::: Cthulhu the Hutt :::

Opowiadania

Cykle

Empatia2

Inne Teksty

Komentarze

Baza Linków

Regulamin

[Online]

Chomik Bendżi i Okropne Koniowały


Odcinek 8: Drugie Uderzenie

Niestety, gdy Radar, Satuk i Piotrek dokończyli bułkę Radar stwierdził ze smutkiem w głosie:
- Wszyscy już wyszli…
- No to co? Teraz, idziemy, szybko!
Cała trójka rzuciła się na drugi koniec sklepu - do wyjścia. Już mieli je przed oczyma, dosłownie sekunda wystarczyła by im by opuścić feralnego "Karalucha", lecz w ostatniej chwili przed automatycznie otwieranymi drzwiami pojawiła się srebrna krata, a przed nią dwóch znanych już Piotrkowi i Satukowi chłopaków. Ten większy rozpoczął z udawaną wyższością w głosie:
- Stójcie!
- Wiedziałem! Wiedziałem, że to znowu będziecie wy: ten z kraju tam, no, w pobliżu Bułgarii coś i ten głupi pedał-niemowa! Rozpoznałem twój głos przez głośniki, skretyniały degeneracie! - wydarł się od razu Satuk.
- Czego tym razem chcecie? - Piotrek, jak zwykle, starał się zachować spokój, w przeciwieństwie do swojego przyjaciela.
- Ostatnio nas wkurzyliście! Wyszliście sobie z lasu bez naszego tak zwanego pozwolenia, a na dodatek zaiwaniliście nam tak zwanego śledzia! Tym razem nie puścimy was tak łatwo!
- Co to za świry?! Wy ich znacie?! - pytał zdumiony Radar.
- Taa, spotkaliśmy ich już raz. To długa historia, a teraz akurat nie mam ani czasu, ani ochoty by ci ją przedstawić. - wytłumaczył Satuk.
- Zamknąć się! - uciszył chłopaków denerwująco sztuczny głos Gościa z Kraju na Południe od Bułgarii. - Teraz słuchajcie uważnie: nie wypuścimy was z tego tak zwanego sklepu, póki nie wykonacie dla nas pewnego, tak zwanego zadania.
- Kurde, koleś streszczaj się!
- Dobra, więc musicie…

Pucybut nie mógł przepchnąć się przez tłum uciekających ze sklepu ludzi. Jego wrodzona umiejętność radzenia sobie w każdej sytuacji zaowocowała oryginalnym pomysłem, by znaleźć wyjście ewakuacyjne. Podążał za zieloną króliczką, znaczy tabliczką, aż dotarł do poszukiwanych drzwi ewakuacyjnych. Niestety, dostawcy towaru muszą być analfabetami, gdyż znajdująca się na wielkich białych wrotach informacja "Wyjście Ewakuacyjne - nie zastawiać" została w połowie zakryta przez skrzynki z sałatą. No to Pucybut znów zaczął biec - tym razem z powrotem do głównego wyjścia z "Karalucha". Miał nadzieję, że ludzie już się nieco przepchali i łatwiej mu będzie wyjść. Tak było rzeczywiście - wszyscy klienci już chyba zdążyli uciec. A, nie - Pucybut zauważył trzech chłopaków biegnących również w obranym przez niego kierunku. Pobiegł za nimi, lecz w ostatniej chwili się zatrzymał. Drzwi wyjściowe zostały zasłonięte kratą. Pucybut, nie widząc lepszego rozwiązania, ukrył się pod jedną z kas i obserwował bieg wydarzeń.

