***Relacja z Blitzkrieg II (Proxima 3.10.04)***
Crionics + Ceti + Lost Soul + Vader
Ponieważ odpu¶ciłem sobie Empire Invasion Tour ’04 (głownie żałuje że nie widziałem występu Traumy), postanowiłem zaliczyć (że tak powiem) kolejny koncert Vader’a. Dzień koncertu trochę mi (i nie tylko mi) nie pasił, ale dupa, ostatecznie przes±dził jeden fakt – na Blitzkrieg II zagra Lost Soul – kapela, która nie bez ¶ciemy uważa, że gra death metal. Co wam tu dużo truć. Bez większych problemów dotarłem z dwoma kumplami pod klub. Należałoby cosik skonsumować. Co (nie) ciekawe najbliższy otwarty sklep monopolowy znajdował się z kilosa od Proximy (czyżby jaka¶ umowa z klubem, co by więcej zarobić?). Jako podłe metalowce zaopatrzeni w różnorakie wynalazki pitne walnęli¶my się pod klubem, po drodze kieruj±c zagubionych „braci”, którzy też mieli problemy z znalezieniem monopolowca. He, he, fajnie zanudzam nie ? Dobra ludzie się zbierali, chociaż stwierdzili¶my , że co¶ dzisiaj krucho z frekwencj±. Po drodze widzieli¶my gitarzystę z pewnej „empire’ owskiej” kapeli o dziwnej nazwie na „P” (hehehe).
Po przekroczeniu piekielnych bram Proximy, ujrzałem mego idola koziołka Kmiołka, który to zazwyczaj unika rozgłosu (albo po prostu unika tych co go nie lubi±...). A ja jako zło¶liwy żłop powiedziałem mu (¶miesznym tonem) „dobryy wieczórr”, a on wywalił gały i odpowiedział (mówie wam go¶ć jest w pyte;)). Następna znajoma twarz. Tak to Jacek Hiro, który (co ciekawe) dzisiaj robił za biletera;). Kumpel go zaczepił: „co dzi¶ zapierdalasz przy biletach?”. Tak degradacja, ale on spoko ziomek i podał nam grabe (jouł!).
Na scenie szalała horda co się zowie Crionics. W sumie zastanawiałem się jak zespól promowany przez Empire jako „black’owy”, sprawdza się na żywo. No cóż, wypada to tak sobie. Crionics z nowym basist± (Destroyer – tak przedstawił go Waran) i wspomagany przez Yanuarego (kojarzycie chyba?) odgrywał swe kawałki, był „Satanic Syndrome” (poprzedzony introsem), nieĽle odegrany „Waterfalls Of Darkness” i jeszcze 2-3 kawałki z nowego longplay’a. Występ jak występ. Były pomalowane ryje (Waran tak ¶miesznie wygl±dał z włosami przyklejonymi do gęby:)), fantazyjnie porwane wdzianko Yanuarego, wyjebana obroża z kolcami na szyi basisty, ale to wszystko i tak nic nie dało. Brzmienie na pierwszej kapeli jest zawsze chujowe, ale bez przesady. To jak spece z obsługi nagło¶nili perkę woła o pomstę do Rogatego, wszystkie blachy brzmiały tak samo, a stopy to w ogóle nie było (nic, a nic), tylko werbel trzaskał na maksa. Gitary tak sobie, chwilami miałem problemy z rozpoznaniem riffów, które wcze¶niej nie były mi obce, choćby nawet z taba (rzekłem). Występ mierny, ale trochę uratował chłopaków numer Emperor „The Loss and Curse of Reverence”. Publika zareagowała z entuzjazmem i ruszyła swe dupy w pogo. A, przypomniałem sobie jak naprodukował się basista z fragmentem tekstu - to zwolnienie „The Loss...” (melorecytacja, czy jak to się zowie).
Przerwa. Piwko (cena powoduje, że ci¶nie w odbycie!). Odpoczynek i niby czekanie na Ceti. Pół występu przesiedziałem z kumplami na górze Proximy. PóĽniej z politowania skierowali¶my się na koniec publiki. No w sumie to jeden z kumpli chciał zobaczyć te całe Ceti. Krótko – dupa i nuda. Starsi panowie starali się grać na gitarach, a najlepiej to i tak wychodziły im klawisze (ble!). Mimo zachęcania pana wokala do ¶piewania, publika stała tempo i czasami darła się „hajl” (czy jako¶ tak). Wybaczcie moj± nieznajomo¶ć materiału Kupczyka i spółki, ale niestety mam takie granie w dupie (rzekłem). Kumpel poinformował mnie tylko, że rozpoznaje jeden kawałek – był to cover disco-heavy kapeli Toto (jak się ma ojca co tego słucha, to się wie). Pozdro dla kumpla, który w czasie występu Ceti wymy¶lił jak zintegrować parkiet klubu z kiblem...
