::: LŚ:
POLSKA - SERBIA: EMOCJE! :::
W dniach 24.07 i 25.07.2005 w
katowickim Spodku odbył się dwumecz, którego bohaterami byli reprezentanci
Polski i Serbii. Wyniki meczy rozegranych w Belgradzie: 2:3 dla Serbii i 3:1
dla Polski J
Nie będę się rozpisywać na temat polskiej publiczności, bo ta jak zwykle
dopisała! 11 tysięcy mieszkańców całej Polski dopingujących swoich
ulubieńców... Może być coś piękniejszego?
Pierwszy
mecz, odbyty 24.07 wygraliśmy 3:1. Pierwszy set jednak nie zapowiadał
takiego obrotu sprawy - Serbia i Czarnogóra, olimpijczycy z Sydney dali
naszym siatkarzom lekcje siatkówki, gdyż górowali w każdym elemencie.
Przewaga momentami była nawet 7-punktowa, na co niemały wpływ miało złe
przyjęcie biało-czerwonych. Przewagę pomógł zniwelować Mariusz Wlazły,
jednak wynik końcowy był 25:20 dla gości. W drugiej partii rywalizujące
drużyny zamieniły się nie tylko boiskami, także chyba umiejętnościami.
Od początku panami parkietu byli Polacy. Kilkupunktowe prowadzenie nad takim
rywalem musiało się podobać, toteż zgromadzona publiczność głośno dawała
upust swej aprobacie. Set zakończył się wynikiem 25:17, tym razem dla
podopiecznych Lozano. W trzeciej odsłonie spotkania początek był bardzo wyrównany,
dopiero po pierwszej przerwie technicznej Polacy zaczęli odskakiwać
podopiecznym Travicy, kilkoma serwisami popisał się Mariusz Wlazły,
podobnie jak w poprzednich partiach. Serbowie próbowali dogonić naszych
reprezentantów, końcówka grana była punkt za punkt. W efekcie zwyciężyliśmy
25:23. Czwarty, i jak się okazało - ostatni set na początku układał się
po myśli drużyny gości, jednak świetna gra blokiem przypieczętowała
zwycięstwo Polaków w tym spotkaniu, set zakończył się wynikiem 25:20 dla
nas, a w całym meczu 3:1 J
|

|
|
|
Kibice w Spodku oglądali dwa fascynujące
spotkania! |
|
Nie pozostaje chyba nic innego jak
tylko pochwalić tych naszych orzełków! Oczywiście na pierwszy plan wysuwa
się tu Mariusz Wlazły. Grucha - może był troszeczkę mniej wykorzystywany
ale grał swoje i nie zawodził poza kilkoma błędami w przyjęciu. Murek -
BARDZO cieszy mnie że wraca do swojej formy, znowu przyzwyczaja nas do tych
akcji które w niebywały sposób potrafi skończyć i przypomina o serwisie,
który w dalszym ciągu jest niezły, że nie wspomnę o przyjęciu!
Kadziewicz i Grzyb - o ile do Łukasza żadnych zastrzeżeń nie mam, to tyle
do Wojtka mam tylko takie spostrzeżenie ze jeszcze często mu się zdarza nie
skończyć kilku piłek, ale jest młody i wszystko przed nim. Zagumny - ładnie
rozrzucał blok i niczym nie odstawał od tego "wielkiego" Nikoli
Grbica, który wystawiając 6 piłek pod rząd na lewy atak pozwolił aby Wlazły
poprawił sobie statystykę w bloku :D Igła - może miał słabszy dzień jeżeli
chodzi o przyjęcie, ale to tylko w skrajnych przypadkach, szczególnie w oko
mi wpadło kiedy na zagrywce stanął Milijkovic, serwis z prędkością
109Km/h i Igła właśnie odebrał praktycznie w punkt, następnie krotka w tył
do Kadziewicza i pkt. dla nas :) A propos Milijkovica - dobrze dla nas ze
trener Travica właśnie na niego postawił bo to znacznie osłabiło siłe
Serbów w ataku, założę się ze gdyby grał Dejan Bojovic o wiele wiele więcej
krwi by nam napsuł i pewnie niedługo zastąpi Milijkovica który powinien
przejść na emeryturę.
Następny dzień nie był już tak udany dla naszych
reprezentantów. Chociaż publiczność znowu dopisała, to Polacy polegli 2:3
z Serbią. Wszyscy spodziewali się, że Polscy siatkarze, po poprzednim zwycięstwie
rozgromią gości 3:0, co jednak było, niestety, tylko marzeniem. Pierwsze
dwa sety wygraliśmy, i marzenie mogło stać się prawdą, oba zakończyły
się wynikiem 25:23 z korzyścią dla trenera Lozano i jego podopiecznych.
Jednak punkty w tych setach zdobywaliśmy głównie po błędach przeciwników,
dlatego różnica punktowa była raczej niewielka. Kibice wierzyli do końca w
swój zespół, w końcu "dopóki piłka w grze, dopóty jest nadzieja".
Trzeci set okazał się zwycięski, Serbia po dobrej grze, zwłaszcza Nicoli
Grbicia pokonała nas 25:20. Sprawdziła się stara siatkarska prawda, że kto
nie wygrywa 3:0 prowadząc 2:0, ten przegrywa 2:3. Tak też się stało, coś
zacięło się w "dobrze funkcjonującej, polskiej maszynie". Roszady
Raula Lozano także nie uratowały meczu, który zakończył się w tie braku
wynikiem 10:15 dla podopiecznych trenera Travicy. Wprawdzie mecz zakończył
się porażką, to Polacy wciąż mają szansę na wyjście z grupy na
pierwszym miejscu, muszą tylko pokonać Argentynę, co nie powinno być
problemem, chociaż... Przegrany mecz z Serbią i Czarnogóra udowodnił, że
Polacy wciąż mają problem z psychiką, może brak im charakteru i nie
potrafią wygrywać decydujących spotkań z naprawdę silnymi zespołami? Gorąco
wierzę, że Murek i ekipa dostaną się do finału Ligi Światowej
i przywiozą z Belgradu medal - już obojętnie jaki (chociaż
najlepiej złoty :P), byleby był J POWODZENIA!!!
(Za
rok :P - Publo)
:: AW
::
|