Recenzje

 

John Travolta, jak się kiedyś dowiedziałem deklarował że nie lubi występować w Sequelach filmowych. Podobna ciekawostkę słyszałem o Johnym Deppie, jednak ten, jak już wiemy nie dotrzymał obietnicy i zobaczymy go w całej trylogii o Piratach z Karaibów. (Niech ktoś mi powie, po co robić z tego filmu trylogię. Pragnę być oświecony : ) [Już spieszę z wyjaśnieniami... dla kasy - Dishman])

Wydaje mi się, że Travolta wiedział co robi, odmawiając ról w sequelach, bo we większości znanych mi z nim filmów albo ginął na końcu, albo sam film nie nadawał się na sequel (No wyobraźcie sobie, że w 2006 robią kontynuację "Gorączki sobotniej nocy", z Travoltą w roli głównej :) ). Jedyne co mi przychodziło do głowy to "I kto to mówi 4", ale przecież John nie byłby tak okrutny, (Prawda John? :>) Dopiero gdy oglądałem długa zapowiedź "Be Cool" na pewnym znanym kanale muzycznym, przypomniałem sobie takie coś co nosiło tytuł "Dorwać Małego". Film jakoś specjalnie nie zapadł mi w pamięci i nie był filmem szczególnym. Ot po prostu komedia o gangsterach z odrobiną czarnego humoru. Ale to co ja charakteryzowało, to właśnie była główna postać Chili Palmer. Prawdziwy mężczyzna, który nie daje sobie w kaszę dmuchać, nawet lekko chuchnąć nie pozwoli. Była to jedna z lepszych ról Travolty Można się domyślić więc, dlaczego postanowił zagrać w kolejnym swoim sequelu. Tylko czy opłacało się?

Historia w "Bee Cool" cały czas dzieje się w gangsterskich kręgach, tym razem jednak, Chili Palmer postanawia zabrać się za coś nowego. Robienie filmów go znudziło, a tak się składa, że poznaje piękną i zdolną Lindę Moon (W tej roli, wschodząca gwiazda muzyki Christina Milian ). Zauroczony jej talentem, obiecuje wylansować ją na rynku muzycznym. W to wszystko miesza się jednak rosyjska mafia i dodatkowo banda złych czarnuchów którym Chili musi oddać pieniądze. Historia, jak widzicie jest prosta i niewymagająca, więc przejdę do dalszej części.

To co od razu rzuca się w oczy w tej produkcji to obsada. Mam nieodparte wrażenie że producenci filmu wynajęli połowę Hollywood. Znajdziemy tu prawdziwe gwiazdy filmu ale także muzyki (Steven Tyler, Black eyed Peas ). Twórcy chyba postawili wszystko na jedną kartę i stwierdzili że większość pieniędzy pójdzie na całą tą obsadę. W niektórych przypadkach, to się nawet opłaciło. Andre 3000 z Outkastu, znany raper, okazał się być także zdolnym aktorem. W roli lekko znerwicowanego gangstera wypadł świetnie. Reszta muzyków wypadła po prostu przyzwoicie. Bardziej zawiodłem się na prawdziwych aktorach, którzy niestety nie pokazali wyżyn swoich umiejętności. Szczególnie John Travolta, co stwierdzam ze smutkiem nie był już taki ostry jak w "Dorwać małego". Myślę, że skończyły się dla Travolty role w filmach akcji. Nawet ten tekst który mówi "Spójrz na mnie", który go tak charakteryzował. Nie robił już na mnie takiego wrażenia. Za to świetnie zrobił swoją robotę The Rock. Nie podejrzewałbym tego byłego zapaśnika o takie umiejętności. Zagrał on zupełnie inna osobę, wielkiego lecz ciotowatego ochroniarza, który pragnie tańczyć i grać w filmach, nie chce już udawać, chce być sobą.

Jako w miarę dorosłego widza, bardziej przyciągają mnie dziś ostre filmy, w których zabijanie, dla głównych bohaterów jest jak splunięcie. Tutaj mamy tego ledwie kropelkę i to w dodatku doprawioną taka ilością cukru, że gangsterzy stają się miłymi facetami, którzy po prostu potrzebują pieniędzy. Tylko Rosjanie wydają się być choć trochę groźni, pewnie dlatego że nie mają w sobie tego luzu, zamiast tego chłodny wschodni temperament :).

Tak więc od mniej więcej połowy filmu, gdy już wiedziałem że nie mogę się nastawiać na akcję, szukałem śmiesznych scen, które zapadłyby mi w pamięć. I trochę się ich znalazło, jednak nie jest to tak zwariowany humor, jaki chciałbym zobaczyć. Najlepsze sceny są te z udziałem gangsterów "Sina" Russella , którzy świetnie sparodiowali typowego czarnego ganstera. (herbata nie jest gangsta :))) - Kto oglądał ten wie o co chodzi )

Jak już wcześniej wspomniałem, do "Bee Cool" zostało wynajętych wielu lepszych i gorszych aktorów, a to przekłada się na wiele postaci. Osobiście lubię filmy w których mamy do czynienia z wieloma bohaterami. Ale proszę ja was, takie cos dobrze wychodzi, gdy mamy do czynienia z molochami, takimi jak "Władca Pierścieni" czy trylogia "Marix". Za to "Bee Cool" miałem wrażenie przeludnienia :) Postaci jest na tyle dużo, że niektóre z nich odgrywają bardzo małe role, a zasłużyły moim zdaniem na większe. epizody. Także Chili Palmer, który w poprzedniej części był wszechobecny i zawsze we właściwym momencie, teraz przytłoczony jest nadmiarem innych postaci, a szkoda, bo to był nietypowy osobnik.

Ciężko mi jakoś specjalnie polecać wam ten film, bo nie jest on szczególny, niczego nowego po nim się spodziewać nie możecie. Zapowiadał się bardzo dobrze, a wyszedł nienajgorzej. Myślę jednak, że jest idealny do obejrzenia na lato. szkoda że jego premiera miała miejsce w kwietniu a nie w lipcu, jednak nic nie stoi na przeszkodzie aby wypożyczyć go i obejrzeć w domu, z całą rodziną. Do tego nadaje się w sam raz. Jeśli tak go potraktujecie to Ocena: 7/10 wydaje się najodpowiedniejsza.

 

»Ocena: 7/10

»Autor: Tulkass