- Idź już. Odejdź. Nie chcę na ciebie patrzeć. No, idź. Jeśli jeszcze się nie zorientowałaś - to koniec. Pierścionek możesz sobie zatrzymać, możesz wyrzucić, wszystko jedno. Spakuj moje rzeczy, ktoś po nie przyjedzie. Choć nie wiem, po co mi one teraz. Będę sobie na nie patrzył? I pluł może?
- Nie, nie, to nie jest możliwe. Jak ty to sobie wyobrażasz? Chcesz mnie wstawić do pokoju jak roślinkę, jak paprotkę jakąś i się mną opiekować? Nie. Jeśli chcesz być świętą, to się załap na akcję pomocy bezdomnym kotom albo co. Może do zakonu wstąp? Nie chcę być twoim powodem do dumy, do chwały, rozumiesz?
- Nie mów tak, nie kłam, to nie miłość tobą kieruje - to litość. Przecież nawet nie mógłbym cię... wydymać. On już jest bezużyteczny. Ten mój zaskroniec, jak go nazywałaś, już nigdy nie zaatakuje twojej łasiczki. Ani żadnej innej. Zaskroniec nie żyje. Kaputt. Jest kawałem zwiędłego mięcha. Nawet palcem nie jestem w stanie zrobić ci dobrze. Chociaż wiesz - usta i język mam sprawne. Może to jest dobry pomysł, jak sądzisz? Może jak ślepcy mają wyostrzony słuch i węch, tak ja będę potrafił językiem działać cuda. Może lizaniem będę doprowadzał cię do cosmoorgazmów. Co? Chcesz spróbować? No dawaj, ściągnij tę kieckę i usiądź mi na twarzy. Na co czekasz? Nie? No faktycznie, chyba nie wyglądam pociągająco, pewnie jestem trochę poobijany. Ford to jednak nie jest najbezpieczniejsze auto. Choć lekarze mówią, że i tak miałem szczęście, że przeżyłem.
- Nie, naprawdę, czuję się wyśmienicie. Przecież wiesz, że jestem masochistą, że kocham użalać się nad sobą. Do tej pory wynajdywałem sobie jakieś problemy - a to pustkę życia, a to nieuchronność śmierci. A teraz naprawdę mam powody. Czyż to nie wspaniałe? Wiesz, jak mi dobrze z tym? Że mogę się całymi nocami kłócić z Bogiem i żaden ksiądz nie ma prawa powiedzieć mi, że nie powinienem. Wiesz, ja myślę, że to jakaś nagroda od Niego, że chciał mi w ten sposób dać argument w dyskusji. Bo do tej pory moje pretensje były takie... abstrakcyjne - że holocaust, że głodujące dzieci w Afryce. A teraz? Dzięki Ci, Boże, za Twe hojne dary.
- Przepraszam, że się tak rozgadałem, już naprawdę możesz sobie iść. Wracaj do domu, może odwiedzi cię któryś z naszych znajomych. Tutaj już raczej nie przyjdą. Biedacy, jechali tu te czterdzieści kilometrów, a ja tak po chamsku i niekulturalnie ich powyzwałem i wyrzuciłem za drzwi. No, więc wracaj, może wpadnie Marek albo Tomek i w ramach pocieszenia zerżnie cię na naszym łóżku. Ja myślę, że to jest doskonały pomysł - ty potrzebujesz ciepła i wsparcia, a taki Marek chętnie cię wesprze od tyłu. Poproś go potem, żeby został na noc, bo przecież nie możesz w takim momencie być sama. Daj mu moją piżamę, zrób mu herbatę w moim ulubionym kubku z wiewiórką, popłacz chwilę w kuchni. A potem wróć do pokoju i obciągnij mu jeszcze na dobranoc. Z połykiem, kochanie, koniecznie z połykiem.
- Nie rycz. Idź już. Pomachałbym ci ręką na do widzenia, ale - widzisz - nie bardzo mogę. No! Spierdalaj!
Phnom Penh
phnom@go2.pl