|
Wyznaję regułę, że dobry hollwoodzki film powstaje najwyżej dwa razy do roku. Już myślałem, że po premierze SW III tegoroczny limit się wyczerpał. Z resztą do tej pory wyznawałem zasadę, że do kina chodzę tylko na SW. Jak nie trudno się domyśleć w kinie byłem zatem niewiele razy, bo najwyżej dziesięć, czy coś koło tego. I kazda wizyta była związana z gwiezdną sagą. Jednak ostatnio dowiedziałem się o czymś ciekawym. Widzieliście kiedyś horror oparty na prawdziwych zdarzeniach? "Amityville horror" jest właśnie takim filmem. Opowiada on o niekrótkiej historii opętanego domu, który był kiedyś misją. Na przestrzeni wieków, działy się tam straszne rzeczy, jakie to były wydarzenia, to już trzeba sprawdzić ogladając film, lecz mogę zdradzić, że ostatnia rodzina zamieszkująca ten dom została rozstrzelana przez jej członka imieniem Ronnie w czasie snu. Rok później wprowadza się do niego nie do końca świadoma sytuacji rodzina Lutzów. Następne 28 dni zamieniają ich życie w koszmar. Wydawałoby się, że film obcykany, lecz oglądanie go ze świadomością, że to prawdziwa historia sprawia, że człowiek na prawdę się boi. Oglądając fikcyjny horror nie doznacie takich wrażeń, ponieważ podświadomość podpowie Wam, że to tylko ludzka wyobraźnia. Lecz podświadomość niewiele Wam pomoże w tym przypadku, bo ten dom istnieje i rzeczywiście jest nawiedzony. Fakt ten sprawia, że do głowy przychodzą myśli typu: "a jeśli spotka mnie coś podobnego"? Sami aktorzy też wiele mają do powiedzenia na temat tego domu. Podobno budzili się o 3.15, czyli w tym samym czasie, w którym Ronnie wstał, by zabić swe rodzeństwo i rodziców, w domu było wciąż zimno, wszędzie oprócz piwnicy. Tak mówią i wolałbym tego nie sprawdzać.
W filmie nie stosowano nadzwyczajnych efektów specjalnych i dobrze, bo w prawdziwym życiu nie ma efektów specjalnych. Fakt ten dodatkowo potęguje rzeczywistą nierzeczywistość przedstawioną w filmie. Obsada nie jest mi znana, ale trudno się dziwić ja z nazwiska rozpoznam tylko kilka twarzy jak np.: Karrie Fisher, Harrison Ford, Natalie Portman, Hayden Christensen itp. Dlatego nie mam zamiaru rozpisywać się na ten temat, choć trzeba przyznać, że ich gra jest na solidnym poziomie. A może to ten dom sprawił, że tak dobrze wczuli się w rodzinę Lutzów?
Tak jak wspomniałem fabuła nie jest nadzwyczajnie przekombinowana jak to było w wypadku Ringa, a mimo to przeraża, bo napisało ją życie. A jest to atut, którym jak do tej pory nie mógł pochwalić się, żaden inny horror. Dlatego uważam, że było warto złamać przysięgę bezwzględnej wierności filmom Georga Lucasa i jego kolegów - ten jeden raz mi nie zaszkodził i mam nadzieję, że nie był to ostatni raz, kiedy to warto iść do kina mimo, że nie puszczają Star Warsów.
Mi wystarcza ten jeden główny argument + dobra gra aktorska by dać temu filmowi maksa, niezależnie od skali.
»Ocena:
10/10 [zgodnie z życzeniem - Dishman]
PS: Zmieniam ksywkę, bo stara od AM39 zdążyła mi się opatrzyć i diabelnie znudzić, a nowa bardzo mi się podoba. Kto pierwszy zgadnie, skąd ją wziąłem ma ode mnie lizaka. Serio!!! I wcale nie z Gwiezdnych Wojen żeby było śmieszniej (i łatwiej, bo zapewne wszyscy by tak
pisali). [mi to pasuje pod Olgierda
Halskiego z "Ekstradycji", tylko trochę sobie ją skróciłeś
:P - Dishman]
»Autor:
|