Recenzje

 

Czasami, kiedy obserwujemy kogoś wystarczająco długo, tworzymy w swojej głowie pewien obraz osoby nam zupełnie nieznanej – wyidealizowany, niekompletny, często zupełnie niezgodny z prawdą, jakiej przecież nie możemy znać, ale jednak – piękny. „Apartament”, to historia ludzi, jacy zakochują się w tym właśnie obrazie. Młodego mężczyzny, jaki zakochuje się bez pamięci w zupełnie nieznanej mu dziewczynie, jaką pewnego pięknego dnia ma przyjemność śledzić. I dziewczyny, jaka odwzajemnia jego uczucie. To także historia kogoś trzeciego, osoby, o jakiej wiele teraz nie napiszę by nie psuć waszej przyjemności płynącej z oglądania tego filmu po raz pierwszy. Osoba ta jednak również zakochuje się w pewnego rodzaju obrazie drugiego człowieka, zakochuje się we własnym marzeniu, i dla tej iluzorycznej miłości jest w stanie zrobić niemalże wszystko, łącznie z zrujnowaniem najwspanialszej rzeczy na ziemi, czyli miłości dwojga ludzi.

Obiecałem sobie już nic nie recenzować, ale „Apartament” spodobał mi się na tyle bardzo, że jednak się przełamałem. To ładna historia, i już. Świetny pomysł, niezły scenariusz i dobre prowadzenie fabuły. Film z całą pewnością przemówi do person bardziej romantycznych, gdyż skutecznie buduje na bazie starych i nieco nowszych pomysłów historii miłosnych to pewnego rodzaju złudzenie, że miłość jest jednak bliżej niż mogłoby nam się wydawać. Pomysł jest bez wątpienia oryginalny. Film ma też pewien styl i nieco demiurgiczną budowę, zdjęcia są interesujące, muzyka niekiedy również, a młodzi aktorzy grają, co najmniej obiecująco.

Ale…

No właśnie. Ale… bo wiecie, ten film ma wiele „ale”, jakie sprawiają, że nie można go nazwać mianem filmu idealnego.

Przede wszystkim – twórcy momentami idą na skróty, w kierunku widowni nieco mniej wymagającej, i z niespotykanego pomysłu, starają się zrobić film przystępny –dla wszystkich widzów, także tych młodszych zjadaczy popcornu. I to pewnego rodzaju nastawienie na szersze grono odbiorów, na tego Widza Masowego, widać w nieco zbyt grzecznych dialogach, cukierkowym zakończeniu, zanadto popowej ścieżce dźwiękowej i kilku banałom, jakich można się w filmie dopatrzyć. To spory problem, jaki skutecznie zniechęca do powtórnego oglądnięcia obrazu, choć sam film jest naprawdę niezły i wciąga, że nie wspomnę o tym, że zmusza do myślenia (choć fabuła do super-nieprzewidywalnych nie należy, jednak trzeba się nad nią trochę zastanowić).

Sam klimat produkcji, budowany choćby przez specyficzne zdjęcia, polega mniej więcej na tym, że choć akcja „Apartamentu” toczy się w dniu dzisiejszym, jakieś 70% obrazu, to retrospekcja, czy to sprzed dwóch lat, kiedy para kochanków się poznała, czy to z czasów nieco późniejszych, kiedy się rozstali. Film przez to często potrafi namieszać widzowi w głowie. Raz jesteś w teraźniejszości, a kiedy indziej w dalekiej przeszłości. Kalejdoskopowe tępo zmiany czasu i przestrzeni, choć powinno odstraszać i pewnie niektórych widzów może zniechęcić, mi jednak przypadło do gustu.

Ostatni drobny minus to sami aktorzy w filmie grający. Główny bohater Matthew, grany przez Josha Harnett’a (wschodząca gwiazda Hollywood, grał w takich filmach jak „Oni” i „Hollywood Homicide”), młody chłopak, romantyk, to postać lekko bezbarwna i mało interesująca. A jego wielka miłość Lisa grana przez Diane Kruger w filmie zdaje się istnieć tylko po to by Matthew miał, kogo pokochać, a potem - szukać. Sama bohaterka grana przez Dianę nie potrafi wzbudzić jakiś konkretnych uczuć. I jedynie ten ktoś trzeci, Alex – Rose Byrne – wybija się z tłumu, swoją grą i samym pomysłem na postać. Do samych aktorów nic nie mam. Wszyscy pasują do swoich roli i spisują się w nich całkiem nieźle. Jedynie scenarzystom widać, że brakowało pomysłów na to by bohaterowie historii byli interesujący i… sam nie wiem, bogaci.

Do niczego więcej (pomijając marne polskie tłumaczenie tytułu) przyczepić się nie mogę. Premiera „Apartamentu” na DVD miała swoje miejsce już jakiś czas temu, więc kto lubi te klimaty – odrobina magii miłości, interesujący pomysł i sporo myślenia nad zakończeniem, a to wszystko ubrane z ładny płaszczyk z kultury masowej – ten powinien „Apartament” oglądnąć, gdyż jest to historia co najmniej interesująca, tak z technicznego jak i z fabularnego punktu widzenia.

Można tylko żałować, że film jest tak daleki ideału.

 

»Ocena: 7+/10

 

»Wydanie DVD

 

„Apartament” nie należy do filmów świetnie wydanych. Sam nie wiem, po co pisać coś więcej, skoro prawda wygląda właśnie tak i trudno się nad nią rozwodzić.
Na płycie dostajecie zbiór, najczęściej jak najbardziej słusznie niewykorzystanych scen, trochę wywiadów z twórcami (dodam, że nienajlepiej wykonanych), zwiastun filmu i całkiem fajny teledysk (niestety, nie pamiętam kogo ;) ). Czyli – niby coś jest. Ale bez rewelacji.

 

»Ocena wydania DVD: 4-/10

»Autor: Seth