::: NoNamemaN :::

Opowiadania

Cykle

Empatia2

Inne Teksty

Komentarze

Baza Linków

Regulamin

[Online]

Empatia 2 - odcinek trzeci
Rządzącym się nie odmawia

<< -1- || -2- || -3- || -4- || -5- || -6- || >>


- Szykujcie się, zaraz tu będą. - szepnął Gristel. - Pamiętajcie, by zamknąć oczy gdy będą blisko!
Chwilę potem na podwórko, którym kończyła się uliczka, wpadł nieco zdyszany Kristo. Rzucił pó ł-orkowi jego lutnię, podniósł z ziemi przygotowanego mu drąga i zaczaił się za rogiem zaułka tuż obok Serubi. Po drugiej stronie czyhała Inrami i Sedy.
- Mamy cię, skurwysynu! - dobiegło z uliczki. - Znam to miejsce, stąd nie ma... - krzyczący to ochroniarz nie dokończył, bo wbiegając na podwórko został oślepiony nagłym błyskiem światła, po czym dostał cios belką prosto w twarz. Siła uderzenia była tak duża, że pogruchotane kości nosowe weszły w głąb czaszki, wbijając się i niszcząc newralgiczne części układu nerwowego.
Jego kolega, który biegł tuż obok niego, również oberwał, z tą różnicą, że nie po twarzy, a w splot słoneczny, przez co wyskoczyło mu całe powietrze z płuc. Mężczyzna z całych sił próbował chwycić oddech, ale bez potrzeby, gdyż moment później w jego szyi zagnieździł się sztylet ciśnięty przez Inrami, a on sam osunął się na bruk.
Rodarti i jedyny żywy osiłek, mimo, iż porażeni błyskiem, jednak dali radę wyhamować i nie wpaść w pułapkę.
Gristel dopiero teraz wysunął ostrza z lutni i ruszył zapolować na tych, co jeszcze przed chwilą byli myśliwymi. Podbiegł do nadal oszołomionego ochroniarza i jednym, wprawnym cięciem skrócił go o głowę. Odcięty czerep wystrzelił w górę, pozostawiając za sobą krwawy warkocz. Posoka tryskająca z kikuta, który jeszcze przed chwilą był szyją, chlapnęła pół-orkowi w twarz. Gristel oblizał się, oczy błysnęły mu żółcią, a z ust poczęła ciec ślina. Wydał z siebie ryk tryumfu i rzucił się w pościg za swym głównym celem, który zdążył już się otrząsnąć i biegł w kierunku, z jakiego przybył. Pół-ork dogonił go jednak w kilka susów, niesiony siłą, z którą był w wiecznym konflikcie, a która dawała mu tyle siły podczas walki - chęcią mordu.
Będąc tuż za Rotardim ciął go toporem przez plecy, gruchocząc przy tym obojczyk i łopatkę.
- Argh! - jęknął bard padając na ziemię. - Proszę... Oszczędź... - wydyszał krztusząc się krwią.
- Nigdy, skurwielu! - wycharczał Gristel nietypowym dla siebie, zachrypłym, basowym głosem i zamierzył się na leżącego przed nim człowieka.
Cios trafił prosto w mostek zabijając Rotardiego, Jego gasnące, otwarte szeroko oczy zdawały się patrzeć na jakiś wielce interesujący punkt na pobliskiej ścianie.
Tymczasem pół-ork do końca stracił na sobą panowanie i przystąpił do profanowania zwłok barda. Złapał uchwyt swej broni i zaczął nim obracać jak wskazówką zegara. Żebra strzelały jedno po drugim, rozrywane obracającym się ostrzem topora, coraz bardziej rozchylając klatkę piersiową. Później zabrał się za rozczłonkowywanie kończyn: najpierw nadgarstek, potem łokcie, ramię... Za każdym razem, gdy słyszał mlaskanie metalu tnącego ciało czuł, że przelewa się przez niego fala dzikiej, prymitywnej euforii, która powodowała w nim coś, co odziedziczył po swoim ojcu...
Ten głód... Ten potworny głód...
- Gristel... - powiedział Kristo. - Gristel, zostaw... On już nie żyje...
Pół-ork nie odpowiedział. Siedział wpatrzony w zwłoki Rotardiego.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał błędny rycerz.
- Nie zbliżaj się do niego! - krzyknęła Inrami. - Z nim jest coś nie tak! Od początki nie podobał mi się ten jego pomysł...
- Nie drzyj się tak, bo zwrócisz uwagę strażników. - syknęła Serubi. - Widzicie ile śliny mu cieknie z ust? A zwróciliście uwagę na jego oczy, jak świecą żółcią? Nigdy wcześniej nie widziałam u Gristela czegoś podobnego...
- To musi być rodzaj jakiegoś szału bojowego. - stwierdził Xethonar. - W tym wypadku muszę się zgodzić z portową dziwką: lepiej zostawić go teraz w spokoju, niech ochłonie.
- To może przeszukamy tych trzech pozostałych? - zasugerował Sedy. - W końcu to, co mają przy sobie i tak im się na nic nie przyda...

