20 kilometrów do nieba...
Samochód. Jedziemy dość szybko. Ok 120 km na godzinę. Droga szybkiego ruchu, łącząca kilka miast Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Patrzę na zegarek. Kumpel prowadzi, zapala papierosa. Daleko jeszcze? - pytam go. Za 10 minut będziemy na miejscu - odpowiada i śmieje się.
Od dawna słyszałem te propozycję. "Jedź ze mną, głupio tak samemu jechać. Choćby dla towarzystwa, będzie na pewno zabawnie, odstresujemy się, zabawimy, puścimy trochę kasy. Chodzisz taki zmęczony i wkurwiony ostatnio, poprawisz sobie humor - mówił. Przez dłuższy czas. Nie chciałem. Nie miałem nastroju ani ochoty. Zbywałem go przez dłuższy czas. O co mu chodziło?
O odwiedzenie agencji towarzyskiej. Burdelu, że tak powiem potocznie. Ale takiego porządnej kategorii. Nie klitki dwupokojowej w obszczanym bloku, z wściekłymi sąsiadami, narzekającymi na kłopotliwe (słusznie!) sąsiedztwo.
Nawet o kasę nie chodziło, gdy odmawiałem. Około 200 złotych z groszami - tyle weź - mówił. Mam i miałem pieniądze, nie nadszarpnęło by to mych finansowych rezerw.
Aż w końcu zgodziłem się. Tydzień temu , gdy spotkaliśmy się na browarze. Po raz pierwszy pojedziemy do agencji, pierwszy raz będziemy płacić za seks.
Dlaczego chcieliśmy jechać? Dla rozrywki głównie. Dla zabicia czasu. I nudy. Samotności. Marazmu. Z czystej ciekawości.
[Eddie: Lewacki, wstaw Ty sobie zamiast mózgu mikrochip, a zamiast serca pompę paliwową, może wtedy będziesz czuł się całkowicie spełniony. Twierdzisz, że romantycy jako pierwsi zostaną zniszczeni? Mylisz się, to tacy jak Ty zginą, w samotności. Uczucia nie są Ci do niczego potrzebne? Możliwe, przynajmniej w tej chwili. Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze okazję pogadać na ten temat za dziesięć lat.]
Eddie: Zobaczymy jaki będziesz twardy, gdy przyjdzie Ci w samotności dogorywać. Forsa, forsa, forsa... Tobie się wydaje, że tylko Ty znasz znaczenie pieniądza, ale forsa to nie wszystko. Co będziesz z niej miał, gdy nawet przy pełnych workach złota zabraknie Ci już pomysłów na jej wydawanie? Zamówisz sobie Lolę z agencji? A może będziesz się kąpał w stanie swojego konta? Współczuję Ci, szczerze Ci współczuję...]
[Eddie: Mówisz, że są ważniejsze rzeczy, niż uczucia? Powiedz mi to samo, gdy będziesz zdychał z samotności. Gdy nadejdzie dzień, w którym będziesz śmiertelnie pragnął podzielić się z kimś swoimi problemami, gdy będziesz aż do bólu pragnął mieć kogoś bliskiego przy sobie. Powiesz mi, że koledzy i internet załatwią sprawę? Wątpię."
[Eddie: I znów Ci współczuję, bo widać nie potrafisz rozpoznać wartościowej kobiety. Mi to jednak wygląda na to, że patrzysz na innych przez pryzmat swojej osobowości - a propos konsumpcyjnego stylu życia. Widać też, że w kiepskich kręgach się obracasz, bardzo kiepskich, rzekłbym.]
[Eddie: Spróbuję jeszcze raz podejść do Lewackiego, jak do człowieka - wiesz, ja też przez długi czas pracowałem. Tylko pracowałem. Nie miałem nikogo. I wiesz co? K****sko mi tego brakowało! A wiesz dlaczego? Bo wszystko co robiłem, nie miało dla mnie znaczenia. Byłem sam. Owszem, miałem i mam przyjaciół i kolegów, ale to było za mało. Szlag mnie trafiał, gdy szedłem na imprezę, na którą większość ludzi przychodziła z partnerami. Brakowało mi kogoś bliskiego. Tobie jednak sama praca chyba wystarczy. Jak myślisz, ile czasu pociągniesz na samym liczeniu złotówek?]
