Varia

 

Dawno, dawno temu (bo w latach 70) w odległej Ameryce (bo w USA) George Lucas wyreżyserował film, który krytyka i widzowie ocenili kultowym. Potem były jeszcze dwa, niemniej ciekawe. Co dziwne, film potrafi również zaskoczyć mnie, szesnastolatka wychowanego na Matrixie czy ekranizacjami komiksów Marvela. Najlepszym ze starej trylogii była wg mnie "Powrót Jedi". Film był bardzo dobrze zrobiony, miał logiczne zakończenie, jednak po jego obejrzeniu nie chciało mi się z nim wcale rozstawać (chociaż laciał wtedy w telewizji :). Widać, Lucas pomyślał tak samo, bo po dwudziestukilku latach postanowił nakręcić drugą trylogię. Chciał tym razem przedstawić te wydarzenia sprzed czasów Luke'a Skywalkera i Hana Solo. Czy nowa trylogia z bardziej zaawansowanymi efektami specjalnymi oraz z bardziej doświadczonym (ponoć) reżyserem mogła być lepsza? Powinna. Czy część zamykająca całą sagę jest gorsza od tej którą łączy obie? Cóż... 

Każdy młodszy widz z pewnością bardziej ochoczo biędzie zabierał się za kolorowe nowe starsze części 1, 2 i 3... Może to i lepiej, bo wtedy nie będzie czego żałować... Jednak jeśli chodzi o trzecią część, która ma być nitką pomiędzy "dwójką" a "czwórką" muszę przyznać, że widziałem ponad dwie godziny ciekawego, acz nudnego kina.

Od razu mówię, że nie jestem fanem Sagi. Po prostu oglądałem stare części. Podobały mi się, nawet bardzo. Po każdej części film coraz bardziej mi się podobał, ale nie noszę stroju Vadera, ani miecza Jedi w kieszeni. Do filmu zachęciła mnie jedna z audycji w moim ulubionym radiu (nie wiem czy mogę napisać nazwę) BIS. Usłyszałem tam, że po pierwszych pięciu minutach film wbije mnie w fotel, a potem tak już zostanie. A co rzeczywiście zostało? Wiercenie się w fotelu:)

Dobra, pora się obudzić! W każdej prawie recenzji możecie przeczytać, że w tej części Anakin przekształca się w Vadera. To nie jest takie proste. 2 pojawia się wada filmu, a mianowicie długość . Anakin przez połowę jest dobrym Jedi, a dopiero 5 minut przed zakończeniem staje się naprawdę Darthem Vaderem. A właśnie! Jak Anakin pozyskał sobie zaszczytny tytuł Lorda. Po prostu jego mistrz powiedział mu: "Od dziś będziesz znany jako Darf Wejda". Dlaczego akurat tak, a nie np. Bonifacy Kulawa Noga? Zapytałem siebie. Jednak do końca filmu nie uzyskałem odpowiedzi. Cała akcja filmu toczy się głównie wokół Anakina, Padme, Obi-Wana, Yody i Kanclerza. Pierwsi dwoje dowiadują się że Padme jest w ciąży. Anakin zaczyna mieć prorocze sny, że jego ukochana umiera przy porodzie. Aby temu zapobiec poznaje Kanclerza, który zna ciemną stronę. Ten nakłania go, aby przeszedł na jego stronę, co spowoduje że Anakin będzie na tyle silny, że zapobiegnie śmierci Portman. Niby wszystko jest logiczne, jednak pod koniec filmu Padme i tak ginie (rodząc przy okazji Luke'a i Leilę:) a Vaderowi pozostaje trudna do nauczenia kwestia "Nieeeeeeeeeeeeeee!". I tyle. Jeśli ktoś rozumie Vadera (fani sagi), niech pisze do mine. Link jest u dołu. Wątek fabularny jest największą wadą tego filmu. Jak można było zepsuć coś tak pięknego jak Gwiezdne Wojny? Widocznie, Lucas chciał, żeby film zrozumiały także dzieci. Dla nich do gustu przypadnie misiaczkowaty Yoda. Kiedy patrzyłem na tego trójwymiarowego pokemona nie zważałem na to co on mówi, tylko na to, jak ładnie jest animowany (echh, w grach komputerowych nieprędko takie coś zobaczymy:). Nie wiem, czy to zaleta czy wada, ale rzuca się w oczy. Najbardziej z całego filmu zapamiętałem Yodę (a jeszcze środek transportu Obi-Wana, ale o tym za chwile:), a walka z Kanclerzem to już mistrzostwo. To jak rzucają w siebie (oczywiście używając mocy) tymi dyskami o średnicy dwóch metrów wygląda niesamowicie. Ta scena, połączona z niesamowitym podkładem muzycznym podobała mi się najbardziej. Przez parę chwil widzieliśmy też Obi-Wana ujeżdżające coś (nie wiem co to było). Podobne do legwana tylko pare razy powiększone i wydające z siebie ciekawe, charterystyczne dla tego czegoś odgłosy:). Jedna wada jeszcze przychodzi mi do głowy - Natalie Portman, która zagrała świetną rolę w świetnym "Garden State". Myślałem, że będę zachwycony jej grą, a tu - miałem coś w stylu "M jak Miłość" w kosmosie. I jeszcze to, jak mówi o ciąży i dzieciach... Porażka... Właściwie może to i zaleta, gdyż to jedna z dwóch scen które mnie rozbawiły. Bohaterem drugiej jest mój ulubieniec Yoda:P, który wchodzi do pomieszczenia, którego chronią dwaj strażnicy. Malutki misio lekko macha ręka i wszyscy padają:) Takie rozbawianie widza chyba było zamierzone...

Cóż mogę napisać o tym filmie? Za późno Anakin się przemienia, co powoduje, że jego decyzja wydaje się być nieuzasadniona i bez sensu oraz pare scen które do mnie PRAWIE (prawie czasem robi wielką różnicę ;) przemówiły, NP. oBI-wan w scenie nad lawą sprawiają, ze oceniam ten film, tak, jak oceniam.

PS. Od dziś jestem pewien. Wolę sto razy bardziej Davida Finchera i jego filmy, niż Georga Lucas z jego przestarzzałymi mieczmi świetlnymi. 

»Autor: dKc