|
A great day for freedom
Metis |
|
Siedzę w swoim pokoju.
Zamykam oczy. Na początku widzę tylko czerwień własnych powiek, jest coraz ciemniejsza. Ciemniejsza i ciemniejsza, aż wreszcie zupełnie czarna. Zapala się jakiś pojedynczy punkt. Jasne, ciepłe światło. Zapala się następny. I następny. Po chwili są ich dziesiątki. Setki. Miliony pojedynczych punktów.
Wróciłem. Stało się coś złego. Nic nie mówisz, ale widzę to w twoich oczach. Mokrych od łez.
Od kiedy tu jestem jeszcze na mnie nie spojrzałaś. Cisza. Wychodzisz. Mogę iść z Tobą?
Co my tu robimy? To nie miejsce dla nas. Jeszcze nie. Może... kiedyś. Co? Co mówisz? Opuściłem Cię? Przecież jestem tu, cały czas jestem przy Tobie. Spójrz na mnie! Nie jestem duchem!
Znowu patrzę w monitor.
|