
nich zeszli East, Tedi, Żabol i Lord Vader.
Za kierownicą podstawionego pod lotniskiem Malucha
usiadł Żabol. Wszyscy udali się w stronę Sandomierza. Podróż trwała długo,
ale wkrótce można było ujrzeć zarys sandomierskiej metropolii. Wśród
niskich domków i fabryk, w samiutkim środku miasta wzrostem wyróżniał
się jeden ogromny biurowiec. Tedi zauważył go pierwszy:
- Patrzcie, chłopaki! Ledwo kilka tygodni nie było nas w mieście, a już
wybudowali jakąś pieprzoną fabrykę!
- Jasne. W dzisiejszych czasach wieżowce stają w kilka minut.- odrzekł
East.
W tym momencie w telefonie komórkowym Żabola zasygnalizowano SMS. Żabol
przeczytał treść i powiedział:
- Chłopaki, Crade znalazł nam nowe lokum. Mamy jechać do centrum, numer 7
w rynku.
- W centrum? Niezłe miejsce, ciekawe, co on tam wymodził- rzucił Vader.
Po dojeździe do miejskiego rynku redaktorzy nie mogli nigdzie znaleźć
szukanego budynku. Pomiędzy numerem 6 a 8 stał tylko ogromny biurowiec, którego
zauważono już przed miastem. Tedi zaproponował:
- Popatrzmy za ten wieżowiec, może tam jest ta baza.- Wszyscy poszli na tyły
budynku. Tam stał nikt inny jak sam Crade w swoim garniturze. Redaktorzy
podbiegli do kolegi.
- Crade! Jak się masz!- krzyknęli wręcz chórem. Tylko Tedi od razu zadał
pytanie:
- Jak poszła sprzedaż stringów?- przed wyjazdem Crade dostał polecenie
opylić na stadionie X-lecia 1000 różowych stringów z podobizną Winixa
na przedzie.
- Poszły jak woda!- odpowiedział Crade.
- Ale powiedz nam, gdzie ulokowałeś nam siedzibę. Łazimy tu od pół
godziny i za Chiny nie możemy jej znaleźć.- spytał Żabol.
- Co? Przecież właśnie przy niej stoimy!- powiedział Crade.
Redakcja popatrzyła niemym wzrokiem na Crade'a. Nastała chwila ciszy. W końcu
Lord przełamał milczenie i spytał:
- Chcesz powiedzieć, że...- zanim dokończył zdanie, popatrzył w górę,
na ścianę drapacza chmur.
- Chłopaki... patrzcie tam...- rzucił.
Na samej górze ściany stupiętrowego budynku widniał napis: "GTAcENTER".
East, Tedi, Lord Vader i Żabol w osłupieniu patrzyli na szyld. Crade obojętnym
tonem zaprosił wszystkich do środka.
- Ty nas tu ulokowałeś?- East nie dowierzał własnym oczom.
- Co? Źle? Mamy pięć miliardów złociszy na koncie, więc chyba mogłem
tak zaszaleć? Wejdźmy do środka; uwaga na miotacz ognia przy wejściu!-
powiedział Crade.
- Ale coś ty tu dał? - spytał Lord Vader.
Gdy redakcja weszła do środka przytłoczył ich widok holu. Nie brakowało
marmurowej posadzki, fontann, recepcji i innych różności.
- Wbrew pozorom, te 100 pięter zagospodarowałem bez problemu. Mamy tu saunę,
basen, trzypiętrowe pięciogwiazdkowe apartamenty dla wszystkich redaktorów,
sale komputerowe, łaźnie rzymskie, bank, aptekę, ogromny garaż z 20
sportowymi wózkami- Cou'ragez się ucieszy, hipermarket...
- Cou'ragez nie żyje.- powiedział Żabol, jednak podniecony Crade dalej
gadał jak najęty.
- ...ogródek letni, gardero... Cou'ragez nie żyje?!- dopiero w tym
momencie wyszedł z transu.
- Tak. Cou'ragez nie żyje. Winix też.- powiedział Tedi. -Haitańczycy ich
zabili.
- K****!!! Nie żyją! Nie!!! Tylko nie to!- krzyczał Crade.
