HEJ HU, ERICU WU - polemika

 
Artykuł ten jest zwartą polemiką na dwa teksty niejakiego Michała Chmielewskiego, którego to dotychczas mogliśmy czytać pod ksywką eric_wu. Nie wiem, może kolega się wstydził swojego starego pseudonimu, że nagle postanowił go zmienić, a może chciał się przemienić niczym Gustaw w Konrada, w Mickiewiczowskich "Dziadach"? Doprawdy nie wiem, ale zrobił przy tym tyle szumu, że łeb pęka. Ale nie o tym chciałem pisać. W polemice tej poruszę kwestie dwóch tworów M.Chmielewskiego: "Herezja w czystej postaci" oraz "Hey ho, Donaldzie". Już na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jeden art. jest gorszy od drugiego - i może ratowałby je humor, gdyby ów w tych tekstach istniał. A ja nic oprócz marnego sarkazmu (klasą przypominającego horrory klasy D) i politowania dla autora, niestety nie znalazłem. A więc jedziemy...

Tekstów tym podobnych naczytałem się już wiele, podobnie jak opinii w których pojawiały się konkluzje zbliżone do Twoich - tak więc nic nowego. W lustro spojrzeć mogę, bez obrzydzenia, i odwrotnego ruchu głowy ;-). Religia jest, nie da się ukryć, kwestią bardzo tajemniczą - i nie dziwię Ci się, że dochodzisz do wniosków, w których postać Boga czasami (czy też zawsze) negujesz. Powiem Ci, że ja katolik, też przeżywam czasami chwile, podczas których się zastanawiam jak to jest naprawdę: Bóg istnieje, czy też nie? I jakoś za każdym razem dochodzę do wniosku, że istnieje, że mi pomaga, że w Niego wierze! Możesz mnie wyśmiać, czy cokolwiek chcesz - ale zważ na jedną kwestię.. Wielu wierzy ślepo, jednak wielu wierzy także prawdziwie. Na świecie widać miliony osób, które po prostu w Boga wierzą - w tego, lub tamtego - co skłaniałoby do przyjęcia Twojej tezy, że jest on wymysłem czysto ludzkim. Ja znajduje w tym myśleniu jakieś wyjście. A może wśród tych wszystkich religii, które dane nam jest znać, w każdej jest namiastka prawdy? Może to wszystko łączy się w jedno? Na to pytanie nie znamy odpowiedzi, tak jak nie znamy odpowiedzi na pytanie czy Bóg istnieje czy też nie. Ja Ci nie pokaże, że On jest - Ty mi udowodnij, że Go nie ma..

>> "Udowadnianych jest coraz więcej rzeczy, które kiedyś uchodziły za cudy. Darwin obalił Adama, Ewkę i ich szczęśliwą rodzinkę, a to jest tylko ciupki ułamek"

Warto byś wspomniał również o tym, że Darwin nie odrzucił Boga. To nie są słowa wymyślone przeze mnie. Przeczytaj sobie pierwszą lepszą książkę, gdzie ta kwestia (Darwin, a Bóg) jest poruszona. W całej maszynie ewolucyjnej Darwin widział rękę Boga! Kłóci się to z Twoją teorią, że skoro ewolucja to jednak nie boskie powstanie człowieka. Nasuwa mi się myśl, że może lepiej wiesz co pan Karol miał na myśli? Darwin był ponoć osobą wierzącą, a jego teoria ewolucyjności nie musi do końca wykluczać tego co jest napisane w Biblii. 

