::: Kyuketsuneki hime Zelda :::

Opowiadania

Cykle

Empatia2

Inne Teksty

Komentarze

Baza Linków

Regulamin

[Online]

Lustro - Brama


- „Zapomnienie jest higieną mózgu” 

Tysiące ludzi ma w domu lustro. Dla niektórych lustra są po prostu zwykłymi przedmiotami, dla innych ozdobą a jeszcze inni mają je za mistyczne narzędzia. Każde lustro ma jednak duszę domu, w którym się znajduje lub znajdowało. Lustro jest też swego rodzaju portalem. Przekonała się o tym Alicja, w krainie czarów. W lustrach nie ma miejsca dla ludzi. Mogą tam mieszkać tylko wspomnienia. I Impodobni. By załatwić swoją sprawę.
Avatar szła powoli ulicą. Szukała tego miejsca. Wiele razy wskazówka okrążyła tarczę zegara odkąd odwiedziła je ostatnio. Wtedy była jeszcze inna. Śnieg wolno opadał na zamrożone kałuże. Wyglądał tak dziwnie na tle czarnego nieba. Tafle lodu słabo odbijały bladą twarz Avatar. Wypłowiałe blond włosy, puste, nieobecne, zielone oczy, dziwny, lekko zagięty nos. Ubrana była w czarny znoszony płaszcz, długą spódnicę do kostek i lekko już rozpadające się botki. Na szyi miała zawiązany długi szalik. Miał chyba trzy metry. Ciągnął się za nią po ziemi niczym wąż. Na oko miała z 15 lat. Zatrzymała się a jej ospały wzrok zatrzymał się na brudnym sklepie. „SKLEP SPOŻYWCZY” informował szyld. Odrapana farba i stare kartki z napisem „ZAMKNIĘTE” dawały do zrozumienia, że od dawna już nie funkcjonuje. Za sklepem znajdował się równie odpychający zaułek. Avatar zdawało się, że doskonale zna to miejsce. Ospale sunęła w kierunku uliczki. To miejsce. Tu powstała. Stare, umarłe liście z zeszłej jesieni, puszki po piwie, folie gazety i inne śmieci leżały na gołej ziemi nigdy niesprzątanej mieszając się z zamarzniętym śniegiem. Leżały tam jeszcze kawałki starych mebli. Miedzy nimi odrapany kawałek lustra. Podeszła do niego i wzięła je do ręki. Wiedziała, że musi wejść. Dostać się tam. Przez wejście. Ciemność. Słabe światła latarni. Ból. Czemu. Śnieg. Wejście. Nie. Ma. Ból. Krew. Noc. Nie. Gwiazdy. Myśli..lustro..szkło…ciemność…
Ciemność…szum…ból…Twarde. Ziemia. Posadzka. Trochę. Się rozjaśnia. Ten szum w głowie. I ten ból. Teraz TAM stało się TU a TU stało się TAM. Avatar wstała. Pomieszczenie, w którym się znalazła nie wyglądało jak odbicie uliczki. Przypominało raczej średniowieczne gotyckie lochy lub celę jakiegoś mnicha. Podstawowe meble: łóżko, stolik, półka, świeczka na podłodze i obowiązkowo lustro. Znajdowały się tam też dziwne, niepasujące drzwi. W odróżnieniu do innych prostych przedmiotów w pokoju były bardzo zdobne. Mahoniowe, pozłacane z ozdobną klamką, pod którą mieściła się duża dziurka do klucza. Dziewczyna podeszła do drzwi i bez namysłu włożyła w dziurkę rękę aż do łokcia. Pasowała.
Marcin powoli wracał do domu ze szkoły. Mieszkał w brudnej kamienicy. Obskurna dzielnica miasta pełna była dresów takich jak on. Chodził do zawodówki, do której by się dostać potrzeba 40 punktów na egzaminie w gimnazjum. Nigdy nie chciało mu się uczyć. Wolał z kumplami popijać piwo pod ich miejscówką. W życiu też nie miał najlepiej. Ojciec zostawił jego matkę z dwójką dzieci. Nim i jego młodszym bratem. To właśnie jego brat poprosił go o drobną usługę. W sprawie laski ze swojej klasy. 