- Wiem, że ci cięźko, ale...- uspokajał Vader.
- Nie o to chodzi!- krzyknął Crade. -W kieszeni marynarki Cou'rageza
zostawiłem batonik!!!- powiedział to i rozpłakał się.
- Yyy... rozumiem. Przykro mi. To co tu jeszcze jest?
Jednym z miejsc, do którego Crade zaprowadził
redaktorów był wielki, sztuczny ogród na jednym z pięter. Z pewnej odległości
dochodziły do nich wrzaski przypominające szyderczy śmiech szaleńca. W
powietrzu wisiał swąd palonej trawy. Żabol poszedł w głąb ogrodu. Gdy
Crade to zobaczył, krzyknął:
- Nie! Żabol, spadaj stamdąd!
W tym momencie Żabola zmiotła kula ognia. Odgłosy śmiechu były coraz
bliżej. W końcu do Tediego, Crade'a, Easta i Lorda Vadera podbiegł koleś
w garniturze. Był cały osmolony i śmiał się jak wariat. W końcu
przestał i powiedział:
- Howeee! Crade! Te koktajle Mołotowa na nitroglicerynę są zajefajne!!!
Crade zwrócił się do redaktorów:
- Poznajcie PiroMana, to nasz nowy redaktor.
- Błaźnie przyjmujesz nowych?! Miałeś tego nie robić!
- Chłopina napisał ze dwadzieścia tekstów, starał się, trudno było mu
odmówić!
W tym momencie do grupy dołączył Żabol.
- Masz chłopie farta.- zwrócił się do PiroMana. -Ja, jako stwór wodny,
odporny jestem na ogień. Ale co by było, gdybyś buchnął na przykład w
Vadera?
- Obroniłbym się Mocą- powiedział Lord.
- Mniejsza o to. W każdym razie na przyszłość uważaj.
- OK, OK, Żaba. Będę się pilnował.- powiedział PiroMan i rzucił gdzieś
daleko zapalony koktajl. Ziemią lekko zatrzęsło i niedaleko pojawił się
ładny grzybek nuklearny.
Całą paczkę Crade zaprowadził do głównego
pomieszczenia, gdzie mają powstawać teksty. Nie było ono wielkie, ale ładnie
urządzone i bardzo przytulne. Przy ścianach stało kilka komputerów,
jednak Crade pokazał redakcji tablicę korkową z przypiętymi kilkunastoma
zdjęciami. Na górze był napis "Drzewo kryminalne". Na samym
dole dwa zdjęcia były przekreślone czerwonym mazakiem. Były to zdjęcia
Caleba i bossa mafii sandomierskiej.
- Tych drani musimy po kolei wyeliminować. Część zagraża kącikowi, a
część stanowi drogę do jeszcze większej władzy. Na następne dni będziemy
mieli trudne zadanie. To jest nasz następny cel.- powiedział Crade i
wskazał na jedno ze zdjęć. Pod obrazkiem był podpis: MACIEJ KUC.
- Mamy zabić Qn'ika?!- huknęli wszyscy.
- Nie mamy wyboru. Walczymy o kolejne 10MB na kącik.
- Cel jest trudny, ale nagroda warta.
- Więc zróbmy to teraz. Kto ostatni w zbrojowni, ten leszcz!- powiedział
East
- Czekaj. Zapomnieliśmy o czymś.
Tedi podniósł czerwony mazak i przekreślił zdjęcie szefa Haitańczyków
z Vice City.
Poprzez długie korytarze i dziesiątki wind
wszyscy zostali doprowadzeni przed ogromne, tytanowe wrota. Crade wpisał
trzydziestocyfrowy kod otwierający właz, ale gdy miał otworzyć drzwi,
uwagę Tediego zwrócił okrąg narysowany na wrotach.
- Co to za kółko?
- Dzięki niemu nie zapomnę kodu. Chodzi o to, że wzór na pole koła to
Pi er kwadrat, nie? Kod to pierwsze trzydzieści cyfr liczby Pi po
przecinku, czyli 141592653589793238462643383279.
- Wykaniara nam stąd z tą pieprzoną matematyką! Otwieraj te drzwi i już!-
wrzasnęli wszyscy.
