
::: Blac Foot:::
Granica Świata
Zawsze prześladuje mnie taki sam koszmar, ta sama myśl, co dzień uderza mnie w tył mej łowy, powoduje ból, zabija nadzieję, niszczy szczęście, morduje mnie poprzez swoje współistnienie wraz z moim życiem, zabija poprzez symbiozę jej istnienia jako warunku życia. Pamiętam go dobrze, naprawdę dobrze. Widzę cały czas jego z lekka opaloną twarz, ciemnoniebieskie oczy przechodzące w jasną zieleń zależnie od padania promieni słonecznych. Pamiętam w jego czarne włosy z najdrobniejszymi szczegółami, pamiętam te kilka złotych pasemek, jakby ktoś poprzetykał jego kruczoczarne włosy złotymi nitkami. Pamiętam jego gęste brwi równie czarne, co włosy, które wyginały się tak śmiesznie, gdy dziwował się mym czynom i opowiadaniom. Wysłałem go na śmiertelną misję, na zabójczą drogę.
On jednak doszedł na wskazane przeze mnie miejsce, stanął na granicy świata, nad tym niezwykłym urwiskiem wszechświata, gdzie nie ma już nic. Nie ujrzał jednak tego, co mu przyobiecywałem, co miałem niby ja ujrzeć, gdy tam byłem. Nie ujrzał tego, albowiem to nie ja doszedłem tam jako pierwszy człowiek, nie! Jako pierwszy rozumny, to on był pierwszym, który zdawał sobie sprawę z rangi tego niezwykłego wydarzenia. Nie ujrzał tego, co mu przyobiecałem, już wiedział, że przez te wszystkie miesiące go oszukiwałem, wiedział, że przez te lata oszukiwałem cały świat. Znienawidził mnie. Poczułem to, niczym uderzenie obuchem prosto w żebra, nawet przez ułamek sekundy myślałem, że trzasnęło czwarte żebro Jabłka. Jednak nie, nic mi się nie stało, nie ucierpiałem fizycznie, ani trochę nie ucierpiałem. Przez jedno uderzenie skrzydeł kolibra myślałem, że swymi kłamstwami skazałem siebie, jak i innych mi podobnych na śmierć.
Nierozerwalna więź między mną, a chłopcem została właśnie w ten dzień zawarta, ku chwale jego i mojej hańby. Ujrzałem swymi oczyma jego oczy, w których pojawił się Bezkres, już wtedy wiedziałem, że rzucił się z tego niezwykłego urwiska wszechświata, nie musiałem czekać na werdykt naukowców, ja już wiedziałem. Wiedziałem, że stracił życie, rozerwany na strzępy przez zachłanny kosmos. Po prostu wiedziałem, to nie była żadna kwestia wiary (wyrok sądu: wiara, nie wiedza), to była zwyczajna wiedza. Stał się mym przekleństwem, ja zaś jego. Tylko jeden mógł żyć, tylko jeden mógł umrzeć, tylko jeden mógł stracić życie. On stracił życie, któż będzie żył, któż umrze?
Przez wiele miesięcy zadawałem te pytania zakonnikom, habitom, duchom, bogom, demonom, naukowcom, sądom. Nikt nie udzielił mi odpowiedzi, wszyscy za to dawali mi rady ubrane w najróżniejsze maski, a wszystkie te rady dało się streścić w dwóch słowach: popełnij samobójstwo. Rady te odkładałem sobie na później, gdy już stracę nadzieję na to, że jest nadzieja. Najbardziej zapadła mi w pamięci, niemal, że wryła się w mój układ neuronowy umysłu, rozmowa z duszkiem imieniem Wojtek.