Ręka Avatar zaczęła sama przekręcać się w dziurce. Powoli. Dziewczyna czuła jak skręcają się jej wszystkie mięśnie i ścięgna. Cicho trzeszczał staw łokciowy. Mimo wszystko nie uświadczyła bólu. Gdy jej ręka przestała się obracać spokojnie wyjęła ją z zamka. Kończyna szybko przekręciła się na swoje miejsce. Zwykłemu człowiekowi to by się nie udało, ale Avatar była Jejpodobną. Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Oczom dziewczyny ukazała się psychodeliczna komnata. Wyglądała jak diabelska skrzynka, jak sen chorego psychicznie człowieka, jak coś, co nie ma prawa istnieć. Wyglądu jej wprost nie da się opisać. Setki pozłacanych drzwi, takich jak w pierwszej komnacie, i prowadzące do nich schody, które biegły w najróżniejszych kierunkach, powykręcane i wykrzywione, przecząc wszystkim prawom fizyki. Psychodelia. Dziewczyna podeszła po krzywej podłodze do najbliższych drzwi. Czy Jejpodobna może pragnąć zemsty? I czym ona w ogóle jest? A może jednak, kim jest? Chociaż „kimś” może być raczej człowiek... a ona nie jest już człowiekiem… Czy była nim kiedykolwiek? Dotknęła klamki drzwi. 
- Dokąd zmierzasz Tobiepodobna? – Ciszę rylcem przerył dziwny głos. – Jak to się dzieje że wracacie tutaj po czasie bez celu wbrew woli nie waszej? 
Avatar obróciła się do miejsca z którego dochodził głos. Na schodach siedziało pęknięte marzenie. Avatar nigdy nie widziała pękniętego marzenia ani nie wiedziała o nich. Czuła jednak, że zjawisko ze schodów musi być pękniętym marzeniem. 
- Ja muszę coś załatwić. – Odpowiedziała Avatar.
- Ostatnia wola?
- Nie wiem. Ale po coś istnieję.
- Żegnaj, więc moja stara przyjaciółko. – Powiedziało pęknięte marzenie. 
- Nie znam cię.
- Znamy się lepiej niż myślisz. – Rzekło pęknięte marzenie i odeszło
Ta krótka rozmowa dała jej nowy temat do myślenia. Jak to „Znamy się lepiej niż myślisz”?
Brat Marcina bardzo nie lubił, gdy ktoś mu się sprzeciwiał. Tak jak ta Maria, rozbita zaza. Nie dość, że sama nie zna żadnej wiary, to jeszcze się sprzeciwia i nie uznaje wyższości jego i jego kumpli. Miała wonty o zaczepki i zgłosiła to do dyrektora. Teraz brat Marcina ma przez nią gnój. A to źle. Dla niej oczywiście.
Avatar nacisnęła klamkę. Drzwi powoli ustąpiły otwierając pomieszczenie zgoła inne od psychodelicznego ”przedpokoju”. Pokoik przypominał teraz barokową sypialnię młodej damy. Przypominał, bowiem ślicznym pokoikiem nie sposób go było nazwać. Barokowa toaletka z lustrem była jakaś dziwnie martwa i pusta. Czarna, hebanowa szafa stała na krzywych nogach niczym gruby wypchany niedźwiedź. Takie też sprawiała wrażenie: zdechłej, odpychającej lalki z trupa. Naprzeciw drzwi straszyło zdobione stęchłe łoże sprawiające wrażenie narzędzia tortur. Najgorszy jednak był regał z książkami. Między delikatnymi tomikami wciśnięte były brudne, potrzaskane słoje. Dziwne i zastanawiające było to, że pęknięcia wyglądały jakby coś rozbiło je od środka a jednocześnie nie były chyba ruszane stamtąd, od momentu postawienia. Ogólnie w pokoju panowała atmosfera śmierci. Pokój – trup. Pokój, który umarł. Avatar swoim ospałym krokiem podeszła do toaletki i dotknęła lustra. Była ciekawa, co. Czemu tam. Dlaczego stoi. Co. Gdzie. Może. Ona. Nie wie. Czemu. Ból. Krzyk. Tam… Coś… To…Ciemność…