>> "Cudy? Objawienia? Cóż tu mówić - grom ludzi widzi to, co chce zobaczyć. Uzdrowienia? Efekt Placebo, i już"

Fajny przyjąłeś tok rozumowania. Zgodzić się mogę, że jeżeli ktoś oczekuje cudu to może go sobie "stworzyć" we własnej głowie, ale jeżeli osoba postronna ów cud zauważa, to w tym wypadku tak różowo już nie jest. Wiele z nich zostało potwierdzonych, i nie chodzi mi tu o Kościół - bo w to co on ustanowił, i tak nie wierzysz. Wystarczy spojrzeć dwa miesiące wstecz - na pogrzeb Ojca Świętego, na którym zgromadziło się tyle osób (i to różnych wyznań. Zgoda, zgromadzili się bo JP II był postacią wielką, ale kto by się spodziewał takiego "odzewu"? Dla mnie, nawet jeśli to nie był cud, to przynajmniej zjawisko wykraczające poza rzeczywistość). Czy chociażby wydarzenie sie z tym łączące, Fidel Castro obecny na mszy św. za papieża. Wiesz, tak jak możesz stwierdzić, że oficjele mogli uczestniczyć na pogrzebie Jana Pawła II z pobudek czysto politycznych, tak nie wmówisz mi, że Castro zrobił to pod publikę. On ma ją po prostu w dupie :) 

>> "Moja niechęć do jakiejkolwiek religii bierze się również z tego, że będąc wierzącym, muszę sobie wmawiać, że jestem nikim, jestem złym grzesznikiem, powinienem przepraszać Pana za grzechy modlić się, błagać o przebaczenie i płaszczyć się w nieskończoność"

Po pierwsze kto Ci powiedział takie głupoty, że będąc wierzącym wmawiasz sobie, iż jesteś grzesznikiem? Ma to swoją prawdę, ale w swojej zwyczajności brzmi nie tyle trywialnie, co i głupio. Po chrzcie, na tyle jesteś grzesznikiem, na ile sam tego chcesz (dla pewności załóżmy, że to stwierdzenie jest prawdziwe od momentu, gdy człowiek jest swoich grzechów świadomy). I nie ma w tym nic ułomnego, ani poniżającego - podobnie jak przepraszanie za te grzechy, które nazwałeś płaszczeniem się. Jeżeli powiedzenie przepraszam, w przeróżnej formie nastręcza Ci tylu problemów, że masz już prawie lęk przed pokutą to wybacz, coś z Tobą nie tak. Ale dobra, wróćmy do opcji rzeczywistej - jesteś katolikiem, ale w istocie nie wierzącym, którego przeraża wizja spowiedzi, żalu za grzechy etc. Widzisz, w Twoim przypadku nie miałbyś się nawet przed kim - jak to określiłeś - płaszczyć, skoro nie wierzysz. A osoby, które w przeciwieństwie do Ciebie wierzą - nie mają tego problemu, bo przepraszanie człowiekowi nic nie ujmuje.

>> "Wbijanie sobie do głowy takich farmazonów ma mi pomóc w byciu lepszym? Tak, na pewno"

Tobie nie pomoże, z jednego powodu - nie wierzysz :)  Ale może spójrz na innych, nie tylko na siebie, dobrze? Spójrz na ludzi, którym to pomaga! Bo co? Bo to zwykła propaganda, może nawet z "wytwórni" pewnego Radia? Sorka, nie mogłem sie powstrzymać - takie najczęściej padają odpowiedzi, nawiązując niechybnie do Rydzyka. To jest tak samo głupie, jak zachowanie katolików w Twoich wypowiedziach. Trochę baczenia na ludzi. Skoro im to pomaga? Jeżeli zaraz nie nazwiesz ich durniami, to z całą pewnością znajdziesz jakiś inny epitet obrazujący ich zachowanie. A ja podziwiam to, że wierzą, i jak wierzą!

>> "Jak wy możecie mówić o Pańskim Miłosierdziu? Skłamię, jeżeli powiem, że ludzie na Ziemi umierają niemal bez przerwy? Głód, pragnienie, strzelaniny, choroby, wojny - ach, jakże Boskie Wynalazki Szerzące Pokój i Harmonię Ciszy i Pokoju."

