Czy czeka nas cyfrowa rewolucja?

Odbieramy programy w cyfrowej jakości korzystając z dekodera, mamy paręnaście kanałów telewizyjnych i radiowych oraz dodatkowo możemy zobaczyć stan naszego konta w banku czy zagrać w konkursie interaktywnym i wszystko to łącząc się poprzez zwykłą antenę do odbierania telewizji naziemnej. Niemożliwe? A jednak, nowa technologia niebawem wyprze analogową bezpowrotnie, ale po kolei...

Telewizja naziemna od lat kojarzona jest z analogowym przesyłem kanałów, których jest bardzo mało i to w nie zawsze dobrej jakości. Nowe stacje zawsze omijały tą formę przesyłu, bo był drogi i poza tym wykorzystywał nieefektywne analogowe nadawanie. {To nie do końca jest tak. Podstawową przyczyną, że wielu nowych stacji TV nie da się odbierać naziemnie, jest po prostu fakt, iż brakuje w Polsce wolnych częstotliwości, a KRRiT przyznaje je bardzo niechętnie. Koszty emisji naziemnej faktycznie są wysokie, jednak jednocześnie zwiększa się znacznie zasięg techniczny kanału, a więc bezpośrednio jego oglądalność i zyski z reklam. Tak więc korzyści emisji sygnału tą drogą byłyby często nieporównywalnie większe od poniesionych kosztów.} Jednak wreszcie nadchodzi szansa na to, że stan ten się zmieni nie do poznania.

W maju 2005 roku Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty przygotował grunt do powstania cyfrowej telewizji naziemnej, która ma zastąpić definitywnie przesył analogowy do 2014 roku. Jest więc szansa, że na przełomie roku 2006 zostanie włączona naziemna telewizja cyfrowa w Warszawie i Wielkopolsce, zgodnie z wyspowym planem wdrażania tej telewizji w Polsce. Standardem transmisji naziemnej jest DVB-T, w przeciwieństwie do DVB-S – satelitarnej, czy DVB-C czyli kablowej (choć są one podobne, różnią się min. częstotliwością fali nośnej). Aby móc uruchomić takie "cyfrowe wyspy" musi wpierw dojść do konkursu na operatora multipleksów, którym będą przydzielane określone pasma częstotliwości i kanały dla cyfrowej transmisji TV) oraz do modernizacji wojska pod tym względem za 9 mln zł (chodzi o zajmowane przez nie częstotliwości i oddanie ich dla nadawców cywilnych).


Przykładowy odbiornik

Gdy zostaną spełnione te warunki, pierwsze dwa multipleksy DVB-T umożliwią emisję cyfrową 8-10 programów (o wiele lepszej jakości od obecnej) oraz korzystanie z interaktywnych usług multimedialnych, jak np. dostęp do serwisów informacyjnych. Możliwe, że również tą techniką będzie można posłuchać radia. Pierwsze nadajniki zostaną uruchomione w Warszawie, Poznaniu, Koninie, Kaliszu, Gnieźnie, Pile i Lesznie. Obejmą swoim zasięgiem 6 mln. mieszkańców. Rok po uruchomieniu tej technologii analogowy przekaz ma być wyłączony. Jednak to dopiero początek, bo najpierw cyfrowa TV uruchomiona będzie w większych aglomeracjach, a potem w miarę zwalniania częstotliwości zasięg będzie się poszerzał aż dorówna obecnej dostępności TVP2.

Oczywiście do powstania tej telewizji nie doszło by tak szybko (choć i tak się ociągamy) gdyby nie przyjęta przez Polskę "Strategia przejścia z techniki analogowej na cyfrową w zakresie telewizji naziemnej". Zobowiązuje to nas przed Komisją Europejską do wyłączenia analogowej emisji programów do 2014 roku, tak by w Europie znikł on całkowicie do 2015 roku. Nie można jednak wyłączyć analogowego przekazu dopóki 95% widzów nie będzie w zasięgu cyfrowej emisji i 90% do niej się nie przystosuje.