Pamiętacie? Dawne czasy naszego AMaga, moje arty o dziewczynach i pieniądzach? Wojny poglądowo - ideologiczne? O sile gotówki, o możliwościach, które daje? I inne arty - takie jak doceniony przez wiele osób Ona i on?
I epitety (wg mych oponentów) - Cynik. Materialista. Sukinsyn.
Minęły od tej pory ponad trzy lata. Dużo rzeczy się zmieniło. Pracuję. Zdobywam pieniądze. Pewne możliwości. Ludzi, którym ufam. Dobrych znajomych, ziomów, kumpli. Nie nazywam ich przyjaciółmi, gdyż w przyjaźń nie wierzę. W kumpelstwo tak, w przyjaźń nie. Gdyż za wiele razy się na ludziach zawiodłem.
Przypomniałem sobie wszystkie te arty i kłótnie , gdy jechaliśmy samochodem. Do agencji.
Co się jeszcze zmieniło przez te trzy lata? Pisząc wtedy te cyniczne arty, byłem bardzo rozgoryczony. Pisząc je , łudziłem się, że za chwilę, za minutę coś się zmieni. Że życie zweryfikuje mą postawę, że me tezy okażą się dla mnie fałszywe.
Chciałem kogoś poznać, pokochać. Kilkanaście podrywów. Różne miejsca spotkań. Jeszcze wtedy, gdy nie miałem forsy. Prawdziwej miłości nie kupisz - pisali polemiści. Pewnie w głębi duszy chciałem w to wierzyć. I wierzyłem. Nie chciałem być sam, nie mieć z kim jechać do mego ukochanego Zakopanego, wyjść do kina czy na spacer, do teatru itd.
Kilkanaście podrywów. Czasem nawet "odpalano" mnie już na starcie. Na propozycję spotkania. Tak, jakbym proponował im małżeństwo. Paradoks.
Kurwa. Nie było to wesołe. Czułem się jak zadżumiony. Zacząłem za często zaglądać do kieliszka po kolejnych niepowodzeniach.
Aż wreszcie... Doznałem olśnienia. Proste pytanie, krótka piłka.
Pieprzyć to!!!!!! Przestałem się tym gryźć. Zacząłem pracować. Wychodzić ze stanu beznadziei. Kupować sobie to, o czym kiedyś mogłem tylko pomyśleć. Tak.. Zacząłem kupować sobie szczęście...
Przestałem się tym przejmować. Tym, że jestem sam. Zaczęło mi to "wisieć", nieparlamentarnie mówiąc. Imprezy. Dyskoteki. Alkohol. Dziewczyny. Zacząłem ostro się bawić. Stać mnie już było na to. Poprawiło mi to zdecydowanie humor.
WSZYSTKO, CO NAPISAŁEM KIEDYŚ W MYCH ARTACH , SPRAWDZIŁEM EMPIRYCZNIE
OKAZAŁO SIĘ DLA MNIE PRAWDĄ.
Wtedy zdecydowałem, że wpadnę do agencji. Nigdy wcześniej nie byłem w takim miejscu. Nie płaciłem za seks.
***
Dojeżdzamy. Willowa dzielnica, bardzo ładne domeczki. Dzielnica ponad stutysięcznego zagłębiowskiego miasta. Masa zieleni.
Willa. Średnich rozmiarów. Dwupiętrowa. Było po 21. Zaczęło powoli się zmierzchać. Kumpel parkuje wóz na małym parkingu przed willą. Okolica lśni czystością. Ktoś włożył kupę szmalu w urządzenie tego "przybytku rozkoszy".
