TENEBROSUS - Lost and Forgotten
(CD 04 / Metal Mind Records)

autor: kaReL
www.nbc.art.pl
www.mrocznastrefa.prv.pl

Fenomem tej kapeli jest niesamowity. No może fenomen, to złe określenie, ale zmierzam do tego, że jedni TENEBROSUS ubóstwiają, a drudzy z ogromnym impetem wieszają się po tym szyldzie nie pozostawiając nic, oprócz całej masy ubliżeń i wykipiwań. Czym to jest uzależnione? Nie wiem, ale ja siłą rzeczy będę musiał po którejś ze stron miejsce zająć... Nie ukrywam, iż nie jestem z oblatany z twórczością tej pomorskiej hordy a "Lost and Forgotten" to mój pierwszy kontakt z kapelą. Z góry założyłem sobie, że nie będę tu negował ich tylko i wyłącznie za cyrograf z MMP. W zasadzie z początku mogłoby to się wydawać zaskakujące, że kapela grająca mało dochodowy blaczek wpadła w sidła naszego wydawniczego molocha, ale teraz ani mnie to ziębi, ani grzeje! "Lost and Forgotten" stał się faktem i w ubiegłym roku opuścił tłocznie by siać zamęt w umysłach młodych buntowników. Przeszło to u mnie bez echa i zupełny przypadek sprawił, że płytka trafiła w moje łapska. 7 hiperszybkich i mega bluźnierczych black metalowych wystrzałów to w skrócie zawartość ostatniego nagrania TENEBROSUS. Nie przepadam za 'takim' blackiem, chociaż Szwecja jest mi bliska, ale niestety z innego powodu... Żeby jednak ugryźć materiał z cenionym na każdym kroku obiektywizmem stwierdzam, że tym kawałkom niewiele już brakuje do pełnego profesjonalizmu (Hertz + dobre opanowanie instrumentalne robią swoje). Problem jest jednak innego rodzaju - otóż nie sposób spamiętać jakichkolwiek wyróżników poszczególnych kawałków, bo ich zwyczajnie nie ma. Całość zlewa się w niekończącą się anihilację, która bez wytchnienia wtłaczana jest poprzez małżowiny do naszego umysłu. Oczywiście można to potraktować 'in plus', ale na dłuższą metę takie myślenie raczej się nie sprawdzi, bo płytka prędzej zamęczy, niż pobudzi. Nie sposób odmówić jednak chłopakom pasji z jaką zabrali się do grania - to słychać niemalże w każdym fragmencie. Dla tych, których szwedzka scena zamiatania ku czci samego Lucyfera jeszcze się nie przejadła "Lost and Forgotten" nadaje się w sam raz (można spokojnie dodać z 1,5 oczka do końcowej oceny). Z kolei ci, co nigdy za takimi dźwiękami nie przepadali mogą sobie ten albumik z czystym sumieniem odpuścić...


Ocena: 6/10