>>> Dane Instytutu Analityki Naukowej <<<
>> Akta nr 43 rok dwudziesty ósmy<<
> Obiekt: Wojtek Grusza – Duszek<
Obiekt urodził się dwudziestego ósmego roku od rozpoczęcie aktualizacji Baz Danych, stracił życie tego samego roku w wieku czterdziestu siedmiu lat, jako siedmiolatek. Rodzice (nieznani) – zmarli przed rozpoczęciem aktualizacji Baz Danych. Wychowawca – program komputerowy siódmego stopnia progresu inteligencji możliwych. Obiekt uważany za niezwykle niebezpieczny, zalecana ostrożność w kontaktach, brak hamulców myślowych, brak hamulców logicznych, nie respektuje wyroku sądu, który osądził, że go nie ma. Wychowany przez zakazany od trzydziestego czwartego program komputerowy siódmego stopnia progresu inteligencji możliwych. Stracił życie przez uderzenie kuli motorycznej (Uwaga!: Wg własnego osądu sądzi, że pozbawił go życia Jacek Błoto, kierowca kuli motorycznej – wytłumaczyć to można tym, że Jacek Błoto był w ten czas blisko, dokładniej prowadził kulę motoryczną). Obiekt jest nieprzydatny dla systemu o sto siedemdziesiąt procent bardziej, niż zwykły osobnik nie żyjący, a o dwieście trzydzieści procent, niż żyjący. Zalecane samobójstwo.
Poznałem go w kanałach danych, gdzie zapewne żerował poszukując jakiś świeższych przeterminowanych danych z Instytutu Analityki Naukowej, unosił się jago postać astralna (werdykt sądu: ducha Wojtka nie ma i nigdy nie było, gdyż nie jest możliwe jego istnienie) i uśmiechał, trochę jakby głupkowata. Byłem tego dnia strasznie zdołowany i myślałem czy nie podać wniosek do sądu i Instytutu, że nigdy mnie nie było. Odezwał się do mnie pierwszy.
- Co pan tu robi? – Zagadnął mnie tym pytaniem tak wesoło, że aż się zdziwiłem, wtedy też zobaczyłem, że wygląda jak przedszkolak.
- Ile masz lat dziecko? – Spytałem grzecznie, spodobał mi się.
- Czterdzieści siedem, proszę pana, ale umarłem jako siedmiolatek! – Te słowa wywołały u mnie zdziwienie i wesołość.
- Jak to umarłeś, przecież właśnie z tobą rozmawiam, ty jedynie straciłeś życie.
- Nie, proszę pana, ja umarłem, a to, na co pan mówi śmierć to nic innego jak nie istnienie. – Te słowa wywołały u mnie szok, coś się jakby zerwało w mym układzie neuronowym umysłu, pewne sztuczne hormony przestały działać inne zmorzyły swą działalność.
- Jak, jak… nie, jesteś…
- Siedmiolatkiem – zawołał radośnie – wychowanym przez komputer siódmego coś tam. – Zaśmiał się wesoło. – Nie mam żadnych hamulców myślowych, w przeciwieństwie do ciebie, myślę inaczej niż wszystkie istoty na tym świecie.
- Więc powiedz mi, jeśli ja jestem związany z kimś, kto stracił życie, a tylko jeden z nas będzie żył i tylko jeden umrze, to, kto umrze, a kto będzie żył? – Moje pytanie zadawałem każdemu, od kogo mogłem oczekiwać odpowiedzi.
- Fajne pytanko, ale ja ci zadam inne pytanie, czy można w ciągu jednego roku żyć czterdzieści siedem, a do tego umrzeć w wieku siedmiu lat?
- Nie – powiedziałem z całą stanowczością, jakiż byłem przy wymawianiu tego słowa pewny siebie.
- Sąd też tak rzekł, ale nie zaprzeczysz, że ja jestem? Ja istnieję, więc jest to możliwe! – Próbowałem z siebie wykrztusić słowo potwierdzenia, ale nic, ale to nic nie wydobyło się z mych ust (werdykt sądu: niemożliwość powiedzenia czegoś jest nie istnieje, gdyż zostało to zabronione).
- Widzisz, nie możesz nic rzec, gdyż hamulce myślowe cały czas działają, gdybym ich nie naruszył od razu wyzwałbyś mnie od kłamców i wariatów i przestał mnie zauważać, przestałbym dla ciebie istnieć, stałbym się taką wesołą fatamorganą, która choć jest, to jej jednak niema. To samo tyczy się twego pytania, by znaleźć na nie odpowiedź, musisz znaleźć również odpowiedź na inne pytania: czy pytany ma właściwy osąd sytuacji? Czym jest życie, jego utrata, a na końcu śmierć? Co to oznacza być związanym? Czy twoje hamulce myślowe cię nie ograniczają? Czy system cię nie ogranicza? Czy czasami nie odrzucasz podświadomie odpowiedzi? Czy nie jesteś wariatem? Co to znaczy wariat w dobie Instytutu? Co znaczył przed nadejściem tego czasu? Ile jest jeszcze pytań? Widzisz, bowiem, ja muszę zadać sobie o wiele więcej pytań by dowiedzieć się, jak to jest możliwe, że: w ciągu jednego roku żyłem czterdzieści siedem lat, a do tego umarłem (straciłem życie) w wieku siedmiu lat? To, co robi Instytut, to, co robią sądy, to po prostu droga na skróty, skoro nie można dostać odpowiedzi na pytanie, to od razu zakładają, że tego pytania nie ma i nie ma wszystkiego, co jest z nim związane.
