Słowem wstępu
Wasze wiersze
Wiersze wieszczów
Na wesoło
Między wersami
Inna beczka
W sieci
Na do widzenia

Action Mag


Do prawidłowego wyświetlania strony zalecamy przeglądarkę:
Internet Explorer 5.0+
oraz rozdzielczość minimalną:
1024 x 768 punktów



numer 22,
wrzesień 2005

:: O "Trenach"

Po długim, trwającym przeszło dziesięć wieków średniowieczu, nastał w Europie, a później także i w Polsce, renesans. Po średniowieczu - okresie stagnacji, bezgranicznej wiary w Boga i Kościół, umęczenie ciała, a także ciemiężeniu otwartych myśli i poglądów oraz dyskryminowaniu wielu mądrości antycznych – renesans – czas otwartych umysłów, umiłowania ciała i ogólnie pojętej wiary i miłości do człowieka - był radykalnym zwrotem kierunku podążania myśli i poglądów. Tak samo, jak średniowiecze dla antyku.

Największym i najbardziej znanym reprezentantem polskiego renasansowego stoicyzmu, który reprezentował większą część polskiej literatury ówczesnego czasu, był Jan Kochanowski. W wielu swych wierszach głosił on miłość do Boga.

„Tyś pan wszytkiego świata, Tyś niebo zbudował
I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował;
(...)
Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie!
Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie.”

(Pieśń XXV)

Często także bardzo piętnował chciwość, głosząc, iż są to tylko przyjemności doczesne, chwilowe, które przeminą i nie dadzą nam żadnych korzyści po śmierci. Wspomina o tym choćby w „Pieśni III (Nie wierz Fortunie, co siedzisz wysoko) ”:

 „Nie dufaj w złoto i w żadne pokłady,
Każdej godziny obawiaj się zdrady;
Fortuna, co da, to zasię wziąć może,
A u niej żadna dawność nie pomoże.

A także w „Pieśni V (Kto ma swego chleba)

„Wszystko to zostanie
Po twej śmierci, panie!
A coś ty zebrał przez ten czas łakomie,
To się zostoi, nie wiem w czyim domie.
(...)

A winem, co się ty frasujesz o nie,
Będzie zamaczał potomek twój konie.”

Był zwolennikiem umiarkowanego ubóstwa (nie uważał, by przesadne umartwianie ciała, jak w średniowieczu, było konieczne, jednak nie popierał gnuśności i przesady w jaką wpadło wiele osób w jego czasach). Jego życiową filozofię dość dobrze ilustruje fragment „Pieśni V (Kto ma swego chleba)”:

„Kto ma swego chleba,
Ile człeku trzeba,
Może nic nie dbać o wielkie dochody,
O wsi, o miasta i wysokie grody.”

Jak widać był zwolennikiem życia umiarkowanego, bez pogoni za wielkim bogactwem, a raczej czerpaniu przyjemności płynących z chwili. Carpie diem.

Swój los pokładał w Bogu i miał do niego ogromne, wręcz bezgraniczne, zaufanie („A królowie zaś mają nad sobą pana, / Który wszystkiemu światu sam rozkazuje”, Pieśń XVI) . Będąc zgodnym ze stoicką filozofią, uważał, że wszelkie nieszczęście i przeciwności losu należy przyjmować ze spokojem, gdyż nie da się ich uniknąć i jest to „wola boska”, a jednocześnie nie należy się radować zbytnio, ponieważ w każdej chwili może się nam przydarzyć jakaś tragedia. „Pieśń XVI”:

„Przypadków dalszych żaden z nas nie zgadnie:
I prózno myślić o tym,
Co z nami będzie potym;
W godzinie wszystko Bóg wywróci snadnie.”

Uważał, że należy akceptować swój los i robić to, co potrafimy najlepiej, być tym, kim się urodziliśmy i nie zmieniać tego na siłę. Ba! Więcej nawet. Uważa to za ludzką powinność i wręcz „nakazuje” innym, by tak postępowali i uznawali to za słuszne. Dosyć ogólnie mówi o tym w „Pieśni XVI”:

„Za tym przyjaciół więcej. Śmierć sprawiedliwa
Jednakiego na wszystki prawa używa.
Kto bądź, ten bądź, na kogo los naprzód padnie,
Tak pana, jako sługę poima snadnie.”

Natomiast bardziej dokładnie, podając konkretne przykłady, w „Pieśni XIX”:

"Komu dowcipu równo z wymową dostaje,
Niech szczepi miedzy ludźmi dobre obyczaje;
(...)
A ty, coć Bóg dał siłę i serce po temu,
Uderz się z poganinem, jako słusze cnemu;"

Jan Kochanowski w większości swych utworów, także w – między innymi – Pieśniach właśnie, reprezentuje i rozpowszechnia swą stoicką postawę, polegającą na poszukiwaniu cnoty i spokoju ducha. Jednocześnie pozostaje typowym przedstawicielem epoki, w której żył – renesansu – wierząc w wolność i godność człowieka.   

