***Pyorrhoea - Desire For Torment***
ZESPÓŁ : PYORRHOEA
PŁYTA : Desire For Torment
WYTWÓRNIA : Empire Rec. (ble!)
ROK WYDANIA : 2004
SKŁAD ZESPOŁU : Analripper - główny wokal, A.D. Gore - gitara, Andy Blakk - gitara, wokal, Cyprian - bass, Daray - perkusja
OCENA : Mocne 9-/10
Jakiś czas temu kumpel podrzucił mi 15-minutowe promo kapeli o połamanej nazwie. Kwadrans death grindu w wykonaniu czterech brzydali (teraz jest pięciu) skopał mi kościsty zad do tego stopnia, że z niecierpliwością czekałem na pełny album.
Projekt ten zowie się Pyorrhoea (fonetycznie: pajorija), co w skrócie oznacza "ropotok" (czy jakoś tak). Jeżeli chodzi o brzydali tworzących ten (jakby nie było) oryginalny band (jak na Polskę), to pogrywa tu Cyprian (basista z mało znanego Hate), za garami naparza Daray (z andergrandowego projektu Wader, ale na koncertach zamiast tego pierwszego za blasty odpowiedzialny jest jakiś inny chłoptaś, co "do wolnych nie należy"), dalej mamy Andy' ego (bodajże ze Sphere - dobra kapela!), Analrippera i AD Gore'a (który to często bywa na koncertach w Wawie, zdarzyło się z nim wypić browca). Przyznacie, ekipa mocna i jak najbardziej zdatna do tworzenia totalnie ekstremalnych dźwięków. Na "DFT" najbardziej zaskoczył mnie Daray. Przez cały album gra brutalne blasty, nieporównywalne do tego co stuka ostatnio w Waderze. Cypran też odwalił kawał dobrej roboty (o czym najlepiej przekonać się na koncercie!). Kompozycje i muzyka? W niecałych 30 minutach (14 utworach) skondensowano tak ekstremalne dźwięki, że laikom odradzam, a tym co lubują się w grindach (Mortician, Brutal Truth, Necrophagia, etc.) polecam. Co tu dużo truć. Sample z horrorów, bardzo gęste riffy, mulący bas w tle, ciągłe balsty, bulgoty i wrzaski zamiast wokali (nijak idzie rozczaić teksty bez zajrzenia do wkładki płyty). Czyli niby standard, powiecie. A właśni, że ni chuja, bo ja nie lubię 90% "grindów" tworzonych choćby w USA - nudzi mnie to! A Pyorrhoea zrobiła to z głową i filingiem (przynajmniej w moim odczuciu). Kompozycje są zbudowane na zakręconych melodiach, które zbijają. Ale mi słucha się tego przednie. Co prawda nie musicie słuchać gościa, który za szczyt ekstremy nie uważa death metal w wykonaniu In Flames i innych melodyjnych miśków z Szwecji. Powiem wam jeszcze, że takie numery jak "Consume You", "Hung on a Hook" i "Suicidal Masturbation" (milusi, hehe) są niesamowicie wkręcające i powodują, że wraca się i wciąż, wciąż chce się doznawać bólu i smrodu zgniłych ciał i gówna, które niesie ze sobą muzyka Pyorrhoea.
Reasumując zaiste me wywody ambitne słowotwórczo i merytorycznie powiem, że "DFT" było pierwszą oryginalna płytą, którą nabyłem od dawien dawna. Co prawda nie mogłem ścierpieć, że wydaje ich "miszczu Kmiołek" (vel Okrutnik Przeokrutny) i jego Empire Rec. Ale niech będzie, że raz w życiu kupiłem "Thraszem'ola z płytom" (ble!). Mi się podoba i jak nie macie "DTF", to zamawiać u Kmiołka (a niech się cieszy, że udało mu się zgarnąć chłopaków z Pyorrhoea). Reszta niech się wali na ryj. Nara i nie pozdrawiam.
PS. Pyorrhoea miażdży na koncertach... ach...ach!!!