::: PUCHAR
KONFEDERACJI: MEGA RELACJA! :::
::
PRZED...
Drugi puchar lata. Ten jednak dla reprezentacji, które w czasie, kiedy słabsze kluby walczą o trzy miejsca w Pucharze
UEFA, przerywają zasłużone urlopy swoich zawodników, by przynieść chwałę swemu narodowi. Historie puchar ma ciekawą. Niegdyś fanaberia Arabów, później bardziej tą imprezą zainteresowała się FIFA. Pierwszy Puchar bez organizacji Saudyjczyków zakończył się klapą. W Meksyku, gdzie zwyciężyli gospodarze większość drużyn wysłała rezerwowe składy, a ci, którzy wskutek łapanki znaleźli się w reprezentacji, bezustannie narzekali z powodu przerywania ich wakacji. Dwa lata później Puchar Konfederacji robił za próbę generalną przed MŚ w Korei i Japonii, a w 2003 za epilog francuskiej ery futbolu. Nie jest to impreza, która zapada w pamięć na lata. Najlepiej wspominam te z ' 95, '97 i '03, a to ze względu na radosny futbol, jaki prezentowały odpowiednio Dania, Australia i Turcja, jakże odmienny od tej leniwej atmosfery Pucharu. Tak więc do oglądania relacji przystąpiłem z mieszanymi uczuciami, choć i wiarą, że chcący się dobrze zaprezentować u siebie Niemcy, żywiołowi jak zawsze Australijczycy oraz południowoamerykańscy mistrzowie techniki nie zawiodą. Tym bardziej, że składy nastrajały optymizmem. Tak silnej obsady Puchar Konfederacji jeszcze nie miał.
:: KOLEJKA 1
GRUPA A
TUNEZJA- ARGENTYNA 1-2
(Guemandia 72-k- Riquelme 33-k, Saviola 57)
Mecz otwarcia od mocnego uderzenia rozpoczęli Tunezyjczycy. W 16 minucie bramkarz Argentyny Lux bezmyślnie sfaulował w polu karnym Guemadię. Do jedenastki stanął Mhedhebi, ale technicznym strzałem posłał piłkę sporo obok słupka. Chwile potem po ładnym rajdzie groźnie strzelał ponownie Mhedhebi, ale Lux był na posterunku. Pierwszy gol w turnieju padł po 33 minutach. Sędzia podyktował kolejny rzut karny, tym razem po wątpliwym faulu Trablesiego na Rodriguezie. Pewnym egzekutorem okazał się Riquelme. Sędzia zrehabilitował się chwilę później, nie dyktując karnych za dwa przewinienia Tunezyjczyków. Po tej akcji nastąpił charakterystyczny dla spotkań o niewielką stawkę okres leniwej gry. Nie przerwało go nawet wykorzystane przez Saviolę dośrodkowanie Galettiego, przynoszące Argentynie drugą bramkę. Nieporadne ataki Tunezyjczyków nie przynosiły rezultatów, mimo, że niezbyt pewnie bronił Lux. Z pomocą przyszedł arbiter, dyktując kolejny urojony rzut karny, po drugim faulu Luxa na Guemandii. Kontaktową bramkę zdobył sam poszkodowany, ale to było wszystko, na co stać było Tunezyjczyków. Znacznie bliżej podwyższenia rezultatu byli Argentyńczycy, ale świetne okazje zmarnowali Tevez, Rodriguez i Riquelme
NIEMCY- AUSTRALIA 4-3
(Kuranyi 18, Mertesacker 23, Ballack 60-k, Podolski 88- Skoko 21, Aloisi 31, 90+1)
W Pucharze Konfederacji Australia jest bardziej utytułowana niż Niemcy, ale to nie zmienia faktu, kto był w tym meczu faworytem. Było to jedno z tych widowisk, które przemawiają za Pucharem. Obie drużyny zostawiły sporo zdrowia na boisku, stworzyły pojedynek trzymający do końca w napięciu, strzelając w dodatku aż siedem goli. Zaczął Kuranyi, zmieniając tor lotu piłki po strzale Friedriecha. Ale już 3 minuty później padło wyrównanie. Za głupi i niepotrzebny faul Hutha tuż przed polem karnym sędzia podyktował rzut wolny, który wykorzystał Skoko, posyłając piłkę pod podskakującym murem. Niemcy podjęli wymianę ciosów i następne 120 sekund później Mertesacker po zamieszaniu w polu karnym przejął zagraną przez Schneidera piłkę i posłał potężny strzał z bliskiej odległości, nie dając szans Schwarzerowi. Tym razem gospodarze cieszyli się z prowadzenia aż osiem minut, do momentu, kiedy to obrona niemiecka popełniła błąd, a idealne dogranie Skoko na wolne pole na bramkę zamienił Aloisi. Ale w drugiej połowie inicjatywę wyraźnie przejęli Niemcy. I choć świetnie bronił Schwarzer to przy rzucie karnym Ballacka (faul Milicevicia na Friedriechu) nie miał już nic do powiedzenia. Szalę zwycięstwa na stronę Niemców przechylił Podolski po ładnej kombinacyjnej akcji tria Ernst- Asamoah- Ballack.
