System of a Down - MEZMERIZE |
||||||||||||||||||||||||||||
|
Łukasz G3T Stelmach, g3t@muzyka-am.prv.pl |
||||||||||||||||||||||||||||
| -------------------------------------------------------------------- | ||||||||||||||||||||||||||||
|
Płyta schematyczna, ale zaskakująca. Różnorodna, ale spójna. Rozwrzeszczana, ale momentami melancholijna. Pozostawiająca niedosyt, ale dająca poczucie dobrze ulokowanych pieniędzy. |
||||||||||||||||||||||||||||
|
Nie wiem, jak oni to robią, ale nikt, powtarzam - NIKT nie potrafi tak połączyć zdawałoby się skrajnych klimatów i stworzyć z tego doskonałego albumu. Na 'Mezmerize' obok wściekłych wrzasków, riffów i mocnego uderzania w bębny znajdziemy słodkie popowe melodyjki ('BYOB'), niby-marsze ('Revenga') oraz motywy etniczne ('Radio Video'). Coś jak 'Chop Suey!' do kwadratu. Momentami wydaje się to wszystko nieco przekombinowane, jednak w praktyce dzięki takiemu 'rozstrzałowi' muzyka na 'Mezmerize' nie nudzi i zwyczajnie ciekawi ('Co oni tam znowu wymyślą...?'). Album nie nuży - panowie najwyraźniej chwytają różne wiatry we włosy (które, nawiasem mówiąc wszystkim urosły, prócz łysego basisty - ten dla odmiany zapuścił brodę) - oprócz 'starego' System Of A Down na 'Mezmerize' znalazło się kilka dość nowych elementów, które naprawdę mnie zadziwiły. Na przykład przetworzony komputerowo głos wokalisty w 'Old School Hollywood' czy słodkie i melancholijne intro 'Soldier Side'. Nie powiem, żeby to mnie jakoś zachwyciło, ale zawsze to coś nowego. Nową rzeczą jest olbrzymi udział gitarzysty Darona Malakiana w wokalach. Czasem wydawało mi się, że to on jest wokalistą nr 1, a trzeba przyznać, iż głos ma niezgorszy - o wiele mniej "potężny" niż Serj, ale pasujący do klimatu muzyki System Of A Down. Cóż, zarówno wokaliści, jak i sekcja instrumentalna sprawują się bardzo dobrze - trudno im cokolwiek zarzucić. A to gitary ostro przycinają, a to zwalniają, "plumkając" jedynie lekko; a to perkusista wali w bębny jak szalony, a to zwalnia, wybijając jedynie "nienachalnie" rytm. Taka jest i cała płyta - bez zarzutu, przyspieszająca co utwór, a potem dająca chwilę wytchnienia. Nie da się ukryć, że 'Mezemrize' jest kolejnym stadium ewolucji muzyków z Hollywood. Debiut stwarzał wrażenie dzikiego, niedopracowanego; 'Toxicity' urzekła słuchaczy lekkością - poważnych, rzec trzeba - kompozycji i niecodzienną umiejętnością łączenia skrajnych, wbrew pozorom, klimatów. 'Steal This Album' zdefiniowała już w całości ich styl i tak jakby zamknęła pierwszy rozdział ich twórczości, kiedy to dobiero szukali miejsca w rockowym światku. 'Mezmerize' pokazała, że System wciąż potrafi zaskoczyć, że wciąż potrafi wymyślić i wściekły riff, i miłą melodię; że wciąż potrafi nagrać znakomitą płytę. Nie wiem, czy album 'Mezmerize' jest lepszy niż osławione 'Toxicity'. Nie wiem, czy go przegonił pod względem 'egzotyki' i ogólnego muzycznego poziomu. Wiem jednak na pewno, iż dorówniał. Na tę płytę ciężko spojrzeć 'uniwersalnym' okiem - bo każdy zareaguje na nią inaczej. Wydaje mi się, iż będzie ona mogła zadowolić zarówno fanów grupy, jak i zniechęcić jej przeciwników - ale może być odwrotnie. Mi się bardzo podobało. Co prawda nie jest to longplay genialny i jakoś szególnie ponadczasowy, ale warto go posłuchać i wyrobić sobie opinię o chyba najbardziej oryginalnej kapeli metalowej XXI wieku.
T A B E L K A
© 2005 |