
::: Mariusz Saint :::
Empatia 2 - odcinek drugi
Druga miłość
-3-
Czarny Luin potrafił szybko się przemieszczać. Właściwie to bardzo szybko; w ciągu jednego dnia potrafił przebyć drogę ze stolicy, Palateku, do pałacu letniego w Maab. Bez magii to było niemożliwe.
Doradca królewski szukał kiedyś szybkiego i dyskretnego środka transportu; zwrócił się z tym do ówczesnego nadwornego maga. Kiedy ten wytrzeźwiał, zaproponował Luinowi latający dywan.
Po niedługim czasie znaleziono magika u stóp schodów, ze złamanym karkiem. W oficjalnej notatce podano, że potknął się o wystający kawałek dywanu.
Luin szukał i w końcu znalazł: odwiedził gildię magów powietrza. Wyciągnął kilka papierów z archiwum: podatki, pozwolenie na budowę... I poszedł z nimi do gildii. Zażądał od czarodziejów ich największego projektu, nad którym pracowali, i go dostał. Smoka nieba.
Smok ten, sterowany myślami osoby, która na nim zasiadała, zawsze przybierał taki odcień, jaki aktualnie miało niebo; nawet chmury przewijały się po jego skórze. Dzięki temu był niezauważalny, no bo jak odróżnić jeden kawałek nieba od drugiego?
Smok nieba zapewniał dyskrecję i szybkie przemieszczanie się; był prawdopodobnie jedynym tworem magicznym, do którego Luin miał jako takie zaufanie. A to znaczy, że nigdy nie latał podczas burzy.
Właśnie w tej chwili, pod osłoną nocy, doradca królewski wychodzi na dziedziniec zamku letniego w Maab. Pogmerał chwilę w kieszeni i wyjął małą, szklaną kulę. Uniósł ją wysoko w wyciągniętej dłoni, tak, jakby chciał dotknąć nieba. I rzeczywiście kawałek nieba pojawił się na dziedzińcu. Miał kształt smoka, który wyraźnie odcinał się na tle murów zamku. Bardzo dobrze, pomyślał Luin i zaczął wymacywać sobie drogę na grzbiet smoka.
***
Gdy na horyzoncie za plecami Luina zaczęły pojawiać się pierwsze promyki wschodzącego słońca, doradca królewski był już bardzo blisko gór. Przeszywało go przenikliwe zimno, więc mocniej przycisnął się do ciepłego grzbietu smoka (magowie pomyśleli o wszystkim). Skierował magicznego stwora wprost na malutki płaskowyż ukryty wśród najwyższych szczytów.
Potężne pazury wyżłobiły kolejne bruzdy w skale (w tym momencie zamkowy kuchcik wybierający się na targ po cebulę jest bardzo zdziwiony podobnymi śladami na dziedzińcu), a Luin sprawnie zeskoczył z grzbietu smoka. Ponownie wyjął z kieszeni szklaną kulę i kawałek nieba w kształcie smoka zniknął. Obejrzał się za siebie i zobaczył jego. Mertena. Stał u wejścia jaskini.
Luin był zaszokowany wyglądem Mertena, gdy zobaczył go pierwszy raz; tak samo zresztą było za drugim, i teraz za trzecim razem. Merten ubrany był w długą, bordową szatę, ze złotymi zdobieniami na brzegach, ale to jeszcze nie było takie straszne. Lewe oko zakrywał mu okular w ciężkiej, mosiężnej oprawie, przymocowany do wysięgnika wystającego z jego hełmu. To znaczy Luin miał nadzieję, że to hełm, chociaż przylegał tak ściśle, że możliwe, że była to czaszka. Z owego "hełmu" (tak było łatwiej o tym myśleć) wystawały również liczne cienkie, zginające się druty, zakończone małymi, chwytnymi pazurkami. Ale nie to było najgorsze.
Najgorsze było to, że te niby-rączki się od czasu do czasu poruszały.
- Czy konstrukt gotowy? - Zapytał Luin, a Merten skinął głową i bez słowa zniknął w jaskini. Luin podążył za nim.
