::: zabójca :::

Opowiadania

Cykle

Empatia2

Inne Teksty

Komentarze

Baza Linków

Regulamin

[Online]

Na Gigancie


Rozdział 10, czyli co dwie głowy to nie jedna...

Po przebudzeniu wcale nie czułem się lepiej. Cały czas miałem w pamięci rozmowę z Jackiem. Głupek - tak o nim myślałem. No, bo jak można nie zapłacić dealerowi za towar? Przecież to istne samobójstwo! Jednak nie to mnie najbardziej wkurzało. Najgorsze było to, że w całą tą aferę została wplątana moja skromna osoba. Ja - totalny przeciwnik ćpania - byłem na celowniku dealera. I to cholera wie czy tylko jednego, czy całej bandy. Postanowiłem jednak, że w Light zostanę, gdyż miałem pewność, że jeśli nie pójdę do slumsów to nic mi się nie stanie. No, może stuprocentowej pewności nie miałem, ale po prostu brakowało mi już siły, żeby kolejny raz zmieniać miejsce zamieszkania. W Light było tak fajnie...

Na śniadanie zjadłem dwie kanapki, które nabyłem w sklepie niedaleko ośrodka. Wiesz, takie pakowane w folię i zalatujące nieco chemią. No, ale jeśli człowiek nie ma głowy do przygotowywania sobie posiłków to takie ścierwo musi mu wystarczyć. Po porannej "wyżerce" postanowiłem wybrać się na plażę. Sam, bo jakoś nie miałem ochoty na rozmowę z Jackiem i jego paczką. Zresztą okna w domku moich nowych kumpli były jeszcze zasłonięte, co wskazywało na to, że spali. Ubrałem kąpielówki, zapakowałem do plecaka ręcznik i wyruszyłem w drogę na plażę. Jak wspominałem wcześniej, plaża była śmiesznie blisko, ale ja udałem się w miejsce, w którym byłem dnia poprzedniego. Po prostu nie chciałem, żeby Jack i spółka mnie spotkali. Byłem na niego tak wkurzony, że przez przypadek mógłbym czegoś nagadać dziewczynom. Wolałem złość wyładować w spokoju, bo przecież nie mogłem Jacka przekreślać ze względu na jeden występek. Postanowiłem jednak go ignorować dopóki nie przyzna się do błędu, jak to zrobiła Jessica. Facet po prostu musiał pokazać, że ma jaja. Ja z ciotami się nie zadaję...

***

Kiedy dotarłem na miejsce to była już godzina 10.30. Plaża powoli się zapełniała, ale porządne miejsce dało się jeszcze znaleźć bez problemu. Ja swój ręcznik rozłożyłem w pobliżu budki z piwem i lodami. Obok mnie leżały jakieś dwie nastolatki i plotkowały ma temat życia prywatnego gwiazd muzyki POP. Muszę przyznać, że miałem niezły ubaw z ich dialogu, bo nieczęsto słyszy się stwierdzenie, że dziewczyna chciałaby stracić dziewictwo z ulubionym piosenkarzem. No, ale lepsze już to niż chęć zostania lesbijką, "bo to jest modne". Po pewnym czasie miałem już dosyć tej prymitywnej rozmowy i ruszyłem w stronę oceanu, aby zażyć kąpieli. Woda była cieplutka. Początkowo wszedłem tylko do kolan, gdyż nie zamierzałem pływać, jednak po kilku minutach stwierdziłem, że brodząc wyglądam jak kretyn i zanurzyłem się cały. Było fantastycznie, lecz można było żałować, że nie było fal. Po chwili zauważyłem, że do wody wchodzą te dwie nastolatki, które podsłuchiwałem. Obie brunetki, na oko piętnastoletnie. Jedna miała czerwony kostium, druga niebieski. Urody były przeciętnej, jednak twarze miały sympatyczne. Nie patyczkowały się, tylko od razu wbiegły do wody po szyję. Już chciałem wychodzić, kiedy te zaczęły chichotać i płynąć w moją stronę.
- Hej, to ty leżałeś obok nas! - wykrzyknęły niemal jednocześnie.
- Ja, a co? - zapytałem wyraźnie zaskoczony zaistniałą sytuacją.
- Nic, tak pytamy - odpowiedziała ta w niebieskim.
- Jesteś stąd? - zapytała dziewczyna w czerwonym kostiumie.
- Nie, przyjechałem na wakacje z kumplami. A wy? - przez przypadek zadałem pytanie przedłużające tą męczącą dla mnie rozmowę.
- A my jesteśmy z rodzicami - powiedziała ta w niebieskim i wskazała na parę siedzącą na leżakach jakieś 20 metrów od budki z piwem.
- Fajnie was poznać - zacząłem pieprzyć od rzeczy, bo kompletnie nie wiedziałem o czym z nimi rozmawiać.
- Wiesz, mieszkamy na tym kempingu obok pierwszego zejścia na plażę. Kompletna nuda tam jest. A ty pewnie jesteś pod namiotem? - zapytała laska w czerwonym.
Już chciałem jej dać jakąś wykręcającą odpowiedź, jednak stwierdziłem, że nie ma sensu od razu pogrzebywać nowej znajomości. W końcu to były tylko wakacje i nie musiałem wiązać się z tymi dziewczynami na całe życie.
- Cholera, nie wierzę wam. Ja też tam mieszkam... - wymamrotałem.
- No, coś ty? Jejku, Karen, może dzisiaj, może... - wykrzyczała ta w niebieskim, promieniejąc przy tym niczym modelka na wybiegu.
- Tak Lili, tak! - wtórowała jej dziewczyna w czerwonym.
- Spotkamy się jeszcze, pa! - wykrzyczały obydwie i wybiegły z wody szybciej niż się w niej znalazły.
Ja stałem jak wryty jeszcze co najmniej piętnaście sekund. Wiem, że niektórzy ludzie są dziwni, jednak nie sądziłem, że aż do tego stopnia. Ciekaw byłem, co te dziewczyny miały na myśli, jednak za cholerę nic nie przychodziło mi do głowy. W celu ochłonięcia popływałem trochę wzdłuż brzegu. To trochę przekształciło się w dobrą godzinę...

