Słowem wstępu
Wasze wiersze
Wiersze wieszczów
Na wesoło
Między wersami
Inna beczka
W sieci
Na do widzenia

Action Mag


Do prawidłowego wyświetlania strony zalecamy przeglądarkę:
Internet Explorer 5.0+
oraz rozdzielczość minimalną:
1024 x 768 punktów



numer 22,
wrzesień 2005

:: Liryka erotyczna i jej przemiany

Erotyk to prawdziwie odwieczny gatunek liryki. Nic dziwnego: miłość od zawsze poruszała wrażliwe serca i zmuszała je do poetyckiej aktywności. Dlatego też liryka miłosna obecna była niemal w każdej epoce, w każdej przybierając odmienne formy. Jej rozwój bowiem był wielokierunkowy; zawsze jednak jej charakter pozostawał w ścisłym związku z realiami epoki, w której powstawała. Zależność ta istniała zresztą na dwóch płaszczyznach: powielania wzorców literackich danego okresu i tworzenia w opozycji do nurtu dominującego.

By lepiej przedstawić tę zależność postaram się przedstawić wiersze autorów z różnych literackich epok. Będą to zarówno autorzy tworzący w głównym nurcie danej epoki (jak Safona i Morszczyn), jak i indywidualiści, tacy jak Villon czy Leśmian. Co więcej, by lepiej ukazać różnorodność powstałych utworów starałem się sięgać tak po poetów piszących na sposób klasyczny (tu znów Leśmian wraz z Safoną), jak i do wierszy sławnych buntowników, takich jak Villon i Rafał Wojaczek. W doborze samych wierszy kierowałem się tak ich ekspresywnością (szukałem tych, które noszą w sobie większy bagaż emocjonalny), jak i ich tematyką, bo i ta ulegała stopniowym przemianom.

Nim jednak przejdziemy do omawiania erotyków z różnych literackich epok wypada przedstawić spójną definicję tego gatunku. Większość polskich słowników terminów literackich podaje, za słownikiem języka polskiego z roku 1982, że jest to” poetycki utwór liryczny o tematyce miłosnej”. Wato jednak w tym miejscu nadmienić, że we współczesnym znaczeniu erotyk jest nieodłącznie związanymi z wrażeniami zmysłowymi i uczuciami powstałymi na tym gruncie – i to te uczucia będę się starał, gdy to tylko możliwe, omawiać w tej pracy.

Rozpocznijmy od antyku. Za najwybitniejszą autorkę antycznych erotyków uznaje się Safonę, grecką poetkę z wyspy Lesbos, żyjącą w siódmym i szóstym wieku przed naszą erą. Ta nie tylko wprowadziła kobietę do liryki, ale i sama nadała ramy swej twórczości. Stworzyła własny sposób pisania - tak zwane strofy safickie. To nimi napisana jest „zazdrość”, jeden z najszczerszych wierszy poetki, modelowy wprost przykład antycznego erotyku.

Podmiot liryczny, kobieta, opisuje swoje przeżycia związane z wspomnianą w tytule zazdrością. Jej obiektem jest bądź to ów „podobny do boga mężczyzna”, bądź, jak chce Alicja Krawczyk w „Spotkaniach maturzysty z poezją miłosną”, wymieniona w wierszu kobieta. Może jest to, sięgnijmy do wątków biograficznych, jedna z dziewcząt orszaku Safony, która opuszcza go dla oblubieńca. Wówczas uczucia podmiotu pozbawione by były usprawiedliwionego skądinąd egoizmu.

Nawet jeśli podmiot liryczny utworu nie jest do końca jasny – to wyznanie bohaterki utworu jest już prostoduszne, szczere – lecz nie trąci o ekshibicjonizm. Jest raczej próbą autoanalizy; autorka opisuje swe, bardzo silne, wewnętrzne przeżycia. Jak to czyni? Choć nie pozbawiona liryzmu, jest w swym opisie rzeczowa, sukcesywnie wylicza swe przypadłości. Czytamy, iż głosu nie może dobyć z krtani; słowo w gardle zamiera, ciemno jej w oczach, a ciało pot oblewa. Użycie czasowników wzmaga emocjonalne napięcie. Dzięki epitetom zaś daje bohaterka świadectwo swych uczuć: czytamy, że jest drżąca i zalękniona. Zalęknione jest też jej serce – więcej, drży pełne lęku. To silne epitety, które dokładnie obrazują stan emocjonalny kobiety; serce zaś, dzięki czasowniki drży nabiera w oczach uważnego czytelnika niemal niepodległego charakteru: skoro drży samo, to znak, ze samo jest sobie sterem i okrętem. Opis przedstawiony przez Safonę jest naturalny, brak w nim odległych porównań i metafor. Związana z poezją ludową autorka i w nich sięga po słownictwo związane z naturą. Blednie więc jak zwiędła poszarzała trawa, jej ciało zaś przenika łagodny płomień. Miłość i związane z nią uczucia związane są z naturą, są czymś jak ona odwiecznym.

