Ból, pot i MUZYKA |
||||||
|
Łukasz G3T Stelmach, g3t@muzyka-am.prv.pl |
||||||
| -------------------------------------------------------------------- | ||||||
|
HUNTER, Hedfirst 23.03.2005 / Płock / Pub Grodzki Wiadomo wszem i wobec, iż najlepsze koncerty to nie te grane na stadionach czy mieszczących kilkadziesiąt tysięcy ludzi halach, ale te mające miejsce w malutkich klubach czy barach. [Relacja ta się nieco przeleżała, ale cóż...] |
||||||
|
Koncert miał odbyć się o godzinie 20, toteż około 19.30 ruszyłem do Pubu Grodzkiego, po drodze spotykając się z Bad Guyem, J.Z. (vel Demonaz) i jegoż kumplem z klasy, który to musiał jeszcze ruszyć po wodę do pobliskiego supermarketu. Po sprawdzeniu, czy wszyscy mamy bilety, obgadaniu paru istotnych spraw nie cierpiących zwłoki ("To co, idziemy?!") uświadomiliśmy sobie, iż niestety mamy ciut mało czasu. Ruszyliśmy więc przez okoliczne podwórka i blokowiska, aż świecące się łysymi pałami siedzących tu i ówdzie dresiarzy. Ignorując obelżywe wyrazy i prośby o wsparcie finansowe, dotarliśmy wreszcie do Pubu. Uroczy panowie kulturalnie, po wojskowemu kazali nadstawić dłoń na pieczątkę oraz okazać bilet. Po owych formalnościach można już było wpakować się do środka. Pierwsze, co we mnie uderzyło (dosłownie), to odór dymu papierosowego, który w połączeniu z ogólną duchotą i szałem ciał dawał niezłą atmosferę. :) Bad Guy od razu ruszył po autograf do Draka (wokalisty Huntera), a ja w tym czasie z pewnym niedowierzaniem poddałem oględzinom scenę, na której zagrać mieli muzycy. "Scena" to za dużo powiedziane - to był raczej "stopień". :) Zastanawiałem się jakim cudem oni się tu pomieszczą. Jednak dali radę (ale o tym później). Tymczasem jedne światła gasły, a zapalały się drugie, oświetlające scenę. Wyszedł Hedfirst. Panowie zaczęli grać numery z najnowszej płytki, a także z poprzednich - szczerze mówiąc, nie zauważyłem, żeby te kawałki się czymś różniły. Muzyka spod znaku Machine Head czy Soilwork świetnie nadawała się na rozgrzewkę, wyśmienicie rozruszała całe towarzystwo. Warto wspomnieć o dość chybionym tekście frontmana Hedfirst - panowie grali sobie od dobrych trzydziestu minut, praktycznie takie same, może różniące się tylko tekstami utwory, po czym wokalista krzyknął: "A teraz coś dla tych z tyłu, pijących piwo!"... I panowie dalej grali swoje, tj. bez zmian. Czemu to miało służyć? Nie wiem (myślałem, że dadzą jakąś balladę). Ale mimo tej wpadki (chociaż trudno to nazwać wpadką) Hedfirst zagrał dobrze, w swoim stylu, potrafił rozruszać tłum ludzi, a na dodatek pochwalił płockie piwo! :) Potem nastała przerwa, którą poświęciliśmy na przewietrzenie się przed Pubem. Gdy pisze te słowa, jestem jeszcze zdrowy, aczkolwiek jeśli nie zobaczycie w kolejnych KM-ach tekstów sygnowanych moja ksywka, znaczy, że lepiej nie pić lodowatej gazowanej wody mineralnej(*) na dworzu, gdy jest około 8°C, na dodatek będąc spoconym. Gdy wróciliśmy do wnętrza, akurat przygotowywali się muzycy Huntera. Po paru minutach światła skierowały się na scenę i rozpoczął się wystę lodowatej gazowanej wody Na początek poleciały dwa utwory z nowej płyty - T.E.L.I. (premiera 30 maja). Szybkie, energetyczne, dość interesujące (Bad Guy, początkowo sceptycznie nastawiony do nowego wydawnictwa, po koncercie zarzekał się, że na bank T.E.L.I. kupi). Później przy okrzykach publiczności Drak zaproponował coś z MEDEIS. "Hehe, jak tylko zrobimy przerwę i od razu zaczyna się koncert życzeń" - żartował, bo