Przerwa i dłuższe majstrowanie ze sprzętem. Wiadomo Lost Soul nadchodzi. Stali¶my z kumplami pod scen± i gapili¶my się na podstarzałych muzyków he, he. Ale nie oceniajcie tych panów po wygl±dzie, bo tak jak oni to mało kto w Polsce potrafi przypierdolić. Brzmienie zostało poprawione na Ceti i postało oczekiwanie. Muzycy złapali swe kopie BC Rich’ów, ustawili się. Z gło¶ników poleciało interko („The Dawn”) i zaczęło się. Kop w dupę. Starzy bywalcy koncertów wiedz± co dobre, młyn coraz większy (oj nieĽle się poobijałem), maniacy próbowali nawet skakać na resztę (he). Jacek Grecki cieszył ryja i dawał z siebie wszystko (solówki!). Szacunek dla najbardziej niedocenionego w Polsce perkusisty - Adama Sierżęgi. W czasie setu można było usłyszeć „No Salvation/Divine Satisfaction/Beast Rising/We Want God”. Ładnie zapowiedziany („nowy kawałek, który znacie ze strony Empire”) „Godstate” - masakra, pot i zło (rzekłem). Kilka tytułów mi uciekło, może dlatego, że były jeszcze ze 2 nowe numery, których nie kojarzę. Konkretny i naprawdę udany występ zakończył numer z repertuaru pewnej kalifornijskiej kapeli na „M”, która to (co tu ukrywać) ma duży wpływ na stylistykę Straconych Dusz. Jacek rzekł „Warszawa, za wzorowe zachowanie – Rapture!!!” (miło, nie ?). Występ dobry i ciężki (w szerokim tego słowa znaczeniu!).
Pozostało oczekiwanie na „gwiazdoróf”. Po Vader wiadomo czego się spodziewać. Tego dnia wderowców było od zar±bania i wkurzali mnie stoj±c z tępymi wyrazami twarzy na występie Lost Soul (czyżby dla 15-nasto letnich fanów metalu LS to za dużo?). Nawet byłem ciekawy co zaprezentuje Piotr i spółka, w końcu tyle się słyszało o nowej płycie, że podobna będzie „lepsza” (cokolwiek miałoby to znaczyć). Chłopaki wyskoczyli, zaczęli od nowego numeru (nie znam). Piotr przywitał się z Warszaw± i dalej do przodu. Novy produkował się na swym „nie¶miertelnym otwieraczu konserw” (tak pieszczotliwie okre¶la swój basik), Mauser jak zwykle w formie (i jak zwykle) stroił mroczne miny, a Daray ledwie wystawał zza bębnów i starał się odegrać partie mistrza Docenta. „Silent Empire” odegrał nawet bez zarzutu, a np. solo w „Cold Demons” zjebał (rytm, ha!). Na życzenie go¶cia, który stał obok mnie poleciał „Dark Age” (takiego Vadera nawet lubię). Można było także usłyszeć nie¶miertelne „Black to the Blind”, Peter odegrał solówki bez zarzutu. Jeżeli chodzi o set to kojarzę, że były jeszcze takie numery jak „Reign Forever World” i nowy „Dark Transmission”. Niestety (albo i stety) musiałem zwin±ć się wcze¶niej, aby wrócić do domu, dlatego widziałem (i słyszałem) pół występu Pancernej Dywizji dowodzonej przez Piotra. Tak na marginesie - chyba nie tylko ja tak zrobiłem, gdyż na przystanku gromadziło się coraz więcej „czarnych”. Wiadomo – Vader to instytucja, koncerty s± schematyczne (czyli nie efektowne i powtarzalne). Nie pomogły nawet dodatkowe elementy dekoracji (powiesili siakie¶ ¶cierwo) i podkręcenie gło¶no¶ci na maksa (w porównaniu do pozostałych kapel na Vaderze było za gło¶no). Chuj, koniec skarżenia się.
Podsumowuj±c koncert taki sobie, chyba w zeszłym roku było lepiej (ale to moje zdanie). Crionics – nieĽle, na jako¶ć występu miał wpływ skopany dĽwięk. Ceti – nie mam zdania, chyba dobrze, ale ja nie lubie takiego grania. Lost Soul – szacunek (nieu¶wiadomionym polecam zapoznanie się z płytami „Scream of the Mourning Star” i „Ubermensch (Death of God)”). Vader – standard.
PS. Pozdrawiam Jarka (za to, że wytrwał) i Kamila (kurwa, nie pij tyle:)).
PS. Na koncercie widziałem szefa Progresji (szakulec, heheheheehehe).
PS3. Czekam na trasę Hate!!!
PS4. Słuchałem: Lost Soul, Crionics i „The Direction's Cut” (ciekawe ile mrocznych misiów zna ten album:)).
©
The True SLA-|-AN (Ostatnio pojawiło się kilka osób o bliĽniaczych xywach...) 04/08.10.2004.