ROCKOWE OGRÓDKI 2005
Milczenie Owiec
Jak co roku w wakacje w mazowieckim grodzie zwanym Płockiem zaczął się festiwal Rockowe Ogródki. Od 1 lipca do 27 sierpnia w każdy piątek i sobotę zespoły, które wyraziły chęć wystąpienia, będą walczyły o nagranie specjalnej płyty. Na początku i końcu wystąpią jednak zespoły-gwiazdy nie biorące udziału w rywalizacji. 1 i 2 lipca odbyły się 2 koncerty inaugurujące, wystąpiły zespoły Hedone oraz Milczenie Owiec. O ile występ poprockowego Hedone postanowiłem litościwie przemilczeć, to o Milczeniu Owiec zdecydowałem się jednak napisać.
O zespole tym słyszałem wcześniej niewiele, nazwa obijała mi się o uszy przy okazji zapowiedzi festiwalu w Węgorzewie, wymieniana była też niekiedy w różnych portalach internetowych, lecz nie miałem okazji usłyszeć żadnego ich kawałka. Dopiero jakieś pół godziny przed występem ściągnąłem z ich strony internetowej kawałek "Cisza", aby mieć jakiekolwiek wyobrażenie o tymże zespole. Muzyka i teksty nasunęły mi jednoznaczne skojarzenie z nieistniejącym już O.N.A, granie Milczenia Owiec jest jednak bardziej ostre, mniej w niej popowych naleciałości . No, ale miałem pisać o koncercie, więc do roboty. Około godziny 19:30 (impreza miała się zacząć o 20:00) ruszyłem z trzema towarzyszami (pozdro G3T, DemonaZ i Jelcyn ) do pubu/klubu Rock 69, w którym jak zwykle odbywają się Rockowe Ogródki. Gdy doszliśmy na miejsce było już tam sporo 'mrocznych' :) ludzi, ubranych w czarne ciuchy, glany i z sięgającymi ramion włosami. Koncert zaczął się z półgodzinnym opóźnieniem, w międzyczasie liczba osób stojących przed lub za bramą dość wydatnie się zwiększyła. W końcu ok. 20:30 koncert się rozpoczął. Na scenie pojawiła się ubrana w spodnie moro (oczywiście nie tylko :)) średnio urodziwa wokalistka, niejaka Ola Wysocka, a wokół niej jej koledzy z zespołu. Nie pamiętam od jakiego kawałka zaczęli, w każdym razie nie można go było w żadnym wypadku nazwać rzeźnią :), natomiast moje skojarzenia tylko potwierdziły się, teksty w stylu "Wlewam mój jad w twoją głowę, zatruwam twą myśl" to charakterystyczny dla Agnieszki Chylińskiej z byłego O.N.A feministyczny manifest podany w dość radykalnej formie. Mimo początkowej stagnacji zebranego wokół sceny tłumu zabawa wkrótce rozkręciła się. Po przynudzaniu w pierwszych trzech numerach, następnym utworem, którego tytułu zapomniałem, Milczenie Owiec zrehabilitowało się i porwało ludzi do zabawy. Z kumplami rzuciliśmy się więc pod scenę w pogo, które choć liczebnie niewielkie przyniosło dużo satysfakcji. Ludzie padali na ziemię dość gęsto :), lecz nie było mowy o tratowaniu, każdy upadający był natychmiast podnoszony. Sporo osób oddało się również headbanging'owi, do którego 'stanowisko' umiejscowione było pod samą sceną :), tej wspaniałej zabawy nie odmówiłem sobie i ja :) Frontmanka zespołu była wyraźnie zadowolona z przyjęcia, jakie zgotowała im publika., w pewnym momencie powiedziała: "Teraz zagramy cover, wokalistki grającej zupełnie inaczej niż my, zagraliśmy to jednak po swojemu". Po chwili czekania w napięciu okazało się, że tym coverem będzie "Frozen" Madonny. Faktycznie, numer zabrzmiał inaczej niż w oryginale, ciekawie wypadł zwłaszcza refren, podczas którego rozkręciło się znaczne pogo, nie obyło się również bez obowiązkowego "pływania" na rękach i ponad głowami stojących pod sceną. Mimo niezłej zabawy, przyszedł jednak czas na pożegnanie, lecz płocczanie nie chcieli puścić Milczenia Owiec tak łatwo. Aleksandra powiedziała więc, ze zagrają jeszcze trzy utwory, które tak naprawdę były chyba tymi samymi, które poszły na początek. Jak widać zespół poszedł po najmniejszej linii oporu, ale skoro przy tych numerach jest dobra zabawa, to czemu ich nie zaprezentować ? Po obiecanych trzech utworach, wokalistka pożegnała się i powiedziała: "Teraz w spokoju możemy napić się piwa". Czy dali się namówić na dalsze granie nie wiem, gdyż ze wspomnianymi kumplami opuściłem Rock 69. Cóż można powiedzieć o tym koncercie? Muszę przyznać, że był całkiem udany, widać, ze publika bawiła się nieźle. Szkoda jednak, że muzyka Milczenia Owiec nie broni się tak dobrze w wersji studyjnej. Na żywo potrafi całkiem nieźle rozgrzać atmosferę, lecz nagraniu ze studia nie powala oryginalnością i świeżością. Myślę jednak, że warto dać temu zespołowi szansę, gdyż ma w sobie potencjał, który przy pomocy odpowiednich ludzi, mógłby zaowocować pełną sukcesów karierę. Póki co czekam na następny koncert już za tydzień. Oczekujcie zatem relacji z występu Viridian!