salę wypełniły wrzaski, jaki to kawałek powinni zagrać... Wybaczcie, ale po ponad półtorej godziny "bardzo aktywnego" uczestnictwa w imprezie nie byłem w stanie zapamiętać kolejności utworów. W każdym razie poleciał dość chłodno powitany Grabaszsz, żywiołowy Mirror Of War, szybszy, niż na płycie Fallen, skandowany Siedem, nastrojowa Fanta$magoria i jeszcze dwa "medeisowe" utwory, o których później. Czasu starczyło również na dwa kawałki z debiutanckiego Requiem - Żniwiarze Umysłów i... No właśnie - trzy utwory z repertuaru Huntera okazały się prawdziwymi hitami koncertowymi. So (wybaczcie brak wielokropka), o którego błagało jakieś 40% Pubu Grodzkiego, dostarczył świeżych pokładów energii wszystkim, którzy ostatkiem sił zdołali dostać się do wnętrza pogującego tłumu. Przyznam, że żałowałem, iż nie zostawiłem sobie więcej energii na ten utwór - zabawa była niesamowita. Chyba powinni otwierać So każdy swój koncert - chyba nikt nie zdoła wtedy stać w miejscu i "czekać na coś żywszego". Kolejnym niesamowitym utworem z MEDEIS , znakomicie odśpiewanym przez publiczność było Kiedy Umieram; warto dodać, iż jeden długowłosy krzyczał "Kiedy Umieram dajcie!!!" od samego początku występu muzyków ze Szczytna. Nikt nie oszczędzał gardeł, Drak praktycznie mógł odłożyć mikrofon i zająć się przybijaniem piątek ludziom spod sceny (w tym mi) :) Około wpół do jedenastej Hunter zszedł ze sceny z okrzykiem "Uważajcie na siebie!". Za namową publiczności jednak wrócili by wykonać na sam koniec ostatni WIELKI kawałek - Freedom. Przyznam, iż nigdy sam nie przepadałem za tym utworem, jednak widząc wspólne śpiewanie tegoż przez zespół i fanów trudno było się doń NIE przekonać... I koniec. Zmęczeni, spoceni po wieczornych szaleństwach, obolali, ale szczęśliwi wracamy do domów. Świetny koncert. Było wszystko, co powinno na takiej imprezie być - klimat, doskonała muzyka i kontakt z publicznością. Drakowi zdarzało się chwilę pogadać, zareklamować Metal Hammera z płytką zawierającą utwór z T.E.L.I., wspomnieć, że to już drugi koncert w Płocku, ale ten pierwszy był nieudany, bo przy świetle dziennym i "festyniarski", zaznaczyli tez fakt, iż teledyski robił im człowiek właśnie z Płocka ("Widzicie, wiele nas łączy, co?")... Ogólnie nie zawiedli. Lokalny oddział "Gazety Wyborczej" umieścił notkę, iż oto koncert "legendarnej grupy heavy metalowej z Mazur"... Nie wiem, czy Hunter to już "legendarna" kapela, bo w końcu kapele legendarne nie grają za dwie dychy w pubach na około 100 osób, ale jeśli oni będą grać takie koncerty na festiwalach, to naprawdę bezsprzecznie staną się polską legendą. Złoty Bączek za Woodstock chyba faktycznie trafił dla najlepiej koncertującej grupy. Gwoli ścisłości - nagłośnienie dobre, nic specjalnego, ale jak na warunki barowe czegoż chcieć więcej? Muzycy dali sobie spokój z wymyślną aranżacją (vide Woodstock). Po prostu wyszli, zagrali - bezbłędnie, ciężko było znaleźć jakieś niechcące pacnięcia w struny czy przypadkowe zahaczenie o talerz. Zresztą, kto by zwracał na to uwagę, gdy panuje taka świetna atmosfera, gdzie nikt nie stoi i patrzy obojętnie, gdzie w końcu gra zasłużona już, ale stale dobrze obiecująca polska kapela. Nikt mądry. Hunter i Hedfirst o 20.00 za dokładnie 16 zł. Świetny koncert, zabójcza cena. Żałujcie, że Was to może ominąć. A jak zobaczycie zielony plakat za mieście, to szczerze polecam szybko kupić bilet. Bo warto.
(*) Na nic droższego nas stać nie było :)
© 2005 |