- Dobra, więc musicie mi podać dokładną wartość liczby "ni".
- Liczby "ni"?! - spytał zdziwiony Radar - Boże, jakbym wiedział że się zadajecie z takimi powaleńcami, w życiu bym wam nie pomógł!
- Zamknij się, myślę tutaj, nie widzisz! Nie pora teraz się zastanawiać co by było, gdyby. - uciszył Radara Satuk.
- Liczba "ni"… - myślał głośno Piotrek - Kiedyś już o niej słyszałem, to jest chyba coś koło siedmiu…
- Musicie mi podać dokładną… - Gościowi z Kraju na Południe od Bułgarii przerwał ogromny huk. - Musicie mi podać dokładną, tak zwaną, wartość tej licz… - spróbował dokończyć, lecz po raz kolejny przerwał mu ogłuszający huk. - Co to kurde jest?!
Huk powtarzał się w równych odstępach czasu i zdawał się być coraz bliżej. Ostatnim hukom towarzyszyły lekkie wstrząsy ziemi. Po chwili wszyscy dojrzeli przez szklane drzwi do supermarketu i zasłaniające je kraty co jest przyczyną rzeczonego huku - w stronę "Karalucha" zmierzał chomik o wymiarach dorosłego człowieka. Piotrek wydarł się z całych sił:
- BENDŻI!!! BENDŻI, CHODŹ TU! - pomachał mu ręką.
Chomik zatrzymał się na chwilę, jakby się rozejrzał, po czym pędem ruszył w stronę sklepu. Jednym susem rozbił szyby w drzwiach, a następnie wziął się za gryzienie krat. Piotrkowi od razu przypomniał się odgłos obgryzanych przez chomika krat w klatce, jeszcze za czasów gdy miał normalne chomicze rozmiary. Nie mogąc przegryźć prętów, zwierzak zaczął wrzeszczeć piskliwym, cienkim głosem:
- Ty draniu! Zaraz cię dopadnę i zemszczę się za to, co mi robiłeś!!!
- Bendżi, co ty mówisz?! - nawijał zrozpaczony Piotrek - Chcesz powiedzieć, że to ci się nie podobało?
- A tobie by się podobało, jakby cię jakiś bęcwał obwiązywał codziennie taśmą klejącą i… i… Ech, szkoda gadać. Zaraz się do ciebie dostanę!
Chomik zawzięcie piłował kraty swoimi wielkimi zębami.
- Wy na serio jesteście popieprzeni! Ten chomik zaraz nas pożre! - zaczął krzyczeć wkurzony Radar. - Co mnie nakłoniło, żeby wam pomagać?!
- Taa. Eeee… To my se już chyba pójdziemy, nie Beemwica? - spytał swojego kompana Gość z Kraju na Południe od Bułgarii. Beemwica, cały czas mając na ustach ten denerwujący uśmieszek, przytaknął głową. - To dawaj tak zwanego mopa.
Niewiadomo skąd, w rękach chłopaka niespodziewanie pojawił się mop. Obaj na nim usiedli i zaczęli unosić się w górę.
- To nara, tak zwani frajerzy! - pożegnał trójkę jeszcze do niedawna przyjaciół Gość z Kraju na Południe od Bułgarii. Beemwica pokazał im jeszcze środkowy palec, po czym uciekli na mopie przez najbliższe z okien.
- Zawsze myślałem, że to miotły latają… - odparł ze zdziwieniem w głosie Piotrek.
- Widać idą z duchem czasu. - wyjaśnił Satuk.
- Ej, ludzie! Ten głupi futrzak zaraz nas wpierdzieli na obiad!!! Może byście tak coś z nim zrobili, co? W końcu to wasz pupilek! - krzyczał cały czas Radar. Jednak ani Piotrek, ani Satuk go nie słuchali, cały czas wpatrując się w okno, przez które przed chwilą ewakuował się kretyński duet.

Pucybut już przez całe trzy godziny nie myślał o tym wielkim chomiku, który zniszczył mu dom. Był na najlepszej drodze, by w ogóle o tym wydarzeniu zapomnieć. Niestety, gryzoń osobiście raczył o sobie przypomnieć. "Myśl, Pucybut, myśl…" - poganiał się w myślach. I w pewnym momencie wpadła mu do głowy jedna myśl. W zasadzie to nie wpadła, tylko przypomniała o sobie - przecież drzwi ewakuacyjne były zatarasowane skrzynkami z ogromną ilością sałaty! A przecież gryzonie lubią sałatę, a Bendżi to w końcu (pomijając nadludzkie rozmiary) najzwyklejszy w świecie chomik. Pucybut wyskoczył spod kasy i śmignął do wspomnianego wyjścia.