* * *

- Hej! Obudź się!
Wezwanie to, odbijając się echem w głowie Gristela, wyciągało jego umysł z krainy snu. Czuł, że ma zdrętwiałe ręce, nogi i bolą go plecy. Cholera, pomyślał, coś to łóżko dzisiaj strasznie niewygodne. Wczoraj też może nie było za pięknie, ale w porównaniu do tego, co jest teraz, to już chyba barłóg z sianem byłby lepszy.
Spróbował się przeciągnąć i wtedy to jego mózg odebrał informację, że nie jest w stanie tego zrobić. Coś krępowało mu ruchy.
- Co do..? - wymruczał otwierając oczy.
- No, w końcu! - znad siebie usłyszał zniecierpliwiony głos Inrami. - Nigdy nie widziałam by ktoś spał tak mocno.
Obraz, z początku rozmazany, teraz nabierał ostrości. Bard zauważył, że ktoś przywiązał go do łó żka za pomocą grubej liny, a nieco cieńszy sznur krępuje mu ręce i nogi. Wokół niego siedzieli członkowie drużyny, obserwując każdy jego ruch.
- Co jest?! - zapytał Gristel. - Co wy wyrabiacie?!
- To raczej ty nam to powiedz. - rzekł Kristo. - Czy to, co zrobiliśmy wczoraj w nocy, to jest twój typowy sposób na zdobycie pieniędzy?
- Nie.
- Zawsze, jak wykonujesz ten przekręt z wywabieniem pijanych gości z gospody by się za tobą rzucili w pościg, to potem maltretujesz ich zwłoki?
- Nie... - zaprzeczył, choć wiedział, że nie było to do końca prawdą.
- Co to był za stan, w który wtedy wpadłeś? Strasznie dużo ciekło ci wtedy śliny z ust, a oczy emanowały żółtym blaskiem.
- No nie, więc jednak... - westchnął pół-ork. - A myślałem, że to był tylko sen...
- Zdarzało ci się to wcześniej? Dlaczego nam o tym nie powiedziałeś?
- Bo byłem przekonany, że już nad tym panuję, więc nie ma o czym wspominać. A jednak... Posłuchajcie, przedstawię wam jak sprawa wygląda, jestem wam to winny. - zamknął oczy. - Kiedyś, gdy byłem młodszy, w ogóle mi się takie ataki szału nie przytrafiały, bo i też nie musiałem wtedy walczyć. Do czasu...
Pewnego razu szedłem mało uczęszczanym traktem i usłyszałem krzyki. Bez namysłu ruszyłem by sprawdzić co się dzieje i zobaczyłem, jak trzech oprychów atakuje mężczyznę w podeszłym wieku. Wtedy to pierwszy raz poczułem w sobie plugawą naturę ojca. - splunął powiedziawszy ostatnie słowo. - Agresja narastała we mnie, chciałem mordować, pławić się w ludzkiej krwi. I tak też się stało...
Wyskoczyłem z krzaków i rozerwałem tych łotrzyków na strzępy, gołymi rękoma. - zacisnął dłonie w pięści. - Byli tak zaskoczeni, że nie potrafili nawet sensownie zareagować. Mało brakło, a zabiłbym też tego, któremu przyszedłem z pomocą. Zresztą, zapewne tak by się właśnie stało gdyby nie to, iż ta dziwna euforia, przez którą byłem opętany jeszcze chwilę temu, odeszła. Rozejrzałem się dokoła, nie mogąc uwierzyć, że to ja w tak brutalny sposób pozbawiłem tych ludzi życia. Ale świadomość tego, że zamordowałem człowieka nie była dla mnie najgorszym co mnie spotkało. Wyrzuty sumienia, jak sami wiecie, zanikają z każdym kolejnym trupem na koncie. Natomiast to, co prześladuje mnie do dziś, za każdym razem gdy walczę...
- Mówisz o tym szale bojowym? - wtrąciła Serubi.
- Poniekąd... - przytaknął Gristel smutnym głosem. - Ale nie do końca. Chodzi bardziej o głód... Parszywy, trawiący mnie od wewnątrz głód, który każe pożerać swoje ofiary, zachęca, bym smakował ich mięsa, bym pił ich posokę.
- Na wszystkich bogów! - powiedziała Inrami zasłaniając usta ręką.