- Umph, sorki.- rzucił Crade i pociągnął za wajchę.
Ze środka powiał chłodem i powstała lekka mgła.
Gdy opadła, oczom redaktorów ukazały się dziesiątki ogromnych regałów,
po brzegi napchanymi wszelkiej maści bronią. Crade zaczął wyliczać:
- Mamy tu prawie wszystkie rodzaje broni na świecie. Jest tu broń średniowieczna,
czyli łuki, miecze, kusze itp., klasyczne Uzi, karabiny, pistolety,
strzelby- wszystko, czego dusza pragnie. Ale najbardziej ślinka wam poleci
na broń nowoczesną, czyli najnowsze generacje, broń XXI wieku!
- Miód dla moich oczu. Więc co polecasz?- spytał East.
- Lekkie jak piórko karabiny igłowe, pistolety elektromagnetyczne,
miotacze laserowe, granaty atomowe, duży wybór mieczy świetlnych-
tu kiwnął na Lorda Vadera- strzelby dziewięciolufowe i inne dziwności,
ale rzućcie okiem na to.- powiedział Crade. Podszedł do skrzyni stojącej
w samym centrum zbrojowni. Na tabliczce pod nią widniał napis: "Lupara.
Model wersja 2.0, ulepszona, nowoczesna. Używać tylko w krytycznych
przypadkach". Tedi podszedł i delikatnie otworzył skrzynię. W
zabezpieczającej bryle lodu zamrożone było coś podobne do wielkiego, złotego
obrzyna (Złotego Członka ;-)).
- Broń moich snów...- powiedział Tedi i nadal w osłupieniu patrzył na
luparę.
- To model specjalnie dla ciebie- powiedział Crade i wskazał na
wygrawerowany napis na trzonku: "PRZEMEK".
- Nie wiem, jak ci dziękować...- Tedi był w szoku.
Każdy wybrał sobie spośród setek giwer te, które
pasowały mu najbardziej. Największe powodzenie miał dział z bronią
nowoczesną, ale nie gardzono też standardami. Tedi wziął M60, East
miotacz laserowy, Żabol dwa Mac-10 i granaty z symbolem atomu na pokrywie,
Lord Vader miecz świetlny najnowszej generacji, Crade karabinek igłowy i
wreszcie Piro-Man- ogromną strzelbą dziewięciolufową.
- Ej, chłopaki, jak mam wymrozić tego gnata?- spytał Tedi patrząc na
luparę.
- Po prostu naciśnij czerwony guzik i zamknij skrzynię.- powiedział Crade.
Tedi spełnił polecenie Crade'a. Spod pokrywy buchnął czerwony dym i
skrzynia otworzyła się sama.
- Możesz ją wziąć, tylko ostrożnie! To delikatny sprzęt.
* * *
Do ciemnego pomieszczenia oświetlanego jedynie
przez światło z monitorów z jedną ścianą pełną ekranów i pulpitów
z masą przycisków wszedł niski, garbaty starzec. Na fotelu w tym pokoju
siedział mężczyzna. Był odwrócony tyłem do starca i zajmował się
patrzeniem w ekrany. Był to monitoring jakiegoś budynku.
- P.. p... pan... panie... -jąkał się staruszek
- Czego chcesz, błaźnie? -w pomieszczeniu rozległ się przerażający,
gruby głos.
- Mam... mam... donos... atak... ma być... jakiś "podkącik"...
zamach na... na... Pana...- starzec miał wyraźne problemy z wysławianiem
się.
- Co ty bredzisz?
- gieteacenter... chcą... chcą... władzy...
- Chodzi o ten skromny GTA Center, który kiedyś pytał się mnie o miejsce
w AM, a ja odesłałem ich do GC?
- Chy... chyba tak...
- Chcą władzy? Więc już wiem, kto wymordował do cna całą redakcję
Games Corner, wiem już, kto stoi za śmiercią Caleba! Mają co chcą, ale
jeszcze im mało...
W tym momencie fotel obrócił się i dziadkowi ukazał się człowiek
olbrzymiej postury z głową konia, leniwie siedzący na fotelu.
- Wyśmienicie, wyśmienicie...
