Słowem wstępu
Wasze wiersze
Wiersze wieszczów
Na wesoło
Między wersami
Inna beczka
W sieci
Na do widzenia

Action Mag


Do prawidłowego wyświetlania strony zalecamy przeglądarkę:
Internet Explorer 5.0+
oraz rozdzielczość minimalną:
1024 x 768 punktów



numer 22,
wrzesień 2005

:: Wolę wierszem

Nie ukrywajmy: ostatnio w tym magazynie to mnie więcej nie ma, niż bym tu miał być.

Nie jest to, oczywiście, powód do czarnej z rozpaczy: światu gorsze zdarzają się nieszczęścia. Codziennie z powierzchni ziemi bezpowrotnie znika jeden gatunek; w tym kontekście aperiodyczne ginięcie i pojawianie się UJ'ota na tych szacownych łamach przestaje być powodem dla spontanicznych samobójstw. Powiedzmy sobie jasno: prozatorstwo niżej podpisanego jest w chwili obecnej - jak i pewnie w chwilach, co nastąpią - jedynie i dzięki Bogu jego smutnym problemem. A Czytelnik prawo ma, by mieć swoich w nadmiarze. Ale nie klikajcie "Wstecz". Po coś to przecież, cholera, piszę.

Tak się bowiem składa, że moja prozatorska recesja spowodowana nie jest podyktowana standardowym powodem. To nie jest tak, że ja zupełnie i w całości light my fire i jestem wypalony. To nie jest tak, że ja na pisanie czasu nie mam: ja czas mam, bo jakbym nie miał, to bym nie spał bezecnych godzin czterech. Nie siadła mi klawiatura, nie poszły nadgarstki; nawet wzrok mam dobry i do lodówki trafiam. I nadal chcę pisać do magazynu. Lub czasopisma ;) Bo, Czytelniku, ja powiem krótko: to wszystko Faramir. Ja się przez niego przerzuciłem.

Rzecz jasna nie w sensie fizycznym - tak dobrze to się nie znamy :) Tym niemniej wystąpił w tej historii Jędrek w roli czynnika epidemiologicznego: zaraził mnie bakcylem. Przesyłał mi przez długi czas swoje pierwsze poetyckie próbowania; ja czytałem, komentowałem, stwierdzałem, że to żadna z moich działek. Tak sam siebie zapewniałem do momentu, aż się ułożyło w mojej głowie coś, co, wyobraźcie sobie, miało rymy. Rąk i nóg nie do końca. By się tego pozbawionego kończyn cudaka pozbyć, szybko spisałem go na kartkę - po czym oświadczyłem uroczyście, że był to jednorazowy wypadek przy pracy, tak mi dopomóż, amen. I tak się zaczęło :)

Nie ukrywajmy: od tego czasu wiersze zaczęły mi się stopniowo podobać coraz bardziej. I nawet nie dlatego, że krótsze; ot było to jakieś nowum, coś jak nowe terytorium, taki niezbadany kontynent. Świadomy zapisanego w męskiej psychice imperatywu odkrywania, zająłem się tym lądem jak, nie przymierzając, Jaskier amtuzami; raz że czynem, dwa, że strofami. I - podobnie jak bard od wiedźmina - sobie tę eksplorację w niezwykłym stopniu chwalę. Bo mi się spodobało. Bo teraz uważam, że jest poezja literatury formą wyższą.

Ja wiem, twierdzenie to dość odważne w magazynie cokolwiek prozatorskim - ale będę go bronił własnym ciałem, choć wiele go nie ma. Ma bowiem wiersz wiele zalet - a najbardziej widoczna, to już się w samym jego kształcie przejawia. Jest, fanfary, formą krótszą - i dzięki temu, nieprzegadany, staje się cały taką złota myślą i mottem do kalendarza. To, co często nie mieści się na kartach przydługiej powieści obyczajowej może się zmieścić w kilku umiejętnie zbudowanych strofach. Niewiele trzeba w nich słów, by wiele przekazać; jest więc wiersz jakby formą-kluczem, wersyfikowanym odpowiednikiem przysłowia, podania i przypowieści. Czymś, w czym można zawrzeć filozofię, światopogląd i swą postawę - i to za jednym, że tak rzeknę, ugryzieniem. Nic, tylko na lodówce przywiesić :)

