:: Ulubieni poeci
Zapis dyskusji o poetach, toczonej jeszcze na forum AM.
Mówiąc zupełnie osobiście i bez cienia wstydu, mogę ogłosić wszem i wobec, że moim ulubionym poetą jest kolega Leśmian Bolesław : ) Dlaczego? Za jego
niezwykłą wyobraźnię, baśnie filozoficzne, za rytmikę, rymikę, słownictwo i za to wszystko, co wplatał między słowa. Dla mnie zdecydowanie numer jeden polskiej poezji XX wieku.
Tuż obok zapisać warto Leopolda Staffa. Skamandryci uznali go za swojego patrona - i się im nie dziwię. Pomijając już ten śliczny klasycyzm jego wierszy, to
jakimi estetycznymi operował środkami, warto też podkreślić, że i filozofia, jaką żył i jaką prezentował była godna pozazdroszczenia. Ja mu przynajmniej zazdroszczę tej prostej postawy.
Trzecim poetą, jakiego chciałbym wymienić, był Stanisław Grochowiak. On już prostej postawy
nie miał - ale nieraz docierał w swoich wierszach do takich elementów, takich drobin, że tu mu trzeba przyklasnąć i to
z całą mocą. Bo tak jak pisał - liczy się nie to, co w kształcie, ale to co w mikroliryce materii.
- UnionJack
Dla mnie geniuszem jest Konstanty Ildefons Gałczyński. Człowiek potrafił tworzyć i utwory lekkie, żartobliwe, jak "Strasna zaba" czy "Satyra na bożą krówkę", i przejmujące, piękne
wiersze. Napisał wzruszającą "Niobe" i mój ulubiony chyba jego utwór "Ale są jeszcze sprawy drobne..." - dobrze się to recytuje na ulicy. Uwielbiam go!
- seg
Moim ulubionym poetą jest Jan Kochanowski. Bardzo podobały mi się jego "Treny" napisane dla zmarłej córeczki. Było w nie włożone całe serce i pełne uczucie jakim darzył Urszulkę...
Po prostu aż płakać się chciało, gdy zagłębiło się w lekturę tych utworów.
Podobały mi się również jego pieśni. Dosyć łatwe do zrozumienia, a do tego zawierające dużo emocji. W "Trenach" mogliśmy znaleźć multum smutku i żalu, a
na przykład "Pieśń świętojańska o sobótce" mówi o czymś zupełnie odwrotnym. I za to lubię tego poetę z epoki romantyzmu. Umiał pisać naprawdę różne rzeczy, a także dobrze wykorzystywał natchnienie z swojego życia.
Dużym szacunkiem darzę poetę, który zginął w czasie wojny, w Warszawie. Mianowicie chodzi mi o Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Mówiono ponoć o nim, że ma talent na miarę Słowackiego. Gdy usłyszałem jego wiersze, sam uznałem, że to stwierdzenie było prawdą. Chociaż jego utwory nie są dla mnie proste, to lubię je omawiać. Zawierają dużo prawdy, a także uczuć
związanych z rzeczywistością wojenną.
To są chyba trzej twórcy, których utwory poznałem i najbardziej cenię.
- KrH
Żeby było śmieszniej, to "Treny" Kochanowskiego były pisane całkowicie, całkowicie na zimno. Powstały dwa lata po
śmierci Urszuli, czyli w czasie kiedy poeta już się dawno otrząsnął z żałoby. Cały ten ból więc, który można z "Trenów" wyczytać, to tylko bardzo dobrze ujęta retrospekcja i zręczna gra słów, które taki obraz bólu potrafią stworzyć. Czego bynajmniej potępiać
nie należy, bo dowód to tylko na to, że był Kochanowski całkiem zręcznym poetą. Dla mnie, żyjącego dziś, archaicznym - ale zręcznym.
O Baczyńskim mógłbyś porozmawiać z Zorką - jak mi się wydaje nie ma tym forum jego większej fanki : ) Obiektywnie rzecz biorąc nic dziwnego: Krzysztof Kamil nie był
złym poetą. Do mnie osobiście trafia nieczęsto, często wydaje mi się zbyt barokowy, za bardzo owija w bawełnę - ale gdy mówi prosto z mostu, to to potrafi trafić głęboko.
I tak się zastanawiam: nikt nie wspomina o Wojaczku? A przecież wszyscy mi go przysyłają : )
- UnionJack
Ja jeszcze nic Wojaczka nie przysłałem, a jednak wspomnę. To wielki poeta był.