Ciemność…szum…ból…Coś. Gdzieś Już. Była. Ból. Tu. Tam. Gdzie jest. Teraz. Przeszła już. Trochę boli. I szumi. Może już. Powoli wstać. Powoli. Teraz wylądowała w nieco odmiennym pokoju. Typowy pokój nastolatki. Książki, tapczan, segment, radio, zeszyty. Było w nim jednak coś co łączyło go z pokojem – trupem. Atmosfera śmierci. Świeżej. Dziewczynie jednak ten pokój kojarzył się z czymś jeszcze. Ale z czym? Dotknęła lekko leżącej na podłodze kartki. Napisane na niej było: Maria.
Marcin umówił się z kumplami, że trochę jej przyleją. Bo co to kurde, się będzie głupia laska rządzić?! Tak dobrze to nie ma nigdzie! Trzeba se było najpierw kumpli znaleźć a potem pyskować! 
- Szefo! – Ktoś drze japę do niego – Szefo!
- Czego dupki! – Odpowiada.
- Cze Szefo! – Zza sklepu wychodzą dwa drechole podobni nieco do Marcina zwanego „Szefo”. – Lejemy dzisiaj tą laskę?
- Pewka! A myślicie, że po cholerę się z budy zerwałem?!
- To teraz będzie ta zdzira wracać?!
- No. Mieszka a koło starego spożywczego. Zara będzie wracać.
- Ale dostanie, zdzira.
To imię. Czy ona… Ją znała? Może… Avatar ospale wyszła z pokoju. Znalazła się w skromnym korytarzyku. Przy telefonie siedziała Niejejpodobna. Płakała. Mówiła coś o dziecku. Pogrzebie. Mówiła, że ją znaleźli w śmietniku. Że to na pewno nie samobójstwo. I że się wykrwawiła. Ta kobieta wydała się Avatar też znajoma. Bardzo znajoma. Tu też było lustro. Pomyślała, że skorzysta. 
Dresy zaczaiły się przy drogerii, gdzie zwykle pili. Kiedyś, kiedy był tu monopolowy gdzie siedział jego ojciec ze swoją paczką. Teraz już tu raczej nie usiądzie. Nigdy. Była godzina 13.40. Brat Marcina pewnie już wrócił do domu. Ona miała trochę dalszą drogę. Powoli zaczoł padać śnieg. Kumple Marcina zapalili ćmiki. Zaczęli gadać ze sobą typowym dresiarskim językiem. Nagle przestali. Idzie.
Avatar była teraz w pokoju pełnym półek ze słoikami. W każdym słoiku siedziało skulone marzenie lub skulone wspomnienie. Niektóre jęczały cicho domagając się by ktoś sobie o nich przypomniał. Nagle wszystkie utkwiły wzrok w Avatar. Nastąpiła chwila ciszy. W jednej chwili wszystkie zaczęły szeptać niezrozumiałe słowa. Avatar rozróżniała tylko dwa: Maria i Jejpodobna. Pomału przeszła przez pokój pełen pamięci. Doszła do drzwi z wielką dziurką od klucza. Wiedziała już, co ma zrobić. Włożyła rękę po łokieć tak jak poprzednio. Tak jak poprzednio pasowała. I tak jak poprzednio ręka zaczęła się wykręcać w zamku. Powoli. Cicho trzeszczały kości i ścięgna. Jak przedtem nic nie bolało. Drzwi otworzyły się ukazując psychodeliczny przedpokój. Nagle Avatar coś poczuła. Usłyszała krzyk. Płacz. Szarpaninę. Ocknęła się nagle. Po schodach biegło zdziczałe pęknięte wspomnienie. Uciekało. Jakby od niej. I wtedy poczuła jeszcze jeden impuls. Z drzwi na wprost. Bez zastanowienia otworzyła je i wbiegła do