Jest też wierszydło formą estetyczniejszą, choć subtelność i odkrywczość co niektórych wyrażeń umknąć może niezaprawionemu (w bojach ;) Czytelnikowi. Czytelnik doświadczony jednak w mig te, wcale nie ukryte, piękno odkryje: i będzie się zachwycał Leśmianem, i będzie "Przedśpiew" Staffa kwitował w szkole pełnym entuzjazmu wzdychaniem. Świadom będzie jednak, ze to wzdychanie nie w pełni wyraża jego uczucia. By je wyrazić trzeba je przelać na papier. I warto właśnie wierszem.

Wiersz bowiem, przez to że treściwszą jest formą, motywuje by dotrzeć do samej istoty wzdychania, do gęstej jak syrop mikroliryki materii. Zmusza do taplania się w uczuciach, do odnajdywania ich rozmytych konturów. Próbujesz swoje myśli zawrzeć w jak najkrótszych frazach; nie wolno ci więc się ślizgać po powierzchni tematu. Musisz wgryźć się w niego, dotrzeć do pestki - i pestkę tę zaserwować czytelnikowi. Jeśli powiesz za dużo - wiersz przegadasz; jeśli za mało - stanie się on zwyczajnie niezrozumiały. Celuj więc w złoty środek; każdy rykoszet to miejsce poza podium.

Tu też zaznaczyć warto sprawę konwenansów: w wierszach taki z nimi jest luksus, że w sumie ich nie ma. Wolno ci zrobić z wierszem wszystko, napisać go do góry nogami i w suahili. Wolno ci w nim żonglować słowami; możesz nadawać im dwuznacznego charakteru, a także - jak choćby Białoszewski - eksperymentować z ich brzmieniem. I wówczas nastrój oddajesz nie słowem, a dźwiękiem, przekraczasz granice literatury i tworzysz coś wymykającemu się jakimkolwiek ramom. Ja wiem. W prozie nikt nie broni. Ale podajcie mi choć jeden przykład.

Przeciwnicy liryki (apage! ;), z pewnością zaznaczą, że wiersz - jako że często dwuznaczny, niejasny, i rozmyty bardziej niż makijaż w deszczu jesiennym - trafia do węższego grona czytelników. Zgadzam się - i bardzo dobrze. Wiersz ma to do siebie, że albo otwiera w ludziach odpowiednią furtkę, albo jej nie otwiera. Gdy ta staje na oścież, to możesz mieć nadzieję, żeś trafił do podobnych sobie; do ludzi, którzy nie tylko są w stanie cię przeczytać - ale i zrozumieć. Bo to jest tak, że prozę możesz tak napisać, by trafić nią do wszystkich. Pisząc wiersze nawet nie próbujesz.

A gdy nie starasz się rozpaczliwie, by być zrozumianym, to wiersz staje się po prostu stroną z pamiętnika. I przelewasz na niego wszystko; nie selekcjonujesz odczuć, nie wybielasz się sam przed sobą. Jesteś sam na sam z kartką lub monitorem; ląduje na nich dokładnie to, co ci ciążyło na wątrobie i kilku innych organach. Kolejne katharsis. Panna z serca, sercu lżej. 

Patrząc na rzecz trzeźwym wzrokiem rzec trzeba, że i proza powinna tę funkcję spełniać. Może i spełnia. Ale poezja, w jakiś przedziwny sposób, jest lepsza w tej roli. I choć dziewięć na dziesięć pań z Gdańska nie widzi różnicy - to wielu innych ją dostrzega. Wielu z nas. Z nas, Czytelniku?

Nie wiem jak Ty - ja wolę wierszem.

- UnionJack

P.S. Jak sami widzicie, o poezji piszę prozą. To właśnie, drogi Czytelniku, jest hipokryzja. :)

[tekst ukazał się w 61 numerze magazynu Action Mag]


Kontakt periodyk-poetycki@epf.pl - Strona On-Line (www.periodyk.prv.pl)
Layout & GFX: Urimourn - urimourn@vp.pl