Australijczycy odpowiedzieli tylko jedną bramką. W doliczonym czasie gry Kahna na raty pokonał Aloisi. Na więcej zabrakło czasu
GRUPA B
MEKSYK- JAPONIA 2-1
(Zinha 39, Fonseca 64- Yanagisawa 12)
Brazylijska krew płynie wśród Japończyków (trener Zico, pomocnik Alex) jak i Meksykanów (skrzydłowy Zinha). Starcie to wypadło zdecydowanie na korzyść tych drugich, którzy przez prawie cały mecz kontrolowali sytuację. Problemy mieli tylko na początku, kiedy Yanagisawa wepchnął piłkę do bramki po dośrodkowaniu Ogasawary. W miarę trwania meczu przewaga Meksyku była coraz większa, ale udokumentował ją dopiero Zinha kapitalnym strzałem z dystansu. Na tym Meksykanie nie poprzestali, nadal przeważali, ale udokumentowali to tylko jedną bramką
- po ładnej akcji Pardo i dośrodkowaniu Pinedy bramkę zdobył Fonseca. Chwilę wcześniej w trudnej pozycji dobrze główkował Borgetti, ale po jego strzale piłka trafiła w słupek
BRAZYLIA- GRECJA 3-0
(Adriano 41, Robinho 46, Juninho Pernambucano 81)
Z całym szacunkiem dla Greków, ale ich Mistrzostwo Europy to dziwny zbieg okoliczności. Ten mecz pokazał, co piłkarze Hellady znaczą w futbolu. Przez całe spotkanie stworzyli dwie sytuacje podbramkowe, nie stanowiąc dla Brazylijczyków nawet wartościowego tła. Cahnarinhos wyszli na prowadzenie po fenomenalnym uderzeniu Adriano spoza pola karnego. Chwilę później Grecy mogli wyrównać, ale dogodną sytuację zmarnował Charisteas. Po pierwszej akcji po drugiej połowie zrobiło się 2-0, po tym jak do ni to strzału ni podania Gilberto dobiegł Robinho i z najbliższej odległości trafił do pustej bramki. Czy po tym Grecy rzucili się do ataku? Możliwe, ale przez obronę brazylijską przedrzeć się nie mogli. Ich wysiłki najlepiej obrazuje strzał Katsouranisa. Uderzona z 18 metrów piłka ledwo dotoczyła się do linii bramkowej, gdzie klepką zatrzymał ją Dida. Wynik precyzyjnym z rzutu wolnego ustalił Juninho Pernambucano, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku. Przy czym dla Greków wynik był lepszy niż gra.