- Co to za gość tam biegnie? Myślałem, że wszyscy uciekli… - zauważył Piotrek przerywając chwilę przemilczanego skupienia.
- Nie wiem… Może go zawołamy? W końcu w kupie raźniej, nie? EJ, KOLEŚ! - wydarł się Satuk, lecz chłopak dalej pędził nie zważając na nic.
- Dokąd on biegnie? - spytał Piotrek.
- Nie wiem, ale wasze towarzystwo już mi się znudziło, więc biegnę do niego. - stwierdził Radar i ruszył pędem w stronę Pucybuta. Satuk i Piotrek zerknęli na siebie, skinęli głowami i również pobiegli. Po chwili ujrzeli, gdzie biegł tamten chłopak - w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Biedak, nie wiedział że jest zastawione jakimiś durnymi skrzyniami. Ale chwila… On właśnie do tych skrzyń biegł! Satuk pierwszy osiągnął cel rajdu:
- Jezu, chłopie, ale ty zasuwasz. Na co ci te skrzynki?
- Tu jest sałata, masa sałaty! To powinno odwrócić uwagę tego chomika. No, pomóżcie mi z tymi skrzyniami!
Już we czwórkę, chłopcy wzięli po dwie (Satuk, jako największy, wziął trzy) skrzynki wypełnione sałatą i wrócili do wejścia do sklepu. Chomik wciąż mocował się z kratami.
- Ej, Bendżi! Mamy coś dla ciebie!
- Czego? Lepiej byście mi z tymi kratami coś zrobili, bo się nie mogę do was dobrać!
- Sprawdź to! - Satuk rzucił przez pręty dwie główki sałaty. Chomik rzucił się na nie opętańczo i wsunął w mgnieniu oka.
- Chcesz jeszcze? - spytał Pucybut i również rzucił mu kilka główek. Wszyscy mu rzucali zielone liście, aż w drewnianych skrzynkach zapanowała kompletna pustka.
- Dobra, co teraz?
- Nie wiedziałem, że on tak szybko będzie je jadł… Trzeba by mu rzucić jeszcze kilka skrzynek.
Chłopaki zrobili jeszcze jedną rundkę od wyjścia ewakuacyjnego do gryzonia i znów zaczęli rzucać. Znów jednak nie nadążali z jego karmieniem. Po dwóch kolejnych akcjach zdali sobie sprawę, że wyjście nie jest już tak zagracone, i spokojnie mogą opuścić sklep. I tak też zrobili.
- Dobra, miejmy nadzieję, że Bendżi nie zauważy naszego zniknięcia. - rzekł Radar.
- Trochę tej sałaty jeszcze miał jak wychodziliśmy. Dobry pomysł miałeś… - nie dokończył Satuk.
- Pucybut jestem.
- Ja cię skądś znam… - zaczął się zastanawiać Piotrek - Czekaj, czy to nie ty właśnie byłeś pierwszą ofiarą Bendżiego?
- No, zgadza się.
- Człowieku, szukaliśmy cię!
- Dobra, nie ma czasu na pierdoły - lepiej stąd zwiewajmy, póki ten futrzak się nie zorientuje, że go robimy w byka. - jak zwykle poganiał Radar.
- Racja, racja. Zmywajmy się.

- No i wtedy właśnie poszliśmy do "Karalucha", gdzie zaatakował Bendżi. No, a resztę już znasz, to ci nie będę powtarzał.
- Ale co zamierzacie zrobić z tym chomikiem? - spytał Pucybut.
- Nie mam pojęcia. Najlepiej byłoby go przywrócić do normalnych rozmiarów, ale to może być już niemożliwe…
- No, raczej. Jak chciałbyś zmniejszyć chomika?
- Nie wiem… - odparł nieprzytomnie Piotrek. Jego uwagę przykuła reklama Mc Wieśniaka wisząca nad kasą jadalni, w której teraz we czterech siedzieli. Głównym składnikiem Mc Wieśniaka, tak zachwalanego przez tutejszą obsługę, była sałata. A teraz była akurat promocja na Mc Wieśniaki… - Ludzie, musimy jak najszybciej stąd uciekać.
- Co się stało?
- Bendżi lada chwila może tu przyjść - pewnie już zauważył nasze zniknięcie.
- No, ale skąd będzie wiedział, że jesteśmy akurat tutaj?
- Nie będzie wiedział. Znajdzie nas przez przypadek.
- Nic nie rozumiem. Możesz mówić jaśniej? - denerwował się Satuk.
- Bendżi przyjdzie tutaj po Mc Wieśniaki! Tu się teraz roi od sałaty!
- O, kurde! - ledwo Radar wykrzyknął, a ziemia zaczęła się trząść. Chyba nie muszę wyjaśniać, kto się zbliżał?


Cthulhu the Hutt

cthulhu69@op.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^ ||