- Ale... Panie... oni nas... nas... zabiją!- dziadek
odrzucił laskę, która utrzymywała go w pozycji stojącej i upadł
na kolana przed mężczyzną na tronie.
- Błaźnie! Czyżbyś wątpił w moją potęgę?
Człowiek wyjął rewolwer i wycelował w czoło klęczącego staruszka.
- Nie, nie! Nie... wątpię!- krzyknął wiekowy człek i próbował doczołgać
się do wyjścia.
Odgłos wystrzału rozległ się w całym budynku.
* * *
Dwa czarne Porche śmignęły obok białej
tabliczki z napisem "Wrocław". Zaraz po tym z piskiem opon
zatrzymały się na poboczu. Z wozów wyszli Tedi, East, Piro-Man, Żabol,
Lord Vader i Crade.
- No dobra, jesteśmy, ale kto teraz wie, gdzie może mieszkać Q'nik?
- Chyba nie myślicie, że przyjechaliśmy tu nieprzygotowani?- z dziwnym błyskiem
w oku rzucił Tedi, po czym wyjął plan miasta i pokazał krzyżyk
namalowany na nim.
Redaktorzy z powrotem zajęli miejsca w Porchówach i ruszyli w głąb
miasta...
- Który numer? - spytał Żabol stojąc przy
domofonie
- Sto siedemnasty.- powiedział Tedi.
Żabol zadzwonił. Wkrótce w głośniczku dało się wysłyszeć miły,
kobiecy głos.
- Słucham?
- Dzień dobry, państwo Stopa?- spytał Tedi
- Tak, to my.
- Jest Adam?
- Tak, wejdźcie.
Weszli na trzydzieste piętro budynku. Oczywiście, jak na złość winda była
zepsuta. Zadzwonili do drzwi państwa Stopa. Otworzył młody chłopak.
- Elpie! Brachu, kopę lat!- Tedi rzucił się Elpiemu na ramiona.
- Tedi! To naprawdę ty? Czytałem w lokalnej prasie o waszych wyczynach!
- Pismaki wyczają wszystko. Stary, mamy mały problem.
- Wejdź, opowiecie mi wszystko.
- ...a więc chcecie, żebym pomógł wam znaleźć i zabić
Qn'ika?- spytał po dłuuugich wyjaśnieniach Elpie
- Racja. To jak, da się zrobić?- spytał East popijając herbatkę.
- Pewnie. Zejdźcie na dół, ja się przygotuję.
Minęło kilka chwil. Wszyscy, oprócz Elpiego stali już przy
samochodach.
- Kurde, jeszcze go nie ma?- Tedi nerwowo patrzył na zegarek.
Nagle z dachu pięćdziesięciopiętrowego budynku wszystkich dobiegł ryk,
jak gdyby silnika, a zaraz potem zaczęła spadać stamtąd sylwetka człowieka
na motocyklu. Harley Davidson z dosiadającym go Elpiem z łoskotem upadł
tuż obok grupy redaktorów. Ku ich zdziwieniu, i człowiek i jego pojazd
wyszli z upadku bez najmniejszego zadrapania.
- To jak, Tedi, wrócimy do starych dobrych czasów?- spytał.
- A jak!
Elpie siedzący na motorze w niczym nie przypominał chłopaka w pantoflach,
którego widzieli w jego własnym domu. Teraz miał na sobie czarny garnitur
i ciemne okulary, a do ramy motoru miał przypięte dwa Kałasznikowy.
- Macie broń?- spytał.
Z bagażnika wyjęli wszystkie swoje ultranowoczesne pukawki. Wyglądały
one jak sprzęt z jakiegoś filmu Science Fiction. Tyle, że prawdziwe.
- Elpie, wstydziłbyś się, Kałasze? Przecież to średniowiecze!- zaśmiał
się East.
- Poradzę sobie.
- Podobno jesteś obeznany we Wrocku, wiesz, gdzie znajdziemy Qn'ika?
- Bar "Pod wypitym jabolem". Stara rudera, gdzie schodzą się
wszystkie czarne typy z miasta, a ludzie wiele wiedzą.
- Więc tam jedźmy.
Na miejscu rzeczywiście okazało się, że owy bar był straszną ruderą.
