Recycling

    Dzisiaj miałem po raz kolejny niewątpliwą nieprzyjemność wyrzucenia śmieci. Niczym niezmordowany All Bundy ubrałem się specjalnie po to, by po dwóch minutach wykonywania tej jakże milutkiej czynności wrócić i się rozebrać. Od niedawna mamy na osiedlu specjalne pojemniki do sortowania śmieci. Tymczasem w telewizji bombardowani jesteśmy tysiącami apeli o sortowanie śmieci. Ja jestem typem buntownika i chętnie bym się przeciw tym akcjom zbuntował gdyby nie fakt, że drażni mnie brak dbałości o środowisko u Polaków. A przyczyny takiego buntu są proste. Przypomnijcie sobie komunę jeśli pamiętacie, lub chociażby pierwszą połowę lat dziewięćdziesiątych. Ile razy słyszeliście od rodziców słowa "zanieś butelki do skupu" zamiast "wynieś śmieci"? Zapewne wiele, wiele razy. Ale dziś już ich nie usłyszycie, co jest jedną z większych bolączek w polskiej ochronie środowiska.

    Oto dlaczego tak sądzę. Odtwórzmy sobie normalny obieg surowca odzyskiwalnego w gospodarce - przykładem niech będzie szkło. Na początek należy wydobyć odpowiedni piasek, potem go sprzedać hucie, ta przerabia go na szkło i sprzedaje producentowi napojów, ten nalewa do nabytych butelek swoją super miksturę, my kupujemy ją razem z butelką, która jest teraz nasza. Butelkę możemy zatrzymać, lub sprzedać w skupie w cenie rynkowej. Butelka sprzedawana jest z powrotem do huty, gdzie trafi ona do pieca i zostanie ponownie sprzedana w nieco niższej cenie producentowi napojów. Ale u nas w Polsce oczywiście wygląda to zupełnie inaczej niż w Niemczech, czy w ultra czystej Japonii. W momencie, w którym butelka jest naszą własnością stajemy przed wyborem. Ale do wyboru mamy nieco inne opcje. Możemy ją zatrzymać, lub wrzucić do specjalnie do tego celu przeznaczonego pojemnika. Oczywiście mało tego, że robimy to za darmo, bo wraz z czynszem za mieszkanie musimy opłacić wywóz "śmieci" z osiedla, lub jeśli ktoś ma własny dom, płaci oddzielny rachunek. Firma wywożąca "śmieci" kompletuje je w swoim "skarbcu", by sprzedać je naszej przysłowiowej hucie. Cykl recyclingowy w Polsce jest wypaczony, ponieważ zupełnie pomija gospodarczo konsumenta. Dlatego, tak niechętnie sortuje się u nas śmieci.

    Jak jest w innych krajach? Tam jest już pięknie i bajkowo. W Niemczech obok każdego automatu z Coca-Colą stoi drugi automat i wcale nie sprzedaje on nam Pepsi-Coli, lecz przyjmuje od nas puste butelki wypłacając nam za nią jej wartość rynkową. To nie bujda, sam tego doświadczyłem i bardzo mi się to spodobało. W Japonii, recycling jest bezapelacyjnie obowiązkowy. Każda ciężarówka wywożąca śmieci ma na tyle kilka kontenerów, każdy do innego typu odpadów, a mieszkańcy w zamian za materiały, dostają ulgi w opłatach za mieszkanie. A z odpadów organicznych wytwarzany jest gaz ziemny, który ogrzewa mniejsze miasta za grosze.

    Nic nie pomogą telewizyjne apele. Ludzie mają po prostu serdecznie dosyć wolontariatu na rzecz potentata jakim jest Rethemann Sanitech. Jest to wynik nie tylko naszej mentalności, lecz także źle wprowadzonego kapitalizmu. Teoretycznie kapitalizm polega na własności i na podstawie anarchistycznej idei "każdy sobie rzepkę skrobie". W Polsce rzeczywiście "każdy sobie(...)", ale oprócz tego jak się nadarzy okazja, to należy jeszcze przeszkadzać innym w ich dążeniach. Nie ma tutaj szacunku do własności, czy to prywatnej, czy to publicznej. Dlatego tym bardziej nikt nie będzie miał szacunku do prawa własności do śmieci. Nasi wielcy dobroczyńcy jeszcze twierdzą, że robią nam łaskę sprzątając po nas tony śmieci. Oczywiście nie wspominając przy tym, jakie mają na tym zyski.

   Pomyślcie nad tym problemem. Czy tylko ja odniosłem takie wrażenia? Czy macie na to jakiś sposób? Problem jest bardzo ważny, ponieważ jest on kluczem do takiego samego bogactwa jakie osiągnęli Japończycy. Bo kolejny supermarket dobrobytu nie przyniesie. 

Kijek

 PS: A moja dawna propozycja założenia partii, jest nadal aktualna. Wraz z Tarczelem współpracuję przy tworzeniu strony będącej starterem dla mojego skromnego projektu. Jeśli uważacie, że można się w to zaangażować, to po prostu napiszcie do mnie na ten temat, bym mógł ocenić wasze podejście, bo jak już kiedyś wspominałem, precz z cwaniakami.