I dość ciekawa osobowość. A jego wiersze... Lektura co poniektórych wywołuje ciarki na grzbiecie. Inne po prostu wbijają się w pamięć. A np. "Pięć zdań o włosach" byłoby IMHO znakomitym tekstem do punkowej piosenki:).
- Axel
Ja się upajam tekstami Bułata Okudżawy... Jego piosenki są po prostu wspaniale -
życiowe i bardzo wymowne. Kto nie zna, kto nie czytał niech nadrobi zaległości
- warto! ;')
- Ultima
Ja najbardziej cenię sobie Stachurę. Dlaczego? Po prostu najbardziej trafia do
mnie to, co chce powiedzieć w swoim utworze. "Życie to nie teatr" (nie jestem pewien tytułu) to mój ulubiony wiersz. Szkoda, że jego twórca skończył tak, jak skończył
:|
- Waldo
Ja lubię Wojaczka (a co!), Stachurę również bardzo lubię, podobnie Gałczyńskiego. Czasami miło jest poczytać Różewicza lub Asnyka, może Tuwima. Posłuchać Kaczmarskiego i to w dużych ilościach.
- Caleb
Mój ulubiony to też Jan Kochanowski :). Taki poeta, co godzi chrześcijaństwo z humanizmem. A ulubiony wiersz przez niego napisany to "Na lipę". Oczywiście jest więcej fajnych wierszy (vide "Pieśń świętojańska o Sobótce" i inne). Poza tym ten poeta jest związany ze Zwoleniem, miastem, gdzie mieszka moja rodzinka i z którym ja jestem nieco związany. Poza tym owa rodzinka (dwa domy) mieszka przy ul. Kochanowskiego
:D . Byłem też w muzeum w Czarnolesie. Więc jak tu nie być z nim związanym?
;)
KrH, Kochanowski nie był poetą romantyzmu, ale renesansu ;)
- Kosmita
Kochanowskiego również lubię; to bez wątpienia jeden z naszych najbardziej
utalentowanych poetów. Sposób, w jaki dobierał słowa i rytmiczny rygor, jaki
sam sobie narzucał, każą patrzeć na jego portrety z szacunkiem ;]. Lubię też
księdza Bakę - zabawny jest, choć może nie tak, jak to sobie zamierzył. ;)
- Axel
Na szacunek zasługuje, bo jako pierwszy pisał sylabicznie, bo napisał Treny i spopularyzował w Polsce fraszki. Natomiast! Natomiast trzeba sobie powiedzieć wyraźnie, że duża część "Pieśni" Kochanowskiego to są zwykłe covery, kopie i zżynki z ulubionego przez Kochanowskiego Homera. Ja nie oskarżam Jana K. o plagiat - ale trzeba przyznać, że dość swobodnie korzystał ze skarbnicy największego poety
Starożytnych. Czasami nawet zwrotka w zwrotkę : )
- UnionJack
Ja za Kochanowskim akurat nie przepadam, ale za to cenię sobie bardzo utwory Wojaczka, Baczyńskiego, Stachury, Baudelaire'a, Białoszewskiego... Baczyński pisał pięknie, Baudelaire był jak na owe czasy szokujący, Wojaczek i Stachura to bunt, nieprzystosowanie...U Mirona B. podobają mi się zabawy językiem, i choć nie wszystkie jego utwory są udane, to lubię go za nowatorskie podejście...
- Quillathe
W Stachury wierszach owego buntu nie widać, no chyba, że w Edwardzie podoba Ci się styl życie, a nie poezja.
Za to u Wojaczka w wierszach bunt widać, ale w życiu jest to bunt trochę sztuczny, przynajmniej dla tych, którzy wiedzą coś więcej o nim. A
propos, dzisiaj rocznica śmierci. W nocy z 10 maja na 11.