- Więc nigdy nie uzyskam odpowiedzi na swoje pytania? – Straciłem całą swoją radość, wyparowała niczym kropla wody w letni dzień, ma radość poszybowała ku niebu, a ja zostałem usychający – smutny.
- To kolejne pytanie – powiedział całkiem poważnie, spojrzał w moje oczy swymi białymi gałkami, nie obrzydliwymi jak u większości nie żyjących, a takimi pociesznymi. – Mogę jednak na nie odpowiedzieć… - Nie dokończył, spojrzał na jedną z danych, która przemknęła tuż przed nim, zdrętwiał.
- Co się stało? – Spytałem zdziwiony jego zachowaniem i jego słowami.
- Dostałem wiadomość, bardzo złą wiadomość. Każdy, kto nie uznaje wyroku sądu ma zostać zabity. Widzisz w moim przypadku będzie to kolejny absurd, albowiem wyrok sądu mówi, że mnie niema, a ja go nie uznaję, więc należy mnie zabić. Jednak, skoro mnie niema, cóż mają zabić? Jak widzisz, jest to niezwykle nielogiczne, ale oni już dawno stracili logikę, stali się więźniami własnego systemu i własnego absurdu, stali się więźniami własnych pytań i braku odpowiedzi. Nie stań się więźniem. – Chciałem mu coś powiedzieć, pamiętam to bardzo dobrze, ale on w jednej chwili znikł. Tak po prostu. Ja odszedłem i zapomniałem, co też chciałem mu powiedzieć. Powiedzieć zaś chciałem coś bardzo ważnego, jestem tego pewien.
>>Notatka znaleziona w śmietniku<<
>Fragment zakazany<
Jestem niespełnionym buntownikiem, ostatnim z potężnej armii ludzi, którym się jeszcze chciało…, a choćby i walczyć. O prawdę, o odpowiedzi, o pytania, oto, by nie ludzie byli dla systemu, a system dla ludzi. Jestem ostatni. I dobrze! Nikt już nie zarzuci mi, że jesteśmy nowym systemem, kolejną modą, częścią tego systemu, wszyscy zrozumieją, że jestem prawdziwy, realny i uczciwy. Jestem prawdą, prorokiem tego świata, mesjaszem, który objawia się swym owieczkom! Jam jest zbawienie, jam jest moc, jam jest wszystko, jam jest nic!
To są właśnie ostatnie słowa wielkiego proroka, który poświęcił się w walce z systemem, który jest i z tym drugim, tym siedmiogłowym smokiem, który nadciąga niczym pociąg widmo, niepowstrzymany, morderczy. Jestem buntownikiem. Niech pamięć o mnie zaistnieje i trwa, albowiem jam jest prawda i drogowskaz, wzywam was, szary ludzie! Powstańcie, stańcie się mną, albowiem ja odchodzę z tego świata, przestaje istnieć, pokonany przez straszliwy system.
System wybił mych towarzyszy, ja też niedługo umrę, a gdy umrę system padnie, albowiem to my byliśmy jego fundamentem. Tak panowie systemu obrońcy, zwalczaliście tych, którzy wywożą wam śmieci, podają jedzenie w restauracjach, szykują je, leczą was, sprzątają po was! Niszcząc nas, zniszczyliście samych siebie! Jednak widzę ten pociąg widmo, który tu nadciąga, to jest kolejny jego przystanek, staniecie się jego bezwolnymi niewolnikami.