***

Kiedy wyszedłem z wody to tajemniczych nastolatek nie było już na plaży. Na moim ręczniku leżał za to kamień, pod którym znajdowała się jakaś kartka. Nie będę ukrywał, że byłem w stu procentach pewien, że była to wiadomość od moich nowych znajomych. Oczywiście miałem rację. "Przyjdź o 20.00 pod domek nr 67" - to był cały tekst, który na owej kartce się znajdował. Skłamałbym, gdybym nie powiedział ci, drogi czytelniku, że zastanawiałem się co zrobić. Z jednej strony dziewczyny wydawały się całkiem miłe, z drugiej jednak dość już miałem wplątywania się w różne dziwne sytuacje dzięki przypadkowo poznanym ludziom. Serce jednak zwyciężyło nad rozumem i obiecałem sobie, że o godzinie 20.00 domek nr 67 odwiedzę.

Na plaży leżałem jeszcze przez jakieś pół godziny i zdążyłem w pełni wyschnąć. Leżałbym dłużej, ale mój brzuch zaczął domagać się czegoś do jedzenia. W plecaku miałem portfel, więc nie musiałem wracać do ośrodka po kasę.

***

Obiadek zjadłem w pobliskim barze szybkiej obsługi. Serwowana tam ryba z frytkami nie należała do smakołyków, jednak głodny człowiek weźmie do ust wszystko. Po obiedzie wróciłem na plażę, która się całkowicie zapełniła. O moim miejscu pod budką z piwem i lodami mogłem zapomnieć. Ręcznik rozłożyłem jakieś pięćdziesiąt metrów dalej, w pobliżu małżeństwa z dwójką małych dzieci. Nie lubię takich miejsc, gdyż dzieciaki mają pełno różnych dziwnych zabaw, których pobliscy plażowicze zawsze są ofiarami. Na szczęście dzieciaki nie miały piłki, więc mogłem być pewien, że najgorsze mnie nie spotka. 

Kiedy tak sobie leżałem to mój umysł nie był w żadnym wypadku wyłączony. Fakt, że nie myślałem o rodzicach, kumplach i Danielu, ale liścik od dziewczyn z domku nr 67 nie dawał mi spokoju. No, i ten cholerny dealer, który mnie gonił dnia poprzedniego. Ech, czemu ja tak mam, że w chwilach relaksu zawsze myślę o sprawach stresujących? Tego nawet ty, drogi czytelniku, nie jesteś w stanie mi powiedzieć...

***

Z plaży zacząłem się zwijać około godziny 18.00. Musiałem wrócić do domu i trochę się ogarnąć, bo przecież o 20.00 miałem spotkać się z dwoma dziewczynami. Swoją drogą to dziwny pomysł, żeby dwie kobietki umawiały się z jednym facetem. Nie, żebym miał coś do trójkątów, ale po prostu trochę dziwnie ta cała sytuacja wyglądała.