:: KOLEJKA 2
GRUPA A
AUSTRALIA- ARGENTYNA 2-4
(Aloisi 53-k, 69- Figueroa 12, 53, 89, Riquelme 34- k)
Nie było to zacięte widowisko, choć tak mógłby sugerować wynik. Argentyna powinna była wygrać dużo wyżej, ale dobrze spisywał się w bramce Australii Schwarzer. Pierwszy raz Argentyńczycy rozmontowali obronę przeciwników w 14 minucie, a z ośmiu metrów dzieła dokończył Figueroa. Drugi gol padł po (niespodzianka) problematycznym rzucie karnym- Neill przepychał się z Saviolą, ale widocznie sędzia widział coś więcej. Schwarzer był blisko obronienia, ale górą był Riquelme. Napór Argentyny był nieprzerwany, dopiero w końcówce groźnie szarżował Aloisi, ale w ostatniej chwili ładnie wyłuskał mu piłkę Heinze. Na początku drugiej połowy Collocini skosił w polu karnym Vidukę, ale sędzia nie widział nic, co wymagałoby dmuchnięcia w gwizdek. W odpowiedzi akcja Argentyńczyków i po zbyt krótkim wybiciu piłki przez australijską obronę Figueroa strzela nie do obrony z 16 metrów. To trochę uśpiło finalistów Copa America, co wykorzystał Aloisi. Najpierw pokonał Luxa z karnego (ponownie zawinił Collocini, tym razem właśnie na Aloisim), a w 69 minucie wykorzystał błąd Heinze, który to dograł mu pod nogi na trzeci metr przed bramką. Australia strzeliła to, co mogła strzelić, a Argentyna nie strzeliła nawet tego, co strzelić się powinno (brylowali Saviola i Santana). Strzelecka niemoc trwała do 89 minuty. Tuż przed końcem zupełnie niepilnowany Figueroa po dośrodkowaniu Riquelme kompletuje swój hat- trick
NIEMCY- TUNEZJA 3-0
(Ballack 73-k, Schweinsteiger 80, Hanke 87)
Tunezyjczycy tak skutecznie potrafili powstrzymywać ataki Niemców, że gdyby nie zabrakło im sił, to wątpliwe, czy gospodarze zdołaliby umieścić piłkę w siatce. Okazje sam na sam zmarnowali Asamoah i Friedrich, a piłkę po strzale Ballacka z linii bramkowej wybił Clayton. Tunezyjczyk prawie zdobył bramkę z rzutu rożnego, ale piłkę jakimś tylko sobie znanym sposobem wygarnął Lehmann. Ballack jako sam poszkodowany z karnego odebrał Tunezyjczykom chęć do gry. Drugą bramkę dołożył po podaniu na wolne pole Schweinsteiger, ładnie mijając Boumnijela i strzelając do pustej bramki. Wynik ustalił na raty Hanke, zdobywając swojego pierwszego gola w reprezentacji.
GRUPA B
GRECJA- JAPONIA 0-1
(Oguro 76)
W rankingu FIFA oba zespoły są blisko siebie, oba wysoko, ale w jednym przypadku pozycja jest mocno zawyżona. Zaraz ktoś powie, że się nad Grekami pastwię. Ale niestety grą to się oni nie bronią. Bo choć to oni stworzyli pierwsze zagrożenie (Karagounis z wolnego), to na tym w pierwszej połowie poprzestali. W odpowiedzi kontra Japończyków zakończona minimalnie niecelnym strzałem Nakamury. Tyle samo dwie minuty później myli się Nakata. W 36 minucie Yanagisawa wpada w pole karne, ale przed strzałem chciał koniecznie wyminąć wszystkich greckich obrońców. O ich umiejętnościach świadczy fakt, że zatrzymał się dopiero na trzecim. Minutę potem Nakamoura marnuje sytuacje sam na sam, a po 60 sekundach lob Yanagisawy z linii bramkowej wybija Fyssas Powinno być co najmniej 3-0 a do przerwy bez bramek. Na początku drugiej połowy Grekom należał się karny (Nakata zahaczał Charisteasa), ale sędzia stojąc 5 metrów obok nie dopatrzył się przewinienia. To tyle przerywnika, Japończycy wrócili do naporu, ale nie mogli przełamać własnej niemocy, choć trzeba oddać honory świetnie broniącemu Nikopolidisowi. Wreszcie w 76 minucie twierdza padła. Po prostopadłym dograniu
Nakamoury w tempo do rezerwowego Oguro, ten ostatni posłał piłkę obok bezradnego Nikopolidisa. Jeszcze w doliczonym czasie gry Oguro mógł podwyższyć wynik, ale piłkę po jego uderzeniu piętkę z linii bramkowej wybija Papadopoulos. Tak więc zakończyło się najniższym wymiarem kary. A Grecy? Zero punktów. Zero goli. A gra jeszcze gorsza.