- Proszę, zrozumcie, to często jest silniejsze ode mnie. Ja wiem, jaką krew mam w żyłach, natury się nie oszuka. Ale staram się, by ją zagłuszyć, odciąć się od niej najbardziej, jak to tylko możliwe. Ba, byłem przekonany, że w końcu mi się to udało...
- No, ale jest tu pewna niejasność. - zauważył Kristo. - Już kilka razy widzieliśmy cię w walce i nie przejawiałeś skłonności, jakich byliśmy świadkami w tej alejce. Podejrzewam, że faktycznie potrafisz w miarę nad sobą panować, a to, że oszalałeś miało przyczynę w czymś innym.
- Ja nie wiem, bo jestem z wami od niedawna, ale na moje oko, to od kiedy wyszedłeś z tego namiotu gdzie odbywały się zapisy, byłeś zdenerwowany. - rzekł Sedy. - Jak przedstawiałeś nam plan dostania się do turnieju poprzez pozbycie się Rotardiego, to nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wprost nienawidzisz tego gościa. Zalazł ci jakoś za skórę?
- Powiedzmy...
- To znaczy?
- Ten facet nie uznawał zasad zdrowej konkurencji, donosił na innych bardów jeśli robili coś nie do końca legalnego, a jak było trzeba, to preparował dowody. Wszystko, byle pozbyć się rywali. Nikt w branży go nie szanował, ale ja miałem z nim do wyrównania osobiste porachunki. Przez niego musiałem uchodzić z miasta, w którym zatrzymałem się po incydencie na drodze.
- Jak to? - zapytała Serubi.
- To było tak... Przygarnął mnie ten facet, którego uratowałem. Wiele mu zawdzięczam, on, jako jeden z niewielu, dostrzegł we mnie coś więcej, niż potomka potwora... - zrobił przerwę na głębsze nabranie oddechu. - Vertin, bo tak się nazywał, był emerytowanym wojskowym, który dorabiał sobie do emerytury handlem dziełami sztuki. To on przedstawił mi prawidła rządzące światem oraz wyszkolił w walce. I to na jego zamówienie powstała ma lutnia. - odszukał wzrokiem instrument, spoczywający w kącie pokoju. - A ten skurwiel, Rotardi, jakoś się o niej dowiedział i zapragnął mieć dla siebie. Najpierw chciał kupić, ale Vertin nie miał zamiaru jej sprzedawać. Myślałem, że na tym koniec, ale... - zawahał się.
- Ale co? - dociekał Sedy.
- Gówno, ćwoku. - rzucił Xenothar.
- Zamknijcie się oboje i nie przerywajcie! - powiedział Kristo. - Mów dalej, Gristel.
- W dniu, gdy poszedłem po odbiór instrumentu do kowala, do mego przyjaciela przyszli ludzie wynajęci przez tego psa Rotardiego, by odebrać mu lutnię. Skończyło się tym, że jak wróciłem do domu, to Vertin leżał zakrwawiony na podłodze. Oczywiście, nikt nie uwierzył w moją wersję zdarzeń, bądź co bądź oskarżającą jednego z bardziej znanych artystów, i musiałem uciekać, będąc posądzonym o zabójstwo. - jego pochmurną twarz wykrzywił ironiczny uśmiech. - No, ale jednak jest, kurwa, sprawiedliwość na tym świecie!
- To teraz wiadomo skąd ten szał. - stwierdził Kristo. - Po prostu chciałeś się zemścić i poniosły cię emocje.
- Myślę, że w sumie tak... Ale, skoro już wam nieco wyjaśniłem, to może moglibyście mnie uwolnić? W końcu muszę jeszcze wziąć udział w pewnym turnieju.
Ludzie z drużyny popatrzyli po sobie. Gristel, widząc ich wahanie, zdał sobie sprawę jak dużo będzie musiał pracować, by odbudować ich zaufanie względem niego. I jak bardzo będzie musiał się starać, by nie zniszczyć tego, co zrekonstruuje, kolejnym atakiem szału.
Po chwili błędny rycerz zabrał się za rozwiązywanie supłów.