- Caleb
Z Wojaczkiem to było trochę tak, że on ten bunt kreował sobie. On był szalenie wrażliwy chłopak; brutalność i płaczliwość to w przypadku Wojaczka awers i rewers tej samej monety. Wojaczek nie chciał być wrażliwym chłopcem - znacznie bardziej pociągał go świat Przybyszewskiego,
Baudelaire'a, czy kogo tam jeszcze. Chciał więc szokować, znieważać, ekscytować i zniesmaczać. Stąd w jego wierszach tyle krwi i spermy. I ponieważ tak bardzo chciał być kimś kim być nie musiał, to jego bunt - i w życiu, I W WIERSZACH - mnie często nie przekonuje, czasem raczej żenuje i
śmieszy. Co jednak nie zmienia faktu, nie zmienia go ani trochę, że Wojaczek napisał też trochę wierszy wybitnych, wybitnych absolutnie. To te wiersze, w których ściąga maskę pisze wrażliwie. "Na imieniny Rafała W.", czy "wiesz jest taka mała radość" są tego dobrym przykładem.
Takiego Wojaczka wolę, bo takiemu wierzę. Może się mylę w jego osądzie, ale takie moje prawo :)
- UnionJack
Proszę jak kolega Union potrafi myśli moje rozwinąć :P Ja lubię Ostatnich Bohaterów.
U Stachury bunt był bardziej widoczny niż u Wojaczka, ale w wierszach na odwrót. Również był szalenie wrażliwy, bardziej niż Wojaczek. Nie chciał natomiast szokować w żaden sposób, ale wypić również lubił.
Przybyszewski śpiewał "święty Boże, święt nieśmiertelny" na cały głos z całą swoją ekipą. Grał podobno świetne na fortepianie, aż serca pękały podobno. Jednak wtedy rządził Kazimierz Tetmajer.
- Caleb
Przybyszewski, smutny szatan : ) Był ponoć znany z tego, że umierał w wierszach po stokroć - sam zmarł śmiercią naturalną i nawet
kilkoro wnuków przeżył. Za to inni,
urzeczeni magią śmierci, strzelali się (niby naśladując Przybyszewskiego) jak kaczki. Wojaczek też : )
Stachura jest OK. Na pewno jest autentyczny: skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że
mnie wszystko Steda rusza. Listu do pozostałych nie trawię, jak już chyba powiedziałem. Jedyne, co autora usprawiedliwia, to to, że nie miał czasu na korektę ; )
A tak w ogóle, Caleb - co z innymi legendarnymi i tragicznymi PRL? Bursa? Poświatowska?
Grochowiak?
- UnionJack
A co, ja nibym znawcą tematu tragicznych poetów? Tyś powinien, drogi poeto młody, wiedzieć więcej o nich. Bursa to poeta piszący również oryginalnie i żeby się przekonać o tym wystarczy przeczytać "Poeta" czy "Modlitwa". Za Grochowiakem nie przepadam, więc może Ty coś więcej napiszesz o jego poezji. Zaś ostatniej Pani nie znam w ogóle. Tylko z mojej strony Lego:).
Dziwię się natomiast czemu czyta się Gałczyńskiego wiersze wojenne skoro jest tyle lepszych jego autorstwa?
Przybyszewski lubił otaczać się miernotami, które były mu wiernie oddane, ale znał cały światek artystyczny Krakowa. Podobno miał piękną
żonę, Norweżkę chyba.
- Caleb
Stachura za książkę "Fabula Rasa";
Baczyński za "Spojrzenie",
Kofta za całokształt (Szczególnie "Jej portret", "Kiedy serce śpi", "Już tylko się znamy", "Piosenkę z Leśmiana", "Wino samotnych", "Ech, wy ludzie co żyć potraficie", "Cztery ściany świata", "Pamiętajcie o ogrodach", "Piasek")
Leśmian, Hikmet, Jesienin.
Marcin Baran za "Ostateczne Rozwiązania", jako że krótki to przytoczę:
"Ciężko pracujemy, by zadać sobie ból.
Robimy wiele, by dosięgła nas skaza.
Lecz zabić człowieka nie jest łatwo,
zwłaszcza gdy człowiek, którego ma
nie być, powinien dalej chodzić
po ziemi. Żeby go zabić - najlepiej
zabić siebie. Zajmuję się zabijaniem
siebie. Ciało po śmierci wrażliwsze jest
na ból. Jeszcze zajmujesz za dużo miejsca
jak na osobę, której nie ma. Twoje
negatywy rozlepił ktoś w całym mieście.
Ślepnę, w moim oddechu coraz więcej skazy.
Obyś zdychała tak, jak i ja zdycham."
Byłbym zapomniał o Herbercie i Barańczaku (ten ostatni zaś jest jednym z najlepszych tłumaczy
Shakespeare'a)
- Veilaine
|