Do odbioru programów wystarczy zwykła antena i specjalna przystawka (na razie kosztuje około 100€) Można też kupić specjalny odbiornik do telewizji cyfrowej, ale kosztuje on przynajmniej parę tysięcy złotych, więc takie telewizory mogą dopiero stanieć, gdy nowa technologia stanie się standardem. Nowa TV nie będzie znowu taką sprzętową nowością. Już teraz istnieją testowe naziemne nadajniki cyfrowe we Wrocławiu, Warszawie, na Podkarpaciu i Śląsku, ale udostępniają przeważnie najwyżej 3 kanały TVP.

Wraz z wprowadzeniem systemu DVB-T znikną następujące problemy związane z przesyłem analogowym:
- konieczność posiadania starannie wykonanej i poprawnie umieszczonej odbiorczej instalacji antenowej,
- wrażliwość na zakłócenia przemysłowe i interferencyjne, które powodują szumy i falowanie obrazu,
- wrażliwość na odbiór wielodrogowy,
- niezadowalający odbiór z anteny pokojowej lub wewnętrznej (odbicia, zrywanie synchronizacji, zniekształcenia obrazu i dźwięku),
- brak odbioru w poruszających się pojazdach,
- niezadowalający odbiór w intensywnej zabudowie miejskiej,
- niewielka (w porównaniu z telewizją satelitarną i kablową) liczba programów możliwych do odbioru (na większości obszaru Polski 3-4, w kilku największych miastach maksymalnie 8), poza teletekstem brak usług dodatkowych,
- przeciętna jakość fonii,

Niektóre zalety:
- bogatsza oferta programowa (DVB-T umożliwia transmisję od 4 do 5 programów telewizyjnych na jednej częstotliwości; w transmisji analogowej na jedną częstotliwość przypada jeden program),
- możliwość wprowadzenia usług dodatkowych także interaktywnych,
- możliwość wprowadzenia cyfrowych programów radiowych
- możliwość przesłania dźwięku programu telewizyjnego w systemie Dolby AC-3

Rozwój DVB-T w Europie zaczął się o wiele wcześniej niż w Polsce. Szczerze mówiąc gdyby Polska się nie zobowiązała, to pewnie nie wprowadzono by jeszcze tej telewizji. Europejskim liderem jest tu Wielka Brytania, która zaczęła emisję w 1998 roku. Jednak model płatnej telewizji i słabe przygotowanie techniczne spowodowało małą jej popularność. Od 2002 roku zaczęto nadawać programy bez dodatkowych opłat (w ramach abonamentu) i dopiero wtedy zaczął się boom na nową telewizję, w wyniku którego staniał sprzęt i zwiększyła się liczba darmowych stacji. Stąd można by wziąć wzór, bo jak na razie w Polsce dominuje tendencja "płacisz – masz", co powoduje dość ograniczony zasięg większości stacji nadawanych satelitarnie. Innymi krajami mającymi ten system są Niemcy, Szwecja, Finlandia, Holandia, Szwajcaria i Włochy. W większości z nich przyjęto „wyspową” digitalizację i wyłączenie sygnału analogowego do 2010 roku.

Ale powiedzmy teraz, co się może realnie zmienić? Obecnie aż 57% Polaków odbiera telewizję za pomocą sygnału analogowego. Właściwie tylko 4 kanały są ogólnodostępne, ponieważ TVP1 i TVP2 dociera do 98% odbiorców, Polsat – 86%, TVP3 do 70%, TVN – 56%, no i TV4 odbiera 27% widzów telewizji naziemnej a TV Puls - 17%. Tymczasem przekaz cyfrowy umożliwi odbieranie wszystkich tych stacji w równej mierze, a według planów ten komplet nie może się zmniejszyć. Obniżenie kosztów transmisji i zwiększenie pojemności eteru (w miejsce dzisiejszego 1 kanału mieścić się będzie nawet 5) powinno zachęcić nadawców do uruchomienia nowych kanałów lokalnych i ogólnopolskich. KRRiT chce uczestniczyć w zapełnianiu dwóch pierwszych multipleksów. Na pewno znajdą tam się TVP 1/2/3, TVN i Polsat. Pozostałe miejsca mogą zająć TVP Kultura, TV 4, TV Puls i TVN Siedem. A co z resztą?