Kiedy wróciłem do ośrodka to nie zastałem w nim nikogo z paczki Jacka. Pewnie są jeszcze na plaży lub poszli już na jakąś imprezę - pomyślałem. Nie przejmując się nowymi kumplami, wszedłem do swojego domku i przebrałem się w coś normalnego. Do wyjścia miałem jeszcze trochę czasu, więc położyłem się na łóżku w celu krótkiego odpoczynku. Po chwili zadzwoniła moja komórka...
- Słucham? - zapytałem po wciśnięciu zielonej słuchawki.
- Steave, jak się masz? - zapytał głos w słuchawce, w którym rozpoznałem mamę.
- A dzięki, jest świetna pogoda - odpowiedziałem standardowo.
- Świetna? Widziałam w prognozie, że leje u was deszcz - powiedziała z głębokim zdziwieniem.
W tym momencie porządnie się we mnie zagotowało, gdyż nie wziąłem pod uwagę, że jestem daleko od West, i że tam może być całkowicie odmienna pogoda.
- No tak, ale wczoraj jeszcze było super - dodałem dla złagodzenia sytuacji.
- Aha, to świetnie! - odpowiedziała.
- Wiesz, tęsknię powoli za tobą, może wpadniemy z ojcem cię odwiedzić? - zapytała troskliwie, ale raczej poważnie.
Początkowo nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. Przecież gdyby starsi przyjechali, to wszystko by się wydało. Nie mogłem do tego dopuścić, ale nie miałem żadnego pomysłu jak to zrobić. No, bo moja matka jest bardzo uparta...
- Eeee... No, wiesz mamo, ja niedługo wrócę...
- Ależ Steave, nie będziemy z ojcem ci przeszkadzać, a sami także się chętnie poopalamy i wykąpiemy w jeziorze - zaczęła swoją gadkę.
- Ale mamo, ja jestem z kolegami, przecież w tym wieku... - próbowałem się wymigać.
- My wcale nie chcemy cię sprawdzać... - kontynuowała serię argumentów nie do obalenia.
- Wiesz mamo, ja za kilka dni wrócę i wtedy możemy gdzieś pojechać w trójkę. Ale proszę, nie odwiedzajcie mnie podczas pobytu z kolegami, proszę... - zacząłem chwytać się ostatniej deski ratunku.
- Dobrze synku, jeszcze to przemyślimy. Pa, muszę kończyć, zadzwonię wieczorem - powiedziała na zakończenie, dając mi jeszcze jakąś nadzieję.
- No, cześć - odpowiedziałem nieco zrezygnowanym tonem.

Muszę ci powiedzieć drogi czytelniku, że takiego telefonu nie spodziewałem się nawet w najczarniejszych myślach. Zacząłem się poważnie zastanawiać nad ekspresową podróżą nad jezioro, gdzie biwakowali moi kumple. Odpychała mnie jednak od tego myśl, że przyjazd starszych nie jest pewny, a psucie sobie wakacji życia dla czegoś niepewnego jest krokiem iście samobójczym. Postanowiłem nic nie robić i zdać się na los, na siłę wyższą. Ryzykowałem dożywotnią utratą zaufania rodziców, jednak mimo wszystko gra była warta świeczki.

***

Pięć minut przed godziną 20.00 wyszedłem ze swojej nory i zamknąłem ją na klucz. Co dziwne, w domu Jacka i spółki nadal nikogo nie było. Właściwie to mało mnie to obchodziło, a nawet lekko cieszyło, gdyż nie miałem ochoty na rozmowę z nikim z tej paczki. No, może kilka słów z Kate bym zamienił, ale reszta po prostu zbyt mocno działała mi na nerwy. Znalezienie domku nr 67 zajęło mi zaledwie kilkanaście sekund, więc od razu skierowałem swoje kroki w jego stronę, jednak nie zdążyłem do niego dojść, gdyż uprzedziły mnie dziewczyny, z którymi byłem umówiony. Wyglądały zdecydowanie lepiej niż na plaży. To pewnie przez makijaż, który każda miała całkiem interesujący.
- Ja jestem Karen - przedstawiła mi się panienka w białej bluzeczce i niebieskich dżinsach.
- A ja Lili - powiedziała dziewczyna w bluzce czerwonej i bojówkach.
- Miło mi, jestem Steave - wypowiedziałem sztampową formułkę.
- No, to zabierz nas gdzieś! - wykrzyknęła na pół ośrodka Karen.
- Przecież nie będziemy tu tak stali, głuptasie... - dopowiedziała Lili.
Przyznam szczerze, że zachowanie dziewczyn mnie trochę zaskoczyło, gdyż wydawały się nie mieć żadnych zahamowań w kontaktach z obcymi. Ja rozumiem, że można być człowiekiem otwartym, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem.
- Dobra, chodźmy - odpowiedziałem nie mając innego wyjścia.