Oklepane do bólu. A chciałbyś by żyli wiecznie cały czas? Połowę z wymienionych przez Ciebie przyczyn wysokiej śmiertelności stwarza sam człowiek, więc gdzie tu widzieć winę Boga? Wszak gdyby w sposób namacalny blokował kule w pistoletach czy nawracał dyktatorów - to nie byłoby takich ludzi jak Ty (choć i tak takie pewne to nie jest, znając ludzkie wybryki). A co do pozostałych: głodu, pragnienia, chorób.. Wg Pisma Świętego, życie na ziemi ma być przygotowaniem do życia w Niebie. Dobra, wiem że w to nie wierzysz, ale ja wysuwam kontrargumenty, które pokrywają się z moją wiarą, a nie z Twoim ateizmem.. Życie tutaj nie jestem celem, a środkiem, tak więc można powiedzieć, że Bóg ma prawo. Wiem jak to brzmi, prawie jak tyrania - ale to wiąże się z tym, że człowiek sam dla siebie chce być "królem". A zapomina się o słowach w których jak byk jest napisane, że to co najpiękniejsze ma przyjść po śmierci!

>> "Nie uważam się za kogoś, kto ma misję, by oświecić tysiące umysłów, pokazać prawdę. Nie"

Podobne zdanie prezentuje masa ludzi, żyjących na tym świecie. I powiedz mi - czy to ludzie są tacy durni, że "Wam" nie wierzą, czy też ta teoria, którą m.in Ty prezentujesz ma jakieś uchybienia, błędy, ślepe dziury? :)

>> "Tak więc całe te bydło (w końcu owieczki, nie?), które czuje się urażone - walcie do mnie maile, ripostujcie na łamach AMaga, śmiało, pożywajcie sobie. Macie do tego pełne prawo. Dajcie naszym przyszłym pokoleniom jeszcze więcej powodów, by uważali nas za ograniczonych. Przypomnę tylko wam, iż religia nakazuje wam pokojowo traktować bliźnich. Nazywając mnie debilem, skurwysynem czy kim tam jeszcze pokażecie, jak bardzo się do ów religijnych reguł ustosunkowujecie. Potwierdzicie tym sposobem moje przekonanie, że religia coraz rzadziej brana jest na serio"

Donośny śmiech zabrzmiał w mym pokoju. Jesteś li tylko, żałosny bo myślisz, że tymi swoimi zdaniami, które w kilku miejscach kupy się nie trzymają przeprowadzisz rewolucje itd. Masz prawo wygłaszać swoje zdanie, masz prawo się buntować i nie wierzyć, to Twoja decyzja. Ale idź do lustra, i spójrz na siebie - tak jak nam to na początku swojego tekstu kazałeś (może lepiej napisać - prosiłeś). I spójrz na siebie! W swoim myśleniu jesteś dzieckiem. Nie, nie dlatego, że nie wierzysz, ale dlatego, że z wierzenia w Boga próbujesz zrobić jakąś wielką błazenadę, w której wręcz naśmiewasz się z tego całego "wierzącego bydła" jak to dosadnie nazwałeś. Dorośnij trochę.. A teraz kilka zdań wyrwanych z innego tekstu:

>> "Lubię Avril Lavigne, ale za cholerę nie mogę o niej powiedzieć "znajoma z widzenia" (chociaż chciałbym). Przeczytałem prawie wszystkie książki Stephena Kinga i kilka Terrego Pratchetta - wszystkie z nabożeństwem - ale nie powiem o nich "dobrzy przyjaciele", bo najnormalniej w świecie przyjaciel znaczy dla mnie coś więcej"