Damian Wrocławski, czyli:
Wielki Prorok, Śmieciarz, Władca Świata, Wasza Nadzieja, Wasza Zguba
>>>Tłumaczenie-program komputerowy-stopień siódmy progresu inteligencji możliwych<<<
>>Plik danych wyszukany w Internecie<<
>Bezsensowna część cenzurowana<
Jestem tym, który nie wypełnił ustanowionych przez siebie zadań wobec nie respektowania wyroku sądu, ostatnim z silnych ludzi ciągle nie respektujących wyroków, którzy cały czas, inaczej niż inni…, nie respektowali wyroków, zakłamujących prawdę, nie szukających odpowiedzi, nie odpowiadających na pytania, „oto, by nie ludzie byli dla systemu, a system dla ludzi”*. Jestem ostatni. I dobrze! Nikt już nie powie (fałszywie wg mnie, prawdziwie wg niego) mi, że jesteśmy nowym sądem/Instytutem, kolejną ustawą, częścią tego sądu, wszyscy będą respektować, że jestem jedyny, istniejący i to, że moje werdykty są naturalną koleją świata. Jestem jedyną możliwością, osobą oznajmiającą jedyne prawdziwe ustawy tego świata, wysłannikiem istoty nieśmiertelnej, który objawia się swym wierzącym! Jam jest odpowiedź, jam jest siła, jam jest wszystko, jam jest nic!
* zdania tego nie da się dosłownie przetłumaczyć – chodzi w przybliżeniu oto, że nie respektowali wyroków sądu, aby sądy były dla ludzi, (co do Instytutu należy wytłumaczyć to osobno), a nie ludzie dla sądów.
To są ostatnie słowa silnej osoby oznajmiającej jedyne prawdziwe ustawy, dla, którego jedyne, co się liczyło, to nie respektowanie sądu, który jest i z tym drugim, tym straszniejszym, który nadciąga, niepowstrzymany, zabijający. Jestem osobą nie respektującą werdyktów sądu. Niech pamięć o mnie jest i nie umiera, albowiem jam jest jedyna droga i drogowskaz, wzywam was, statystyczni ludzie! Nie respektujcie, przekopiujcie sobie mój układ neuronowy umysłu, albowiem ja tracę życie, umieram, pokonany przez sąd, którego się boję.
Sąd zabił mych towarzyszy, ja też niedługo umrę, a gdy umrę sąd umrze, albowiem my musimy istnieć, aby sąd istniał. „Tak panowie systemu obrońcy, zwalczaliście tych, którzy wywożą wam śmieci, podają jedzenie w restauracjach, szykują je, leczą was, sprzątają po was!”* Zabijając nas, zabiliście samych siebie! Jednak widzę ten nieunikniony sąd, który tu będzie, to kolejny z wielu miejsc gdzie będzie sądził, będziecie respektowali jego wyroki.
Damian Wrocławski, czyli:
Silny osoba oznajmiająca jedyne prawdziwe ustawy, „Śmieciarz”*, „Władca”* Świata, Wasza Nadzieja, Wasza Śmierć
*zdanie to, podobnie jak słowa, nie można przetłumaczyć, gdyż w obecnym języku nie ma tych słów i aby zrozumieć sens tego zdania i słów należy odbyć doładowanie informacyjne o tamtym okresie czasu.
Jestem niewolnikiem własnych myśli, własnych hamulców, własnych pytań i odpowiedzi. Sam, z niezwykłym, nieświadomym trudem, zbudowałem to więzienie, w którym się zamknąłem i cóż, zgubiłem klucz. Czwarte żebro jabłka pękło mi, gdy przeczytałem obie wersje „Notatki znalezionej w koszu”, oryginalną i tłumaczoną. Żebro pękło tak nagle, ale, o dziwo, cały czas żyję i wiem, że on umarł, przestał istnieć. Jednak trzy dni wcześniej ja spowodowałem największy absurd werdyktu sądowego.
Do sądu złożyłem wniosek oto, by się odpieprzył z samego rana to zrobiłem. Następnie ruszyłem do zakonu czwartego trybu ósmego koła (jest dwanaście kół, każdy po czterdzieści dwa tryby, każdy, prócz pierwszego koła, w którym niema pierwszego trybu), aby porozmawiać z jakimś zakonnikiem, kimś normalnym, po pobycie w zakazanym przez Instytut miejscu, Hospicjum sprzed Aktualizacji. Nie do wiedziałem się tam niczego, cóżby mi pomogło odpowiedzieć na nowe pytanie: czy znajdę odpowiedź na swoje pytania?