Po ich wyglądzie stwierdziłem, że z ciężką muzyką mają niewiele wspólnego, więc zabrałem je do jednego z wielu ogródków piwnych na głównej promenadzie. Wybraliśmy taki najbardziej zatłoczony, bo dziewczyny chciały poczuć, że są wśród ludzi. Dziwne, bo nie wyglądały na takie, których rodzice nigdzie nie puszczają. Każdy zajął przy stoliku miejsce, a po chwili stała tam już kelnerka.
- Co podać? - zapytała uprzejmie.
- Czego się napijecie dziewczyny? - spytałem z grzeczności.
- A ty? - głupio wyrwała się Karen.
- Dla mnie jedno duże piwo - powiedziałem dla świętego spokoju.
- To dla nas to samo - dodała Lili, zanim Karen doszła do głosu.
Kelnerka zapisała zamówienie i po chwili trzy zimne browarki stały na naszym stoliku. Po tak ciężkim dniu zimne piwko było dla mnie czymś lepszym niż jakiekolwiek lekarstwo. Dziewczyny (a przynajmniej jedna z nich) chyba jednak czuły inaczej.
- Zwariowałaś, przecież starzy nas zabiją - wtrąciła Karen, która dotychczas była bardziej odważna.
- Nie bój się, przecież to tylko jedno! Będzie super, zobaczysz....
Dziewczyny tak ze sobą dyskutowały, a ja siedziałem cichutko, bo właściwie nie miałem pomysłu o czym z nimi rozmawiać.
- To ile wy macie właściwie lat? - zapytałem po dobrej minucie grobowej ciszy.
Karen i Lili spojrzały na siebie.
- Siedemnaście - odpowiedziała Lili.
Nagle Karen zaczęła kaszleć, wstała z miejsca i udała się do toalety.
- To piwo? - zapytałem Lili.
- Nie, za chwilę zobaczysz... - odpowiedziała pod nosem.
- Aha. - moja cierpliwość po woli się wyczerpywała.
Karen nie wracała dobre pięć minut, a ja siedziałem z Lili przy stoliku w kompletnym milczeniu. Pierwszy raz w życiu czułem się tak upokorzony. Najbardziej dręczyła mnie myśl, że te dwie panienki mieszkały na tym samym kempingu, i że do końca pobytu będą drwiły na mój widok. Tak, bo inaczej nie można się zachować w stosunku do faceta, który nawet nie umie ust otworzyć.
- Cicho coś... - wymamrotałem, aby przerwać ciszę.
- No to chodź się zabawimy. Karen już czeka.... - powiedziała przez zęby.
Poczułem jak przez całe moje ciało przechodzą dreszcze. W tamtym momencie dotarło już do mnie, jaki był cel wspólnej randki. Ech, dwie napalone dziewice i jeden starszy o kilka lat chłopak. Cholera, za dużo kolorowych gazetek dla nastolatek się naczytały. Też mi coś nie pasowało, że mają po siedemnaście lat... 

Na zaproszenie Lili nawet nie odpowiedziałem. Nie miałem ochoty na przypadkowy seks z dwoma młodziutkimi dziewczynami. Nawet nie wiedziałem, czy mają skończone piętnaście lat, a i to nie gwarantowałoby mi braku późniejszych kłopotów. Zresztą nie miałem nastroju na podobne zabawy, a propozycja Lili kompletnie mnie wyprowadziła z równowagi. Wstałem od stolika i ruszyłem biegiem w stronę ośrodka. Dziewczyna w ogóle nie protestowała, bo chyba domyśliła się, co mi odbiło.

Powiesz czytelniku, że tchórz ze mnie, że nie potrafię korzystać z życia i nadarzających się okazji. Wiesz, to nie do końca tak. Po pierwsze to ja nie chciałem zrobić krzywdy tym dziewczynom, a po drugie nie chciałem, żeby pierwszy raz odbyły w takim miejscu. A po trzecie: ja nie jestem normalnym facetem i ty dobrze o tym wiesz.

***

W domku przebrałem się w pidżamę i rzuciłem na łóżko. Na stoliku obok łóżka leżała komórka. Miałem wiadomość w skrzynce. Matka napisała, że jednak nie przyjadą. Kamień mi spadł z serca, jednak nadal byłem wkurzony na te dwie dziewczyny. Co się wyrabia w tych dzisiejszych czasach? Zresztą i tak nie da się już tego zmienić. Dzieciaki nie mają poczucia własnej wartości i traktują się jak jakiś towar.

Nie chciało mi się wcale spać, ale nerwy miałem tak zszargane, że nie miałem ochoty ciągnąć tego fatalnego dnia dłużej. Zamieszanie z matką i dwie natrętne dziewuchy to za dużo jak na jedną dobę. Po prostu przytuliłem się do poduszki i pogrążyłem się w głębokim śnie o mojej wyimaginowanej, niebieskookiej bogini. Przed zaśnięciem postanowiłem jeszcze, że następnego dnia wyjaśnię sobie kilka spraw z Jackiem. Dość już miałem tych wszystkich niejasności - chciałem wiedzieć, czy jesteśmy kumplami, czy tylko miałem pecha, że go spotkałem na swojej drodze...


zabójca

zabojca@buziaczek.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^ ||