Feniks z popiołów

    Ty grasz na cudzych uczuciach, stąpasz po gwiazd nieboskłonie, szalejesz z księżyca miłosnym ukłuciem, aby na powrót dusze splątać zagubione. Ty amory wysyłasz na piaszczyste brzegi, aby ust wargi krwawym brzegiem napoić i cierpieniu zelżyć. Ich strzały konwalii zapachem nasączasz i rozkazujesz im płynąć w aorcie, żyłach i w serca głębinie. Ale i Ty cierpisz, choć nie przystoi. Nędzarz nad anielską głową uchyli tajemnicy rąbka, suknię swą z jałmużny utkaną podciągnie ku górze i pokłoni się w zamian za uśmiech. Bo i Ty cierpisz, gwiazdo zaranna, spowita mgłą komety jaskrawej. I ja to czuję, jak rzeka łez spływa kanałami, wprost do mego serca i umysłu. Maskarada! Feniks z popiołów powstaje. Feniks o jednej tylko duszy, na dnie skrywanej, uczuciem przykrytej najpiękniejszym. I znów uleci, i znów ujrzy blask Twego lica. I w popiół się obróci, skąd powstał i gdzie jego miejsce. Bo czymże jest miłość, jeśli nie ciągłym samo spalaniem swej duszy i ciała swego na ślicznym ołtarzu włosów anielskich? Jak kochankowie w miłosnym uścisku, gdy ich ciała splecione nocnym księżyca blaskiem kołyszą się w otchłani zapomnienia, tak i nasze przeznaczenie dryfuje w niebycie. Księga słów naszych, wzajemnie na się rzuconych nie spisała wszystkich uczuć moich, a i Twoje z pewnością zdążają do niej dopiero. Tak właśnie - powolnie, upojnymi nocami przy świetle księżyca spędzonymi, gdy sierścią porastamy od środka, jak wilkołaki nowej ery - kroczą nasze serca przez płonący bór. Niepewnie spoglądając za siebie, poszukując nowych wyznań i słów dla oddania tego piękna - umierają i odradzają się na nowo. Powstają jak Feniks z popiołów, jak kot w dziewiątą swą duszę przyoblekłszy się. Bo myślisz, że posiadłaś cudze serca. Że usidliłaś cudze umysły w mizernych klatkach wyobraźni. Mylisz się, cierpiąc za nie nadaremnie i upuszczając krew na ofiarę uczucia. Krew spłynie do ognia i spłonie, podobnie jak i Ty spłoniesz w lodowatej toni mojego serca. Ogrzejesz je swą obecnością. I rozpromieni się na powrót, a ty powstaniesz i zrzucisz piękną maskę. I przygarnę Cię pod skrzydła wiatru. I wyrwę z piersi jego czarny sztylet. Rzucę nim daleko, w najciemniejszy kąt klasztoru. Bo to będzie już ostatnie życie. Dziewiąte piętro, dziewiąta z dusz, dziewiąta godzina sam na sam z Tobą i brązem Twych oczu. Ja, Ty i nasz Feniks z popiołów... 

 

 

Vanderer

 

: To wcale nie jest takie chore, na jakie wygląda...

:: Tekst pod wpływem...

::: ...NIE-BOSKIEJ komedii Krasińskiego...

:::: ...I "Jaskółki Uwięzionej" Stana Borysa...

::::: ...I ciut Kinga się znajdzie...

:::::: ...I Theatre of Tragedy

::::::: Jak powiecie, żem wariat, to wam rację wyjątkowo przyznam...