MEKSYK- BRAZYLIA 1-0
(Borgetti 59)
Mecz o pierwsze miejsce w grupie i pierwsza niespodzianka Pucharu. Ale czy aż taka? Meksyk do słabeuszy nie należy, a i Brazylia jak nie musi wygrać, to o zwycięstwo im trudno. Bo choć Robinho w 8 minucie był blisko szczęścia, to inicjatywę mieli Meksykanie. W 28 minucie Roque Junior fauluje Pardo w polu karnym, a karnego bez problemów wykorzystał Borgetti. Ale sędzia zarządza powtórkę, w której Borgetti trafia w poprzeczkę. Sędziego rusza sumienie i nakazuje kolejną powtórkę, tym razem świetnie broni Dida. Przed przerwą dobrą okazję miał Adriano, ale jego strzał z najwyższym trudem na rzut rożny sparował Sanchez. Rozstrzygnięcie padło w 59 minucie, za niewykorzystany rzut karny zrehabilitował się Borgetti uprzedzając przy dośrodkowaniu obrońców i ładną główką umieszczając piłkę w siatce. Brazylijczycy zdobyli bramkę w 67 minucie, ale Adriano pokonując Sancheza znalazł się kilkadziesiąt centymetrów za obrońcami Meksyku, więc gola nie uznano. I choć Brazylijczycy w ostatnich minutach mieli kilka wyśmienitych okazji, to Sancheza już pokonać nie zdołali.
:: KOLEJKA 3
GRUPA A
TUNEZJA- AUSTRALIA 2-0
(Santos 26,70)
Trzeci mecz w którym obie drużyny zaprezentowały się co najmniej przyzwoicie, a mimo to dla jednej z nich trzeci przegrany. W pierwszej połowie groźniejsi byli Tunezyjczycy. Najpierw sędzia nie uznał bramki Chedliego, gdyż na linii strzału znajdował się będący na spalonym Santos. Ów Santos chwilę później wykorzystał koszmarny błąd Petkovicia, który wypuścił piłkę z rąk po dośrodkowaniu, i wyprowadził Tunezję na prowadzenie. Później gra się wyrównała, dobre okazje marnowali Cahil (był sam na sam, ale nożyce mu się zachciało robić), a z drugiej strony Guemandia (minimalnie przestrzelił z ostrego kąta). Zwycięstwo Tunezyjczyków przypieczętował drugi gol Santosa, po przypadkowym strąceniu piłki przez australijskiego obrońcę. Australijczykom zabrakło trochę szczęścia, Milicevicia i Colosimo po strzałach z dystansu od osiągnięcia celu dzieliły centymetry.
NIEMCY- ARGENTYNA 2-2
(Kuranyi 29, Asamoah 50- Riquelme 33, Cambiasso 74)
Zwycięzca meczu trafiał na Brazylię, toteż nikomu się za bardzo do wygranej nie spieszyło, chociaż gra przed własną publicznością wymagała od Niemców walki o pierwsze miejsce w grupie. Pierwsza akcja strzelecka rozegrała się dopiero w 20 minucie, zakończyła się koszmarnie niecelną główka Figueroi. Obie bramki w pierwszej połowie padły po rzutach wolnych. Dla Niemców po ogromnym zamieszaniu w polu karnym i przytomnym dograniu Ernsta nogę tylko dostawił Kuranyi, a strzału ponad murem Riquelme nie sięgnął Hildebrand. W ekipie niemieckiej najbardziej krytykowano Hutha i Asamoaha, ale ten drugi pokazał, że dobrych dograń nie marnuje, tym razem podanie w tempo od Kuranyi'a zamienił na bramkę, posyłając piłkę w długi róg bramki Luxa. Drugi krytykowany wsławił się co najwyżej do spółki z Mertesackerem ekwilibrystycznym wybiciem piłki na rzut rożny w mało groźnej sytuacji we własnym polu karnym. Argentyna wyrównała po tym jak uderzona przez Cambiasso piłka po odbiciu się od Deislera nabrała takiej rotacji, że Hildebrand mógł ją tylko wzrokiem odprowadzić. Taki wynik obie drużyny usatysfakcjonował i do końca meczu już niewiele się działo
GRUPA B
BRAZYLIA- JAPONIA 2-2
(Robinho 10, Ronaldinho 32- Nakamoura 27, Oguro 88)