Hołdując takim poglądom jest najbardziej reprezentatywnym poetą polskiego renesansu, dzięki któremu możemy poznać sposób myślenia w tamtych czasach. Większość utworów Kochanowskiego jest właśnie typowym przykładem twórczości czasów polskiego renesansu. Pełne wiary w dobroć Boga, a jednocześnie w siłę i mądrość człowieka. Pełne stoicyzmu i godzenia się z losem, zarówno tym szczęśliwym, jak i tragicznym. Ogólnie rzecz biorąc sposób spoglądania na świat Kochanowskiego, to nic innego, jak streszczenie renesansowego światopoglądu.

Jednakże będąc jednocześnie wiernym swej epoce dzieckiem, był także – o ironio! – jednym z pierwszych, którzy renesansową ideologię zakwestionowali. Kochanowski był stoikiem do aż do chwili, gdy uznał, że natłok cierpienia, który go spotkał jest po prostu niemożliwy do spokojnego przyjęcia. Śmierć Urszulki była wydarzeniem zbyt bolesnym i zbyt ważnym w życiu J. K., by przedłożyć nad nie filozofię, na której opierał się całe życie. Nagle zdał sobie sprawę, że w konfrontacji z tak wielkim cierpieniem jak śmierć ukochanej córeczki, nie ma miejsca na stoicyzm.

W kolejnych swych utworach, a przede wszystkim w „Trenach” w sposób dosadny i bardzo przejrzysty przedstawia jak wszystko, w co do tej pory wierzył, upada. Nadchodzi kryzys i zwątpienie w sposób myślenia renesansu.

Świetnie ilustruje to „Tren IX”, w którym to Autor oznajmia, iż – cytuję - „ Nieszczęśliwy jest człowiek, który lata swoje / Na tym strawił, żeby był ujźrzał progi twoje! [stoicyzmu – dop. J.N.]”. Widzimy tutaj jak na dłoni, iż Kochanowski żałuje lat, podczas których pozostawał stoikiem i uważa je za stracone.

W kilku wersach tegoż Trenu przedstawia swój obecny – po śmierci Urszulki – stosunek do stoickiej filozofii:

„Wszytki ludzkie frasunki umiesz wykorzenić, 
A człowieka tylko nie w anioła odmienić, 
Który nie wie, co boleść, frasunku nie czuje, 
Złym przygodom nie podległ, strachom nie hołduje. 
Ty wszytki rzeczy ludzkie masz za fraszkę sobie
(...)”

Uważa ją za – jak dokładnie widać – bezduszny i nieludzki wręcz sposób na życie, który zabija w człowieku ludzkie emocje i wszystko to, co właśnie odróżnia człowieka od zwierzęcia. Która bawi się ludzkimi uczuciami i ma je za nic, za – jak wspomina sam Kochanowski – fraszkę. Pozbawia człowieka moralności (nie ma niczego, z czego można by się smucić, śmierć jest czymś normalnym, nie można jej uniknąć, czego więc można się bać? A jeśli nie ma strachu, to w jaki sposób wyegzekwować posłuszeństwo i porządek? Jeśli nie ma kary, nie ma zahamowań przed grzechem). Tym samym człowiek może stać się każdym, tylko nie aniołem, co jest synonimem tego, do czego człowiek powinien dążyć i starać się naśladować. Kochanowski w „Trenie IX” odrzuca wszystko co do tej pory wierzył, ba!, nie tylko odrzuca, a wręcz zaprzecza i oskarża – poniekąd – o ból, który go spotkał.

Kolejnym przykładem odstępstwa od ogólnie przyjętych w renesansie poglądów, jest „Tren X”, w którym Autor odrzuca wiarę w Boga, która do tej pory była fundamentem jego życia i poszukuje pocieszenia w innych wyznaniach. Począwszy od poszukiwań Urszuli w chrześcijańskim Raju, poprzez Wyspy Szczęśliwe, Hades, czy hinduskie wierzenia w reinkarnację aż po podania ludowe (Czym innym jest sen, cień, mara?). Nie mogąc zrozumieć przyczyny, dla której odebrano mu Urszulkę wątpi w sprawiedliwość bożą i poszukuje prawdy i ukojenia w innych wyznaniach. Dochodzi nawet do tego, iż kompletnie odrzuca wszelką boską istotę, a całe dobro i całe zło jest wynikiem przypadku i dosięga zarówno tych, którzy na to zasłużyli, jak i tych, którzy nie zasłużyli. „Tren XI”:

„Nieznajomy wróg jakiś miesza ludzkie rzeczy 
Nie mając ani dobrych, ani złych na pieczy.”

Koniec końców dochodzi do wniosków, że wszyscy umieramy bez znaczenia, czy byliśmy w życiu sprawiedliwymi, czy też nie.

„Kędy jego duch wienie, żaden nie ulęże; 
Praw-li, krzyw-li, bez braku każdego dosięże.” 

