|
Ukaż wszystko to, czym człowiek jest naprawdę. Ukaż jego wady i instynkt, jakim w rzeczywistości kieruje się na co dzień, niezależnie od sytuacji. Narysuj ładny obrazek tego, czym jesteśmy pod tą maską próżności i sztucznych, wyrobionych dla własnej wygody zachowań… i oto namalujesz obraz najzwyklejszego, brudnego, zafajdanego i gówno wartego psa.
Taki obraz namalował Lars Von Trier w bez wątpienia jednym z swoich najlepszych filmów „Dogville” z Nicole Kidnam w roli głównej.
O tym filmie już kiedyś pisano na łamach Biuletynu Filmowego. Autorem recenzji był Gregorius, jego tekst chyba rozwiał wszelkie wątpliwości osób, jakie jeszcze zadawały sobie pytanie czy film oglądnąć – i ostatecznie mam nadzieję, że do seansu zachęcił. Dlatego moją krótką reckę potraktujcie raczej jako polowanie na niedobitków pośród osób, jakie „Dogville” jeszcze nie widziały. A niewątpliwie zobaczyć powinny.
Więc, kiedy robotę mam do wykonania, najłatwiej zabrać się do niej według konkretnego planu. A że nie chcę celowo życia sobie utrudniać, to z planu z chęcią skorzystam ;).
Na pierwszy straszył, pozwólcie, iż przybliżę Wam fabułę filmu, dobrze? ;)
Postać grana przez Nicole (aktorkę nadal zaskakująco ładną jak na swój wiek – uwaga tyle prawdziwa, co nie na miejscu) to tajemnicza dziewczyna, prezent, jaki niespodziewanie zjawa się w tytułowym miasteczku. Nikt nie wie, kim ona jest, ani dlaczego właśnie tu się zjawiła… mieszkańcy wiedzą tylko, że ona potrzebuje pomocy. Jest ścigana przez gangsterów i szybko dowiadują się także, że nie jest obojętna policji. Pomimo tego, za namową młodego miasteczkowego idealisty (czymże było by jakiekolwiek miasteczko, bez człeka z tego właśnie umierającego gatunku? ;) ) jednak jej pomagają i pozwalają jej pozostać w Dogville. Jako zapłatę za swą pomoc żądają od niej jedynie robienia rzeczy, jakich sami nie potrzebują. Rzeczy zupełnie niepotrzebnych, jakie z czasem czynią z Nicole niewolnicę i nadmuchiwaną lalę dla mężczyzn z miasta…
Film jest długi – niespełna trzy godziny – dlatego, aż zanadto dokładnie widać jak sytuacja dziewczyny w mieście ulega zupełnym zmianom. Ta produkcja aż za dobrze ukazuje ludzkie słabości! Wcale nie każe myśleć, że my byśmy postąpili na miejscu mieszkańców tak samo. Nie! Wręcz przeciwnie - nie pozostawia nam żadnych wątpliwości w kwestii, że wykorzystalibyśmy prezent, jaki zsyła nam los do granic wszelkich możliwości – a ta świadomość nie sprawia przyjemności.
Moc przekazu, jaką posiada obraz Von Triera jest dodatkowo wzmagana świetną grą aktorów partnerujących Nicole. Ona sama z kolei w moich oczach już od dawna należała do grona aktorek, jakie są nie tylko ładne, ale i wyjątkowo utalentowane (chcesz dowodu, oglądnij „Godziny”, „Cold Mountain” bądź „Oczy szeroko zamknięte”). A „Dogville” to nic innego jak idealny dowód jej wielkiego talentu.
|

|
Muzyka – raz jeszcze bardzo dobrze komponuje się z obrazem. A sam obraz – to zdecydowanie największa zaleta filmu, przynajmniej od strony technicznej, dzięki której produkcja ta dodatkowo zapadnie Wam w pamięć. Zdjęcia są zwyczajnie świetne. Reżyser postawił na surowy, teatralny, lecz autentyczny klimat. A w osiągnięciu tego celu pomógł mu spokojny głos narratora opowiadający tą historie niczym lektor w słuchowisku radiowym opowiadający nam akcje dobrej książki, oraz oczywiście surowe dekoracje. W zasadzie, całe miasto jest zbiorem białych linii namalowanych na czarnym asfalcie, jakie w widoku od góry układają się na obraz czegoś na kształt niezbyt dokładnej mapy jakiegoś małego miasteczka. Domy nie mają ścian, nie mają drzwi, rzadko, można by rzec, iż od święta, mieszczą się w nich tak nie skomplikowane meble jak łóżko, i szafka i to wszystko… To wszystko wystarczy jednak by idealnie przedstawić nam całą historie.
Prawdę mówiąc – nie dziwię się tak dużej surowości dekoracji, gdyż sama historia zasługuje na największą uwagę, a praktyczny brak dekoracji doskonale umożliwia nam skupienie się na grze aktorów i rozwoju fabuły.
Jasne, że film jest długi, a przez to musi odrobinę znużyć. Ale wcale, zupełnie wcale, nie kłamię twierdząc, iż jest to istny otwieracz oczu.
Oglądasz, a po skończonym seansie masz to zaskakująco niemiłe uczucie, iż poznałeś właśnie prawdę, jakiej poznać nawet nie próbowałeś. Osobiście – mnie w dziele Larsa przeraziła prostota, z jaką dobrzy ludzie robią złe rzeczy, wystarczy, że nie będzie im nic za to grodzić... Dlatego – kto lubi być przerażonym, ten „Dogville” powinien oglądnąć.
To kawał autentycznego, inteligentnego, przemyślanego i cholernie krytycznego kina. Zjawiskiem krytykowanym, jest skłonność człowieka do grzechu. A z samą krytyką nie sposób się nie zgodzić…
Więc – film trzeba oglądnąć.
[Liczba
państw będących w produkcji nie jest pomyłką :). - Dishman]
»Ocena:
9+/10
»Autor:
|