Brazylii wystarczał remis i nie zdziwiłem się, gdy takowy padł. Ale gdy zobaczyłem jak blisko Canarinhos byli pakowania walizek, coraz bardziej dziwi mnie jak to jest, że zawsze oprócz niezwykłych umiejętności dopisuje im szczęście. Japończycy w 4 minucie powinni wyjść na prowadzenie, ale sędzia nie uznał prawidłowo zdobytej przez Kadiego bramki. Prowadzenie Brazylii dał wspaniały rajd Ronaldinho, który to minął dwóch Japończyków i podał uciekającemu obrońcom Robinho, a ten posłał piłkę między nogami bramkarza. Chwilę później kapitalne, trzydziestometrowe podanie Cicinho dociera do Kaki, który trafia w słupek, piłka wpada pod nogi Ronaldinho, ten jak po sznurku wymienia ją z Robinho, by po rozmontowaniu obrony Japonii piłkarz Barcelony przestrzelił. W 24 minucie Ogasawara trafia w poprzeczkę, a trzy minuty później beznadziejnie ustawiony Marcos otrzymuje piłkę za kołnierz od Nakamoury i pada wyrównanie. Pięć minut cieszyli się Japończycy z remisu. W pole karne wbiegł Robinho, a Ronaldinho ubiegł obrońców i sprytnym strzałem zewnętrzną częścią stopy strzelił obok Kawagutchiego. Po zmianie stron blisko szczęścia był Nakamoura, ale jego strzał na linii bramkowej zatrzymał Juan. Potem widowiskowe akcje zaprezentowali Ronaldinho (minął czterech Japończyków, ale nie miał komu dograć), Baptista (50- metrowy rajd) i jeden z kibiców (tradycyjny bieg po płycie boiska i skok do siatki). Wyrównanie padło po dobitce trafionego w słupek wolnego Nakamoury przez Oguro. Ten sam zawodnik mógł posłać Japonię do półfinałów, ale w 92 minucie jego strzał z najbliższej odległości sparował Marcos.
Sensacja była blisko, ale ostatecznie wszystko poszło zgodnie z planem. Japończycy awans przegrali przez beznadziejną skuteczność w meczu z Grecją.
GRECJA- MEKSYK 0-0
Rzadkie zjawisko miało miejsce w tym meczu, gdyż nieczęsto w meczu o punkty gra jedenastka graczy rodzimej ligi, a tak właśnie było z reprezentacją Meksyku. Grecy nie mając nic do stracenia rozpoczęli od szaleńczego ataku i już w 7 minucie Vryzas trafia w poprzeczkę, a przy dobitce Charisteasa fenomenalnym refleksem popisał się Sanchez, wybijając piłkę na rzut rożny. W odpowiedzi groźnie strzelają Morales i Fonseca, ale na posterunku jest Nikopolidis. Akcje szybko przenosiły się z jednej bramki pod drugą, ale gracze obu drużyn nie byli w stanie stworzyć sobie dogodnych sytuacji. W 80 minucie Meksykanie, Medina konkretnie, zdobył w prawidłowy sposób bramkę, ale liniowy dopatrzył się spalonego. W 90- bohaterem mógł zostać Charisteas, ale nie dał rady pokonać Sancheza po świetnym podaniu Papadopoulosa. Mimo, że nie padły bramki, to mecz był ładny i wyrównany, choć jeśli Grecy na MŚ nie pojadą, to futbol na tym nie straci.
:: TABELE
GRUPA A
1. Niemcy 7 9-5
2. Argentyna 7 8-5
3. Tunezja 3 3-5
4. Australia 0 5-10
GRUPA B
1. Meksyk 7 3-1
2. Brazylia 4 5-3
3. Japonia 4 4-4
4. Grecja 1 0-4
:: PÓŁFINAŁY
MEKSYK- ARGENTYNA 1-1 po dogrywce (90 min. 0-0) karne 5-6
(Salcido 104- Figueroa 110; karne- Perez, Pardo, Borgetti, Pinda, Salcido, Osorio (broni Lux)- Riquelme, Rodriguez, Aimar, Galetti, Sorin, Cambiasso)
Meksyk swą grą bardziej zasłużył na finał, niż obie drużyny drugiego półfinału, ale przegrał w dość pechowy sposób. Ale w piłce liczą się bramki, a tych Meksykanom zabrakło. Grali śmielej, na skrzydle szalał Zinha, ale bądź świetnie bronił Lux, bądź brakło kilku centymetrów i piłka zatrzymała się na słupku. Argentyńczycy nie grali słabo- strzał Sorina zatrzymał dopiero na linii bramkowej Pineda, a Saviola raz po raz przegrywał pojedynki z Sanchezem. Bliski szczęścia był również Figueroa. W 90 minucie czerwone kartki obejrzeli Saviola i Marquez, pierwszy zamaszyście kopnął od tyłu Pinedę, a Meksykanin otrzymał drugą żółtą. Bramki padły dopiero w dogrywce. Meksykanom gola przyniósł rajd Salcido przez pół boiska i rykoszet po jego strzale od nogi Collociniego. Do odrabiania strat rzucili się Argentyńczycy, aż końcu Figueroa, mając wcześniej wiele pewnych sytuacji, wykorzystał akurat najmniej dogodną i sobie tylko znanym sposobem zmieścił piłkę miedzy nogami Sancheza, a ta majestatycznym i wolnym ruchem dotoczyła się do bramki. Karne, co się rzadko zdarza, przez pięć kolejek strzelano bezbłędnie, dopiero w jedenastej próbie za słabo strzelił Osorio.
