::: new.eta :::

Opowiadania

Cykle

Empatia2

Inne Teksty

Komentarze

Baza Linków

Regulamin

[Online]

Śmierć wśród kwiatów wiśni


Wiosna.
Jednego dnia szary, odpychający krajobraz tuż po zimie, nagie konary drzew poruszane zimnym wiatrem. Ranny przymrozek oprósza szarości siwizną szronu. Deszcz, czasem śnieg. Wiatr przenikający do szpiku kości. Zimno, nieprzyjemnie, smutno, szaro-buro, przygnębiająco, sennie.
Wystarczy jednak kilka dni ze słońcem, by ten sam krajobraz uległ diametralnej zmianie. Na gałązkach pojawiają się pąki, pierwsze oznaki tych zmian. Wiatr staje się cieplejszy, łagodniejszy, obiecując pieszczoty. Zieleni się trawa. Zakwitają pierwsze drzewa. Aromat kwiatów jest słodki i mdły - taki jaki powinien być zapach wiosny. Rześki, pobudzający zmysły zapach świeżości, nowości, życia budzącego się ze snu. 
Życia, którego nieodłącznym elementem jest śmierć. 
Nie wiem, dlaczego wiosną nachodzą mnie myśli o śmierci. Nie śmierci w ogóle, ale o mojej śmierci. 
Naoglądałam się jej już w swoim życiu. Moja babcia umarła w moich ramionach ledwie parę lat temu - pamięć o tym wciąż jest żywa w moich wspomnieniach. Kiedy byłam dzieckiem odeszli mój dziadek i ojciec, młodszy brat i siostra. Potem kolejny brat zginął w wypadku - miał jedenaście lat. Jego ojciec - mój pożal się Boże ojczym - powiesił się wkrótce potem. Z całej rodziny zostałyśmy tylko we dwie: moja matka i ja. Mam jeszcze starszą siostrę, ale ona ma swój własny dom, męża i dzieci. 
Tak więc znam śmierć. Wiem, jak kruche jest życie, jak niewiele trzeba, by je stracić. Jak czasem śmierć staje się świadomym wyborem, niemal koniecznością. Ocierała się o mnie przez całe moje życie, jak kot pragnący pieszczot, ale i potrafiący dotkliwie podrapać. Wiem, że ma różne oblicza, że zmienia je jak maski. Że czasem daje nadzieję, by za chwilę odebrać ją bezlitośnie. Ale wciąż jej nie znam.
Dlatego myślę o niej. Może częściej, niż bym chciała. Zastanawiam się jak to będzie, kiedy umrę. Zamknę oczy, nastąpi definitywne rozdzielenie mego ciała i duszy i... co dalej? Nie będę już nigdy oglądać wiosny, kwiatów na drzewach, czuć ich zapachu, dotykać ich aksamitnych płatków, cieszyć się ich barwami. To wszystko zniknie dla mnie i ja zniknę również, przestanę istnieć. To, czym jestem rozpadnie się w ułamku sekundy, zostanie tylko pusta skorupa, którą pochowają w dole i przysypią ziemią. Od czasu do czasu dzieci czy wnuki zapalą znicz na moim grobie. Kiedy i ich zabraknie, grób rozsypie się i zniszczeje. I nikt już nie będzie pamiętał.
To przeraża. Świat będzie kręcił się dalej, ludzie nadal będą się rodzili, chodzili do szkół, zawierali związki małżeńskie - ale mnie przy tym nie będzie. Nie będę mogła tego zobaczyć, skomentować z gryzącą ironią, czy też pokiwać głową z politowaniem. Po prostu mnie już nie będzie. Nie będę już żyć.
Idę do sadu, do ogrodu. Nacieszyć się tym wszystkim, póki jeszcze mogę. Póki serce bije w mojej piersi, póki moje oczy wciąż są otwarte i mogą oglądać całe to bogactwo.
(...)
Pośród kwitnących drzew wiśni gnije trup ptaka.


new.eta

neweta@op.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^ ||