Tu czas na mała dygresję: warto zauważyć, że tematyka erotyków pisanych tak przez Safonę – jak i innych autorów starożytnych – jest bardzo subtelna. Nie znajdziemy w niej opisu aktu miłosnego jako takiego; wszystko, co ukazuje nam autor antycznego erotyku to własne przeżycia wewnętrzne. Czasem nawet, jak u Safony w wierszu „Do Afrodyty” wyznanie miłosne będzie rodzajem modlitwy; nigdy wiersze liryków antycznych nie przekroczą wyznaczanych przez epokę ram dobrego smaku.

Przejdźmy do liryki średniowiecznej. Najsłynniejszym jej przedstawicielem jest Francuz, Francois Villon, buntownik i przestępca, piszący w opozycji do kształtującej się wówczas poezji dworskiej. Awanturnik ten spędził dużą część swego życia, przytłaczała go też smutna średniowieczna rzeczywistość. Czynniki te odcisnęły się głęboko w jego twórczości, czego ślady odnajdziemy zarówno w całym „Wielkim testamencie”, jak i w omawianej przeze mnie „W podwóynej balladzie o tym samym przedmiocie”.

Villon jako jeden z pierwszych prowokował swym językiem. Choć potrafił być głęboko liryczny (pisze wszak, w  o „Narcyzie, młodzianie pięknolicym” i Orfeuszu, „wdzięcznym mistrzu na fletni”), nie stronił także – w przeciwieństwie do Safony - od wulgaryzmów i sarkastycznych wyrażeń. W tej samej balladzie pisze wszak o Tamar, która przykurwia się Ammonowi i o Sardanie, bohaterze, który, by śród dziewcząt dokazywać, rad byłby, jak nie bez ironii stwierdza Villon, się przeinaczyć w babę. Poeta w swych wierszach miłosnych prowokuje zresztą nie tylko słownictwem i lekceważącym nastawieniem do poważanych przecież bohaterów swych utworów, ale i specyficznym postrzeganiem świata: miłość sprowadza się do niego do popędu seksualnego, niejednokrotnie też jest zwykłym towarem. To nadaje utworowi dość mrocznego charakteru, spotęgowanego jeszcze przez używanie zgrubień (paszczęka), specyficznych epitetów (srogi, najszpetniey) i metafor (dur miłości). Miłość jest u Villona, szaleństwem, jest chora i w przeciwieństwie do Safony na swój sposób nienaturalna – tak jak chory i nienaturalny był cały opisywany przez niego świat.

Wiersze Villona, jak już wspomniałem, powstały w opozycji do dominującej poezji dworskiej. Jej początki datować należy na późne średniowieczne, swe apogeum osiągnęła zaś w okresie baroku. Trudno wśród dworskich wierszy znaleźć szczery i otwarty przekaz: dworski obyczaj wyznaczał wyraźnie granice smaku, poza które poezja nie powinna wykraczać. Wśród kompozycji łańcuchowych, figur sumacji i innych barokowych konceptów stosunkowo najwięcej uczuć niesie za sobą sonet Jana Andrzeja Morsztyna „Do trupa”. Dlatego to jego właśnie postaram się zanalizować.

Wiersz Morsztyna to sztandarowy przykład marinizmu w poezji polskiej. Przede wszystkim cechuje go charakterystyczna dla tego gatunku dbałość o zachowanie odpowiedniej formy utworu: jest to wiersz sylabiczny, jedenastozgłoskowiec z średniówką po piątej sylabie. Utwór zachowuje też, typowy dla sonetu, podział na dwie kontrastujące ze sobą części: w pierwszej, rymowanej na sposób okólny, podmiot liryczny porównuje się do zmarłego, w drugiej zaś, zbudowanej z dwóch tercyn, ukazuje wzajemne różnice, podkreślając, że to jego właśnie spotkał los gorszy. Połączenie miłości i śmierci także zresztą charakterystyczne jest dla marinizmu; podobne motywy znajdziemy w dziesiątkach innych utworów tej epoki.