środka. Pomieszczenie było nowe, ale mimo wszystko dusiło wręcz atmosferą śmierci. Było tam lustro i jedna półka z jednym słoikiem. W słoiku tym siedziało jedno małe marzenie i cicho popiskiwało. Nie interesując się nim zbytnio Avatar zbliżyła się do lustra. Niemal rytualnie przesunęła ręką po szklanej tafli. Czy chce naprawdę tam wejść? Czy może trwać w niepewności? Jeszcze raz pogłaskała gładką powierzchnię. Zdawała się być mokra. Dziwnie mokra. Dziewczyna przezwyciężyła się i postanowiła wejść. By sprawdzić, co. Jak tam coś. Woła. Ją. Po imieniu. Jej. Tym. Ten. Ból. Płacz. Ciemność. Wir…Krzyk… Ból…Ciemność….
Blond włosy, zielone oczy, dziwny, lekko zagięty nos. Ubrana była w czarny znoszony płaszcz, długą spódnicę do kostek i lekko już rozpadające się botki. Na szyi miała zawiązany długi szalik. Miał chyba trzy metry. Ciągnął się za nią po ziemi niczym wąż. Na oko miała z 15 lat. Raczej brzydka. I niezadbana. Typ dziewczyny, jakiego Marcin nie znosił. 
- Ty laska! – Powiedział Marcin.
- Czego?! – Prychnęła dziewczyna.
I jeszcze się pyta! Powinna wiedzieć, o co chodzi. – Pomyślał Marcin.
- Słuchaj, mój brachol ma do ciebie sprawę.
- No to niech ten dupek sam ruszy swój tyłek i pofatyguje się do mnie!
Pyskata zdzira! Musi dostać. – Marcin odmachnął się i uderzył ją w brzuch.
- Nie będziesz mi tu zdziro jedna brachola od dupków wyzywać!
Młoda nie odpowiedziała tylko napluła mu w twarz. 
Ciemność…szum…ból… Zimno…Śmierć. To. Coś. Nie. Mój. Tak. Zapach tu gdzie. Mokro. Biało tu. Jakoś dziwnie. Pachnie. Dziewczyna poczuła ciężką atmosferę śmierci. Kostnica. Leżała na ziemi w kałuży rozlanej wody. Zobaczyła szuflady z trupami. Zobaczyła sufit oklejony pajęczyną powłok, które zostawiają dusze. Zobaczyła dwóch ludzi niosących jeszcze jedno ciało zakryte folią. Stanęli. Odkryli lekko folię by spojrzeć na twarz trupa. To była ona… Maria.
Marcin biegł za laską. Ta cholera. Nieee… NIE BĘDZIE MIAŁA ŻYCIA W TYM MIEŚCIE. Zapieprza jak motorówka. Między blokami. Ucieka jak głupia. Oni za nią. Wbiega w zaułek koło nieczynnego spożywczaka. Teraz już nie ucieknie.
Maria…Maria...Maria…MARIA. To ona, Avatar, ma na imię Maria! Krzyk! Szarpanina! Szkło! Ból! Pęknięte marzenie! Tak! Wszystko sobie przypomniała. Nie zważając na to co mówią ludzie oglądający jej stare ciało podeszła do rozlanej tafli wody. 
Teraz nie będzie bolało! Nigdy!
Wbiegli za nią. Teraz już nie zwieje. Zaczęła się szarpanina. Dziewczyna broniła się, gryzła, kopała. Nie mogła jednak dać rady trzem chłopakom. Marcin potężnie kopnął ją w nerki. Przewróciła się. Wrzask. Już nie wstawała.
Avatar była znowu w psychodelicznym przedpokoju. Na schodach znów siedziało pęknięte marzenie. Powoli i jakby ze znudzenia powtarzało co znaczy. Jego słowa rozmywały się w dziwnej, gęstej ciszy. Nagle zauważyło ją. Przestało szeptać i zapadło zupełne milczenie.
- Czy wiesz już, czemu istniejesz Tobiepodobna? – Zapytało po chwili
- Tak.
- Pamiętasz mnie?
- Tak.
- Wiesz czym jesteś?
- Jestem Avatarem Marii!!! – Krzyknęła dziewczyna podnosząc głowę. Gdzieś w oddali wydarło się zdziczałe wspomnienie.