Szli dość długo ciemnym korytarzem, aż w końcu weszli do ogromnej sali. Luinowi niemalże zaparło dech. Pomieszczenie było ogromne, tak jakby ktoś wydrążył cały szczyt góry od środka. Do ściany przymocowane było rusztowanie, do którego dochodziły liczne tunele, wydrążone w skale. Na rusztowaniu uwijały się dziesiątki, a może i setki karłów - nieco podobnych do krasnoludów, ale nieco wyższych i mniej krępych. Luin widział w otworach tuneli jakieś światła; były to ogniska pieców, w których wytwarzano metal, będący potem poddawany dalszej obróbce. Po całym pomieszczeniu rozbrzmiewał stukot wielu młotów.
Z tego metalu budowany był ogromny, siedemdziesięciometrowej wielkości konstrukt, który oparty był o rusztowanie. Pierwsze nieśmiałe promienie słońca wpadały przez otwór wybity w sklepieniu pomieszczenia i odbijały się od pancerza humanoidalnego kształtu tworu. Kanciasta głowa wyglądała jak dopiero co ociosany i wstępnie obrobiony kamień, który dopiero później rzeźbiarz zamieni w twarz gargulca czy innego maszkarona. Z ramion wystawał kilkumetrowe kolce.
Prawie cały pancerz był fioletowy.
- Bardzo piękny, ale dlaczego on jest...
- Taka ruda metalu - uprzedził pytanie Luina Merten, gdyż się go spodziewał od bardzo długiego czasu.
- Na pewno będzie potrafił znaleźć wszystko...
- Wystarczy tylko niewielka próbka. Konstrukt znajdzie wszystko, gdziekolwiek to będzie. - Tego pytania Merten również się spodziewał.
- A... jak nim sterować?
- Za mną.
Przeszli w milczeniu przez całą halę, gdyż i tak w tym hałasie nie można było się dogadać. Weszli do korytarza prowadzącego w górę hali; Luin widział liczne odnogi prowadzące na rusztowanie i pracujących tam karłów; żaden nawet nie podniósł głowy na nowego przybysza. Wilgotne ściany korytarza nie sprawiały przyjemnego wrażenia, na szczęście doszli już na szczyt pnącego się ostro do góry korytarza. Byli teraz mniej więcej na poziomie głowy konstruktu. Merten otworzył drzwi i Luin ujrzał pomieszczenie stanowiące ostry kontrast w stosunku do zimnych i nieprzyjemnych skalnych ścian. Wyłożony bogato zdobionym dywanem pokój wyposażony był w liczne drogie meble: szafę, stolik, bogato wyposażony barek, jedno łóżko, kilka krzeseł i stół. Na tym właśnie, wyposażonym w bogatą inkrustację stole spoczywały ubłocone, długie skórzane buciory z ostrogami, chociaż nawet najsilniejszy koń zdechłby w połowie drogi na szczyt góry.
Buty należały do bardzo dziwnej postaci, której twarzy Luin nie mógł w tej chwili dostrzec, bo spod kapelusza z szerokim rondem widać było tylko zarośnięty podbródek. Osobnik miał na sobie skórzaną kamizelkę i koszulę w kratkę, a do krzywo założonych pasów przyczepione miał po obu stronach dziwnie wyglądające pochwy: zbyt małe na miecz, zbyt duże na sztylet; wystawały z nich obite drewnem metalowe uchwyty. Ale Luin nie przebył takiej drogi i nie wydał tylu królewskich pieniędzy, aby przyglądać się nieznajomym.
Postawił torbę z pobranymi ze skarbca szmaragdami na stole; brzęknęła miło. Jakby uruchomiony tym dźwiękiem osobnik w kapeluszu podniósł głowę (choć Luin doskonale wiedział, że ten nie spał, tylko czuwał) i można było zobaczyć jego wąsatą, chudą twarz i zimne, niebieskie oczy.
- Pan jest naszym... - zaczął Luin.
- Uszanowanko, Jonas jestem - przerwał mówiąc z tak dziwnym akcentem, że Luin ledwo go zrozumiał.
- Czy możemy wypróbować konstrukt?
- Czemu nie? - powiedział Jonas, ale najpierw popatrzył na Mertena, który lekko skinął głową.
- Możemy - powiedział Merten. - Drugą warstwę pancerza położymy później.
Wyszli przez drugie drzwi w pokoju na rusztowanie; znaleźli się na szerokiej platformie z desek, prowadzącej wprost do głowy konstruktu.