Opisując swoja przeżycia podmiot liryczny nie stroni w tym utworze od jednoznacznych i sugestywnych sformułowań. Już w pierwszym wersie stwierdza, że jest zabity; jest to rzecz jasna śmierć metaforyczna, wynikła z nieodwzajemnionej miłości. Używa też bardzo mocnych przymiotników: sukno jest żałobne, ciemność – okropna, ból – srogi, śreżoga piekielna. Tu warto zauważyć, że słownik Morsztyna jest poniekąd eschatologiczny: począwszy od trupa w tytule, przez sukno żałobne, okropną ciemność (którą można utożsamiać z ciemnością grobową), piekielną średogę i wreszcie żywioł wiecznych ogniów z ostatniego już wersu. Nic dziwnego, że wielu badaczy uważa, że poezja miłosna Morsztyna skrywa w sobie przede wszystkim strach przed śmiercią.

Widzimy więc, że i sposób wyrażania uczuć ułożony tu został wedle pewnego szablonu: po pierwsze odbywa się on przy zastosowaniu nieustannych kontrastów, po drugie odbywa się przy użyciu słów związanych ze śmiercią i życiem pogrobowym. Tak konsekwentna forma mogła zapewne w swej epoce zachwycać; dziś jednak współczesnemu czytelnikowi musi rzucić się w oczy schematyczność i manieryczność tej poezji. Uczucia są tu przygniecione formą, sam przekaz wydaję się zaś być przez nie dużo mniej autentycznym. Także tematyka jest „stosowna”, nie łamie schematów – ale przez to nie jest moim zdaniem w stanie poruszyć współczesnego czytelnika.

W opozycji to schematyczności dzieł barokowych stanął, dwie epoki później, romantyzm. Nawiązywał on w swych utworach do wzorców ludycznych i do samej natury – przed takimi wzorcami uciekali wychowanie na dworach poeci baroku. Romantycy nie bali się delikatności i liryczności, nie próbowali jednak oczarować i zaskoczyć, przez co ich – głęboko osobiste – wyznania zyskały na autentyczności. Epoka ta jednak – prócz może Cypriana Kamila Norwida – nie zrodziła autorów wychodzących poza ramy, które ona sama i jej filozofia im nadała. Dlatego z braku czasu nie omówię jej; miast tego proponuję, byśmy się przenieśli się na krawędź współczesności, do dwudziestolecie międzywojennego. Wówczas to swe erotyki pisał i publikował Bolesław Leśmian, jeden z najwybitniejszych, a z pewnością najoryginalniejszy polski poeta XX wieku.

Leśmian był poetą wybitnym i to z kilku powodów. Odziedziczył po romantykach czucie i wiarę znane z „Romantyczności”, przejął też od sobie współczesnych odwagę w mówieniu o osobistych, miłosnych przeżyciach. Stworzył swój własny świat, pełen magii i lirycznych krajobrazów – co więcej, stworzył też zupełnie nowy słownik dla jego opisu. W ten sposób ogromne przyczynił się do rozwoju języka poematów miłosnych, czego ślad znajdziemy w słynnym wierszu „W malinowym chruśniaku...”. Utwór ten rozpoczyna cykl jedenastu erotyków pod tym samym tytułem; wszystkie znalazły się w tomiku „Łąka”, wydanym przez poetę w 1920 roku.

Leśmian wyraża uczucia obrazami; niezwykle silne odczucia zmysłowe podmiotu lirycznego zostały tak ukazane i w tym utworze. Poeta nie nazywa uczuć abstrakcyjnych: pokazuje jedynie symptomy, pozwala czytelnikowi dopowiedzieć (a może raczej, siląc się na paraleśmianowski neologizm, „doczuć”) resztę. Podmiot liryczny u Leśmiana nie będzie „pożądał”, lecz będzie wargami wygarniał maliny z podanej mu dłoni; jego partnerka nie będzie „odczuwać rozkoszy”, lecz dojrzymy że jej palce są malinowym sokiem skrwawione na oślep. Zauważmy tu zresztą, że obrazy te okazują drobny wycinek rzeczywistości, która jednak jest jakby zarazem dla bohaterów erotyku całym światem. Rzeczywistość się zawęża, istnieje tyko malinowy chruśniak, woń malin, żuk kosmaty i wisiory złachmanionych pajęczyn.