BRAZYLIA- NIEMCY 3-2
(Adriano 21, 76, Ronaldinho 43-k- Podolski 23, Ballack 45+3 -k)
Patrząc na ilość bramek i obsadę można pomyśleć, że było to porywające widowisko. Nic bardziej mylnego. Oglądaliśmy ostrą, twardą walkę, ale bez specjalnych fajerwerków, a momentami, zwłaszcza w drugiej połowie, wręcz nużącą. Do tego dwa gole padły po urojonych karnych, a pierwsza bramka Adriano to rykoszet po rzucie wolnym. Były i ładniejsze momenty, jak choćby akcja Deislera i Schneidera z 17 minuty, kiedy ten drugi ładnie przyjął piłkę w polu karnym, ale strzelił nad bramką, albo strzał z ostrego kąta Ernsta. Podobać się mógł również gol Podolskiego- ładna główka tuż przy słupku po dośrodkowaniu Deislera. Ładniej, z polotem grali Niemcy, ale groźnych sytuacji nie stworzyli, a Brazylijczykom nawet, kiedy grają średnio, dopisuje szczęście, albo mogą liczyć na którąś megagwiazdę. A tym razem w tej roli wystąpił Adriano.
:: O TRZECIE MIEJSCE
NIEMCY- MEKSYK 4-3 po dogrywce (90 min. 3-3)
(Podolski 37, Schweinsteiger 42, Huth 79, Ballack 97- Fonseca 40, Borgetti 59, 85)
Nigdy jeszcze Niemcy nie grali tak ofensywnie. Zresztą, może dlatego, że ich atak stanowią naturalizowany Polak, Brazylijczyk i Nigeryjczyk. Worek z bramkami otworzył strzałem z 16 metrów niedoszły reprezentant naszego kraju, po ładnej akcji Deislera i przepuszczeniu piłki przez Schwiensteigera. Tradycyjnie już w przypadku Niemców rezultat musi się zmienić w miarę szybko. Postarał się o to Frings, który przed własnym polem karnym stracił piłkę na rzecz Zinhii, ten dograł do Fonseki i zrobiło się 1-1. Jeszcze się Meksyk nie skończył cieszyć, a było już po remisie, po tym jak obronę Meksyku kilkoma zagraniami klepką rozmontowali Deisler, Hinkel i Schweinsteiger. I choć w 53 minucie Hanke za efektowną kosę na Salcido wyleciał z boiska, to Niemcy wcale nie zaczęli bronić wyniku. Wprawdzie Borgetti kapitalną główką po dośrodkowaniu Pardo wyrównał, ale kilkakrotnie groźnie atakowali nasi sąsiedzi. W 79 minucie w ogromnym zamieszaniu pod bramką Sancheza piłka wpadła pod nogę Huthowi, a ten wepchnął ją do bramki. 6 minut później do dogrywki doprowadził ponownie Borgetti, ponownie świetnie główkując i ponownie po dośrodkowaniu Pardo. Zwycięstwo Niemcom przyniósł dobrze egzekwowany rzut wolny przez Ballacka, choć kapitalną okazję na wyrównanie tuż przed końcem zmarnował Perez.