* * *

- A pan czego tu znowu? - zapytał gruby, spocony jegomość siedzący za sporym biurkiem, na którym leżało trochę papierów i duża taca z przeróżnymi przekąskami. W namiocie było też od czasu do czasu słychać ciamkanie.
- Przyszedłem się spytać czy zwolniły się jakieś miejsca.
- Ach, to nasz rezerwowy, pan... Moment... - zaczął przeszukiwać stosik dokumentów wzdychając ciężko. - Ach, pan Letsirg, tak?
- Owszem.
- No tak, tak... - wyjął chusteczkę z kieszeni i zaczął wycierać sobie czoło. - Cóż, ma pan szczęście. Jeden z faworytów turnieju nie żyje.
- Naprawdę? - zapytał rosły pół-ork z przejęciem w głosie. - Kto?
- Rotardi. Świadkowie twierdzą, że wybiegł z "Pijanego knura" za zamaskowanym mężczyzną, który sprofanował jego utwór i tyle go było. Ostatni raz... - jęknął wywracając oczami.
- Czy wszystko w porządku?
- Tak, tak... - westchnął z ulgą. - W każdym razie, ostatni raz widziano, jak Rotardi i jego obstawa wpadają za tym grajkiem do jakiejś alejki, z której chwilę potem zaczęły dochodzić krzyki, czy coś takiego... - sięgnął do tacy, wziął sobie smażone udko kurczaka i zaczął jeść. - Mówią nawet o błyskach i grzmotach! Motłoch zasrany, zawsze sobie coś dośpiewa. - wyrzucił za siebie obgryzioną kość, oblizał palce, po czym zmrużył oczy przybrawszy poważny wyraz twarzy i pochylił się nad biurkiem, by zbliżyć się nieco do swego rozmówcy. Pod blatem coś stuknęło i wydało cichutki jęk. - W każdym bądź razie znaleziono tam cztery trupy, w tym i ciało Rotardiego, a raczej to, co z niego zostało.
- To straszne!
- Eee tam! - machnął ręka opadając z powrotem na swe siedzenie. - Gówno mnie to obchodzi, bo strażnicy ponoć są już na tropie tych, co to zrobili. Ważne, by turniej się odbył. Dlatego wskakujesz na miejsce Rotardiego.
- W porządku. O której i gdzie mam być?
- Jutro, w południe, na targu, tutaj, w tym namiocie. Wtedy jeszcze raz sprawdzimy zawodników i zacznie się konkurs. Jeśli nie ma pan już więcej pytań, panie Letsirg, to proszę opuścić namiot. Mam jeszcze dużo do załatwienia.
- Do widzenia. - powiedział pół-ork odwracając się w kierunku wyjścia.
- No tak, tak... - odrzekł, a gdy jego gość zniknął z namiotu, schylił się pod blat biurka. - Suko! - syknął. - Nie słyszałaś, że z kimś rozmawiałem? Następnym razem przestań to robić gdy ktoś się pojawi.
- Dobrze... - szepnął chrypiący, kobiecy głos.
- No, kurwa, w końcu ci płacę, więc rób, co mówię! - rozwalił się wygodnie na krześle. - A teraz wracaj do masowania mi stóp!