Widzisz - nie wiem, czy to trzeba Ci jakoś namacalnie pokazać - ale między piosenkami Avril, książkami Kinga i Pratchetta, a wydawnictwami, homiliami i encyklikami papieża jest ta subtelna różnica, że te drugie miały na celu dotarcie do ludzi nie jako forma rozrywki, ale forma treści. Miały pokazać niektórym ludziom jeśli nie drogę, to przynajmniej ścieżkę, którą ludzkość powinna pójść. To były wielkie dzieła teologiczne, których porównywanie do artystki pop-rockowej, czy też znanych pisarzy jest po prostu nie na miejscu. Co do kwestii przyjaciela - jak widać znasz tylko i wyłącznie jedno określenie tego słowa. Wzbogać się trochę - wytykałeś innym ograniczenie, które sam posiadasz. Podpowiem Ci: przyjaciel duchowy :)

>> "Śmiech - jak wiele rzeczy - jest pojęciem względnym. U mnie występuje np., kiedy widzę grono ludzi, którzy modlą się do kawałka skrzyżowanego drewna, nazywanego krucyfiksem, wmawianie sobie, że kobita powstała z żebra samczyka i takie tam. Ponadto grymas szczerego uśmiechu na moich ustach wywołuje reakcja taka, jak Twoja - wręcz schematyczna, typowa, pospolita"

Na mojej twarzy również gości teraz uśmiech, ale politowania dla Ciebie. Powtórzę jeszcze raz: zachowujesz się jak dziecko - i mam nadzieję, ze oduczysz się takiego patrzenia na świat. Nie musisz wierzyć, ale nie obrażaj przy okazji innych. Wiem, że to jest najtrudniejsze - ale postaraj się, to nic nie boli..

>> "No śmiało, nie żałuj sobie. Debil, szczeniak, debil, ćwierćdebil, idiota, produkt biegunki hipopotama - do wyboru do koloru. Możesz sobie śmiało poużywać. Uważasz mnie za gorszego, bo nie rusza mnie śmierć osoby, która dla Ciebie była kimś wielkim. Żałosne. Naprawdę. Jestem przekonany, że Karol Wojtyła byłby baardzo zadowolony ze sposobu, w jaki go bronisz... jak przystało na katolika"

Wybacz, że zapytam wprost - czy jesteś zakompleksiony? Takie sprawiasz wrażenie. Na drugi raz w swoich argumentach bądź bardziej przekonywujący, bo jedyne co czuje po przeczytaniu Twoich tekstów to politowanie.. Jak już chcesz głosić swoje ateistyczne hasełka, to wpierw opanuj sztukę komunikacji - taką bezkolizyjną. Chyba, że Twoim idolem jest Urban, który stosuje podobną taktykę. Ale jego i tak wszyscy mają w dupie :) 

Na koniec poruszę sprawę, o której wspomniałeś - reakcje ludzi w tygodniu po śmierci papieża, kiedy to wielu Cie krytykowało za zdanie, które prezentowałeś. Wiesz, tak się złożyło i w mojej klasie, że znalazło się dwóch chłopaków, którzy robili dokładnie to samo co Ty (wnioskuje po opisie, że to samo). Przede wszystkim: nie miejsce i nie czas na to było, by Jana Pawła II w jakiś sposób obgadywać, czy też wypowiadać się w sposób nie właściwy: i nie ważne czy był on dla Ciebie li tylko Karolem Wojtyłą czy Ojcem Świętym. Powinieneś uszanować go ze względu na to jaką był osobą, i co chciał robić chociażby dla pokoju na świecie. Ale nie, Ty wolałeś się wyróżniać z tłumu - nie chciałeś być podobny do tych wszystkich którzy się smucili. W tym momencie już nie ważne czy to było prawdziwe, to zostało w nich samych, ale śmiem twierdzić, że wiele osób nie udawało swojego smutku. Chciałeś być inny.. I to jest Twój problem. Na zakończenie tekstu, a zarazem podsumowanie dodam tylko: swoimi tekstami to udowodniłeś, jesteś inny :) Pełną gębą!

Publo
publo17@o2.pl
pabllo17@wp.pl

14.06.2005

zapraszam do czytania kącika sportowego

www.sport-am.prv.pl