(„Tren XI”)

Prawie, że wszystkie „Treny” Kochanowskiego kłócą się z twórczością charakterystyczną dla renesansu, a także – w szczególności – twórczością charakterystyczną dla poety przed śmiercią córki. Nadchodzi zwątpienie w Boga, w którym aż do chwili odejścia Urszulki pokładał swój los. Następuje odejście od ideologii stoickiej. Autor czuje się zagubiony i szuka swego miejsca po tragicznym wydarzeniu. Jednakże - koniec końców - kryzys zostaje przełamany. Kochanowski wraca do korzeni...

„Tren XIX - albo sen” ukazuje moment, w którym Jan Kochanowski kończy swą żałobę. Żałobę kończy wydarzenie, co do którego prawdziwości sam Autor nie jest pewien, czy był to tylko sen, czy jawa. Jeśli odrzucić możliwość jakichkolwiek wydarzeń paranormalnych, możemy uznać, że wiersz ten przedstawia ostateczne wnioski poety.

Uważam, że Kochanowski zrozumiał w końcu, że dalszy żal i tak nie przyniesie żadnych skutków i nie ważne ile łez by wypłakał – Urszula i tak by nie powróciła. Nie widząc więc już żadnej nadziei dla niej, zaczął szukać jakichkolwiek powodów, które pomogłyby mu choć trochę zrozumieć i „osłodzić” śmierć córki. Dlatego też pojawia się zmarła matka wraz z Orszulką w ramionach, by przekonań poetę, że życie pośmiertne istnieje. Matka opowiada o szczęściu, jakie tam panuje by przekonać zatraconego w smutku i żałości ojca, że lepiej im tam, gdzie są teraz. Wreszcie, podaje wszystkie złe rzeczy, które mogłyby spotkać Urszulę, gdyby pozostała na Ziemi:

„Tymże mniej tego świata niewczasów doznała, 
Drugie po swych namilszych rodzicach zostają
 
I ciężkiego siroctwa, nędzne, doznawają. 
(...)

Biorą drugie i gwałtem, a biorą i swoi,
 
Ale i w hordach część się wielka ich zostoi,
 
Gdzie w niewoli pogańskiej i w służbie sromotnej 

Łzy swe piją czekając śmierci wszytkokrotnej.

Wszelkie te nieszczęścia kontrastują ze spokojem i sielankowością, panującą w niebie:

„Tu troski nie panują, tu pracej nie znają, 
Tu nieszczęście, tu miejsca przygody nie mają, 
Tu choroby nie najdzie, tu nie masz starości,
 
Tu śmierć, łzami karmiona, nie ma już wolności.”

Aż wreszcie pani Kochanowska przeciwstawia wizje ziemskich nieszczęść, niebiańskich rozkoszy z tym, co spotkałoby Urszulkę, gdyby dalej żyła:

"Czegóż płaczesz, prze Boga? Czegóż nie zażyła? 
Że sobie swym posagiem pana nie kupiła? 

Że przegróżek i cudzych fuków nie słuchała? 

Że boleści w rodzeniu dziatek nie uznała?”

Po takiej argumentacji wydaje się, że autor odzyskał spokój duszy i przestał – przynajmniej w takim natężeniu jak dotychczas – opłakiwać córkę. Wciąż dręczony niepewnością (nie wie, czy wydarzenie to miało miejsce naprawdę, czy był to tylko sen) widzi jednak jakąś szanse dla swej córki. Pozwala nadziei na podtrzymywanie sensu swego istnienia. Kryzys zostaje przezwyciężony, Kochanowski nie zrywa na zawsze z renesansem...

Jeśli uznać twórczość Kochanowskiego za typową, reprezentatywną wręcz dla polskiego renesansu, to czym będą w takim razie „Treny”? Osobiście są one dla mnie przykładem próby innego spojrzenia na świat, odrzucenia stereotypów, zerwania z przeszłością. I sądzę, że właśnie taką rolę pełnią one w polskiej literaturze. W czasach – bądź co bądź – głębokiej wiary w Boga, one uciekają od niego i wątpią w jego wszechmocność. Gdy szerzy się stoicyzm i spokojne znoszenie sukcesów, jak i porażek – one ukazują jak wielkie może być ludzkie cierpienie. Są po prostu czymś nowym, zapewne mocno kontrowersyjnym – ale zawsze powiewem świeżości do literatury. Czymś, co ją wzbogaca, urozmaica, prowadzi na nowe drogi. Czymś co na pewno inspiruje i co na pewno zapisuje się – jako coś, co odbiegło od schematów – na kartach historii. I tak też się stało. „Treny” uwieczniły Kochanowskiego i jego żałość na wieki.

[Tekst pisany na szkolne potrzeby :)]

- Faramir


Kontakt periodyk-poetycki@epf.pl - Strona On-Line (www.periodyk.prv.pl)
Layout & GFX: Urimourn - urimourn@vp.pl