Przez idiotów dla idiotów

Przez wszystkie lata, jakie przyjdzie nam spędzić we własnej skórze, towarzyszy nam nieodłączne, zazwyczaj prostokątne pudełeczko. W pudełeczku tym ulokowane są przeróżne tranzystory, tyrystory, mikroprzełączniki, potencjometry i kineskop. Tak jest, mówię o telewizorze.

Dlaczego telewizor ten stał się nieodłącznym elementem w życiu homo-sapiens? Sprawdźmy...

Wiek niewinności. Nasze zmartwienia ograniczają się do terminu spożycia kaszki z mlekiem, którą przygotowuje mama. Czas, kiedy jesteśmy malutcy, słodcy i rozkoszni. Czas, kiedy jesteśmy dziećmi. Bobas siada przed czarnym pudełeczkiem, mama coś tam przestawia i proszę, oto pojawiają się cztery kolory...
- Tinki! Łinki! Lala! Pooo!... - Teletubisie w akcji. Dzieci z uśmiechem na twarzy śledzą poczynania czterech pluszowych kosmitów, które uczą (teoretycznie), pokazują świat, zwierzątka i ogólnie na słodko przedstawiają współczesność. Wieczorem dziecko ponownie wlepia oczka w telewizorek i co widzi? Myszka Miki i spółka przedstawiają kilka przygód Goofy'ego, Donalda i psa Pluto, które bawią nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Wiek dziecięcy należy do najwspanialszego okresu człowieczego - zero zmartwień, błogosławiona niewiedza. Co wtedy oglądamy? Wszystko to, co jest lekkostrawne dla mózgu.

Jak po upojnej nocy nadchodzi kac, tak po niemowlęcym okresie mocnymi krokami nadchodzi dorosłość. Pierwsze obowiązki, szkoła, lekcje, porządkowanie własnego pokoju i sprzątnięcie po psie. W takim wieku przychodzą poszczególne zainteresowania - muzyka, gry komputerowe, superherosi i warkocze koleżanek z klasy. No i poszczególne dania, serwowane przez polską telewizję. Może to być niesamowity Spiderman, który z każdej opresji wyjdzie zwycięsko, a jego straty obejmą tylko szwy w czerwono-niebieskich rajstopach. Co jeszcze - muzyczne perełki w postaci "Disco Relax", "30 ton"? Pewnie, muzyki lubi słuchać każdy, bez wyjątku. No i nie ma co ukrywać, że z wiekiem chłopcom przychodzi pewne zainteresowanie dożywotnie. Mówię o wnuczkach Ewy, mamie wszystkich mam. Dlatego właśnie siedzi się do późna na kanapie, kiedy rodzice już śpią, by obejrzeć chociaż kawałeczek Playboya czy jakiegoś innego programu edukacyjnego o człowieczej kopulacji, którą, jak można zaobserować, wspomóc można przedmiotami o całkowicie innych zastosowaniach.

Później przychodzi czas, kiedy chłopiec (bądź dziewczynka - żeby słowo szowinizm nie cisnął się nikomu na usta) zdobywa nową wiedzę w gimnazjum. Wiek buntu, kiedy nikt nie nazywa takiego młodziaka dorosłym, poza nim samym. Większość w tym wieku chce być ładna, trendy, chce być popularna w szkole, mieć mnóstwo przyjaciół. A żeby takim być, trzeba oglądać programy właśnie tego typu. A co jest trendy? "Big Brother", "Bar", "Nieustraszeni", "Bezele", "Rap kanciapa" - a wszystkie przesycone ostatnimi czasy bardzo popularnym środkiem farmaceutycznym, którego nazwa brzmi Odmóżdżanie. Bycie na bieżąco z takimi programami pozwala jakże dorosłemu gimnazjaliście operować luzackimi zwrotami i odzywkami - będą jak znalazł na imprezie przy ziole.

Następnie przekraczamy wiek legalnego kupowania rozwodnionego chmielu. Częstotliwość spędzania czasu przed tiwi zmniejsza się - inne sprawy absorbują o wiele więcej czasu, niż byśmy sobie tego życzyli. Ale "Ciao Darwin", "Agent" czy jeden odcinek "Baru" nie sprawi kłopotu.

Posuwając się w przyszłość, człowiek staje się dojrzały, ma rodzinę, pracę, w której cyferka większa od 600 złotych w kwestii "pensja" nie ma szansy zaistnieć, dom i ukochany telewizor. Z tego ostatniego jaki jest pożytek? A taki, że wieczorem, po pracy, kiedy nawet puszczenie bąka wydaje się katorgą, można dowiedzieć się z "Wiadomości", co takiego nowego zdarzyło się w Iraku, jaki polityk tym razem wpadł z łapówką, ile więcej wzrosła cena benzyny itp. A po wiadomościach pora na film klasy B, opowiadający o Samotnym Mścicielu, który ma w sobie tyle charyzmy, sił witalnych i entuzjazmu, że potrafi sam roztrzaskać stu dwudziestu siedmiu członków Wielkiego Gangu. A rano, kiedy popija się ranną kawę, program typu "Kawa czy herbata" okazuje się o tyle dobrym pomysłem, że ze względu na swoją smętność nie zwraca na siebie uwagi. Mija kolejne kilka lat... potem jeszcze kilka...

... i jeszcze kilka...

I stało się - starość nie radość, "trzeba mieć fantazję, dziadku," i te sprawy. Teoretycznie spokojne życie, kojąca cisza, codzienna rutyna, a gdzieś pośród ułożonych w niej czynności spoczywa telewizor. A w nim? Z wiekiem - rzecz przykra - mózg traci swoją elastyczność, jeżeli się ją w ogóle miało. Co wtedy oglądamy? Wszystko to, co jest lekkostrawne dla mózgu... hmm... gdzieś już to było, prawda?

Od początku istnienia, aż po sam jego koniec ludzie od telewizji oczekują tego, co widzicie wyżej - rozrywki. I tylko rozrywki. Zaznaczam tylko, że rozrywkę i edukację (taką prawdziwą) można ze sobą połączyć. A jest to jeden z najwspanialszych sposobów łączenia tak różnych od siebie dziedzin, jakie w życiu widziałem. Nie każdemu jednak by to pasowało. Czemu? Bo, jak powiedział pan Nowicki, telewizja robiona jest przez idiotów dla idiotów.

Michał Chmielewski
eric_wu@wp.pl
511969234