Siedziałem spokojnie na ławeczce, gdy przysiadł się do mnie zakonnik z wydatnym brzuszkiem i pocieszną buźką.
- Witaj w zakonie – rzekł radośnie, ja jedynie westchnąłem przeciągle i spojrzałem w jego oczy.
- Rzeknij mi, drogi zakonniku, dlaczego ja poszukuję odpowiedzi, a cały świat wokół mnie omija odpowiedzi jak i pytania szerokim łukiem? – Spytałem się go tak, po połowie ze znudzenie i po połowie, aby przełamać ciszę, która zapadła po powitaniu zakonnika.
- Ponieważ ludzie zawsze chcą odpowiedzi, ty zadajesz pytania i szukasz odpowiedzi, inni natomiast sfrustrowani niemożnością odnalezienia odpowiedzi porzucają pytania, aby wreszcie zaznać spokoju. Cóż ci dają twe pytania, twe poszukiwania? Szukasz zawzięcie prawdy, odpowiedzi, sensu, lecz go nie znajdujesz. Odpowiem ci, cóż ci dają, dają ci jedynie zwątpienie, zmęczenie, frustracje, złość. Cóż zaś odbierają? Nadzieję po troszku i radość i wesołkowatość i co tam jeszcze zechcesz. Widzisz, bowiem, wybrałeś trudną drogę, która nic ci nie da, ale jednak kusi, reszta wybrała łatwą i kroczy po niej wesoło.
- To ja ci coś powiem: werdykty sądu są kłamstwem.
- Wiem – to jedno słowo wywołało u mnie szok, niczym rażone piorunem moje ciało drgnęło, spojrzałem na niego przerażony. – Widzisz kochany, ja nigdy nie miałem hamulców myślowych, moje myśli nie krępuje logika, nic ich nie krępuje. Ja wiem, znam odpowiedź na wszystkie twoje pytania, lecz wiedz, że nie chciałbyś znać na nie odpowiedzi. W zamian dam ci coś innego, coś cenniejszego, jedno życzenie, które spełnię, musisz je wypowiedzieć, a stanie się to, czego naprawdę pragniesz.
- Mam sobie czegoś życzyć? Chcę, więc by mną się zainteresowano, nie jak obiektem, lecz czule, po starodawnemu, sprzed Aktualizacji, chcę, aby traktowano mnie jako istotę myślącą, człowieka.
- Wiedziałem, jakie będzie twoje życzenie, wiem też, jakie jest twe prawdziwe marzenie, chcesz, aby nie istniały sądy. I właśnie przestają one istnieć, albowiem sądy, sprężone z Instytucją są pierwszym trybem pierwszego koła. Ty zaś wprawiłeś w ruch cały ten mechanizm. Twe życzenie, by się od ciebie odczepili zostało kilka minut temu odrzucone, lecz twa prośba o zajęcie się tobą jak człowiekiem, która zgadza się z wyrokiem sądu, powoduje złamanie ustawy i według nowego prawa sąd musi zostać unicestwiony na zawsze. Zniszczyłeś coś potężnego, możesz być z siebie dumny.
- Ty zniszczyłeś, jesteś ziarnem, które niszczy potężną, skomplikowaną machinę, choć jej nie rozumie. To było twoje marzenie. Ja chcę odpowiedzi.
- Więc je dostaniesz, jeszcze dziś wyrusz na urwisko wszechświata, na ruiny Instytutu, tam znajdziesz odpowiedź na swe pytanie. To będzie twoja nagroda, dana łaskawie ode mnie, a może przekleństwo? Ty o tym zdecydujesz, zależnie od tego, czy staniesz się optymistą, czy też pesymistą. Pamiętaj rzeczywistość to kwestia subiektywnych odczuć.
Znajduję się na ruinach Instytutu, pośród gruzów tej potęgi, przeczytałem zakazane dzieło, jego zakazany fragment. Poczułem jego śmierć niczym uderzenie obuchem. Czas jedno uderzenie skrzydeł kolibra wystarczyłbym zorientował się, że skazałem siebie i mi podobnych na wieczną wegetację. Lub nieśmiertelność. Wszystko zależy od spojrzenia.
2005-05-22
Blac Foot
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^ ||