Słowem wstępu
Wasze wiersze
Wiersze wieszczów
Na wesoło
Między wersami
Inna beczka
W sieci
Na do widzenia

Action Mag


Do prawidłowego wyświetlania strony zalecamy przeglądarkę:
Internet Explorer 5.0+
oraz rozdzielczość minimalną:
1024 x 768 punktów



numer 22,
wrzesień 2005

:: Ballada parabiblijna

[z wieści gminnej]

Rzecz była taka: w niebie Bóg
sam składał swe pacierze, 
aż stwierdził: przydał by się lud;
coś może się wybierze. 

Ruszył na ziemię. Tam gdzie step
z pustynią się spotyka,
sztylet swój ostrzył młody człek.
Bóg poznał: Amoryta.

Rzecze mu Stwórca: Dość tej krwi,
przedstawiam ci mą wolę:
nie będziesz gwałcił, palił, bił,
ja za to cię wybiorę!

Zawiódł się Pan Bóg, bo ów pakt,
ludu tego nie wzruszył:
- Żyjemy z mordu. Jak nie gwałt,
będziemy jeść kaktusy.

Poszedł Bóg dalej. Osły dwa
poił Arab nad rzeką.
Rzecze mu Pan: Nie będziesz kradł,
otoczę cię opieką!

Ten kręci głową. - Nie ma szans,
te osły też kradzione.
Nie ma bakshishu, muszę kraść.
kieckę mam kupić żonie.

Zmartwił się bardzo dobry Bóg,
złą była mu pustynia.
Rozstajem zaś w tym czasie dróg
Mojżesz z ludem naginał.

Bóg się domyślił, że ów Sem,
lud wiedzie na wygnanie.
Może ty - rzecze - zgodzisz się,
że dam ci przykazanie?

Mojżesz z namysłem zmarszczył brew,
pogładził brodę czarną.
- No w sumie - mówi - czemu nie...
Ale czy ono darmo?

A że za darmo, to był śmiech
i wielkie poruszenie,
aż sam z radości lunął deszcz
i spłukał tam kamienie,

Nagle ktoś pośród tłumu głów
dłoń podniósł, po czym drze się:
Jak daje darmo dobry Bóg, 
to byśmy wzięli dziesięć! 

A morał z tego prosty jest;
mówię wam w dobrej wierze:
Jak darmo, to zastanów się
i najpierw sprawdź co bierzesz.

[VI 2005]

Z podziękowaniami za pomoc dla Jacka Piotrowskiego :)

- UnionJack

Kontakt periodyk-poetycki@epf.pl - Strona On-Line (www.periodyk.prv.pl)
Layout & GFX: Urimourn - urimourn@vp.pl