Niektórzy nawet przewidują, że ma być 30 kanałów. Sam dyrektor instytucjonalny Canal+, Dominique Lesage , decydujący w Polsce o rozwoju platformy Cyfry+ stwierdził: "...jako dla nadawcy kanałów, jest dla nas ewidentne, że jeśli ma się rozwijać naziemna telewizja cyfrowa i – o ile zostanie ona wprowadzona – to musimy znaleźć tam swoje miejsce. Zapewne, jeśli cyfrowa telewizja naziemna ruszy, będziemy się w jakiś sposób w to włączać." Choć chodziłoby tu o telewizję płatną.

Naziemna telewizja cyfrowa to poważna konkurencja dla kablówek. Zapewne będą one musiały obniżyć ceny oraz wprowadzać atrakcyjne usługi dodatkowe, choćby wideo na żądanie pisze "Gazeta Pomorska".

Na początku roku słyszało się o próbach stworzenia przez TVP, Polsat i TVN jednej spółki, która miałaby udostępniać nowe kanały tą techniką, ale wygląda na to, że tworzyć ją będą tylko dwaj ostatni nadawcy – taką strukturą jest już istniejący Polski Operator Telewizyjny (z symbolicznym skrótem POT ;)). Podobno mają być przez nią emitowane przez niego kanały tematyczne TVN, oczywiście niekoniecznie za darmo.

Taką świetlaną przyszłość zapowiadają media. Ja byłbym bardziej ostrożny, bo póki co parę lat minie zanim cyfrowa telewizja będzie w całej Polsce, no i też nim nadawcy przekonają się do tego rynku. Niestety nadawanie cyfrowe, mimo iż bardziej efektywne, tanie nie jest, więc dla niektórych stacji może to być ryzykowna inwestycja, wiele jej się pewnie nie podejmie. Ale z drugiej strony taka dotychczas mało popularna stacja mogłaby stanąć obok silniejszych konkurentów i zwiększyć parę razy oglądalność, a co za tym idzie wpływy z reklamy. Wreszcie też może zmieniłyby się statystyki oglądalności, gdzie królują ciągle 4 stacje, a za nimi stoi dość stroma przepaść. Istnieje też druga droga rozwoju, czyli telewizji płatnej dostarczanej za pośrednictwem dekodera tak jak dotychczas robią to platformy satelitarne. Takie rozwiązania na Zachodzie się nie sprawdziły, zwłaszcza w Wlk. Brytanii, więc może paradoksalnie naziemna telewizja przyczyni się do odkodowania obecnie płatnych stacji satelitarnych, bo zwiększy im się zasięg, a więc i zmieni strategia. Może być też tak, że za dość niską opłatą umożliwione będzie poszerzenie oferty programowej. Realnie możliwość wprowadzenia płatnej naziemnej telewizji może chyba dojść do skutku dopiero gdy zakończy się cały proces cyfryzacji, czyli koło roku 2014. Na razie niestety wszystko to tylko gdybanie.

Moje zdanie na ten temat jest dość sceptyczne. Powiedzmy – uwierzę jak zobaczę przynajmniej 10 kanałów. Ale jednak jest duża szansa na to, że liczba programów nie będzie się już ograniczać do jednego rzędu przycisków na pilocie :) i może nadawcy zaczną wreszcie patrzeć na ponad połowę widzów w Polsce z większym zainteresowaniem.

Materiały do felietonu zbierałem z następujących źródeł:
www.stopklatka.pl
www.emitel.pl
www.urtip.gov.pl
www.wirtualnemedia.pl
www.stopklatka.pl

Mark
mark014@gazeta.pl

PS. Autor tego tekstu z pewnością będzie zdany na korzystanie z DVB-T, więc obiecuje, że za około pół roku postara się opisać jej rozwój w Wielkopolsce.

{A ja podejrzewam, że za pół roku w dalszym ciągu jeszcze przeciętny Polak będzie mógł podziwiać DVB-T tylko na wycieczce zagranicznej. :-)}