::: HYDROSPEED :::
Co to takiego? Obok canyoningu i raftingu to najnowsza forma sportów
ekstremalnych związanych z wodą. Pomysł przywędrował do nas z Francji, a
polega na spływie dziką, wzburzoną rzeką na metrowej, poliuretanowej
desce. Sport dla wytrzymałych i nie bojących się siniaków - deska - tu
zła wiadomość - chroni tylko górną połowę ciała. Nogi uzbrojone w płetwy
(dla lepszego sterowania, o ile można mówić o sterowaniu w górskiej
bystrzycy) unoszą się swobodnie na wodzie. Ale czego się nie robi dla
adrenaliny, można wytrzymać nawet zderzenie z kamieniem z rozbiegu. Możecie
spróbować, już Wam Boguś Linda nie rzuci pogardliwie w twarz - Co Ty
wiesz o hydrospeedzie?
W co się zaopatrzyć? Chyba przede wszystkim w instruktora. Po wędrówce
w Internecie stwierdziłam, że duże możliwości nauki są w Krakowie i Gdańsku.
Oczywiście południowcy są tutaj uprzywilejowani, bo mają Dunajec, właśnie
na Dunajcu często można spotkać "obtłukiwaczy" na deskach. Cen
niestety się nie doszukałam, ale nie jest to sport bardzo wymagający. Sprzęt
można wypożyczyć, a sam spływ mieści się w granicach 200zł - takie
hasło przynajmniej ktoś rzucił na forum.
Spływ górską bystrzycą, czy sztucznie zbudowanym torem kajakowym
wymaga wiele wysiłku i umiejętności pływackich - nie lekceważcie tego,
bo nawet oddychające buty Was nie uratują w rwącym nurcie, a za rączkę
nikt trzymał nie będzie. Ale w końcu to ma być przygoda, nieprawdaż?
Poza tym potrzebny
jest dwuczęściowy kombinezon neoprenowy (pianka), chroniący co prawda skórę,
ale tylko przed zimnem. Nieśmiertelnie powracającego u mnie motywu siniaków
nie unikniecie, przynajmniej, dopóki nie nabierzecie wprawy w sterowaniu deską.
Na pewno spływ ułatwia znajomość trasy, więc niech Was nie przerazi moje
babskie biadolenie. Na koniec neoprenowe obuwie i koniecznie kask na głowę.
Aha - i najważniejsze - deska. Tylko błagam, nie próbujcie numeru z
filmu Titanic z drzwiami od szafy... No chyba, że posiadacie gwizdek.
Teraz
najważniejsze pytanie: gdzie można uprawiać hydrospeed? Na pewno na
Dunajcu. Spływ zaczyna się w Sromowcach Niżnych (polecam choćby tylko na
wakacje, piękna miejscowość), na brzeg wychodzicie w Szczawnicy.
Trudniejsza trasa jest na torze kajakowym w Wietrznicach, też warto sprawdzić.
Przede wszystkim pytajcie w miejscowych ośrodkach kajakarskich - wiele z
nich oferuje naukę hydrospeed.
Gdy już będziecie przygotowani na przeżycie takiej właśnie przygody,
gdy już energia w Was kipi i adrenalina wylewa się wiadrami, możecie przystąpić
do części organizacyjnej. Biura Turystyki i sportów ekstremalnych, które
organizują takie imprezy wymagają od uczestników jedynie ręcznika i kąpielówek
(nikt bez gatek Was nie puści, ostrzegam) no i tej nieszczęsnej kasy:
150-180 zł za pozwolenie poobijania się.
Żartuję sobie cały czas z tej dyscypliny i muszę się bez (o)bicia
przyznać, że nabieram na nią coraz większej ochoty. Nie jest wymagająca
sprzętowo, ani znowu nie jest aż tak kosztowna, możliwości w naszym pięknym
kraju są, z roku na rok coraz większe, bo i liczba zainteresowanych rośnie,
a taki spływ może być fantastycznym uzupełnieniem wakacji. Jeśli
wybieracie się gdzieś w okolice Dunajca, koniecznie popytajcie o Hydrospeed.
Kto wie, może i ja, sceptyk i prześmiewca wskoczę w dzikie wzburzone wody?
:: Lucyferia
::
|