Język Leśmiana jest w tym erotyku niezwykle bogaty. W chruśniaku wiele się dzieje, o czym świadczą liczne, zmysłowe czasowniki: partnerka bohatera szepcze, rwie maliny, te krwawią ręce, sam bohater zaś wygarnia je wargami i porywa dłonie swej kochanki. Zmysłowe są i epitety: owoce są przepojone wonią ciała, czoło spocone, a ożywiona niemal pieszczota jest nie tylko pierwsza, ale przede wszystkim zdziwiona. Erotycznie nacechowane są rzeczowniki: mamy tu szept, wargę, woń i pieszczotę pełną boskich wprost upojeń (elementy mistycyzmu erotycznego); te zaś chcą się powtarzać same, niezależnie nawet od woli kochanków, dla własnej dziwoty. Dziwota to interesujący neologizm (te były, jak już wspomniałem, charakterystyczne dla Leśmiana), sugerujący jakby połączenie zdziwienia i istoty, a więc podnoszące to uczucie aż do rangi samodzielnego, niepodległego istnienia. Nie jedyny to neologizm: jest i czasownik nacichać, który, sugerując swoiste „wsiąkanie dźwięku”, oddają syntestezyjność tej, angażującej kilka zmysłów, sytuacji. Całość dopełniają jeszcze starannie użyte powtórzenia (maliny, szept, woń, zdziwienie), która – zawężając nieco słownictwo użyte w utworze – zawężają niejako jego ramy, tworząc atmosferę zmysłowej intymności, którą przesiąknięty jest wiersz Leśmiana.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę na tematykę utworu: mamy tu szczery opis pieszczot, a możemy się domyślać, że i aktu miłosnego. To rewolucja w sferze treści, rewolucja obyczajowa, która rozpoczęła się w okresie modernizmu. Wcześniej nie do pomyślenia był opis aktu seksualnego; w dwadzieścia lat później poeci nie tylko ją opisują, ale i znajdują w niej, jak Leśmian, elementy mistyczne.

Nie można powiedzieć, by był Leśmian na przestrzeni całej swej twórczości poetą niepodległym. Zaczynał wszak, jak większość jego młodopolskich rówieśników od fascynacji symbolizmem. Szybko jednak z niego wyrósł i zafascynowany filozofią Bergsona i „widzącą przyrodą” wybrał własną drogę. Sprawiło to, że był przez większość swego życia niedoceniany; jest jednak jednym z nielicznych poetów, którym udało się wybić poza realia swej epoki.

Język Leśmiana zachwycał i estetów; z tego punktu widzenia jego przeciwieństwem zdaje się być słownictwo, jakiego w swych wierszach używał Rafał Wojaczek, najbardziej legendarny z poetów wyklętych okresu PRL. Pisał właściwie jedynie o śmierci i miłości; możemy więc chyba zaryzykować stwierdzenie, że w pewnym sensie był neomarinistą. Wojaczek szokował ekscentrycznym trybem życia, zakończonego zresztą samobójstwem. Nic dziwnego, że i w wierszach nie będzie uciekał – podobnie jak kilku innych „poetów wyklętych” - przed prowokacyjnymi sformułowaniami, czego dowód znajdziemy chociażby w wierszu „Bądź mi”.

Podmiotem lirycznym, jak w wielu erotykach Wojaczka, jest kobieta. Wiersz jest tu swoistą modlitwą skierowaną do kochanka: modlitwą mocno obrazoburczą, a z pewnością pozbawioną wstydu. I to zarówno w sferze treści (kobieta jest tu zezwierzęcona, staje się sumą własnych popędów) jak i w sferze języka. Prześledźmy zresztą, o co prosi ukochanego bohaterka liryczna – a przede wszystkim jak to robi.

Wiersz jest de facto serią wyliczeń. Te są rzeczowe – to pierwsza ich cecha. To swoista litania; kochanek ma być z nią od stóp do głowy, od pięty do ucha, od kolan do pachwiny, ma być życiem, radością, śmiercią i zazdrością. Dużo tu anatomii, sprowadzającej akt miłosny do biologicznej kopulacji; dużo też uczuć abstrakcyjnych, dobitnie wyrażających uczucia podmiotu lirycznego. Nie ma tu delikatności; wręcz przeciwnie, znajdą się tu rzeczowniki i czasowniki bardzo obcesowe. Chce bowiem bohaterka by kochanek jadł jej brud zza paznokci, pił krew miesięczną i był jej od łechtaczki do rzęs. Takie wyznanie przekracza granice dobrego smaku, jest tak szczere, że aż niesmaczne. Przywodzi na myśl scenerie brudne, życie ludzi upadłych i nieszczęśliwych. Wrażenie potęgują przymiotniki użyte w wierszu: serce jest pomylone, płuca zaś spalone. Jedynie miłość nie jest jednoznacznie negatywna: jest zdradą, bo niesie śmierć, ale jest też – a może właśnie dlatego? – najpiękniejsza.