- Pamiętasz co znaczyło marzenie które pękło? – Powiedziało o sobie pęknięte marzenie.
- Taak! To było moje ostatnie marzenie – MARZENIE ZEMSTY!
Avatar Marii wyzwoliła z siebie jakąś potężną energię. Przemieściła się bez pomocy lustra. Leciała psychodelicznym tunelem swoich popękanych i zdziczałych marzeń i wspomnień, które pękły wydostając się ze słoików, kiedy Maria umarła. Spadała ciągnięta Marzeniem Zemsty. Upadła wreszcie. Znalazła się w mieszkaniu sprawcy Śmierci.
Marcin przeraził się czy za mocno jej nie przylali. Laska nie podnosiła się tylko stękała. Jakby traciła przytomność. Podszedł i trącił ją butem jak zdechłego kota. Brak reakcji. Kumpel Marcina nie wytrzymał i odwrócił ją na plecy. Widok okazał się makabryczny. Dziw bierze że dziewczyna krzyknęła tylko raz. W twarz miała wbite kawałki szkła. W Brzuchu utkwił jej głęboko tulipan butelki. Musiał odstawać gdy się na niego przewróciła. Po prostu wpadła na rozbitą butelkę! Jeden z kumpli Marcina zarzygał się i prawie zemdlał. Marcin zaczął się trząść! Wylądują w więzieniu!
- Jak zadzwonimy po pogotowie to może ją uratują. – Wysapał kolega który puścił pawia.
- Ale wtedy my pójdziemy do pierdla siedzieć. – Panikował Marcin.
- Słuchaj debilu! Trzeba jej to wyjąć. – Szarpnął za tulipana ale chyba tylko pogorszył sytuację. Krew popłynęła mocniej. – Chyba nie da rady. Trza ją schować.
Marcin z kumplami wrzucili nieprzytomną z bólu Marię do śmietnika. Może ktoś ją znajdzie. Może ICH nie znajdą. Zamaskowali pobojowisko śmieciami. Zakopali ziemią krew. I tak już nie ma szans. Prędzej czy później trafią do paki. Marcin poszedł do domu opłotkami. Na dresie miał jeszcze ślady krwi. Sumienie chyba nie da mu żyć. Mieli ją tylko zbić nie zabić. Cały dzień siedział skulony na kanapie niewidomym wzrokiem gapiąc się na telewizor. Jego brat chciał z nim gadać, dowiedzieć się jak było. Marcin jednak siedział apatyczny nie zwracając uwagi więc dał sobie spokój poszedł do pokoju. Wieczorem przyszła ich Matka. Ochrzaniła go za siedzenie przed telewizorem i poszła robić obiad. Marcin nie ruszył się z miejsca. Jego wzrok utkwił w lustrze. Koszmar miał się zacząć.
Avatar Marii znalazła się w starym biednym mieszkanku dwupokojowym. Nie zwracała jednak uwagi na to co się w nim znajduje ale kto. Na kanapie kulił się ten chłopak, w kuchni siedziała jego matka, w pokoju „ Kolega ” z jej klasy.
Wiedziała już co zrobi. Wiedziała dobrze.
Lustrze odbijała się postać dziewczyny którą zmasakrowali. Nagle wyciągnęła rękę do przodu i wypuściła z niej na dywan małą iskrę. Z początku jarzyła się lekko. Potem coraz bardziej zaczęła się powiększać aż w końcu zmieniła się w ogień trawiący wszystko! Meble, tapetę, dywan. Chłopak przerażeniem poczuł, że nie może się ruszać. Chciał krzyczeć ale krzyk uwiązł mu w gardle.
Tej nocy spalił się cały blok. Przeżyli prawie wszyscy. Zginął tylko jeden chłopak – Marcin. Jego ciało spaliło się doszczętnie. Do tego w jego ciele znaleziono całą butelkę. W środku była karteczka Z napisem: Maria i kawałek lustra. 


Kyuketsuneki hime Zelda


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^ ||