Wchodzimy do środka. Długi korytarz, dyskretnie pomalowany. Na parterze kanapy, fotele, stoliki. Pośrodku barek z wysokimi krzesłami. Kumpel uśmiecha się. Ja również. Na kanapach i przy barze siedzą dziewczyny. Bardzo ładne, młode, uśmiechnięte. Siadam przy barze, kumpel kilka krzeseł dalej. Zamawiam 50 -siątkę Bolsa. Płacę 30 zł. . Wypijam jednym haustem i proszę o browar. W moją stronę patrzy przyjaźnie ciemnowłosa dziewczyna i uśmiecha się do mnie. Na oko - 19 - 20 lat. Niewysoka, ze 165 cm wzrostu. Trochę niższa ode mnie. Zaczynamy rozmawiać.....
Cisza. Spokój. Odpoczynek. Luksus. Z głośników sączy się spokojna muzyka. Podoba mi się tu. Cieszę się, że spędzę udany wieczór. Cieszę się, że dałem się namówić kumplowi na ten wypad. Panienka przypadła mi do gustu. Idę za nią na górę. Szereg małych pokojów. Chyba z sześć. Wchodzimy do jednego z nich. Umalowany na jasno, obok łazienka. Pośrodku łóżko. Daję jej 150 zł i idę pod prysznic. Gdy spod niego wychodzę, ona na mnie już czeka..
Czysta fizyczność. Czysty seks. Bez żadnych uczuć. Jestem zadowolony, szczęśliwy. Po wszystkim rozmawiamy jeszcze chwilę, ubieram się. Było świetnie. Schodzę na dół. Siadam przy barze i proszę o jeszcze jedno piwo. Kumpel już tam jest. Pije pomarańczowy sok. W końcu prowadzi....
No i jak? - pyta. Zadowolony? Bo ja bawiłem się znakomicie - dodaje kumpel.
Uśmiecham się tylko. Zapalam papierosa. "Dawno się tak dobrze nie bawiłem" - mówię
Jeszcze przez godzinę siedzimy w agencji. Oprócz nas jest jeszcze kilka osób. Klienci.
Jestem szczęśliwy.
Jestem zadowolony.
Tak, tak, Eddie - są dla mnie ważniejsze rzeczy, niż uczucia...
Mój cynizm dodał mi sił. I dodaje ich każdego dnia..
Kiedyś powiedziałem sobie - odejdę bez żalu z tego świata, jeśli nie będę miał pieniędzy albo kochającej osoby.
Kiedyś boleśnie, na własnej skórze przekonałem się jak dotkliwy potrafi być brak pieniędzy. Pochodzę z biednej rodziny. Dlatego NIKT, kto nie przeżył takiego stanu ( z trudem od 1 do 1), nie ma moralnego prawa by wypowiadać się nt. roli i siły gotówki. Bo po prostu będzie to zwykłe gówniarskie pieprzenie..
A ja? Pozbyłem się większości problemów.
Nadal jestem sam. Bez kochającej kobiety.
Ale - teraz mam to w dupie!
Na autostradzie życia
bez zapiętych pasów
z ogłuszającą muzyką
na piątym biegu
ponad 200
jak w "Znikającym punkcie"
Kowalsky
mocno trzymam kierownicę
jadę
pędzę
na autostradzie
z której nie ma już powrotu. Highway to Hell...
Jeden kierunek.. Tylko i wyłącznie jeden..
albo pełny sukces
albo piękny koniec....
nie ma innej alternatywy
bo nienawidzę przegrywać
za wiele już kiedyś przegrałem
nigdy więcej
prosto do celu
autostradą bez powrotu
wciskam gaz do oporu...
Eddie"(...)w tym materialnym świecie coraz więcej ludzi ciągnie w stronę takich wartości, jak miłość. Mam tu jednak na myśli ludzi normalnych, zdrowo myślących. Ciebie się to nie tyczy.]" Cyt. za. AM 30 "Znowu o kobietach"
Nienormalny. Z popieprzoną psychą. Cynik. Materialista?
O nie...
Optymista z bagażem doświadczeń
to ja...
eLkA (polpot0@poczta.onet.pl)
Ps. Pozdrowienia i wyrazy uznania dla Eddiego i Doorschlaqa.
Ps 2. Soundtrack - QBass, NJoy, Karamba, Pezet, Papa Dance, Konkwista88
Ps 3. Może razi Was w tym arcie pewna chaotyczność, ale nic na to nie poradzę. To pewnego rodzaju strumień myśli..