#32



Wstępniak

Artykuły

Kopana Corner

Woman Corner

"Mój sport"

KomikSport

Linki

Listy

On-line

Redakcja

Wyjście do AM


Zalecane:
IE 5.0, 1024x768;

Pamiętaj!
Sport to zdrowie!
Więc wyłącz ten
komputer i zagraj w
PIŁKĘ! ;)




Gdyby pojawiły się 
kłopoty z kodowaniem,
 a używasz IE wykonaj następującą czynność:
 widok -> kodowanie 
-> automatyczny wybór

 

::: FINAŁ LŚ: SERBIA I CZARNOGÓRA - POLSKA :::

     Miałem ogromne nadzieje przed tym spotkaniem, wydawało mi się, że skoro w tym roku już pokonywaliśmy Serbów, zrobimy to po raz kolejny. Wiem, że skład nie ten, i że kilka tysięcy serbskich kibiców będzie robić wszystko by naszym siatkarzom przeszkodzić. Mimo to, wierzyłem w naszych siatkarzy, wierzyłem, że Raul Lozano naprawdę tknął w polskich zawodników jakiegoś ducha walki, który pomoże im wygrać to spotkanie. Jako że początek meczu mieliśmy wyśmienity, rosło we mnie przekonanie, że tego dnia nie zejdziemy z parkietu pokonani. Ataki Wlazłego gromiły Serbów, nie mogli oni ani ich zablokować ani podbić w obronie. Gospodarzom w ogóle nie wiele wychodziło, mistrzowie olimpijscy z Sydney jakby nie byli sobą, psuli proste piłki. Do końca seta jednak utrzymywała się niewielka przewaga Polaków. Zbliżał się koniec tej partii, wówczas przez nasze błędy Serbowie wyrównali do stanu 24:24, wtedy zdarzyło się coś co gwiazdor reprezentacji gospodarzy, Ivan Miljkovic, będzie długo pamiętać. Zepsuł wówczas pod rząd dwie, wydawałoby się, banalne piłki (bodajże jedna bez bloku nawet), w wyniku czego Polska wygrała pierwszą partię.

| Zwycięstwo było tak blisko |

W następnym secie było jeszcze lepiej. Polakom właściwie wszystko wychodziło, szczególnie wyróżniał się tutaj Mariusz Wlazły, który punktował rywali jak wytrawny bokser. We wszystkich elementach przeważaliśmy nad Serbami, świetnie na przyjęciu grał Ignaczak, wyśmienicie graliśmy blokiem. Paweł Zagumny wielokrotnie gubił blok Serbów umożliwiając Wlazłemu czy Świderskiemu atak na np. pojedynczym bloku. Wiele piłek wybroniliśmy, by zaraz zakończyć akcję wspaniałym kontratakiem. Sporo zagrań naszego zespołu zapierało dech w piersiach, powiecie, że przesadzam, ale wystarczyło popatrzeć na Serbów, którzy stali patrząc się z niedowierzaniem na to co wyczyniają Polacy. Wygraliśmy tego seta do 19., nic więc nie zapowiadało tego co zdarzy się pod koniec trzeciej partii...

Praktycznie cała trzecia partia przebiegała pod dyktando Biało-czerwonych, prowadziliśmy już nawet 6:1. Wszystko układało się po naszej myśli, nadal wszystko wychodziło. Letarg wśród serbskich graczy trwał. Z boiska zszedł Nikola Grbic, siedząc na ławce ze spuszczoną głową zdaje się, że był już przekonany o słabości jego drużyny tego dnia. Przez całą trzecią partię mieliśmy parę punktów przewagi, wszystko toczyło się idealnie aż do felernego stanu 22:17, kiedy to Serbowie zdobyli pięć punktów pod rząd i wyrównali. Objęliśmy jeszcze prowadzenie 23:22, lecz do końca tego seta dominowali już gospodarze.

Czwarty set był jakby zupełną odwrotnością drugiej partii. Teraz to nam praktycznie nic nie wychodziło, nas blokowano, broniono nasze ataki. My natomiast nie mogliśmy sobie poradzić z odradzającym się Miljkovicem, choć właściwie cała reprezentacja Serbii i Czarnogóry obudziła się i zaczęła grać. Gospodarze prowadzili przez całą partię, mając ciągle bezpieczną przewagę nad naszą drużyną. Gwoździem do trumny były dwa asy serwisowe Miljkovica w końcówce spotkania, które doszczętnie pozbawiły nadziei naszych graczy.

Po ostatniej partii nie mieliśmy zbyt wesołych min przed decydującym setem. Wprawdzie w tie-break'u wszystko może się zdarzyć, patrząc jednak na nasz zespół, trudno było spodziewać się cudu w postaci jakiegoś nagłego przebudzenia. Gra była wyrównana do zmiany połów, później inicjatywę zdecydowanie przejęli Serbowie i punktowali wszystkie nasze błędy. Klasą dla siebie był wielokrotnie wspominany Miljkovic, ale cóż, w trzech ostatnich setach grał po prostu fenomenalnie zdobywając w całym meczu 32 punkty. Końcówkę tie-break'a zupełnie przespaliśmy, przestaliśmy czy jak to inaczej nazwać. Ciężko to wytłumaczyć, ciężko powiedzieć czemu tak się stało. Jedno co można powiedzieć to to, że wielka, wielka szkoda. Takie porażki najbardziej bolą, kiedy jest tak blisko, lecz popełnia się kilka błędów, przegrywa się, a potem już nic nie wychodzi. Cóż, trudno, jutro walczymy o brąz, miejmy nadzieję, że jeszcze raz pokonamy Kubańczyków. Ostatecznie przecież mamy również jakiś powód do radości, wszak dwa sety (prawie trzy :P) zagraliśmy wyśmienicie. Teraz ważna rola trenera Lozano by po takiej przegranej potrafił nastawić pozytywnie naszych do walki o trzecie miejsce.

Polska - Serbia i Czarnogóra 2:3 (26:24, 25:19, 23:25, 20:25, 8:15)

Polska: Zagumny, Wlazły, Gołaś, Kadziewicz, Gruszka, Świderski, Ignaczak (libero) oraz Murek, Grzyb, Szymański, Winiarski.

Serbia i Czarnogóra: Grbic, Miljkovic, Geric, Markovic, Vujevic, Mitrovic, Samardzic (libero) oraz Roljic, Stankovic, Ilic, Janic


:: Leszek ::
www.leszeksoftware.hk.pl

 


AM Sport : Layout & GFX : Urimourn (urimourn@vp.pl)