Recenzje

 

Wyobraź sobie świat bez wojen. Świat bez strachu, zwątpienia i bólu. Wyobraź sobie świat tak bliski utopijnej rzeczywistości, a jednocześnie zupełnie od niej oddalony. Bowiem oto wyobraziłeś sobie świat bez uczuć. I teraz odpowiedz sobie na pytanie – czy chciałbyś żyć w tym świecie? A jeśli nie – jak wiele byłbyś w stanie zrobić by go zmienić?

Wystarczy pomyśleć… wystarczy pomyśleć bardzo dokładnie, by dojść do wniosku, iż racjonalny sposób myślenia wyklucza istnienie wojny. Bowiem nie ma nic bardziej racjonalnego, jak dążenie do przetrwania i istnienie dla samego istnienia. Czyli innymi słowy – pokuj jest sam w sobie racjonalny, a wojna – zaprzeczeniem wszelkiej racjonalności. Myśl sama w sobie dąży do istnienia, nie do bólu i zagłady, ani nawet nie do miłości i szczęścia. Lecz zwyczajnego istnienia. Czyli w rzeczywistości, to co jest skutkiem wojen i zła niczym rak toczącego tą ziemie, to nie myśli, ale uczucia. Nie sądzisz?

To uczucia sprawiają, że dążymy do szczęścia i miłości, są motorem naszych wszelkich dążeń. A uczucia w swej istocie, o czym na pewno wiesz, Czytelniku, są samolubne. Chcemy dobrze dla nas samych, nie dla „stada”. To fakt. Stąd wojny… nie dla dobra ogółu, lecz naszego własnego.

Wymazując wszelką miłość i ból z repertuaru naszych psychicznych ułomności zwanych uczuciami, wymazujemy wszelka potrzebę walki, wojny i odmienności. Pozostawiamy tym samym, to co czyni utopijną wizję szczęścia możliwą. Pozostawiamy pokój. I pustkę…

Lubię filozofować, prawda? Cóż, po prostu nie mogę powstrzymać się przed tym raz na jakiś czas. Wprost uwielbiam być bombardowany, czy to w kinie, czy to w zaciszu własnego domu czytając jakąś dobra książkę (King, oczywiście ;)) pytaniami, na jakie odpowiedzi mogą się okazać mało wygodne. Mam tu na myśli pytania takie jak choćby to zadane w filmie Kurta Wimmera „Equilibrium”, z Christianem Bale (np. „American Psycho”, „Władcy ognia”) w roli głównej. A pytanie brzmi, jak już mogłeś się domyślić – czy byłbyś w stanie zapłacić za swoje szczęście każdą możliwą cenę, także cenę odczuwania jakichkolwiek emocji?

W niedalekiej przyszłości wybucha trzecia wojna światowa, jaka pochłania ogromną część populacji. Ludzkość zwyczajnie nie przetrwa kolejnej wojny. Dlatego, dla uratowania naszego świata zostaje utworzone radykalne rozwiązanie problemu, czyli lekarstwo na sam czynnik tworzący spory – na uczucia. Każdy mieszkaniec naszego małego Statku Kosmicznego Ziemia musi zażywać ten lek. A jego działanie jest zabójczo proste. Zwyczajnie, nic nie czujesz. Kroczysz przez swoje życie niczym robot.

Dla utrzymania tej idealnej równowagi istnieje ktoś taki jak postać grana przez Christiana. Człowiek, jakiego jedynym zadaniem jest niszczenie wszelkich objawów uczuć – kapłan zwalczający buntowników, oraz niszczący wszelkiego rodzaju nielegalne książki, filmy, programy i inne przedmioty mogące wzbudzić jakiekolwiek uczucia.

Po tym jednak jak Christian jest poniekąd zmuszony zabić własnego partnera w imię tejże równowagi następuje w nim pewna przemiana. Postanawia zaprzestać brania tegoż leku i walczyć nie z, lecz przeciwko, systemowi. I akcja rozpoczyna się na całego!

Mniej więcej w tym momencie powinienem rozpocząć właściwą część recenzji. Problem w tym, iż film ten umyka wszelkiej ocenie. Według opinii wielu widzów, jacy mieli okazję widzieć „Equilibrium” przede mną jest to film wyraźnie inspirowany „Matrixem”. Jest to oczywiście rozumowanie błędne. W „Equilibrium” nie ma czegoś takiego jak bullet time, czyli nie wykorzystuje tricków obecnie używanych, w co drugim filmie akcji. Zamiast tego ma klimat bardziej S-F, oraz zupełnie innego rodzaju sceny akcji. Tutaj bowiem podstawowym narzędziem mordu jest pistolet. I wyobraźcie sobie, takie nieco inne podejście do sekwencji akcji robi zaskakująco dobre wrażenie. Oczywiście, widać, że „Equilibrium” jest filmem tańszym od macierzy, lecz cóż – nie można mieć wszystkiego.
Pomijając techniczna stronę filmu – muzyka techno, całkiem niezłej jakości, efektowne sceny akcji i równie ładne zdjęcia, oraz bardzo sprawna gra aktorów – całość ma przede wszystkim świetny pomysł i zabójcze tępo. I pomysł faktycznie budzi pewne skojarzenia z Macierzą – tutaj też mamy człowieka, jaki obraca się przeciwko systemowi i zniewoleniu ludzkości. Lecz w warstwie fabularnej „Equilibrium” ma jednak więcej do powiedzenia widzowi niż trylogia Macierzy – jaka zdaje się istnieć nie po to by uczyć, lecz jedynie bawić widza kolejnymi scenami pościgów i strzelanin.

Oczywiście, obraz Kurta Wimmera nie wystrzegł się kilku drobnych nielogiczności w scenariuszu, jakie zauważamy pod koniec seansu, boli także wyraźnie zbyt niski budżet z powodu, jakiego nie da się pozbyć świadomości, iż film mógł wyglądać lepiej. Ale to drobne uchybienia nie mające wielkiego znaczenia wobec Świeżego podejścia do gatunku. Naprawdę – film zaskakuje, zdumiewa i jednocześnie nie jest płytki, a to w kinie amerykańskim nie jest regułą, lecz zupełnym wyjątkiem.

Czyli reasumując – jest to obraz interesujący i nowatorski, a przy tym nie jest płytki, co w kinie S-F jest cechą godną pochwały. Wobec czego – film polecam, fanom gatunku i całej reszcie, lubiącej dobre kino, czy to akcji, czy to kino psychologiczne.

 

»Ocena: 9/10

»Autor: Seth