Przed budynkiem z niezgrabnie nabazgranym napisem "Pod wypitym jabolem"
piło piwo kilku dresiarzy i motocyklistów. Wszyscy weszli do środka.
Elpie podszedł do lady baru, usiadł na stołku i zagadał do barmana:
- Witaj, Dźuzek! Jak tam małżonka?
Redakcja zauważyła, że barmanem był wielki goryl.
- Nic specjalnego.- odpowiedział. -Ostatnio zmieniła płeć.
- Dżordż zmieniła płeć? Gratulacje! Ale mam jedną sprawę. Słuchaj,
wiesz, gdzie znajdę tego gościa?- Elpie pokazał mu zdjęcie Qn'ika.
- Nie, nie znam typa.
- Kurczę, ty tu znasz wszystkich! Przypomnij sobie, gdzie go znajdę?
- Nie znam go!
"Cholera, on go ewidentnie kryje"- szepnął Tedi.
"Poczekaj, ja to załatwię"- powiedział Żabol i podszedł do
baru. Wyjął Mac'a, przyłożył barmanowi lufę do łba i wrzasnął:
- GDZIE ON JEST? GADAJ!
Oczy wszystkich w barze zwróciły się na Żabola.
- P...p...powiem!- powiedział wystraszonym głosem barman. -Chodźcie za mną.
Goryl Dźuzek zaprowadził redaktorów na zaplecze. Za budynkiem stała
stara budka telefoniczna.
- Wejdźcie do środka i wykręćcie numer 644-61-66.
- Jaki?!- spytał wyraźnie zdziwiony Tedi.
- 644-61-66.
- Kurde, Qn'ik cały czas o nas wiedział!
- Ejże, jak to?- spytał East
- To numer mojego telefonu...-powiedział Tedi
- Wygląda na to, że musimy się spodziewać gorącego spotkania. Crade,
przynieś nasze bronie.
Po chwili przyszedł Crade obładowany broniami. Na plecach miał torbę z
amunicją. Wszyscy weszli do budki, Tedi wykręcił "swój" numer
i nagle budka telefoniczna zaczęła zjeżdżać w dół.
Redaktorzy szybko doszli do wniosku, że kwatera główna Qn'ika jest
kilkaset metrów pod ziemią.
Niby-winda zatrzymała się po blisko pięciominutowym
zjeździe. Zaraz od miejsca wyjścia Easta, Tediego, Żabola, Crade'a,
Piro-Mana, Lorda Vadera i Elpiego ciągnął się długi korytarz. Nagle do
redaktorów podszedł wieeelki smok. Ledwo mieścił się w korytarzu.
- A wy kto?- zapytał podejrzliwie.
- Eee... my z gazowni!- rzucił Lord Vader.
- Zaraz, z gazowni? E, nieważne. Erm, macie czypiendziesiąt?
"To Wielki Potwór Stawonóg z Loch Ness!"- szepnął Tedi.
- Ja mam. Zwierzęta wodne sobie pomagają, nie?- powiedział Żabol i wysupłał
z kieszeni pieniądze.
- A jak, kurczę, dzięki!- powiedział potwór, wziął kasę i odszedł w
swoją stronę.
- Wiesz, że właśnie złamałeś największy Actionmagowy mit?- powiedział
Crade
- Chrzanić to! Zaraz i tak wybijemy w pień tą bajkową hałastrę!-
powiedział Żabol i wyjął swoje Ingramy.
Szli długim korytarzem, aż doszli do drzwi z napisem "Nieupoważnionym
wstęp wzbroniony".
- Wchodzimy?
- Przygotujcie się.
East delikatnie otworzył drzwi i... zamurowało ich. Stali na małym
balkoniku z widokiem na ogromną halę. W rzędach poukładane były setki
komputerów, a przy nich siedzieli ludzie i pracowali nad nowymi numerami
AM-a.
"Cholera, oni tu mają całą fortecę!"- szepnął Lord.
Nagle jeden z ludzi pracujących na dole wrzasnął:
- ONI TU SĄ!!! DO ATAKU!
Ciąg dalszy nastąpi...
Maciej
/Żabol/ Ligiera
mligiera@op.pl
| |
|
|
|
|