:: FINAŁ
BRAZYLIA- ARGENTYNA 4-1
(Adriano 11, 63, Kaka 16, Ronaldinho 47- Aimar 65)
Ktoś pomyśli, nie oglądając, że pogrom, a tu tymczasem całkiem wyrównany mecz, z niesamowitą tylko skutecznością Brazylijczyków. Pierwszy gol Adriano to bramka turnieju, wyjątkowej urody był również strzał Kaki. I choć Argentyńczycy też mieli okazje, to dwa cudowne uderzenia Canarinhos ustawiły spotkanie. Jeszcze ładniejszą bramkę mógł zdobyć Lucio, ale jego przewrotka z ostrego kąta minimalnie minęła słupek. Kapitalnie grał Cicinho, asystując przy golach Ronaldinho (idealne dogranie, po rajdzie skrzydłem) i Adriano (dośrodkowanie wprost na głowę). Po czwartej bramce Brazylijczycy oddali inicjatywę, ale Argentyna seryjnie marnowała dogodne sytuacje. Jedynym skutecznym egzekutorem okazał się być Aimar. Oprócz tego należał się Argentynie karny, ale większość sędziów chyba na urlopach, więc arbitrów wzięto zapewne z łapanki. Ale ten karny raczej by już Argentynie w niczym nie pomógł, a Brazylia wygrała zasłużenie. Mecz, ale nie turniej.
:: ROZGRYWAĆ PUCHAR?
Zdecydowanie najlepszy turniej w jego historii, z paroma naprawdę emocjonującymi spotkaniami, zawodnikami, którym zależało na wyniku, a nie zesłańcami. To naprawdę mogło się podobać. Sezon ogórkowy w pełni, piłki właściwie w telewizji brak, więc o oglądalność nie ma się co martwić, jak widać można zebrać gwiazdy i w środku lata, a one mogą grać całkiem ładny i widowiskowy futbol. Szkoda, że udało się coś takiego zrobić dopiero po raz pierwszy, ale jestem pewien, że po tym Pucharze Konfederacji głosy na temat sensu rozgrywania tego turnieju ucichną.
:: MISTRZOWIE...?
Brazylia ostatnio wygrywa wszystko, co wygrać można. To niesamowite zjawisko, gdyż ich gra porywająca jest tylko momentami, przez większą część spotkań przechodzą obok meczów, ale te momenty zawsze wystarczają do osiągnięcia najwyższych celów. Z grupy wyszli szczęśliwie, tak samo wygrali półfinał, a wynik finału nie odzwierciedlał na pewno sytuacji na boisku. Jednak to rezultat pójdzie w świat i wszyscy będą pamiętać, że Brazylia zdeklasowała Argentynę w finale i w wielkim stylu zdobyła Puchar Konfederacji, chociaż tak wcale nie było.
(A ja się wtrącę, wydłużając ten i tak gigantyczny tekst ;-) Brazylia wcale nie wygrywa wszystkiego, np. ten finał był swoistym rewanżem za wyraźną porażkę Canarhinos w eliminacjach do mistrzostw świata, kiedy ulegli właśnie Argentynie. I skoro Kanarki przechodziły obok meczów, to jakim cudem aż piątka z nich znalazła się w jedenastce turnieju? Czyżby też sugerowano się wynikami? Wątpliwości nie podlega natomiast fakt, że przed przyszłorocznym Word Cup to właśnie Brazylia będzie faworytem, a ja z całego serca będę życzył im wygranej. - Tux)
:: I RESZTA
Zawiedli tylko Grecy. Cud drugi raz nie mógł się wydarzyć i Grecy wyraźnie ustępowali innym reprezentacjom. Tunezja też nie grała rewelacyjnie, co najwyżej skutecznie przeszkadzali innym, ale odnieśli zwycięstwo nad Australią, skądinąd prezentującej całkiem widowiskowy futbol. Życzę im awansu na MŚ, na artystyczny nieład w taktyce ofensywnej naprawdę miło się patrzy. Dla Niemców trzecie miejsce za rok będzie porażką, ale patrząc na ich grę, to mają powody, żeby mierzyć wysoko. Wystarczy wyrzucić Hutha z obrony, który ma wrodzone zamiłowanie do tzw. wybijania piłki na pałę i w jego miejsce wstawić futbolistę z prawdziwego zdarzenia. Jeżeli półfinaliści tego turnieju nie znajdą się za rok w przynajmniej ósemce, będzie można mówić o sensacji. Zaimponował zwłaszcza Meksyk, który dwa ostatnie mecze przegrał w dość pechowych okolicznościach, choć na miejsce na pudle bez wątpienia zasłużył.
:: DRUŻYNA TURNIEJU
(w nawiasach rezerwowi)
BR: Sanchez (Schwarzer)
OBR: Cicinho, Lucio, Heinze, Schneider (Coloccini, Zanetti)
PO: Deisler, Ronaldinho, Riquelme, Zinha (Schwiensteiger, Nakamoura)
AT: Robinho, Adriano (Aloisi, Kuranyi)
:: Jędrzej
IV Śniady ::
|