Uśmiech

Igram i gram sobą ze sobą. Nie wiem, jak ma na imię, ale w tym tańcu jest samą istotą seksapilu, żywą definicją kobiecości. Każdy jej ruch potwierdza, że doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej potęgi - no dobrze, więc powtórzmy jeszcze raz ten przedwieczny rytuał godowy. Patrzy mi głęboko w oczy w ten jedyny sposób, a ja się uśmiecham - do niej, do siebie. Zaraz poznam jej imię, zaraz poznam jej zapach i smak, zaraz o niej zapomnę. Ona mnie kusi, ona mnie pociąga i pewnie dam się skusić, dam się pociągnąć aż na samo dno, bo ciągle mam w pamięci, że tak kusząco wyglądał dziś przewieszony przez krzesło pasek, że tak ciągnęło do okna.

Nie wiem, o czym ona chce zapomnieć, czego we mnie szuka, ale wiem, że ja tej nocy znajdę w niej chwilę lub dwie rozkoszy i tego frenetycznego spokoju. Gdzieś na trawie w parku lub w jakiejś piwnicy wejdę w nią, żeby nie wyjść z siebie. A potem dojdę i dojdę do siebie. To będzie zemsta i rekompensata. Ekstaza i ekshumacja.

Ale na razie rozmawiam z nią, pijemy piwo, a ja się śmieję, bo nie potrafię płakać, i mówię, żeby zagłuszyć. Jestem pełen entuzjazmu i radości całkiem świadomie, bo na ten wieczór przyjąłem roboczą hipotezę, że kocham ludzkość i dobrze mi na świecie. Przez chwilę bawię się tą myślą, w której jest przecież ziarnko prawdy - jak w każdej bajce. Dziś jest dzień podlewania tego ziarnka - piwem, jej śliną i moją spermą. Zobaczymy, co z tego wyrośnie.

Stepowanie nad przepaścią, nihilistyczne reggae, ćwiczenia w afirmacji holocaustu. Jako mały chłopiec nie marzyłem o byciu strażakiem i może dlatego nie wiem, kim chcę być, gdy dorosnę. Wciąż się waham pomiędzy błaznem a samobójcą. Czasem na próbę przymierzam czerwoną czapeczkę z dzwonkiem, turlam się po podłodze i fikam koziołki, a dzwonek - ding-ding - obwieszcza mój pogrzeb.

Bawię się ze swoimi smuteczkami, łaskoczę je i stroję przed nimi głupie miny, bo nie ma nic gorszego niż rozpacz na serio. Nigdy nie przestanę dziękować Bogu, że mnie uwolnił od wiary w Niego i od powagi. A teraz przytulam się do jej młodego, ciepłego ciała i mówię: chodź ze mną, tej nocy będę ciebie kochać. I uśmiecham się od ucha do ucha, gdy słyszę jej odpowiedź.

Phnom Penh
phnom@go2.pl