* * *

Drużyna dotarła pod scenę otoczoną tłumem rozszalałych, młodych ludzi w momencie, gdy skończyły się eliminacje. Polegały one po prostu na wykonaniu jakiegoś utworu, niekoniecznie swojego, byle w stylu hula-hop, a gremium sędziowskie (czyli podstarzała kobieta z żabimi oczami oraz trzech mężczyzn; jeden łysiejący, z połową wąsa, oraz dwóch nieco młodszych: pierwszy z włosami wyglądającymi jak szczotka do mycia podłóg, drugi, z bezczelnym spojrzeniem i rozczapierzona fryzurą) miało za zadanie ocenianie każdego kandydata i potem wybranie ośmiu najlepszych.
- Dlaczego te dzieciaki mają na sobie za duże ubrania? - zapytała Serubi.
- Tak się teraz nosi. - powiedziała jedna ze stojących obok nastolatek. - To symbol naszej wolności i niezależności! Za duże ciuchy oznaczają swobodę...
- Cicho! Cicho! - zaczęła piszczeć jej koleżanka. - Zaraz ogłoszą wyniki!
W kilka chwil zapanowała pełna napięcia cisza. Do krawędzi estrady poszedł konferansjer prowadzący cały konkurs i przez chwilę lustrował zgromadzone towarzystwo.
- Uwaga! - oznajmił. - Sędziowie zdecydowali, że do drugiego etapu konkursu przechodzą... - spojrzał na kartkę jaką trzymał w dłoniach i zaczął wymieniać tych, którzy się zakwalifikowali. - ...a także Letsirg i Ajep.
Widzowie zaczęli klaskać i skakać, choć dało się słyszeć także buczenie niezadowolonych, że ich faworyci nie przeszli dalej.
- Jest! Udało się! - cieszyła się Inrami.
- No, tyle dobrze, tylko jak to będzie wyglądało dalej? - zapytał Kristo.
- Dla tych, co jeszcze nie wiedzą! - ryknął prowadzący starając się przekrzyczeć publikę. - Następny etap odbywa się systemem pucharowym, to znaczy, że zawodnicy są podzieleni na pary i toczą ze sobą pojedynki na słowa. Mogą powiedzieć tylko osiem linijek tekstu, a wszelkie złamanie tej reguły równa się odpadnięciu. - pochylił się w kierunku publiki. - I najważniejsze! Teraz to wy decyduje kto przechodzi dalej! Po każdym pojedynku będziecie nagradzać poszczególnym zawodników brawami, a ten, który otrzyma ich więcej zostaje w turnieju! Co wy na to?
Publika wydała z siebie ryk aprobaty.
- No, to świetnie! Oto pierwsza para!

