Pocztówka zza mojej strony muru
WIerzysz mi jeszcze? Ale tak szczerze. Wiem, że jeszcze nigdy tak nie rozmawialiśmy. Może wreszcie przyszedł czas i na to? Wiesz, ja teraz stukam w te czarne klawisze i powiem Ci, że nawet mi to sprawia przyjemność. Takie małe ukojenie. To nic, że jeszcze nie wiem, co napisać. Kiedy ostatnio tak zrobiłem, dostałem sierpa. Stare czasy.
"Czy nie za wiele mi, że jestem"? A Tobie? Od zawsze powtarzałaś, że do niczego się nie nadajesz. Brzydka jak noc, za krótki koc... Nie, ja nigdy nie dawałem im wiary. Ale jedno Twoje słowo może zmienić wszystko. Zburzyć pewien mit. Mit człowieka niemal doskonałego, pozbawionego tych najgorszych wad.
Tak to już jest, że z głośników wydobywa się piosenka, której słów nie rozumiem. Mimo, iż wykonawcą jest polski zespół. Moja wena już taka jest, że składa się z samych nie znanych mi wcześniej akordów.
Ale wróćmy do Ciebie, Misiu. Misiu? A może wolisz "cukiereczku"? Mnie tam wszystko jedno. Możesz być nawet "pszczółką". Bylebyś była. Zawsze. W moich snach, myślach. W telefonie, który zbyt często wydaje komunikat "abonent czasowo niedostępny". Szkoda tylko, że jak najbardziej dostępne są tym czasie najgorsze na świecie uczucia.
Ale to minie, jak mija wszystko. Pamiętasz jeszcze naszą pierwszą rozmowę? Wcześniej nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa, a Ty nagle kilkoma słowami sprawiłaś, że zdębiałem i zacząłem wierzyć w zjawiska nadprzyrodzone. Bo Ty MUSIAŁAŚ wtedy czytać w myślach.
A może po prostu niektórzy mają lepszy wzrok od innych?
Dobra, ok, posmęciłem - teraz zaś rozdamy role. Parabolą lotu postrzelonego gołębia mogę być ja. A kogo Ty chcesz grać? Naiwną dziewczynkę nie wiedzącą o życiu prawie nic? A może coś hardcorowego - zwykłą, uliczną dziwkę? Czasami myślę, że jesteś tym i tym.
...
Lubisz kogoś, chyba można nawet powiedzieć, że się przyjaźnicie. Stajecie się dla siebie coraz ważniejsi, ale nie przekraczacie magicznej granicy. "Punkt bez powrotu" jest jeszcze daleko przed wami. A mimo to górę biorą zwykłe, ludzkie uczucia. Nie chcesz, by było jej/jemu źle. Troszczysz się, w pewnym sensie nawet starasz się chronić. Tylko co wtedy, kiedy nagle ktoś niebezpiecznie zbliża się do waszego świata? W dodatku ktoś, kto wcześniej mocno zranił...
...
Górę wzięła zaborczość. Widzisz, Misiu, ja już jestem tak skonstruowany, inaczej nie mogę. Oczywiście - tłumaczę sobie, że to tylko przyjaźń. Tylko, tylko, tylko... No tak, ale przecież ja chcę Cię mieć na wyłączność, 24 godziny na dobę. Siedem dni w tygodniu.
Płakałaś wczoraj. Sama mi to powiedziałaś przez telefon, gdy zadzwoniłem spytać, co z Tobą. Wiecie, ile można wisieć na słuchawce nic przy tym nie mówiąc? Ja wiem. Dokładnie osiemnaście minut i czterdzieści cztery sekundy. Oczywiście z małymi przerwami na półsłówka i chrząknięcia. Tyle. Ranga więzi spada na łeb, na szyję, kiedy nie potrafimy przełamać pewnych barier. Zaufanie? Owszem, ale tylko do pewnego stopnia. Co z tego, że Ty o mnie wiesz niemal wszystko, a to, czego nie wiesz, mógłbym Ci w każdej chwili powiedzieć? To nie ma znaczenia, bo Twoje problemy i tak są poważniejsze i nie do mojej wiadomości. Szkoda w sumie. Naprawdę chciałem tylko pomóc.
Zaborczość - reaktywacja. Odkąd odkryłem, a raczej nazwałem to uczucie, jest mi jakoś lepiej z nim walczyć. Ale lepiej nie znaczy dobrze. Można sobie wmawiać, że nikogo nie można mieć tylko dla siebie i to jest najnormalniejsza rzecz w świecie. Można sobie to tłumaczyć długo. Tylko co wtedy, gdy przez pozostałe 23 godziny zostajemy sami?
Tuxedo