- Zapodaj próbkę, facet - powiedział Jonas. Luin ledwo się domyślił, o co chodzi. Włożył rękę do kieszeni i wyjął pierwszą z brzegu złożoną chusteczkę i wręczył Jonasowi, który chwycił ją w brudne paluchy, plamiąc nieskazitelną biel. Chusteczkę, w którą zawinięte były włosy Sedy'ego.
Jonas wspiął się po metalowych szczeblach na tył głowy konstruktu i odsłonił klapę. Nie wiedzieć czemu, Luin spodziewał się ujrzeć w środku masę dźwigni, kół zębatych i łańcuchów, niczym we wnętrzu ogromnego zegara, ale nic takiego tam nie było; tylko szklany kanał z fotelem w środku i z dwoma tylko uchwytami z niego wystającymi.
- I jak niby on zamierza sterować...
- Swoją myślą - oznajmił beznamiętnym głosem Merten. To Luin mógł zaakceptować; w końcu sam w ten sposób sterował smokiem nieba. Nareszcie coś zrozumiałego.
Merten pociągnął za łańcuchy wystające ze ściany; rozległ się głośny szum. Uwolniona siła górskich strumieni wprawiła w ruch potężne koła, które sprawiły, że zaczęła poruszać się ta część podłogi, na której stał konstrukt. Luin i Merten zeszli na ramię humanoidalnego tworu.
Otworzyło się sklepienie gigantycznej jaskini; potok światła zalał wnętrze, a oślepione promieniami karły zakrywały oczy i uciekały w głąb tuneli. Platforma z konstruktem zaczęła unosić się ku górze. Merten wszedł do małej, przeźroczystej kabiny umieszczonej z boku szyi tworu; Luin podążył za nim. Gdy całkowicie wyłonili się z czeluści jaskini, konstrukt chwilę stał w absolutnym bezruchu, jakby czegoś nasłuchiwał, po czym błyskawicznie się sprężył i wykonał olbrzymi skok ze szczytu góry.
***
Olbrzymi kształt spadł z nieba, lądująca stopa zredukowała chatkę Sedy'ego z trzech wymiarów do dwóch, w akompaniamencie suchego trzasku, jakby ktoś nadepnął na gałązkę. Bardzo dużą gałązkę.
Rozległ się potężny ryk, który dopiero po chwili Sedy zidentyfikował jako głos, głos należący do urzędnika królewskiego, tylko wielokrotnie wzmocniony.
- Chciałeś mnie oszukać, chłopcze! Panie Jonas, łapać go!
- Sedy nie zdążył nawet dobrze zrozumieć tego zdania, gdy potężne metalowe palce zacisnęły się wokół niego, wyciskając dech z piersi. Czuł, że ta ręka może go w każdej chwili zmiażdżyć bez żadnego wysiłku. Potężna dłoń trzymała go tak przez chwilę a Sedy czuł, że w tej chwili ważą się losy jego życia.
W końcu rozległ się głos Luina:
- Panie Jonas, test się udał! Wracamy!
Konstrukt wykonał kolejny skok wysoko w powietrze. Sedy zanim stracił przytomność zauważył, jak przez zieleń liści przebija się biały kolor sukni.
***
Gdy Sedy się ocknął, poczuł przeszywające zimno. Rozglądnął się i zauważył tylko tkwiący w bezruchu konstrukt, błękit nieba i szczyt góry, który był kilka metrów od niego. Sam leżał na jednym z nich.
I zauważył też postać Luina, który stał przed nim.
- Teraz mi dasz porcję zwalniającego ziela, a ja zrezygnuję z kary śmierci dla ciebie - powiedział, choć nie znaczyło to, że żadnej kary nie będzie.
- Ostatnia... porcja... - rozrzedzone powietrze zdecydowanie nie ułatwiało oddychania - była... w... mojej chatce... - Sedy'emu wypowiedź przerwało uderzenie w twarz. Luin miał zamiar za pomocą kilku kopniaków zrzucić chłopaka ze szczytu, ale w Merten mu przerwał swoim jak zwykle beznamiętnym głosem:
- Może da się coś zrobić.
Sedy wiedział, że pożyje jeszcze trochę.
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^ ||