Warto zauważyć, jak nisko każe kobiecie upaść Wojaczek. Przenikliwie zanalizował to Jan Marx w swojej książce „Legendarni i tragiczni”. Pisze on, że Wojaczek potrafił pokazać kobietę jako naczynie fizjologiczne, zredukować jej psychikę do cykli owulacyjnych. [To] spojrzenie okrutne. Zwłaszcza że przez transwestytyzm poeta samej kobiecie każe degradować się do nagiej biologii. Podejście to jednak nie nowe. Przypomnijmy sobie Villona.

Na Wojaczku wypada zakończyć omawianie erotyków różnych literackich epok i przejść wreszcie do wniosków wynikających z tej analizy. Przede wszystkim wypada zauważyć, że przemiany erotyków bez cienia wątpliwości przebiegały wielokierunkowo, co zaowocowało dużą różnorodnością ich form. Mamy więc proste, antyczne piękno wierszy Safony, marinizm Morsztyna, erotyczny mistycyzm Leśmiana i obrazoburcze kompozycje Villona i Wojaczka. Zauważmy jednak jedną, bardzo ważną, podstawową wprost zależność: erotyki były i są ściśle związane z epokami, w których powstawały. Zarówno Safona, Wojaczek, jak i (przede wszystkim) Morsztyn zamykali się w pewnym sensie w szerokim nurcie poezji, który reprezentowali. Jednocześnie jednak, zdarzały się w historii erotyków takie postacie, jak Villon czy Leśmian, które stawały w opozycji do obowiązujących wzorców i tworzyły na swój własny sposób. Bądźmy tu jednak uczciwi: i oni podlegali zewnętrznym wpływom. U Leśmiana był to Bergson, u Villona realia średniowiecznego życia. Mamy więc tu jakby dwie opozycje, które w ogromnym stopniu wpłynęły na rozwój erotyków: wzajemne opozycje epok i opozycje autorów-indywidualistów do obowiązujących wzorców literackich.

Tu warto zauważyć jeszcze jeden aspekt: motywy literackie i sposób pisania erotyków powtarzają się na przestrzeni różnych epok – i to także w różnych płaszczyznach. Powtarzają się (u Safony i Leśmiana) odwołania do przyrody; człowiek jest zwierzęciem u Villona i Wojaczka, ten ostatni zaś, pisząc ciągle o miłości i śmierci, jest jak Morsztyn marinistą. I to zarówno w sensie treści, jak i formy – obaj chcieli szokować, choć w inny sposób. Bliski im tu jest też Villon – bliższy Wojaczkowi, bo obydwoje nie stronią od niskiego języka.

O ile wielokierunkowy był rozwój słownictwa i sposobu wyrażania uczuć w erotykach, a tyle liniowo przebiegały przemiany w jego tematyce. Stopniowo bowiem – ponownie, wraz z rozwojem obyczajowości w poszczególnych epokach! – następowało przejście od bardziej ogólnikowych do bardziej intymnych i odważnych obrazów. U Safony znajdziemy jedynie opis życia wewnętrznego, Villon skwituje sam akt miłosny krótkim – i często wulgarnym – sformułowaniem, nie będzie tego tematu rozwijał także Morsztyn. Dopiero modernizm przyniesie rewolucję obyczajową i erotyki opisujące miłość cielesną. Takie będzie pisał Leśmian – tworzący po wojnie Wojaczek napisze już bez ogródek o łechtaczce i krwi miesięcznej.

Wieloletni rozwój erotyku zaowocował olbrzymią mnogością jego form – a i przyszłość wydaje się być jasna. Miłość wszak nigdy nie przestania dostarczać poetom natchnienia; możemy się więc spodziewać, że gatunek ten będzie ewoluował nadal przybierając nadal interesujące formy. Jakie? Cóż, o tym prawdopodobnie przekonamy się za lat kilkadziesiąt.

- UnionJack


Kontakt periodyk-poetycki@epf.pl - Strona On-Line (www.periodyk.prv.pl)
Layout & GFX: Urimourn - urimourn@vp.pl