|
Filmy - ze względu na ich coraz bardziej narastającą prymitywność i tandetę - oglądam rzadko. Nie zawsze tak było. Pamiętam, że potrafiłem załadować na swój dysk ponad dziesięć filmów, o których wcześniej na uszy nie słyszałem, i oglądnąć wszystkie w ciągu dwóch, góra trzech dni. Może właśnie to było
powodem mojej niechęci do filmów - czysty przesyt? Być może, ale wątpię. Uważam po prostu, że stałem się bardziej wybredny i jeżeli w ciągu pierwszych piętnastu minut film nie zachęci mnie do dalszego oglądania, odsyłam go do krainy, gdzie wszystkie filmy są robione perfekcyjne i z wielkim rozmachem, a każdy widz ogląda je po kilka razy. Coś pokroju "filmowego nieba".
[to bardzo ciekawe, ale chyba nie piszesz pamiętnika, tylko recenzję. po drugie chciałbym zauważyć, że piractwo jest karalne, a Ty podpisujesz się imieniem i nazwiskiem - Dishman]
Nieważne. [skoro nieważne to po co to pisałeś i kazałeś czytać innym, skoro sam stwierdziłeś, że to było nieważne? - Dishman]
Ważne jest natomiast to, że w czasie tego okresu, kiedy spędzałem przy filmie tyle czasu, ile teraz przed książkami, natknąłem się na tytuł, znany mi tylko ze słuchu - Blair Witch Project
[tytuły filmów piszemy z zasady w cudzysłowie
- Dishman]. Jedni go uwielbiają, drudzy uważają za karykaturalne przedstawienie współczesnego horroru. Ale wszyscy go znają. Ja zaliczam się do tych pierwszych.
W Kwietniu 1994 roku
troje studentów filmowców zaginęło
w lasach niedaleko Burkittsville, Maryland
w chwili kręcenia dokumentu...
Rok później ich materiał filmowy
został odnaleziony.
W tych linijkach tekstu autorzy filmu przedstawili główny wątek filmu. Cały projekt jest po prostu puszczeniem tego, co ta nieszczęśliwa trójka zarejestrowała, zanim zaginęła. A zarejestrowała coś ciekawego, tyle że nie dla nich...
W nagraniu tym pokazane jest prawie wszystko, przez co musieli przejść, zanim bezlitosna Wiedźma zlitowała się nad nimi i odesłała w zaświaty. Od krążenia w kółko, idąc cały czas w jednym kierunku i znalezienie drewnianych "zabawek", porozwieszanych na drzewach, poprzez "spotkanie" z dziećmi, a na stopniowym wybiciu bohaterów kończąc.
Twórcy filmu narobili nieco szumu, a to za sprawą wstępu do filmu, który zamieściłem - ludzie myśleli, że to autentyk. Dla podkręcenia promocji filmu na jego głównej stronie (www.blairwitch.com) umieszczono spreparowany dokument o śledztwie i poszukiwaniach zaginionej trójki. Ale zanim przejdę do oceniania filmu (w końcu!), zaznaczam, iż film jest w stu procentach i całkowicie fikcyjnym obrazem filmowym.
Być może do BWP można się przyczepić do wielu rzeczy (których ja nie dostrzegłem), ale na pewno nie można stawiać zarzutom pod adresem aktorów. Ludzie! Filmy powinno się kręcić z takimi właśnie aktorami!! Nie jakimiś Lopezami czy Cruse'ami. Mało znani, ale diabelnie zdolni - o to chodzi.
[niewykonalne z tylu powodów, że już nie będę rozbijał Ci recenzji prywatnymi wywodami - Dishman] Takiego kunsztu polegającego na tylko i wyłącznie udawaniu nie widziałem od czasów, kiedy Rywin wmawiał sędziom, iż jest niewinny. Wszyscy, cała trójka grała tak dobrze, że Oscara to powinni dostać, ale trzy razy większego. Heather Donahue, Michael Williams i Joshua Leonard pokazują, że dobre filmy da się nakręcić i to przy funduszach 20000 dolców (!). Teraz, żeby film zaliczył
się do kategorii "przeciętny", musi kosić po kilka milionów (i to na efekty, dodać do tego prestiżowych aktorów i wiele innego bajzlu
[zwróćcie uwagę na to profesjonalne określenie, taka "złota myśl" i zapamiętajcie je sobie dobrze -
Dishman]).
Sceneria filmu po piętnastu minutach ogranicza się do lasu - bo właśnie tam bohaterowie kręcą dokument. Do czasu, oczywiście, bo Wiedźma postanowiła przeprowadzić na leśnym "planie filmowym" mały sabotażyk.
I pytanie, jakie zadaję ludziom o horrorze, który oglądali, a ja nie - czy jest straszny? Wypowiem się tutaj opierając się tylko i wyłącznie na mnie. Srałem ze strachu.
[kolejna perełka, którą można dołączyć do kolekcji - Dishman] Panowie i panie, jeżeli ktoś nakręcił na rolkę film, który podczas oglądania wprawił mnie w nastrój nie tyle grozy, co panicznego strachu, i to w moim własnym pokoju, gdzie prawdopodobieństwo spotkania jakichkolwiek sił nadprzyrodzonych równa się zjedzeniu szpinaku bez grymasu na ustach, to ja chylę ku temu komuś czoło. Przed oglądnięciem zasłoniłem okno żaluzjami mimo tego, iż była noc, na głowę założyłem słuchawki z bajerami surround (czy jak to się tam pisze
[widzę Twoje podejście do recenzji i magazynu... moje będzie takie samo -
Dishman]) itp. i wsunąłem się pod ciepłą kołderkę. Efekt był fantastyczny, koncertowy, gruby, ekstra, super. [biorąc poprawkę na to, że wsunąłeś się pod kołderkę, to już sam nie wiem czego te określenia dotyczą... czy aby na pewno filmu? ;) - Dishman] Bałem się, ludzie, bałem!
Nie jest nigdzie napisane, że Ty, Czytelniku, będziesz "strachał" się również. Znam osoby, których BWP bawił, a "Piła" straszyła. Mnie osobiście piła nie straszyła - trochę bawiła i na maksa nudziła.
[ze względu na pisownię to powiem Ci, że ja w pile nic śmiesznego nie widzę - Dishman] Kwestia gustu. I jeżeli BWP nie doprowadzi Was do szybszego bicia serca, to współczuję gustu.
Coś na koniec? Jeżeli masz okazję - oglądnij. Koniecznie w nocy, przy zgaszonym świetle. Nie chcesz oglądać - nie oglądaj. Po prostu żałuj.
»Ocena:
-
»Autor:
|