* * *

Gristel czekał na swego przeciwnika siedząc w namiocie obok sceny. Podpatrywał ruchy innych zawodników, starając się analizować ich zachowanie oraz reakcje publiki. Z początku chciał ćwiczyć różne warianty tekstów, zarówno bardziej refleksyjne, jak i typowe pyskówki, ale doszedł do wniosku, że byłoby to bez sensu. Po prostu, pomyślał, gadaj to, co ci ślina na język przyniesie, byle się rymowało i trzymało rytm.
- Na arenę prosimy teraz Letsirga i Ezoma! - krzyknął konferansjer, a widownia zawtórowała mu wrzaskiem kilkuset gardeł.
Bard wstał ze swego stołka i skierował się ku wyjściu z namiotu, za którym czekały nań schody prowadzące na scenę. Tam czekał już jego przeciwnik, młody, nieco wychudzony chłopak, z włosami długimi do ramion i sztucznym uśmiechem przyklejonym do gęby.
- Dobra, zaczynamy! Ezom, ty pierwszy! - powiedział prowadzący i odsunął się na bok.
Bębniarz zaczął wybijać rytm, taki sam, jak poprzednim zawodnikom. Młodzieniec zignorował Gristela, nawet na niego nie popatrzył i od razu zaczął:

Hej panienki, jest zabawa
Dzika rozkosz czeka na was
Skoczcie wy w objęcia moje
Energii to ja mam za dwoje
Tylko mnie z tym obok nie pomylcie
Ud swych przed nim nie rozchylcie
Bo on z kutasem paskudnym swoim
Nigdy was nie zadowoli!


Ezom wykonał głęboki ukłon i puścił całusa stojącej najbliżej dziewczynie, która zarumieniła się z tego powodu, ale u pozostałych raczej nie wzbudził większych emocji, bo tłum nie wykazywał aktywności podczas jego występu. Teraz kolej na mnie, pomyślał Gristel, czas się odgryźć. Zaczął się kołysać do rytmu, machnął kilka razy w stronę publiki i zarymował:

Był pewien chłopak i żył w przekonaniu
Że jak nikt inny zna się na ruchaniu
Ale gdy wylądował w łóżku z jakąś niewiastą
To trzy razy ją popchnął, spuścił się i zasnął
Dziewoja biedna, bardzo tym wkurwiona
Odgryzła mu fujarę i uciekła niespełniona
A chłoptaś teraz w konkursie startuje
Bo pieniędzy na sztuczną kuśkę potrzebuje!


Fale rechotu przetaczały się przez audytorium, kilka osób nawet zabiło brawo i nie byli to wył ącznie członkowie drużyny. Gdy pół-ork spojrzał na swego konkurenta, to odniósł wrażenie, że ten skurczył się trochę, jakby to, co przed chwilą usłyszał, było prawdą.
- Nieźli są, nie? - zapytał konferansjer stając między nimi. - Ale tylko jeden może przejść dalej. Kto to będzie? - wskazał młodzieńca. - Czy Ezom...?
W cichy, jaka zapadła dało się słyszeć zaledwie kilka klaszczących osób.
- ... czy Letsirg?
Publika ożywiła się nieco, parę osób z przodu zaczęło krzyczeć na znak aprobaty.
- W porządku. - rzekł prowadzący. - Wychodzi na to, że pojedynek wygrał... Letsirg! - złapał barda za rękę i uniósł do góry na znak jego tryumfu. - No dobrze, teraz pora na kolejną walkę. Na scenę poproszę...
Gristel zszedł do namiotu i nie słyszał już kto jest wzywany na arenę. Zresztą, nie interesowało go to. Był zbyt podekscytowany tym, że jednak udało mu się przejść do następnej rundy.
- Świetnie! - usłyszał za sobą głos Serubi. - Udało ci się!
- No, powiedzmy, jeszcze dwa pojedynki.
- Spokojnie, dasz radę. - stwierdził Sedy. - Kurwa, fajny jest ten hula-hop. Szkoda, że nie mam odrobiny szumigaju, to dopiero musiałby być fajny trans...

Następna Strona |>>>|


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^ ||